New Balance 1080v12
 
15 marca 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Ryzyko się opłaca – wywiad z halową wicemistrzynią świata i Europy – Angeliką Cichocką


Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Jeszcze kilka miesięcy temu zmagała się z chorobą, przez którą nie udał jej się sezon letni. Potem przyszła kontuzja kolana i dłuższa przerwa w treningu. Mało kto wierzył, że Angelika Cichocka szybko wróci do swojej formy. Jednak dzięki ogromnej determinacji, ciężkiej pracy i wielokrotnie podejmowanym ryzyku, w świetnym stylu, bo ze srebrnym medalem Halowych Mistrzostw Europy, wróciła do europejskiej czołówki biegaczek. Kto pomógł jej w powrocie na szczyt?

IMG 9871

Rok temu zostałaś halową wicemistrzynią świata na 800 m. Teraz nosisz tytuł halowej wicemistrzyni Europy na 1500 m. Jak smakuje kolejne srebro?

Czuje się świetnie. Ten medal to uwieńczenie mojej ciężkiej pracy, bo po to właśnie trenuję, aby je zdobywać. Jest też szczególny, bo wywalczyłam go po problemach zdrowotnych, kontuzji i przerwie w treningu oraz czteromiesięcznym szkoleniu wojskowym, które odbyłam między wrześniem a grudniem, czyli na trzy miesiące przed startem w Pradze.

Udowodniłaś, że jesteś wszechstronną biegaczką, ale tak naprawdę dystans 1500 metrów to twój powrót do korzeni.

Tak, swoją karierę zaczynałam od 1500 m. Swój pierwszy medal na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży zdobyłam w 2005 roku w Warszawie właśnie na tym dystansie. Miałam wtedy 17 lat.

Twoja forma po przerwie musiała być zagadką, ale trener Tomasz Lewandowski znalazł na ciebie sposób. Jak on to robi?

Trener Tomasz ma naprawdę bardzo dobre oko trenerskie. Gdy przebywałam na szkoleniu wojskowym, gdzie treningi robiłam przy okazji, między czołganiem się w okopach i innymi zajęciami, dostałam od trenera sms, że jutro mam sprawdzian na 800 m w Toruniu. Zareagowałam śmiechem, bo wówczas była to dla mnie totalna abstrakcja. Ale cóż, wstałam o 4 rano, przyjechałam na halę do Torunia i przebiegłam 800 m w 2:05. Trener powiedział, że mimo tego, że biegałam na świeżości i bez przygotowania, uważa, że damy radę przygotować się do sezonu halowego. Stwierdziliśmy, że zaryzykujemy i podejmiemy próbę. Dlatego też do Mistrzostw w Pradze przygotowywałam się bez jakiegokolwiek ciśnienia i presji. Nie staraliśmy się robić typowego treningu pod halę, ale szliśmy cyklem treningu listopadowego, robiąc dużo podbudowy, wytrzymałości, aby potem w sezonie letnim można było to szlifować. Mam 100% zaufania do trenera. Jego decyzje są słuszne, jest profesjonalistą i zna się na robocie. Nasza współpraca układa się bardzo dobrze.

W Pradze musiałaś jednak samodzielnie podjąć decyzję o wyborze dystansu, na którym będziesz startować – 800 m czy 1500 m. Wydaje się, że w takich sprawach trener także powinien ponosić jakąś odpowiedzialność. Jak myślisz, dlaczego kazał ci wybrać samej?

Myślę, że czuł, że jestem dobrze przygotowana i każda decyzja, którą podejmę, będzie słuszna. Oczywiście nie było mi łatwo. Jestem już dorosłą kobietą i zawodniczką, ale mimo wszystko potrzebuję wsparcia. Liczyłam, że trener zasugeruje mi, który dystans wybrać. Spłynęło to na moje barki, ale teraz cieszę się  z medalu. Po moim wyborze trener wspierał mnie w tej decyzji powtarzał, że na pewno będzie dobrze.

W przygotowaniach do Halowych Mistrzostw Europy zaryzykowałaś i na własny koszt poleciałaś na obóz do Etiopii. Wcześniej trenowałaś w RPA. PZLA refunduje ci tylko jeden obóz klimatyczny w przygotowaniach?

Tak, takie są zasady. Są różne podziały w kadrze i moje finansowanie na ten rok jest takie, że mam do dyspozycji jeden obóz zagraniczny, przygotowujący do hali i jeden do sezonu letniego. Dlatego wyjazd do Etiopii musiałam sfinansować sama i nie ukrywam, że był to dla mnie ogromny koszt. Uważam jednak, że zegar biologiczny sportowca tyka dwa razy szybciej, przede mną jeszcze kilka lat kariery, więc nie boję się ryzykować. Chwytam każdy dzień i staram się wyciągnąć z niego jak najwięcej. Po prostu dążę do spełnienia swoich marzeń i chcę być najlepsza.

Masz już spore doświadczenie w wyjazdach na zgrupowania klimatyczne. Czy Etiopia jest taką Twoją osobistą mekką biegową? W końcu po treningu w tym miejscu, zdobyłaś już kolejny medal na imprezie mistrzowskiej.

