new balance maraton
 
16 czerwca 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Prosta historia Eda Whitlocka – tekst z RUNNINGTIMES


Najlepszy z mastersów dąży do doskonałości przez skupienie się na tym, co naprawdę ważne.
Autor: Scott Douglas, marcowe wydanie czasopisma Running Times

ed1

Każda opowieść o Edzie Whitlocku zaczyna się na cmentarzu. Milton Evergreen to typowo wiktoriańskie potraktowanie tematu, przestrzeń dla każdego, wypełniona siecią dróg i różnorodnych elementów krajobrazu, tworząca małą oazę wytchnienia od zgiełku miasta. Pajęczyna ścieżek pozwala na permutacje pętli. W szpalerach drzew nietrudno wyobrazić sobie, że oto rodzina z XIX w. zgodnie z duchem epoki przechadza się nieopodal szukając miejsca na piknik. Dzisiaj jednak to duch miasta i rozrastające się przedmieścia Toronto wkraczają coraz śmielej w ciche alejki. Ryk pobliskiej autostrady numer 401 i jeszcze bliższego centrum handlowego Walmart nigdy nie cichnie, poza chwilami gdy ginie w hałasie maszyny do odgarniania liści lub śmigieł jednego z samolotów przelatujących tędy co rusz.

ed2

Whtilock mieszka dwie przecznice od cmentarza i tutaj wykonuje wszystkie treningi. Praca nad szybkością, codzienne wybiegania, długie, 3-godzinne biegi, wszystko odmierzone na pętlach nie dłuższych niż 5 minut. Ed wybiega z domu ustaliwszy w myślach cel na dziś i kreśli esy-floresy na pętlach aż nie upłynie czas. Nie mierzy okrążeń, ani ich liczby ani czasu. Często spogląda na zegarek i w myślach pyta „co u licha to tak długo trwa?” Układ pętli na dany dzień zmienia się od czasu do czasu, niekiedy w zależności od tego gdzie pracują służby porządkowe i grabarze. Nigdy nie biega pełnej pętli. Odcinek na południowo-zachodnim krańcu cmentarza wydłużyłby trening o minutę lub dwie ale trzeba by pokonać około 50-metrowy podbieg, stromy jak podjazdy dla wózków inwalidzkich. „Omijam tę górkę”, wyjaśnia Whitlock. „Nie lubię podbiegów.”

Trenując pod maraton, Whitlock dochodzi do 3 godzin kręcenia kółek po cmentarzu każdego dnia. Nie robi przebieżek, treningów progresywnych ani biegów w tempie maratońskim. Nie robi nawet przerw na wodę. Po prostu trzy godziny dziennie, jak sam to określa, „człapania” albo „truchtania”.

Kiedy tak człapie, lekko się garbi i unosi prawy bark. Od czasu do czasu rozejrzy się dokoła ale przeważnie wbija wzrok w ziemię przed sobą. Większość jego ubrań biegowych pochodzi z lat 90tych, a większość butów ma kompletnie startą podeszwę na zewnętrznej krawędzi pięty. Jego twarz jest koścista i pobrużdżona, jego postura – wątła (waży jakieś 52 kilogramy), jego fryzura – zdaje się pamiętać modę średniowiecza. Pracownicy cmentarza mają wszelkie prawo sądzić, że jeżeli nie będzie uważał, niedługo dołączy do grona stałych rezydentów nekropolii.

Ed3

A jednak ten 78-latek jest jednym z najwspanialszych biegaczy w historii w swojej grupie wiekowej. Kiedy biegnie, prostuje się, jego nogi i ramiona pracują w równym rytmie, głowa unosi się i wydaje się, że biegacz ledwie muska ziemię. Całkiem niedawno pobiegł 5:41 na milę (3:32/km). Już po siedemdziesiątce, w biegu na 5km, miał średnie tempo 3:44/km. Po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana, we wrześniu 2009 pobiegł 1:37 w półmaratonie, kończąc zawody na 304 miejscu pośród 3411 biegaczy. Jego największym osiągnięciem (jak dotychczas) jest jednak 2:54 w maratonie, wynik osiągnięty w wieku 73 lat, i wynik, który większość biegaczy młodszych o połowę od Eda z chęcią zapisałoby jako swoją życiówkę.

