New Balance 1080v12
 
9 maja 2010 Redakcja Bieganie.pl Sport

Rozmowa z trenerem najlepszych Polskich Maratończyków Grzegorzem Gajdusem


gajdus_540_1.jpg
Od lewej: Adam Draczyński, Grzegorz Gajdus, Henryk Szost


Adam Klein: Przede wszystkim gratuluję tego, że Twoi i tylko Twoi trzej zawodnicy, maratończycy jadą do Barcelony na Mistrzostwa Europy i mają myślę realne szanse zawalczyć o wysoką pozycje w klasyfikacji drużynowej. Bo jeszcze do 2 maja Henio i Adam byli na dwóch pierwszych miejscach w europejskich rankingach (2 maja Iaroslav Muşinschi z Mołdawii pobiegł 2:08:32 w Duseldorfie i teraz on jest na pierwszym miejscu – przyp).

Grzegorz Gajdus: Dziękuję, oczywiście bardzo się cieszę. I dziękuję Zarządowi PZLA za taką decyzję.

Jesteś w tym momencie trenerem szóstki zawodników: Henryk Szost, Adam Draczyński, Mariusz Giżyński, Michał Kaczmarek a od niedawna Arek Gardzielewski i Kamil Poczwardowski. To spora grupka, dobrze się z tym czujesz?

Nie planowałem zostawać trenerem, dopiero w tym roku zrobiłem dyplom trenera drugiej klasy. Sam uczyłem się od innych, byłem w St Moritz i gdzie akurat był trener Gigliotii z Bordinem to uczyłem się od niego, byłem w Kenii to uczyłem się od Gabriele Rosy, cały czas czegoś szukałem. Teraz jest to wszystko ułatwione jest dużo informacji, internet a wtedy było wszystko przekazywane droga bezpośrednią.

Doprowadziłeś w końcu siebie do poziomu 2:09:23 i…..

Ale przerwę Ci, bo w pierwszym starcie pobiegłem 2:12, potem 2:11, potem Nowy Jork z kontuzja 2:14 i w czwartym starcie pobiegłem 2:09:49 w Londynie, to był 1994 rok. I wtedy mi się wydawało, że skoro w ciągu tych kilku lat doprowadziłem się do 2:09 to wtedy myślałem że już ciągle będzie szybciej. A jednak nie, wiele się na to złożyło czynników, chyba głównie brak właściwej opieki trenerskiej spowodowały, że dopiero pod koniec kariery pobiegłem te 2:09:23 ale uważam że bywałem w lepszej formie tylko nie umiałem tego wtedy wykorzystać.

Jesteś dumny z tego, że w tym momencie w maratonie liczą się tylko Twoi zawodnicy plus Paweł Ochal?

Z moich zawodników jestem dumny ale to że liczą się głównie oni to efekt tego, że niestety to całe nasze maratońskie szkolenie w ostatnich latach się pogubiło, oprócz małej grupki ludzi nie mamy zawodników. Ja ich przejąłem te kilka lat temu, było sporo powątpiewania wobec mojej osoby wśród trenerów czy sobie poradzę ale wydaje mi się, że idziemy do przodu.

Czy w ciągu tych kilku lat od kiedy stałeś się trenerem coś się zmieniło w Twoim podejściu do treningu? W podejściu do zawodników?

Myślę, że nauczyłem się tego, że relacje zawodnik trener muszą być inne. Musi być większy dystans. Na początku były to relacje zupełnie koleżeńskie, nadal myślę są ale zrozumiałem że to musi być inaczej. Nie z każdym zawodnikiem możesz poruszyć każdy temat, to są młodzi ludzie. Na początku niewiele wiedziałem o takich poza treningowych kwestiach, relacjach zawodnik trener. Byłeś zawodnikiem to masz jakąś wiedzę o treningu ale nie o relacjach z ludźmi jakie powinien mieć trener i tego się na pewno przez te lata nauczyłem. Zresztą zrozumiałem też, że to co działało na mnie nie będzie w takim samym stopniu działało na nich i trzeba bodźce treningowe wypracowywać indywidualnie.

Czy Henio i Adam różnią się czymś od siebie jeśli chodzi o trening, fizjologię?

Adam jest w tym momencie w idealnym wieku na bieganie, sam pamiętam to po sobie. On to musi teraz wykorzystać. Staż treningowy, doświadczenie, nadal dobra regeneracja. Henio ma inny temperament i na treningach próbuje więcej zwojować. Są treningi takie w których mają biegać razem. Ale są też takie przed którymi ich zachęcam aby biegali oddzielnie bo mają inne zadania.

Kenia widać dała dobre rezultaty.

Dla nich to już był najwyższy czas na 2:10. Było ze strony zawodników sporo powątpiewania, a po co do Kenii, a może do Stanów, a bo to w Kenii są choroby, a bo to niebezpiecznie. Ja im powiedziałem, że do Kenii jedziemy żebyście zrobili wynik 2:10. Ale dlaczego nie do Stanów, bo po Stanach dobrze biegali. Ja na to, że teraz macie biegać szybciej. Potem znowu w Spale jakiś trener podchodzi do zawodnika i mówi: „gdzie wy jedziecie, tam choroby, ameba”. Zawodnik znowu do mnie, że tam ameba. Ja, że w Kenii nie ma ameby, ameba jest w Meksyku. (śmiech) Więc jak widać trening to nie tylko plan treningowy ale też przekonanie zawodnika do tego, że droga którą wybrałem jest właściwa.