Trudno mi ocenić, bo tak naprawdę za wielu miejsc nie sprawdziłam. Prawda jest jednak taka, że po Etiopii czuję się super. Tak było w tym roku, w zeszłym cierpiałam – biegało mi się tragicznie i nie wiedziałam, co będzie się ze mną działo po obozie. Teraz inaczej pokierowaliśmy przygotowaniami, poprzedzając Etiopię zgrupowaniem w RPA. Tam aklimatyzowałam się na wysokości 1500 m n.p.m., choć był to również bardzo ciężki obóz po przerwie od treningu. Męczyłam się, nieraz płakałam z bólu po treningu, bo było tak ciężko. Tak naprawdę pod halę nie zrobiłam w RPA nic – inni zasuwali w kolcach, a ja byłam jeszcze bardzo słaba. Dobrym prognostykiem były jednak moje pierwsze starty: 2:03 na 800 m i 4.11 na 1500 m. Wyjazd do Etiopii był sporym ryzykiem, bo wielu trenerów, między innymi trener Sifan Hassan (Mistrzyni Europy z Pragi. przyp. red.), mówił, że jest to wariacki pomysł i nam się dziwił.  Mimo to zaryzykowałam kolejny raz. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych – jestem w stanie zdecydować się na prawie wszystko, jeśli chodzi o trening. Na obozie miałam też duże wsparcie w mężu, który pojechał tam ze mną w ramach podróży poślubnej i prowadził mi wszystkie mocniejsze treningu.  Z takim wsparciem o wiele lepiej mi się biegało.

IMG_9872.JPG

Jak wspominasz czas spędzony w wojsku?

Na pewno nie był to dla mnie odpoczynek, musiałam nieźle zasuwać. Bardzo wcześnie wstawałam, uczestniczyłam w wielu zajęciach. Odchorowałam to osłabieniem organizmu.  Jednak, co było fajne, zupełnie oderwałam się od biegania. Po raz pierwszy od wielu lat obcowałam z ludźmi, którzy nie mieli zielonego pojęcia o sporcie. Gdy wychodziłam na trening, patrzyli na mnie jak na wariatkę. Pytali mnie, czy nie mogę zrobić treningu z całego tygodnia w jeden dzień… To był czas na zdystansowanie się, na nowo odkryłam miłość do biegania, poczułam głód trenowania. Utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę to robić i ma to sens.

Skoro jest tak ciężko pogodzić wyczynowy sport i służbę wojskową, dlaczego sportowcy wybierają taką drogę i wstępują do armii?

 

To jest trudny temat. W moim przypadku i pewnie też w przypadku innych sportowców daje to względną stabilizację. Sport często bywa brutalny – raz jest medal i stypendium, innym razem nie ma nic. Nie mam komfortowej sytuacji finansowej, bo nie wspiera mnie klub, nie mam także w tym momencie sponsora, więc zdecydowałam się na wojsko i czekam na decyzję o przyznaniu mi etatu. Jako marynarz Cichocka będę wtedy reprezentować armię na specjalnych zawodach.

DSC_0873.JPG
Angelika podczas uroczystości złożenia przysięgi wojskowej. fot. Tadeusz Zblewski.

Zeszły rok był dla ciebie szczególny, bo wyszłaś za mąż. Taka stabilizacja pomaga w bieganiu?

Jak najbardziej. W ogóle stabilizacja, bezpieczeństwo pomagają w życiu zawodowym kobietom. Tak samo jest w bieganiu. Poza tym mój mąż jest sportowcem, więc doskonale mnie rozumie i pomaga mi.

Co ciekawe, ślub w październiku zeszłego roku brałaś właśnie na przepustce wojskowej…

Tak, dzień przed ślubem byłam jeszcze w wojsku, tuż po ślubie musiałam szybko wracać na służbę. To było kompletne wariactwo, ale było warto.

W sezonie letnim jednym z Twoich celów będzie na pewno odzyskanie tytułu mistrzyni Polski na 800 m, który w Szczecinie odebrała ci Joanna Jóźwik. 

Tak. W ogóle myślę, że nasza rywalizacja na bieżni nabierze tempa i może być bardzo ciekawa, tak jak jest to od kilku lat w przypadku Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota. Myślę, że może to wpłynąć pozytywnie na nasz poziom sportowy. Cieszę się, że jest z kim rywalizować. To jest też ciekawa opcja dla kibiców lekkiej atletyki. Dla mnie najważniejsze jest, by zadbać o każdy aspekt w przygotowaniach do sezonu letniego, szczególnie o zdrowie. Chciałabym przygotowywać się ze spokojem i luzem. Wtedy musi się udać. Nie ma innej opcji.

W tym roku minimum na letnie Mistrzostwa Świata w Pekinie jest dla Was korzystniejsze, bo na 800 m wynosi 2:01, a nie jak zawsze 2:00. Ta jedna sekunda robi jednak dużą różnicę.