Kiedy Whitlock był o połowę młodszy, wydawało mu się, że jego kariera zawodnika zakończyła się definitywnie. W swojej ojczystej Anglii, w czasach liceum, pobiegł milę w 4:31, i nawet udało mu się raz pokonać późniejszego rekordzistę świata Gordona Piriego w biegu przełajowym. Karierę biegową na uniwersytecie przerwała kontuzja Achillesa, która ciągnie się za nim do dzisiaj. W wieku 21 lat, zdobywszy dyplom inżyniera górnictwa, przeniósł się za chlebem do Ontario w Kanadzie. „Nie było tam żadnego światka biegowego, żadnych zawodów”, opowiada Whitlock, „a z moim bieganiem, tak jak wtedy wyglądało, nie było możliwości bym stał się pionierem”. Pomimo, że Whitlock doceniał piękno okolicy, jak sam mówi „biegam dla ścigania się, nie dla zdrowia czy czegokolwiek innego” – dla niego było po bieganiu.

Whitlock osiadł na stałe w Kanadzie, poznał przyszłą żonę, z którą przeżył ponad 50 lat wspólnego życia, wychował dwóch synów. W czasach swojej młodości przeżył dwutygodniowe bombardowanie Londynu przez nazistów. W trakcie swojej kariery korzystał z tamtego doświadczenia, starając się przeczekiwać ciężkie czasy. „Przesuwałem dokumenty z jednej strony biurka na drugą i chadzałem na spotkania” – tymi słowy podsumowuje swoje życie zawodowe.

Kiedy Whitlock miał 41 lat i mieszkał w Quebecu, podczas dnia sportu w szkole Brendy jeden z nastolatków powiedział jej, że klub biegowy szuka trenera. „Moja żona powiedziała: ‘Mąż biegał kiedyś. Wie o bieganiu wszystko.’”, opowiada ze śmiechem Whitlock. „Po pierwsze, nic nie wiem o bieganiu. Po drugie, nigdy nie chciałem być trenerem. Jestem zbyt samolubny. Jednak zdecydowano za mnie. Kiedy zjawiłem się na treningu, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Po prostu stałem oparty o płot. Pomyślałem sobie, że równie dobrze mógłbym trochę pobiegać po bieżni. To musiał być niezły widok, bo 40-letni staruszkowie w tamtych czasach raczej nie biegali. I tak pojawiałem się na treningach, biegałem sobie i w ten sposób wróciłem do ścigania. To się po prostu stało.”

Ed4Skończywszy opowiadać pierwszą część historii swojego powrotu, Whitlock uśmiechnął się, przekręcił głowę na bok, uniósł brwi i posłał mi spojrzenie, które zdawało się pytać: „no i co ty na to?” Często powtarza ten, trzeba przyznać, uroczy gest podczas swoich historii, jako swoisty znak przestankowy. Łatwo jest sobie wyobrazić tego nauczyciela francuskiego, zwanego „Panem Cynicznym”, jako nastolatka uwielbiającego płatać figle lub jako biurowego spryciarza. W pewnym momencie podał mi jeden z numerów kanadyjskiego magazynu o bieganiu, w którym zamieszczono artykuł o nim, mówiąc: „Masz, zobacz sobie jakich bujd im naopowiadałem.”

Tak więc mamy fakt: powrót do biegania Whitlocka zbiegł się w czasie z tworzeniem się biegowego światka mastersów. Klub, w którym trenował, skupiał się na średnich dystansach na bieżni. „Praktycznie tylko to biegałem mając czterdzieści kilka lat”, stwierdza, „800 i 1500 m.” (Jak to było z tymi bujdami? Przecież Whitlock w wieku 48 lat pobiegł swoją życiówkę w maratonie – 2:32:23) Jak wynika z jego opowieści, pierwsze mistrzostwa świata mastersów odbyły się w Toronto w 1975 roku. Whitlock zajął piątą lokatę na 800m i czwartą na 1500m (ustanawiając rekord życiowy z czasem 4:02,05). Dwa lata później, w szwedzkim Goeteborgu, poprawił się i zajął trzecie miejsce na 800m (życiówka 1:59,9) i drugie na 1500m. W 1979 roku w Hannoverze wygrał 1500m.

