11 grudnia 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

Współpraca na wysokim poziomie – obóz Lewandowski Team w Etiopii


Ona – najszybsza w kraju na 800 m. On – trener czwartego zawodnika globu na 800 m. Ona – utalentowana. On – ceniony profesjonalista. Drogi Angeliki Cichockiej i trenera Tomasza Lewandowskiego w końcu musiały się spotkać. Swoją współpracę rozpoczynają na wysokim poziomie… 2700 metrów n.p.m na obozie w Etiopii.

lewandowski_team.jpg
Od lewej Tomasz Lewandowski, Angelika Cichocka, Marcin Lewandowski (źródło fot. PZLA/Marek Biczyk)

Do Waszego teamu dołączyła kobieta. Czy to coś zmienia w Lewandowski Team?

Tomasz Lewandowski: Angelika dołączyła do grupy treningowej, którą prowadzę. Team jednak nie oznacza grupy treningowej rozpoznawanej przez nazwisko trenera. To całe przedsiębiorstwo, grupa wybitnych specjalistów, to drużyna realizująca wspólne cele, ufająca sobie, mająca tę samą pasję, misję do wykonania. Działamy w oparciu o wartości, które są dla nas ważne w codziennej pracy, życiu. Ten zespół jest po to, by pomagać sportowcom i trenerom. Stopniowo, według potrzeb, Angelika będzie również korzystała z jego usług. W funkcjonowaniu grupy to nic nie zmienia. Za to zmienia się atmosfera w grupie na lepszą i to pomaga w treningu.

Jakie ma trener doświadczenie z pracą z kobietami? Szerokiej publiczności znany jest z trenowania Marcina Lewandowskiego, swojego brata.

T.L.: Pracuję z dziewczynami i kobietami od początku swojej przygody trenerskiej, na różnych poziomach sportowych. Są medalistki, są amatorki, są początkujący. 
Angela, dlaczego chciałaś zacząć współpracę z Tomaszem Lewandowskim?
Angelika Cichocka: Przede wszystkim dlatego,  że trener Lewandowski jest profesjonalistą w każdym calu. Nie ma przypadkowości w treningu. Poszczególne elementy są dokładnie przemyślane i razem tworzą jedną spójną całość.  Będąc na tych samych zgrupowaniach, co Lewandowski Team, przyglądałam się temu jak trenuje Marcin i jak pracuje trener. Nie ukrywam, że trener Tomasz zaimponował mi wiedzą  oraz podejściem do treningu i zawodnika. Pełne zaangażowanie z obu stron – czyli tak jak powinno być!

A czym nowy trener cię zaskoczył?

A.C.: Jeżeli chodzi o trening, to trener Tomasz jest bardzo spokojny, opanowany a  zarazem wymagający. Szuka rezerw w pozornie prostych ćwiczeniach i zapewniam, że mu się udaje. Niejednokrotnie, gdy na treningu  padało np. hasło „stabilizacja”, myślałam „Pfff, co to dla mnie”. Jak się okazywało – nie z trenerem (śmiech). Prawidłowa pozycja wyjściowa, ułożenie poszczególnych części ciała, naprawdę jest nad czym pracować . Jestem osobą gadatliwą i ciekawą świata, lubię wiedzieć, a po treningu nie mam pytań . Trener wszystko objaśnia dlaczego robimy to tak, a nie inaczej. Dba o każdy aspekt treningowy, ale też, a może przede wszystkim, o wszystko to – co „niebiegowe”. Ma świetne podejście, jest doskonałym pedagogiem i psychologiem, ma niesamowitą wiedzę i umiejętności. Teraz wiem skąd wynika jego autorytet w Europie i na świecie. Myślę że mamy jeszcze dużo czasu, aby poznać się lepiej, bo za nami zaledwie 2 miesiące pracy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku. 

obozETH.jpg
Od lewej: Angelika, trener Tomasz, słowacki 800-metrowiec Jozef Repcik, Adam Czerwiński i Marcin Lewandowski na obozie w Etiopii.

CIMG5355.JPG

Trenowanie Angeli to dla trenera wyzwanie? 

T.L: Każdy nowy zawodnik jest dla mnie wyzwaniem i podchodzę do niego z pełnym zaangażowaniem, korzystając z wiedzy i doświadczenia, które zdobywam. Mam nadzieję, że każdy na tym skorzysta.