Ale co takiego szczególnego było w Kenii, że akurat tam się na to 2:10 musieli przygotowywać? Wysokie góry są też w Europie, USA.

Wbrew pozorom nie ma tylu możliwości biegania w wysokich górach w tym okresie. W Europie w Alpach o tej porze jeszcze leży śnieg. Przed wyjazdem sami zawodnicy wątpili w sensowność tej Kenii. Ja im wtedy powiedziałem, że „ja wierzę, że wy jesteście gotowi na taki wynik tylko wy musicie w to uwierzyć”. Ale oni nadal nie byli przekonani, czy ja nie blefuję. Jak ich przekonać, że oni są na takie bieganie gotowi? Trzeba ich zabrać do Kenii żeby zobaczyli jak biegają kenijczycy, żeby ich z raz czy dwa minęli na treningu, żeby zobaczyli w jakich warunkach żyją i trenują Ci co biegają 2:10 i lepiej. To miało ich otworzyć mentalnie.

W Kenii mogliście zrobić te wszystkie treningi które założyliście? To jednak wysoko i jakieś ograniczenia są.

Jadąc w wysokie góry trener musi wiedzieć, że pewnych treningów się nie zrobi. To trzeba wypracować przed górami. W samych górach bez trenera z doświadczeniem w pracy na takich wysokościach raczej było by samemu zawodnikowi trudno. A po górach trzeba zrobić takie bodźce, których nie mógłby zrobić w górach, adekwatne do wyniku jakie chcemy osiągnąć.

Skoro oni byli szykowani na 2:10, biegaliście trochę treningów z docelową intensywnością maratońską? Jakie to były treningi? Po powrocie z gór mieliście tylko trzy tygodnie a znowu w takich górach pewnie nie tak łatwo z taką intensywnością

Po powrocie mieliśmy kilka treningów z intensywnością docelową, lub nieco wyższą od docelowej na krótszych na 5-6 kilometrowych odcinkach i jeden całkiem długi – półmaraton, przecież to był świetny trening: 21 kilometrów po 3 minuty na kilometr.

Skąd wiedziałeś kiedy są gotowi do kolejnego mocnego bodźca? Przecież nie używacie żadnych wyrafinowanych narzędzi pomiarowych? Rozmowy z zawodnikami? Doświadczenie?

Tak, rozmowy, doświadczenie, nos trenerski. Ja się całą moją wiedzą z zawodnikami dzielę ale  zawodnik często są musi zdecydować jaki bodziec będzie dla niego najlepszy, on musi się też nauczyć czuć swój organizm. Ale ja nie chcę udawać, że jestem jakimś nie wiadomo jak wielkim trenerem. Oni dopiero raz pobiegli szybko a ja mam ambicje, żeby  biegali szybko regularnie, żeby to nie było przypadkowe, żeby była powtarzalność. Ale jestem jednocześnie przekonany co do tego, że jeśli zawodnik ze mną uczciwie trenuje, dobrze się regeneruje to wyniki muszą być.

Najlepsi zawodnicy na świecie cały czas żyją i trenują na dużych wysokościach. Czy rozmawiałeś z działem szkolenia PZLA o tym co zrobić aby zapewnić takie warunki naszym zawodnikom?

W PZLA jest zazwyczaj szkolenie pod konkretną imprezę. A jak ktoś nie ma szans na medal to się go nie szkoli. Tymczasem tutaj trzeba jest długoterminowego podejścia, długoterminowego szkolenia. Z ekonomicznego punktu widzenia najlepiej by było gdyby można było te trzy miesiące, w których musisz robić mocny trening czyli styczeń, luty, marzec – siedzieć gdzieś na wysokości za granicą. W Polsce wtedy nie ma warunków do biegania no i nie ma takich wysokości. A od kwietnia można już zjeżdżać do Polski i trenować.

gajdus_bottom_b.jpgCo teraz się musi wydarzyć, żeby oni weszli znowu na wyższy poziom?

Czeka nas ciężka praca ale i determinacja zawodnika. Zawodnik musi mieć determinację, gotowość do poświęcenia wielu rzeczy. Nie każdy jest na to gotowy, nie każdy traktuje to tak poważnie jak powinien jeśli myśli o poważnych wynikach. To jest całkowite oddanie. Musisz zapomnieć o życiu prywatnym, studiach, rodzinie jeśli ją masz, tylko absolutna determinacja może Cię popchnąć na wysoki poziom. Żadne studia, żadne dodatkowe zajęcia praktycznie nie wchodzą w grę. Trening do maratonu nie może być czymś dodatkowym w Twoim życiu.

No i tutaj widać, jak duże ryzyko musi taki zawodnik podjąć, po latach treningu może zostać z niczym, jedna kontuzja może wykluczyć go z dalszej kariery.

W wyczynowym maratonie na najwyższym poziomie nie ma kompromisów.

Dziękuje za rozmowę.