„Zaspokoiwszy swoją ambicję zdobycia tytułu mistrza świata, spadła mi motywacja”, przyznaje Whitlock. „Podczas pracy na szybkością odzywał się też Achilles. No i byłem zapracowany. Kolejne mistrzostwa świata odbywały się w Nowej Zelandii, nie pojechałem. Głównie z powodu pracy po pięćdziesiątce za wiele nie biegałem. Kiedy jednak przeszedłem na emeryturę, miałem więcej czasu i znowu zacząłem trenować na serio”.

W tamtym momencie Whitlock od dziesięciu lat mieszkał już w swoim obecnym domu w Milton, niecałe 50 kilometrów od centrum Toronto. Nie uważa tego miejsca za raj dla biegaczy. „Bieganie po mieście to walka”, powiada. „Kierowcy wydają się celować w ciebie na drodze”. Ta sytuacja pogarsza się ostatnimi czasy jako że populacja Milton gwałtownie wzrosła od dziesięciu do siedemdziesięciu tysięcy mieszkańców. Galerie sklepowe na każdej ulicy i doraźne korzyści wygrywają z planowaniem przestrzeni pod mieszkańców i potrzebami pieszych. „Kiedy tu zamieszkałem, biegałem po okolicy w stronę wodospadu Niagara, ale miałem dość psów”, wyjaśnia. W rezulatacie coraz bardziej zbliżał się ku ostoi cmentarza.

Jednocześnie zbliżał się także ku maratonowi. „Kiedy wróciłem do biegania”, mówi Whitlock, „mój Achilles zdawał się nie lubić treningów na bieżni, natomiast nie przeszkadzał mu trening długodystansowy.” Whitlock namiętnie wczytuje się w tabele z wynikami dla określonej grupy wiekowej. „Przed siedemdziesiątką zorientowałem się, że śmieszne złamanie trzech godzin w maratonie po siedemdziesiątce czeka tylko na kogoś, by tego dokonał. Pomyślałem, że to powinno być już dawno zrobione, ale nie było, więc uznałem, że warto spróbować.”

Ed5Na mniej niż pół roku przed 70tymi urodzinami Whtilock pobiegł 2:54 w maratonie w Columbus. „Pomyślałem, mamy to”, opowiada. „Może pochopnie, postanowiłem spróbować złamać trzy godziny w London w Ontario, już po urodzinach. Startowało zaledwie 300 osób i drugą połowę dystansu biegłem samotnie zdany tylko na siebie.” Whitlock o włos przegrał walkę z czasem i ukończył bieg w 3:00:23.

„Niedługo potem zacząłem mieć problem z kolanem”, mówi Whitlock. „Byłem wyłączony przez ponad rok. Pomyślałem, że nie osiągnę celu. Zacząłem uświadamiać sobie dlaczego inni nie zdołali.” Dzięki intensywnemu leczeniu, ale w równym stopniu dzięki odpoczynkowi, jak mówi Whitlock, „w końcu byłem w stanie wrócić do treningów.” Dwu- i trzygodzinne treningi dały solidną podbudowę i umożliwiły realizację celu w 2003 roku podczas maratonu w Toronto, kiedy to 72-letni Whitlock dotarł do mety w czasie 2:59:09. Następnego roku, po kilku miesiącach dającego pewność siebie człapania, wrócił do Toronto i pobiegł 2:54:48. O tym biegu Whitlock, który nie zwykł zbytnio rozwodzić się nad kolejami losu, powiedział: „To był dobry dzień. Nie było żadnych kłopotów.”

Wydaje się, że to najlepszy moment by dostarczyć trochę faktów na potwierdzenie dojrzewającego w czytelniku przeświadczenia, iż Whitlockowi dane zostały wyjątkowe geny. Kiedy siądzie się w jego kuchni i posłucha jak schodzi ze schodów, zdaje się, że to jakiś nastolatek zbiega na podwieczorek. Ed, który mówi, że „trzyma się z dala od lekarzy, to źli ludzie”, ostatnio badany był kiedy miał 40 lat. Jego wuj Arthur był najstarszym człowiekiem w Wielkiej Brytanii, kiedy odszedł w 2000 roku w wieku 108 lat. Whitlock brał ostatnio aspirynę w czasie II wojny światowej.

