30 listopada 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Serce chce na Igrzyska – rozmowa z Agnieszką Ciołek


Tak pełnego dramatycznych zwrotów akcji sezonu nie miał chyba nikt. W tym roku Agnieszka Ciołek musiała zmagać się z… chorobą serca, niesprawiedliwością i brakiem środków treningowych.  Mimo problemów zdołała zdobyć medal mistrzostw Polski na 5000 m i pobić wartościową „życiówkę” w półmaratonie. O zawirowaniach życiowych, maratonie i tym, co ją wkurza, opowiada Aleksandrze Szmigiel.

aga_na_czele.jpg

Agnieszka jest bardzo skromna, ale za to ambitna i uparta. – Gdy stawiam sobie cel, to dążę do niego mimo przeciwności losu – mówi o sobie. W swoim dorobku ma osiem medali Mistrzostw Polski, w tym jeden złoty na 10000 m. Razem z drużyną młodzieżówek, zdobyła w 2007 roku brąz na Mistrzostwach Europy w przełajach w Toro. Kibicom zaimponowała walką na 5000 m podczas Drużynowych Mistrzostw Europy w Lerii w 2009 r. W zdobyciu cennych punktów dla reprezentacji nie przeszkodziła jej upalna pogoda i utrudnione zasady rywalizacji (sędziowie ściągali w trakcie biegu z bieżni ostatnią zawodniczkę z grupy, przez co tempo było mocno szarpane). Agnieszka to aktualna wicemistrzyni Polski w półmaratonie, a także posiadaczka trzeciego wyniku w kraju na tym dystansie – 1:13:05. Mimo sukcesów nie trenuje w komfortowych warunkach. Nie ma wsparcia w szkoleniu w PZLA, ani w klubie, ani żadnego stypendium sportowego. Przed nią przygotowania do ustanowienia minimum olimpijskiego w maratonie. Czy zapłaci za nie z własnej kieszeni?

Aga, niedługo minie rok od momentu, kiedy usłyszałaś od lekarza, że masz chore serce i nie możesz biegać…

Tak, pod koniec grudnia zeszłego roku działo się u mnie nieciekawie. Poddałam się badaniom lekarskim na komisji wojskowej, bo starałam się dostać etat w wojsku. Niestety wykryto u mnie chorobę serca, a konkretnie zaburzenia rytmu – arytmię.

To musi być wstrząsająca wiadomość dla sportowca. Jaka była twoja pierwsza reakcja?

To był po prostu szok. Tym większy, że wcześniej nie zanotowałam żadnych objawów choroby, czy bólu. To były trudne chwile… To stresujące, gdy w tak młodym wieku, dowiadujesz się od lekarza, że twoje serce jest chore. Bardzo mnie to wystraszyło.

Wtedy nie trenowałaś?

Wychodziłam jedynie na krótkie rozruchy. Ponad dwa miesiące spędziłam na kolejnych badaniach u innych lekarzy i miałam długa przerwę w bieganiu. Powiem szczerze, że były to dni, kiedy często płakałam. Potem, dzięki rozmowom z trenerem, narzeczonym i bliskimi, uspokoiłam się. Jakoś przez to przebrnęłam…

No i na szczęście kolejne badania były pomyślne.

Tak, w końcu, po około dwóch miesiącach badań, jeden ze specjalistów uspokoił mnie i powiedział, że moja choroba nie jest groźna akurat w dyscyplinie, którą uprawiam.

Z perspektywy czasu możesz powiedzieć, że te wydarzenia jakoś cię zmieniły?

Myślę, że te przeżycia mnie wzmocniły. Postanowiłam, że udowodnię sobie i innym, że  mimo przeciwności, potrafię biegać i wygrywać.

Chciałaś pokazać swoją wolę walki podczas Mistrzostw Polski na 10000 m, ale wiemy jak to się skończyło. Przez niedopatrzenia klubu i dość ostre zasady PZLA, sędziowie nie dopuścili cię do startu…(o tym można przeczytać TUTAJ)

Tak, to była kolejna kłoda pod nogi w tym roku… Planowałam z pomocą Iwony Lewandowskiej pobiec na naprawdę dobry wynik. Jak wiadomo, w naszym kraju bardzo trudno o mocny bieg na 10000 m. Rzadko się je organizuje, nieczęsto można spotkać paczkę dziewczyn. Po tych moich przejściach zdrowotnych udało mi się wrócić do formy, którą szykowałam właśnie na MP na 10000 m. Moim celem były obrona mistrzowskiego tytułu i walka o minimum na Uniwersjadę. Z treningu wynikało, że jestem w stanie tego dokonać. Niestety nie zostałam dopuszczona do biegu i nigdy nie dowiem się, jakby było…

Na szczęście po tej „burzy” w końcu „wyszło słońce”. Po świetnym biegu na 5000 m podczas Mistrzostw Polski przegrałaś jedynie z Lidią Chojecką i Kasią Kowalską i zdobyłaś brąz. Twój wynik 15:50.33 jest dwunastym w historii polskiej LA.