CIMG5370.JPG
Angeika z Marcinem podczas rozbiegania.

Jaki potencjał ma ta zawodniczka?

T.L: Trudno jest powiedzieć jaki potencjał ma Angelika. Wszyscy mówią, że jest bardzo utalentowaną zawodniczką. Ale co to tak naprawdę znaczy? Gdy dopytuję, nie do końca moi rozmówcy potrafią odpowiedzieć, na czym ten talent polega. Myślę, że z dotychczasowym trenerem Jarkiem Ścigałą, zrobiła świetną robotę, podbudowę i dzięki temu może zajść bardzo daleko. Ma solidne fundamenty, dobre przygotowanie aparatu ruchu, sprawnościowe, także tlenowe. Postaram się rozwijać jej najlepsze cechy a zarazem spróbuję skorygować to co przeszkadza. Czeka nas dużo pracy, nie tylko czysto biegowej.

angela.jpg
   Angelika na treningu.


Jakie widzi w niej trener najlepsze cechy?

T.L.: Angelika, zna swoje możliwości, łatwo się nie poddaje. Nie ustępuje, gdy chodzi o jej przekonania. Jest towarzyska, otwarta i zabawna, co ułatwia komunikację i pozytywnie wpływa na grupę. Utożsamia się z nią, czuje się za nią odpowiedzialna. Chętnie dzieli się wiedzą i pomaga młodszym zawodnikom. Co ważne – Angie jest bardzo zaangażowaną zawodniczką. Jest bardzo sprawna i silna. Szybko się uczy. Nie chce tylko wykonywać poleceń, chce rozumieć ich zasadność i cel. Nie ma dla niej treningu nie do wykonania, spróbuje każdego ćwiczenia nawet jeśli wydaje się niewykonalne. I ćwiczy tak długo aż się uda.

Czy z poprzednim trenerem Jarosławem Ścigałą rozstałaś się w zgodzie? Takie rozstania po latach nie należą do łatwiejszych. Trener Ścigała był z Tobą od początku, na pewno wiele razem przeżyliście. 
A.C.: Tak, rozstaliśmy się w zgodzie, choć przyznaję że potrzebowaliśmy trochę czasu, aby porozmawiać bez zbędnych emocji, na spokojnie. Z natury nie jestem osoba konfliktową więc trudno byłoby mi się pogodzić z myślą, że są miedzy nami nieporozumienia, czy sprawy nie do końca wyjaśnione. Trener był i  nadal jest osobą, która bardzo przyczyniła się do tego kim teraz jestem, nie tylko jako zawodniczka, ale też osoba. W wieku 17 lat, aby móc trenować, musiałam przeprowadzić się do miasta, zmienić szkołę i zamieszkać w internacie. Mój świat zmienił się o 180 stopni. Nowe środowisko, ludzie , różnice programowe, które musiałam nadrobić, było ciężko. Trener był jedynym wsparciem i mentorem w wielu sprawach. Pełna determinacja i zaangażowanie spowodowały, że udało nam się wiele osiągnąć. Ponad 20 medali MP,  progres wynikowy, starty w imprezach międzynarodowych. Z wielu sytuacji, gdy miałam problemy zdrowotne i mój sezon był pod znakiem zapytania, udało nam się wybrnąć. Jednak w pewnym momencie mój rozwój się zatrzymał. Mimo że dawaliśmy z siebie wszystko, z różnych przyczyn się nie udawało, pewne bodźce przestały oddziaływać. W zeszłym roku miałam mętlik w głowie, zabrakło mi jedynie 0,5 sek. aby pojechać na Igrzyska Olimpijskie, aby spełnić swoje marzenia. Wtedy już myślałam o zakończeniu współpracy z trenerem Ścigałą. Rozmawialiśmy o tym i stwierdziliśmy, że zaryzykujemy jeszcze raz i razem przygotujemy się do sezonu 2013. Jednak w tym roku również zabrakło trochę szczęścia i Mistrzostwa Świata oglądałam w telewizji. 
To musiało być frustrujące…

A.C.: Absolutnie nie obwiniam trenera za niepowodzenia, bo jest świetnym szkoleniowcem. Jednak czuję, że nie wykorzystywałam w pełni swojego potencjału i przyszedł taki czas, gdy trzeba coś zmienić. Daliśmy sobie czas na naprawę, ale nie wyszło. Chyba każdy nieraz ma takie wątpliwości, chce żeby było lepiej, ale przez sentymenty, więzi, relacje, brakuje odwagi, by zerwać z przeszłością i iść w niepewną przyszłość. Jestem coraz starsza, musiałam podjąć trudną decyzję. Chce się rozwijać.
Czy uważasz, że z trenera się wyrasta?