Oczywiście, wszyscy wielcy biegacze mają dobre geny. Jaka jest więc tajemnica Whitlocka? Bo przecież musi być jakaś tajemnica, prawda?

Tylko taka, że tajemnice nie istnieją. „Zawsze chętnie opowiadam o tym, co robię,” mówi, „ale nie wiem czy to samo byłoby dobre dla kogoś innego. Każdy musi sam znaleźć to co mu odpowiada.”

Ciekawy czy sposób Whitlocka będzie dobry dla Ciebie? Oto co musisz robić: „Do ekstremum doprowadziłem robienie nie-robienia”, mówi Ed. „Idę truchtać. Nie biegam szybko, po prostu biegam długo. Nie stosuję wszystkiego tego, co trenerzy zalecają poważnym zawodnikom. Żadnych ćwiczeń, zimnych kąpieli, masażów, treningów na progu mleczanowym, monitorów pracy serca. Nie mam szczególnych zastrzeżeń do żadnej z tych rzezy, ale jestem zbyt słabo zorganizowany i zbyt mało ambitny by robić te wszystkie rzeczy, które powinno się robić będąc poważnym biegaczem. Im więcej czasu poświęca się na te pierdoły, tym mniej jest go na bieganie lub by móc go tracić na inne rzeczy.”

Whitlock ma również filozoficzny powód by odzierać bieganie z jego otoczki i docierać do istoty. „Bieganie powinno być hobby,” powiada. „Każdy sport powinien być hobby. Nie powinno być całego tego profesjonalizmu. Wierzę, że Paula Radcliffe nie stosuje dopingu, ale naprawdę uważam, że w byciu profesjonalną biegaczką popadła w skrajność. Nie chciałbym jej piętnować ale żyje stucznym życiem. Zawsze jest poza domem albo śpi w namiocie hipoksyjnym. Ma wokół siebie ten cały anturaż ludzi wokół niej dmuchających i chuchających… To jest tak dalekie od tego, co ja robię i jak chciałbym żyć. Monomania prowadzi do strasznych rzeczy.”

„Naprawdę lubię film ‘Rydwany ognia’. W pewnym sensie ten film pokazuje to co dla mnie jest ważne, amatorstwo tamtych czasów. Pewnie jestem niekonsekwentny skoro biorę pieniądze za bieganie, co?” W tym momencie Whitlock robi przerwę, przekręca głowę, przesyła mi spojrzenie, które mówi: czyż nie jestem niegrzecznym chłopcem? „Ale mniej mam przeciwko wygrywaniu nagród pieniężnych niż przeciw braniu pieniędzy za prelekcje, o które bywam proszony. Jestem beznadziejnym mówcą. Lubię rozmawiać z ludźmi, ale pięć minut później nie potrafię sobie przypomnieć ich imion ani tematu rozmowy. Nie wiem jak motywować innych. Nigdy nie wiem co powiedzieć ludziom mówiącym: ‘Jesteś dla mnie inspiracją.’ Jak się na coś takiego odpowiada? W ogóle nie jestem inspirującym człowiekiem.”

Tak na marginesie, jeżeli biegasz z prędkością Whitlocka i idziesz „potruchtać” 3 godziny dziennie, robisz więcej niż 220 km tygodniowo.

Ed6Może tajemnice nie istnieją ale niewyjaśnionym pozostaje: dlaczego właśnie cmentarz?

Niecałe 10 kilometrów od domu Whitlocka znajduje się parking centrum rekreacyjnego Kelso. Stamtąd tylko krok do niesamowitej plątaniny leśnych szlaków nieopodal wodospadu Niagara. Jedna z możliwości to Bruce Trail, długi na 800 km. W samym mieście ścieżka rowerowa wiedzie przez okoliczne dzielnice. A więc, dlaczego właśnie cmentarz?

