2 listopada 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

NYC Marathon: triumf Kenijczyków i udany debiut Woźniacki


Nowy Jork przywitał maratończyków z całego świata porywistym wiatrem. W zawodach, tradycyjnie kończących sezon wielkich biegów maratońskich, zwyciężyli reprezentanci Kenii: Mary Keitany i Wilson Kipsang. Jedna z najlepszych tenisistek świata i gwiazda naszego konkursu, Karolina Woźniacka dobiegła szczęśliwie do mety z czasem 3:26:33.

1.jpg 

Maraton w Nowym Jorku dobrze się ogląda. Tutaj wszystko jest naprawdę. Dziesiątki tysięcy amatorów stłoczonych na starcie naprawdę marzną, Wiatr naprawdę zrywa czapki z głów. „Wielkie Jabłko”, „Big Apple” – jak nazywają swoje miasto nowojorczycy – naprawdę żyje maratonem. Kibice naprawdę zagrzewają do walki najlepszych, a ci na serio walczą o zwycięstwo. Tu nie ma armii zajęcy, nakręcających tempo i nic poza tym. Tutaj szeroka czołówka światowego maratonu ramię w ramię rywalizuje o przecięcie wstęgi w Central Parku, co nakręca wszystkich pasjonatów biegania.

W tym roku na starcie było wyjątkowo zimno i wietrznie. Czy zmagania najlepszych również okazały się wyjątkowe?

Bieg kobiet rozpoczął się w umiarkowanym tempie (17:31 na 5 km), co umożliwiło sformowanie dużej czołowej grupy (ponad 10 zawodniczek). Czołówka biegła razem, wymieniając się na prowadzeniu. Zarówno europejskie, jak i afrykańskie biegaczki pracowały nad utrzymaniem odpowiedniego tempa. Szczególnie aktywna była Portugalka Sara Moreiro. W czołówce nie brakowało żadnej z głównych faworytek, a oto one:

 

  • Edna Kiplagat (Kenia) która po przyłapaniu Rity Jeptoo na dopingu stała się zwyciężczynią cyklu World Marathon Majors. Edna to aktualna mistrzyni świata w maratonie, a także triumfatorka tegorocznego maratonu londyńskiego ,
  • Mary Keitany (Kenia), legitymująca się drugim (po Pauli Radcliffe) najlepszym wynikiem w historii kobiecego maratonu – 2:18:37,
  • Buzunesh Deba (Etiopia) – wiecznie druga w wielkich imprezach, z rekordem życiowym poniżej 2:20 
  • Firehiwot Dado (Etiopia), która ma już na koncie zwycięstwo w Nowym Jorku w 2011 roku.

 

Na 24. kilometrze, na moście Queensborough Edna Kiplagat, biegnąca z tyłu prowadzącej grupy, zupełnie opadła z sił i momentalnie straciła kilkadziesiąt metrów do czołówki. To feralny punkt trasy – to tutaj w 2010 roku kryzys dopadł Haile Gebrselassiego. Dołek był tak głęboki, że Haile chciał kończyć karierę.

W wyścigu mężczyzn, jak zwykle na początku maratonu nowojorskiego, blisko czoła wyścigu znajdowało się kilku zawodników chcących zaistnieć choć na chwilę w świadomości milionów kibiców oglądających finał sezonu, ostatni z najważniejszych biegów w tym roku. Rzecz jasna bardzo szybko biegacze ci padali jak muchy, ustępując pola prawdziwej elicie maratońskiej. W tym roku w jej skład wchodzili przede wszystkim:

 

  • Wilson Kipsang (Kenia), były rekordzista świata z Berlina (2:03:23), zwycięzca maratonu londyńskiego z tego roku,
  • Geoffrey Mutai (Kenia), ubiegłoroczny triumfator maratonu nowojorskiego, zwycięzca poprzedniej edycji World Marathon Majors,
  • Micah Kogo (Kenia), doskonały biegacz na krótszych dystansach, w 2013 roku drugi w Bostonie i czwarty w Chicago,
  • Lelisa Desisa (Etiopia), legitymujący się rekordem życiowym 2:04:45, zwycięzca ubiegłorocznego maratonu bostońskiego,
  • Stephen Kiprotich (Uganda), mistrz świata i mistrz olimpijski.

 

Na pierwszych kilometrach Geoffrey Mutai prowadził kilka metrów przed grupą, wyglądał na bardzo skoncentrowanego. Potem na czołowe miejsce wyszedł Meb Keflezighi. Początkowa faza wyścigu mężczyzn sprawiała wrażenie nerwowej. W prowadzącej grupie biegł również Japończyk Yuki Kawauchi, dla którego był to już dziesiąty maraton w tym sezonie.

