22 maja 2017 Redakcja Bieganie.pl Sport

Wokół Nike Oregon Project


Sprawa wokół Alberto Salazara i Nike Oregon project zaczyna przypominać sprawę Lancea Armstronga. Powoli pętla się zaciska i chociaż nie postawiono jeszcze oficjalnych karnych zarzutów to wygląda na to, że kwestia tego czy był doping czy nie było jest już raczej przesądzona: był. Pozostają teraz kroki prawne, która prawdopodobnie zajmą trochę czasu i próba wyjaśnienia czy z metod Salazara korzystali także: Galen Rupp ale przede wszystkim Mo Farah. Wygląda na to, że korzystali, chociaż nikt głośno pod adresem Faraha jeszcze zarzutów o doping nie stawia.

New York Times [link] dotarł do raportu powstałego w związku z dochodzeniem WADA które toczy się wokół Nike Oregon Project od 2015 roku, kiedy na świat wyszły pierwsze rewelacje ujawnione przez BBC i ProPublica. LINK
Amerykańska agencja antydpoingowa (USADA) jest wg tego raportu przekonana o tym, że Salazar wraz z Dr. Jeffreyem Brownem, endokrynologiem z Texasu, kierowali procedurą dożylnego podawania dużych dawek L-karnityny, łamiąc tym samym regulacje antydopingowe, starali się zatuszować sprawę i okłamywali zawodników w kwestii legalności procederu. Sama L-Karnityna nie jest zakazana ale dożylne podawanie jakiegokolwiek specyfiku jest już ściśle limitowane w procedurach WADA.
W raporcie analizowany jest przypadek Dathana Ritzenheina, który jak można było zrozumieć był dla USADA ważnym źródłem informacji. Ritzenhein, to zawodnik o którego niezwykłym progresie pisaliśmy w 2009 roku.
Ritzenhein, był w Nike Oregon Project od 2007 roku, ale dopiero od przełomu maja i czerwca 2009 dostał się pod skrzydła Salazara. 11 czerwca pobiegł 5 tys m w 13:34 a w dwa i pół miesiąca później 12:56, stając się czwartym białym w historii, który złamał barierę 13 minut (teraz jest tam jeszcze Galen Rupp).
Z reportu nie wynika jednak, że Ritzenhein zrobił ten wynik na dopingu, choć sprawa nie jest jeszcze przesądzona. W tekście NY Times jest powiedziane: „jak tylko dołączył do zespołu zaczął przyjmować duże dawki suplementów które Alberto miał w swoim pokoju, wszyscy w zespole je brali”.
Ritzenhein twierdzi, że dopiero w 2010 roku zaczął otrzymywać lek na tarczycę, który nie był jest jednak lekiem przez WADA zabronionym.
W 2011 roku ukazało się badanie z University of Nothingham, pokazujące wpływ spożycia dużych dawek L-karnityny na wyniki sportowe. Badanie pokazywało jednak efekt 24 tygodniowego eksperymentu. Salazar nie miał tyle czasu, razem z dr Brownem opracowali metodę podawania dożylnego. WADA zezwala na dożylne podawanie dowolnego (dozwolonego) specyfiku w ilościach nie większych niż 50 ml w odstępach nie mniejszych niż 6 godzin. Dr Brown opracował a Salazar zaordynował ponad 4 godzinny litrowy wlew z L-karnityny na pierwszym króliku doświadczalnym jakim był trener Steve Magenss, który przyznał po tym, że efekt był „aż nie do uwierzenia”. 
W efekcie „udanego” zdaniem Salazara eksperymentu, Ritzenhein był zawodnikiem, któremu zaordynowano taki sposób podania L-karnityny. Ritzenhein wyraził przekonanie, że to nie wygląda na działanie legalne, na co otrzymał od Salazara zapewnienie, że wszystko jest w zgodzie z ustaleniami z USADA. 
Pomimo tych działań, Ritzenhein nie zakwalifikował się do maratońskiej drużyny na Igrzyska Olimpijskie w Londynie, startował w biegu na 10000m, gdzie zajął 13 miejsce, w 2014 roku „wypadł” z programu Nike Oregon Project.
Raport opisuje także przypadek zawodniczki Tary Welling (32:02 /10000m, ale osiągnięte już w czasach zakończenia współpracy z Salazarem), której dożylne podawanie L-karnityny przez Salazara i Browna jest potwierdzone i która do 2015 roku była w Nike Oregon Project.
Adam Klein, Bieganie.pl: „Sprawa jest jak to się mówi: „rozwojowa”. Z jednej strony Salazar. Niegdyś wielka, niekwestionowana biegowa gwiazda, dziś trener. Z drugiej strony powolne działania WADA, USADA i kogo tam jeszcze. Pisałem o tym w lutym.

Ale w to wszystko zaangażowane jest też Nike, które z nie wierzę, żeby działania Salazara akceptowało świadomie. Jednak nie można nie wspomnieć o niedawnym poście na FB Boba Andersona, założyciela RunnersWorld. 


Anderson pisze w skrócie, że : „Salazar to gość Nike. Jestem pewien, że ktoś w Nike pcha go nad przepaść. Jestem pewien, że wcześniej był to Phillip Knight, ale teraz odszedł od kierowania firmą. Pisze, że Knightowi nie spodobał się wynik testu butów i wycofał wszystkie reklamy w RunnersWorld, i rozesłał do wszystkich dealerów informacje, że ten test został opłacony przez innego producenta, aby umieścić jego buty wyżej w rankingu. Było nawet wokół tego robione dochodzenie federalne które niczego nie pokazało. Phillip Knight postanowił zniszczyć mnie. Nike jest gotowe wygrywać za wszelką cenę”. 

Nie chce mi się tłumaczyć całości, dla zainteresowanych tutaj: LINK. Trudno jest ocenić ile w tym jest personalnych animozji wynikających z jakichś zaszłości obydwu ludzi.

Na obronę Nike powiem, że Nike nie reklamowało się praktycznie nigdzie (może gdzieś w USA? Anderson pisze o jakimś magazynie The Runner utworzonym podobno przez Nike) od końca roku 2015 do początku 2017. 

Z drugiej strony Anderson nie jest jakimś wariatem, który rzucałby słowami na wiatr. Nie wiem co o tym sądzić, zostawię sprawę czytelnikom. Fakt jest jednak taki, że powinniśmy być może zweryfikować jednak wszystko co do tej pory słyszeliśmy wokół osiągnięć zawodników Salazara.”
Redakcja Bieganie.pl