„Jechać gdzieś żeby pobiegać? Zbyt ambitne”, mówi Whitlock. „Wymagałoby to odpowiedniej organizacji – żeby znaleźć klucze do auta.” Znowu strzela uśmiechem i przekręca głowę. Nie kupuję tego i cisnę dalej. Odpowiada, że bieganie gdzie indziej niż na cmentarzu zabierałoby zbyt wiele czasu. Pytam co innego robi przez cały dzień. Mówi coś o gazetach, forum na Letsrun.com, „wygłupianiu się na lokalnej giełdzie online.” Przypominam, że w ciagu ostatnich trzech dni powiedział o cmentarzu, że to „mordęga”, „nuda”, „coś, z czym trudno wytrzymać”. Dla kogoś kto mówi „nie lubię trenować”, czy nie warto by spróbować uczynić biegania bardziej przyjemnym? Czy 3 godziny nie minęłyby szybciej w lesie niż na 4-minutowej pętelce na cmentarzu?

„Kiedy biegam, podziwianie przyrody, tego rodzaju rzeczy, nie mają znaczenia,”, mówi Whitlock. „Dwie godziny w przyjemniejszych okolicznościach przyrody nie minęłyby wcale szybciej. Wolałbym nie biegać w kółko dzień za dniem, ale koniec końców, wziąwszy wszystko pod uwagę, jakoś mnie to urządza. Kiedy mocno wieje, nie muszę biec pod wiatr zbyt długo. Jeśli by się coś stało, natychmiast jestem w domu. Nic na świecie nie jest idealne. Człowiek musi szukać kompromisu. Popatrz na Deenę Kastor i ekipę z Mammoth Lakes. Życie na wysokości 2400 m n.p.m. może nie jest idealne ale to jest to, co według nich jest dla nich najlepsze.”

Zdajemy sobie sprawę, że jeden z najwspanialszych biegaczy-mastersów tak naprawdę nie lubi biegać. Pytam, czy niedawny uraz kolana mógłby prowadzić do decyzji o rezygnacji ze ścigania się oraz czy by wtedy nadal biegał. „Nie, chyba w takim przypadku nie biegałbym dalej”, odpowiada. „Będę biegał tylko tak długo jak będę w stanie się ścigać.”

Co sądzić o 78-letnim emerycie, który godzinami oddaje się czemuś co nie sprawia mu satysfakcji? Czy praca nie była od tego? Czy ściganie jest aż tak zajmujące?

Whitlock odpowiada: „Tabele najlepszych czasów w kategorii wiekowej są świetnym motywatorem. Interesuje mnie głównie to czy mój poziom obniża się szybciej niż tabele zdają się wskazywać czy może jestem w stanie pobić wyniki z tabel.” Ale zaraz z przekory dodaje: „Z tabelami jest taki problem. Podejrzewam, że są łatwiejsze niż powinny być w wyższych grupach wiekowych.” Potem wzdycha, nalewa sobie jeszcze herbaty i zaczyna opowiadać o wyzwaniu jakim jest pozostanie w formie na tyle by poradzić sobie z rekordem świata w maratonie w kategorii 80-latków, który wynosi 3:39:18.

By zacytować Whitlocka ten ostatni raz, „wszyscy są na swój sposób dziwakami.”

Rekordy Whitlocka

Ed Whitlock pobił rekordy w grupie wiekowej na dystansach od 1500m do maratonu. Miejcie się na baczności, osiemdziesięcioletni mistrzowie! Gość z Milton 80 lat skończył 6 marca.

Bieżnia – stadion otwarty

Dystans

Grupa
Wiekowa

Czas

Mila
3,000m
5,000m
5,000m
10,000m
10,000m

75-79
75-79
70-74
75-79
70-74
75-79

5:41.80
11:10.43
18:33.38
19:07.02
38:04.13
39:25.16

Bieżnia w hali

Dystans

Grupa
Wiekowa

Czas

1,500m
1,500m
3,000m
3,000m
3,000m

70-74
75-79
65-69
70-74
75-79

5:12.22
5:20.04
10:11.60
10:52.40
11:17.21


Biegi uliczne

Dystans

Grupa
Wiekowa

Czas

Marathon
Marathon

70-74
75-79

2:54:48
3:04:54

FORUM DYSKUSYJNE