Wtedy odetchnęłam! W Bydgoszczy liczyłam na medal i na to, że w końcu będzie dobrze. W czerwcu wystartowałam  w biegu na 5000 m  w angielskim Watford, gdzie poprawiłam „życiówke” o 9 sekund  i wtedy już wiedziałam, że forma na mistrzostwach będzie super.

Kolejnym sukcesem była wygrana w Cardiff i kilku komercyjnych biegach. Jak wspominasz bicie swojego rekordu życiowego w półmaratonie (1.13.05)?

To był mój drugi półmaraton i muszę przyznać, że nie był łatwy. Trasa okazała się bardzo wymagająca. Organizatorzy kilka dni przed startem zmienili ją z zupełnie płaskiej na taką, gdzie pierwsze 10 km było równe, zaś druga połowa dystansu niestety okazała się „górzysta”. Do tego startu przygotowywałam się we Wrocławiu, więc nie miałam możliwości biegać w podobnych warunkach.

aga_wygrana.jpg
Agnieszka na swoje 26 urodziny sprawiła sobie prezent –  wygrała  komercyjny półmaraton na Wyspach Kanaryjskich.


Kiedy planujesz pobiec maraton i czy w ogóle wyobrażasz sobie, jak to będzie? To raczej zupełnie inny wysiłek niż „połówka”.

Pod koniec marca, może w kwietniu. Ciężko mi sobie wyobrazić cały ten wysiłek, takich dystansów nie biega się na treningu. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, czyli bez żadnych kontuzji i w zdrowiu, to sądzę, że stać mnie na dobre bieganie. Ciężko szacować, na jaki wynik mnie stać. To zupełnie co innego niż półmaraton. Mam ambicje walczyć o minimum olimpijskie, będę starać się z całych sił o dobry wynik. Ciekawa jestem jak mój organizm zareaguje na taki wysiłek.

Co zmieniło się w twoim życiu prywatnie? Masz jakieś plany?

Zaręczyłam się i przeprowadziłam z narzeczonym z Wrocławia do Wolborza.
Skończyłam studia. Mam już tytuł magistra wychowania fizycznego, a w
lipcu tego roku ukończyłam licencjat na AWF na kierunku Sport. Teraz mam
na głowie tylko bieganie, no i organizowanie wesela… (śmiech). Nie
chciałam szukać pracy, aby móc się w stu procentach skupić na bieganiu.
Potem zobaczymy, chcę pracować w zawodzie. Interesuje mnie najbardziej
nauczanie dzieci, dbanie o ich ogólny rozwój ruchowy.

A jak zareagował trener Jacek Wosiek na twoją decyzję o przeprowadzce? Teraz będziecie skazani na trening na odległość.

Trener popiera moją decyzję, bo wie, jak trudno jest utrzymać się samemu we Wrocławiu. Trenowanie na odległość będzie dla mnie próbą, ale sądzę, że dam sobie radę. Wierzę w to, co robię, podobnie trener. Będziemy się poza tym widywać na obozach. Rozmawiamy też często na skype i konsultujemy trening. Kilka razy trenowałam już zresztą sama podczas zgrupowań, bo klubu nie stać było na wysłanie ze mną trenera. Na szczęście  robiłam potem dobre wyniki w sezonie…

aga_i_trener.jpg
Aga z trenerem Jackiem od lat tworzą zgrany team.


Aga, co cię wkurza?

Ogólnie jestem osobą bardzo cierpliwą i spokojną, ale z równowagi potrafi mnie wyprowadzić niesprawiedliwość, którą obserwuję. Denerwuję się, gdy nie mam wpływu na coś, na co chciałabym mieć . Na przykład w takiej sytuacji jak podczas mistrzostw, nie miałam nic do powodzenia. Niemoc w niektórych sprawach jest najbardziej frustrująca.


REKORDY ŻYCIOWE:

1500 metrów – 4:23.30 (2009)
3000 metrów – 9:15.55 (2009)
5000 metrów – 15:50.33 (2011)
10 000 metrów – 33:41.00 (2010)
półmaraton – 1:13:05 (2011)