A.C.: Zmiana trenera nie jest niczym złym, to naturalna kolejność w sytuacji, w jakiej się znalazłam. W tych okolicznościach współpraca nie tylko z trenerem, ale i klubem się zakończyła. Poszukuję klubu, który mnie przygarnie i zainwestuje we mnie, a ja spłacę te koszty swoimi wynikami sportowymi. Rozpoczęłam rozmowy z bydgoskim Zawiszą, ale także z klubami z dalszych stron Polski. 

Angelika od lat zdobywa najważniejsze medale w kraju, ale wciąż brakuje jej, aby startować na najważniejszych dla sportowca imprezach. Jakich wyników możemy się spodziewać w przyszłym sezonie?

T.L.: Na to pytanie nie ma odpowiedzi, bo to niewiadoma. Każdy myśli o „życiówkach”, bo one dają nadzieję, choć wcale nie są gwarancją, wysokich osiągnięć sportowych. Tak jak w przypadku innych zawodników, tak w przypadku Angeliki, skupiam się na rozwoju, na treningu, a to co one przyniosą, zobaczymy w przeciągu 2-3 lat. Celem dla mnie jest poznanie organizmu zawodniczki, jej reakcji na różne środki treningowe, następnie przeprowadzimy próby biologiczne (starty) i zoptymalizujemy warsztat szkoleniowy. Chciałbym zadbać też o całą otoczkę, bo tutaj widzę spore pole do poprawy. Mówię o trybie życia, logistyce, żywieniu, psychologii, odnowie biologicznej…

CIMG5377.JPG

Marcinowi udało się w sezonie 2013 aż dwa razy złamać barierę 1:44 na 800 m, mimo że wypadły Wam niektóre elementy przygotowań do sezonu. Zaskoczyło to trenera i zastanowiło?

TL: Mówiąc szczerze, to nie tyle wypadły nam niektóre elementy treningu, co aż cały jeden okres przygotowawczy (tzw. okres przetwarzania)! To dla zawodnika na takim poziomie oznacza przeważnie koniec sezonu. Straciliśmy 7 tygodni treningu, a Marcin powrócił do normalnej pracy pod koniec kwietnia, a wiec na tuż przed sezonem. Dlatego musieliśmy przesunąć sezon startowy, konieczna była optymalizacja i zmiana treningu. Nie ukrywam, że w sytuacji tak długiej absencji treningowej, Marcin mnie bardzo zaskoczył. To jest „fajter”. Nie narzekał, tylko zasuwał. Wsparcie PZLA się wyczerpało, ale na szczęście był ORLEN, dzięki sponsorowi udało się wyjechać na kilka dodatkowych zgrupowań, gdzie staraliśmy się o powrót Marcina do pełnej dyspozycji. Wiedzieliśmy, że możemy nie zdążyć. Zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy w tej sytuacji i przyniosło to bardzo dużo. Dało mi to wiele do myślenia. Zapewniam, że zadanie domowe odrobiłem.
marcin.jpg
Marcin Lewandowski

Angela, przed Tobą dużo pracy i przygotowań do sezonu. Aktualnie trenujesz w Etiopii. Wiem, że zaryzykowałaś sporo, aby tam pojechać.
A.C.: Szczerze mówiąc to wątpiłam w to, że uda się doprowadzić ten wyjazd do skutku. Po drodze napotkałam mnóstwo problemów, technicznych i finansowych. Niestety nie mogłam już liczyć na wsparcie „prawie” byłego klubu z oczywistych względów, ani też na dofinansowanie z PZLA. 

IMG_6385.jpg
Angelika podczas rozbiegania w Etiopii.