1:06:55 – to czas mężczyzn na półmetku. 

Warto zauważyć, że Geoffrey Mutai i Wilson Kipsang trenują razem, a ich grupę uzupełnia… Dennis Kimetto, aktualny rekordzista świata. Dennis napisał na kilka godzin przed biegiem na swoim Twitterze: 

Geoffrey prawie mnie zamordował na treningu. Wierzę w niego. Będziemy oglądać [bieg] wspólnie z przyjaciółmi w Eldoret.

Tymczasem na 27. kilometrze zaatakował… Japończyk Imai (życiówka 2:09:30). Wystarczyło jednak kilkaset metrów, by atak ten zlikwidować.

W biegu Pań półmaraton pokonany został w 1:13:40. Zanosiło się na wynik w granicach 2:28. Zawodniczki nadal biegły razem, ale między 25. a 30. kilometrem Kenijki Jemima Sumgong i Mary Keitany przyspieszyły rozciągając stawkę. Za nimi podążały dwie biegaczki europejskie: Sara Moreiro oraz doświadczona Jelena Prokopczuka, a także dwie faworytki z Etiopii. Kenijki biegły razem przez kolejne dziesięć kilometrów, podkręcając tempo tak, że przewidywany czas na mecie na tym etapie zmagań wynosił 2:25.

Podobnie działo się w biegu Panów, gdzie zawodnicy kenijscy zaczęli z czasem zwiększać obroty, a z grona prowadzących odpadali kolejni zawodnicy, faworyci jednak trzymali się dzielnie.

Dwie Kenijki pokonały piątkę między 35. a 40. kilometrem w 16:12, zyskując kilkadziesiąt sekund nad rywalkami. Na ostatnich dwóch kilometrach miało dojść do ostatecznej rozgrywki między Keitany a Sumgong. Mary wydawała się bardziej zmęczona, trzymała się za plecami mniej znanej rodaczki. Jednak to Keitany na ostatnich kilkuset metrach znalazła więcej sił i przerwała szarfę na mecie z czasem 2:25:07. Trzy sekundy za nią ukończyła bieg Jemima Sumgong, a trzecia była wniebowzięta Portugalka Sara Moreiro z czasem 2:26:00. Tuż za nią (i tuż za podium) zawody ukończyła Łotyszka Jelena Prokopczuka (2:26:15).

Kiedy Panie wbiegały na metę, w rywalizacji mężczyzn zaczynały się dziać ciekawe rzeczy. Wilson Kipsang zaatakował, za nim pognał Geoffrey Mutai, Desisa Lelisa i Gebre Gebremariam. Po chwili Gebremariam oraz Mutai odpadli, a walka o zwycięstwo miała się rozstrzygnąć między Kipsangiem a Desisą. 

W końcówce organizatorzy przeżywali ciężkie chwile, ponieważ kamera na motocyklu jadącym przed czołówką mężczyzn działała bardzo źle, obraz rwał się i zamrażał. Użytkownicy forum letsrun.com tradycyjnie pomstowali na przekaz realizowany przez stacje amerykańskie, które zajmowały się pokazywaniem widoczków i opowiadaniem historii luźno związanych z maratonem, zapominając na długie minuty o pokazywaniu samego biegu. Mimo, że relacja Eurosportu pozwalała na śledzenie faktycznej walki na trasie, to problemy z kamerą sprawiły, że mogliśmy zobaczyć tylko dwa z kilku ostatnich kilometry. No cóż, dobre i to.

Kipsang z Desisą biegli krok w krok. Kenijczyk wydawał się spokojniejszy i to on rozpoczął finisz. Etiopczyk trzymał się dzielnie za jego plecami. Do mety zostało mniej niż kilometr. Na niespełna 500 metrów przed metą Desisa próbował skontrować. Wepchnął się od bandy przed Kenijczyka, odpychając go lekko. Kipsang spojrzał z wyrzutem na rywala, który ostro walczył, by wyjść przed Kipsanga zabiegając mu nieco drogę. Wilson spojrzał wymownie na kolegę po raz kolejny, po czym wrzucił kolejny bieg i zostawił Desisę w pokonanym polu. Okazało się, że rekordzista świata nie rzucał słów na wiatr, na Kipsanga nie było dzisiaj mocnego. Co więcej Wilson stał się pierwszym zawodnikiem w historii, który wygrał zarówno Berlin, Londyn, jak i Nowy Jork, czyli trzy najważniejsze maratony świata.

TOP 3 Panów:

1/ Wilson Kipsang – 2:10:59
2/ Lelisa Desisa – 2:11:06
3/ Gebre Gebremariam – 2:12:13.

Redakcja Bieganie.pl