Nie ma się co oszukiwać, minimum jest korzystniejsze dla nas, bo to zależy także od poziomu na świecie kobiet. Kilka zawodniczek zostało zdyskwalifikowanych, a więc w pewnej mierze przywrócono sprawiedliwy podział sił. Wydaje mi się, że nawet czasy 2.00-2.01 mogą dać finał Mistrzostw Świata.

Jak zareagowałaś na obnażoną kilka miesięcy temu przez niemiecką telewizję ARD aferę dopingową w Rosji?

Mówiąc szczerze, ucieszyłam się, bo większość sportowców domyślała się, co tam się dzieje… Rosjanie za wszelką cenę chcą być najlepsi, na każdych mistrzostwach robią wszystko, żeby pokazać, że Rosja jest najmocniejsza i zwycięża w klasyfikacji medalowej.  Ten dokument obnażył, że niektórzy z ich reprezentacji uciekali się niestety do zakazanych metod. Cieszę się, że wyszło to w końcu na jaw.

Myślisz, że Mariya Saviniova, mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska na 800 m, która  była jedną z antybohaterek tego dokumentu, wróci w tym roku na bieżnię?

Nie mam pojęcia. Sport pokazuje, że może być różnie –  sytuacja z Caster Semenyą nie była także komfortowa dla nas zawodniczek. Niektóre z nich oficjalnie protestowały, ale mimo to musiałyśmy się z nią ścigać. Gdy spotykałyśmy się z nią na zawodach, nie wydawała się jednak ani trochę przejęta sytuacją. Nie wiem zatem, jak Rosjanki potraktują ten skandal. Może dla nich także nic nie znaczy, co mówi świat, bo żyją sobie odizolowane w Rosji, w innej rzeczywistości, wyznają inne wartości? Jeśli Mariya wróci, to wydaje mi się, że nie będzie już tak mocna jak kiedyś, gdy wygrywała imprezy mistrzowskie w kosmicznym czasie – 1:56.

A Ty z iloma kontrolami antydopingowymi miałaś do czynienia w tym roku?

W tym roku miałam już cztery kontrole antydopingowe. Na mityngach w Sztokholmie i Dusserldorfie oraz dwie na Halowych Mistrzostwach Europy. Poza tym mam paszport biologiczny, teraz każdy sportowiec go posiada.

Musisz podawać też WADA, gdzie się aktualnie znajdujesz?

Nie, to dotyczy zawodników z pierwszej dziesiątki najlepszych wyników na świecie. Więc jeszcze się nie łapię, ale chciałabym (śmiech).

Halowe Mistrzostwa w Pradze były dla waszego teamu bardzo udane. Marcin wrócił ze złotem, ty srebrem, a Karol Konieczny po pięknej walce awansował do półfinału 800 m.

Tak, gdy oglądałam biegi Marcina, wiedziałam, że jest bardzo mocny, i myślałam, że skoro trenowaliśmy razem, w tym samym miejscu, to ja też muszę być mocna! Ta myśl dodała mi skrzydeł.

Najpiękniejsza chwila w Pradze to…?

Wtedy, gdy po swoim biegu robiłam rundę honorową, w tle akurat grano Mazurka Dąbrowskiego i Marcin stał na najwyższym stopniu podium. Lewy ze złotem, ja z flagą na bieżni – cudowne chwile. Nawet teraz, gdy o tym myślę, kręci mi się łezka w oku. Oczywiście w przyszłości też marzy mi się wysłuchanie hymnu ze złotem na szyi.

A jak wspominasz atmosferę w reprezentacji?

Tworzyliśmy zgrany team. Wszyscy się wspieraliśmy, kibicowaliśmy sobie, interesowaliśmy startami. Na posiłkach siadaliśmy przy jednym stole. Nie było żadnych podziałów, jakie czasem zdarzają się między średniaczkami ze sprinterkami, czy zawodnikami z konkurencji technicznych i biegaczami. Bardzo miło wspominam te mistrzostwa.

Słyszałam, że organizatorzy przygotowali dla zawodników niekonwencjonalne pakiety powitalne…

Tak (śmiech). Wzbudziły ogólne rozbawienie. Zazwyczaj na takich imprezach dostaje się plecak, pamiątkową koszulkę. Czesi byli oryginalni. W pakiecie były między innymi dwa piwa, dwie paczki prezerwatyw i cola. Śmialiśmy się, że nasi sąsiedzi wiedzą, jak się bawić. Wszyscy potraktowaliśmy to na luzie.

Masz w końcu trochę wolnego. Co będziesz robić przed kolejnym obozem?

Teraz mam chwilę na odpoczynek i regenerację. Nareszcie zobaczę się z rodziną, bo już chyba zapomnieli, jak wyglądam. Ostatnio oglądają mnie tylko w telewizji. Styczeń i luty spędziłam totalnie poza domem, postawiłam wszystko na trening i przygotowania.

Dziś kończysz 27 lat. Czego ci życzyć?

Nie wierzę, że kończę już 27 lat! Prezent już sobie zrobiłam – medal. Teraz niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Nie jestem materialistką więc najważniejsze jest dla mnie zdrowie, dobrzy ludzie, którzy mnie otaczają, spełnienie, w tym co robię.

Życzymy ci więc tego i jak najwięcej złota i srebra!