Mogłaś zostać i trenować w kraju.  
A.C.: Tak, ale trener Tomasz zaplanował obóz w Etiopii i sytuacja, w której ja zostaje w kraju i trenuję z kartką w dłoni, jest wg. mnie bez  sensu, zwłaszcza na początku współpracy, gdy trener poznaje reakcje organizmu zawodnika na różne bodźce treningowe. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i z własnych oszczędności przygotować się do hali w 2013 r. Mam nadzieję, że w roku 2014 otrzymam wsparcie od PZLA. Przede mną dużo pracy, chcę jak najefektywniej wykorzystać czas, spędzony na zgrupowaniu. 

CIMG5382.JPG

Czyli związek nie dofinansował ci jeszcze przygotowań do sezonu halowego i do MŚ w Sopocie przygotowujesz się, póki co, z własnej kieszeni? Jednym zdaniem – nie masz łatwego życia z PZLA…

A.C.: Gdy zmieniłam trenera, sprawy zaczęły się nieco komplikować, a w rezultacie w ostatnim kwartale tego roku nie otrzymałam wsparcia ze strony PZLA. Wynikało to też z tego, że nie chciałam jeździć na obozy, proponowane przez PZLA, z innym szkoleniowcem niż trener Tomasz. Trener Tomasz także jest trenerem kadrowym, a mimo to zaproponowano innego szkoleniowca. Nie chciałam zmian w moim treningu zwłaszcza na początku współpracy z trenerem Lewandowskim. Tak więc, niestety nie mogłam się na zgodzić na ten pomysł PZLA. Robię  swoje i sama ponoszę koszt przygotowań do Halowych Mistrzostw Świata. Teraz już wszystko jest uporządkowane, a moich spraw w PZLA pilnuje trener Tomasz Lewandowski. Mam jednak nadzieję, że w roku 2014 będę mogła liczyć na wsparcie Związku w przygotowaniach.

IMG_6430.jpg

To musi być spory koszt…

A.C.: Tak. Jestem jednak świadoma, że nawet przy dobrej współpracy ze Związkiem, wsparciu z jego strony, będę musiała dużo inwestować sama. Dlatego postanowiłam poszukać wsparcia poza związkiem. Myślę tu o sponsoringu, ale na zasadzie obopólnych korzyści. Nie chcę tylko dostawać. Mam przygotowaną ofertę do potencjalnego sponsora, która przedstawia mój wkład, pracę oraz korzyści dla drugiej strony, które spłacą jej inwestycje. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto chce podążać ze mną w drodze do Rio 2016 (uśmiech).
Dlaczego warto w Ciebie zainwestować? 
A.C: Jestem przekonana o tym, że mogę biegać szybciej. Gdyby było inaczej, już dawno dałabym sobie spokój i zajęła się czymś innym. Wierzę w to, że najlepsze lata mam przed sobą.

CIMG5375.JPG


Trenerze,  dlaczego Etiopia a nie Kenia? 

T.L. Złożyło się na to wiele argumentów. Brałem pod uwagę okres treningowy i warunki w jakich chciałbym ten trening wykonać. W tym czasie Etiopia lepiej odpowiada moim założeniom metodycznym.  Etiopia, tak jak Kenia, jest cudownym krajem. Ale to, co mi się w tych krajach podoba, nie ma znaczenia przy podejmowaniu decyzji, gdzie ma się odbyć zgrupowanie. Tutaj ważne są: pogoda, wysokość na poziomem morza – nie jest lepiej tam gdzie wyżej, to zależy od rodzaju treningu jaki się chce wykonać, baza treningowa, trasy biegowe, ukształtowanie terenu, możliwości skorzystania z odnowy biologicznej, treningu alternatywnego i w grupie. Znaczenie ma też cena i warunki socjalne. Cenię sobie także możliwości edukacji zarówno dla trenera i zawodników. Dlatego zdecydowanie najlepszym wyjściem było zgrupowanie w Etiopii.

CIMG5320.jpg
Tomasz Lewandowski w otoczeniu dzieci.

CIMG5266.jpg
Angelika, Marcin  i Jozef z podczas kibicowania na zawodach.


Angela to Twój pierwszy obóz wysokogórski w tak egzotycznym miejscu. Jak znosiłaś pierwsze dni w Etiopii?

A.C: Aklimatyzacja przebiegła pomyślnie, choć początki były naprawdę trudne. Czułam się, jakbym dopiero zaczynała trenować. Po każdym wybieganiu miałam duszności i kaszel. Ale to normalne, bo mój organizm jeszcze nigdy nie był na takiej wysokości – 2700 m n.p.m. Z każdym dniem było i jest coraz lepiej. Mieszkamy w miejscowości Yaya Village w ośrodku, którego współwłaścicielem jest Haile Gebreselassie. To około 25 km od Sulututy, gdzie mieści się stadion wybudowany przez Kenenisę Bekele.

pejzaz.jpg
Okolice wioski Yaya Village – ujęcie wody, do którego podjeżdżają mieszkańcy.

CIMG5306___Kopia.JPG
Zawody przełajowe – zawodniczka wyrzuca kolce, aby dokończyć bieg boso.

Co Cię najbardziej zadziwiło i zainteresowało w Etiopii?

A.C.: Nie spodziewałam się tylu grup biegaczy, którzy umawiają się na trening już około 7 rano. Kobiety z mężczyznami biegają razem – często na czczo i bez picia. Najbardziej jednak zdziwił mnie obraz jakby sprzed kilkudziesięciu lat. Jest to bardzo przykre ale panuje tutaj okropna bieda. Poza hotelowym murem, widać inny świat. Ludzie jeżdżą powozami, transportują różne przedmioty z pomocą osiołków, małe dzieci wypasają kozy i krowy . Przechodząc przez wioskę, można zauważyć mnóstwo chatek ulepionych z gliny i … krowiej kupy. Chłopcy grają w piłkę wypchaną skarpetą. Teoretycznie wiedziałam, że tak właśnie tu jest, czytałam, oglądałam w TV, ale gdy zobaczy się to wszystko na własne oczy, to trochę zrobiło mi się wstyd, że czasami narzekamy na błahostki. Jednak, co zaskakujące, ludzie są życzliwi i uśmiechnięci. Takie sprawy skłaniają mnie do refleksji. 

CIMG5296.jpg

IMG_6382.JPG

Wilson Kipketer powiedział w wywiadzie dla bieganie.pl, że sportowcy powinni " skupić się na tym, żeby wypracować najlepsze dla siebie samych metody i je powielać. " Czy Etiopia stała się Waszą nową metodą i receptą na sukces?

T.L.: Powielanie pewnych sprawdzonych metod, rozwiązań jest skuteczne tylko do czasu. W pewnym momencie nie są już bodźcem i organizm przestaje reagować. Najważniejsze jest znaleźć inny, skuteczny bodziec. Nasza koncepcja rozłożona jest na wiele lat i też powielamy pewne sprawdzone schematy, dopóki działają. Jednak każdy sezon, nawet wtedy gdy wszystko „działa poprawnie”, jest optymalizacją, ulepszaniem tego, co było dotychczas, nawet sprawdzonych, dobrych metod. Nie można spocząć na laurach. Przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Etiopia jest konsekwencją przyjętych i realizowanych przez nas koncepcji rozwoju. I akurat w tym momencie, w którym teraz znajduje się Marcin, odpowiadała ona najlepiej do założeń treningowych (zamknięcie okresu przygotowania ogólnego, czysto tlenowego). Kolejne miejsca zgrupowań też będą wybierane tak, by zebrać jak najlepsze owoce. Dla Angeliki nie jest to niestety optymalne rozwiązanie, ale w tym momencie i sytuacji jakiej się znalazła, nie mieliśmy innego wyjścia. Dostrzegamy inne zalety tego zgrupowania niż w przypadku Marcina i na pewno też wiele korzyści z niego wypłynie dla zawodniczki jak i również dla mnie. W sporcie nie ma mowy o recepcie na sukces. Natomiast jest sprawdzona  metoda trenowania na wysokości jako ta, która – używana w sposób właściwy – wpływa na rozwój i progresję.
CIMG5346.JPG
Więcej informacji i zdjęć z obozu Angeliki Cichockiej i Marcina Lewandowskiego w Etiopii, znajdziecie KLIKAJĄC na ich Fanpage na Facebooku: Angelika i  Marcin chętnie odpowiedzą na Wasze pytania. 
Redakcja Bieganie.pl