NB 1080v12
 
6 marca 2016 Redakcja Bieganie.pl Sport

Lake Biwa Mainichi Marathon 2016 – nieudany start Henryka Szosta


Nie udał się Henrykowi Szostowi start w Lake Biwa Marathon. Nasz zawodnik zszedł na 17 km. Zwyciężył Lucas Rotich z Kenii w czasie 2:09:11.

71 edycja Lake Biwa Marathon, organizowana w japońskim mieście Otsu, jak co roku zgromadziła mocną stawkę maratończyków. Tradycyjnie udział mogli brać tylko mężczyźni i tylko Ci, którzy w ciągu dwóch lat poprzedzających bieg byli w stanie wylegitymować się wynikiem w maratonie lepszym niż 2 godziny 30 minut (lub odpowiednio dobrym wynikiem na krótszych dystansach).

Wśród maratońskiej stawki był także i nasz zawodnik, Rekordzista Polski w maratonie Henryk Szost. Lake Biwa Marathon jest dla Henryka miejscem szczególnym, bo to właśnie tutaj, w 2012 roku Henryk osiągnął znakomity wynik 2:07:39 poprawiając jednocześnie dziewięcioletni Rekord Polski 2:09:23 należący do Grzegorza Gajdusa.

henryk lakebiwa 1

Na zdjęciu: Henryk Szost jako drugi wbiega na metę Lake Biwa Marathon w roku 2012, z nowym Rekordem Polski

71 edycja nie była dla Henryka szczęśliwa. Niedługo po minięciu 15 km, które grupka w której znajdował się Henryk pokonała w czasie 45:18 (średnie tempo 3:01, w tym momencie teoretycznie na wynik 2:07:26),  Henryk odłączył się nagle od grupki i usiadł na krawężniku. Na swoim profilu na Facebooku napisał potem:

"Niestety pierwszy raz z Japonii wracam na tarczy. Pokonały mnie problemy żołądkowe i ciężkie nogi. Nie byłem w stanie biec dalej dlatego zakończyłem swój wyścig na 17km . Musze przeanalizować co było powodem takiego stanu mojego organizmu. Nawet biegnąc po ciężkiej anginie na ME w Zurychu dobiegłem do 30km, dzisiaj nie byłem w stanie kontynuować wysiłku od 10km. Pozdrawiam wszystkich moich kibiców i obiecuje że to nie jest koniec dobrych wyników w moim wykonaniu."

Jeśli wczytamy się w to co napisał Henryk, to widać, że bezpośrednią przyczyną były problemy żołądkowe. Ale jest też i drugi problem, który Henryk enigmatycznie nazwał "ciężkie nogi". Faktem jest, że kilka osób z którymi rozmawialiśmy mówiło, że Henryk w ogóle nie wyglądał jak on. Że miał absolutnie zmieniony styl biegu, drobny, skrócony krok. Można tylko domniemywać, że jest to prawdopodobnie efekt całkowicie nietrafionego treningu jaki Henryk wykonywał w ostatnich tygodniach w Albuqerque. O tym nowym treningu wspominaliśmy wcześniej w wywiadzie z Henrykiem. Prawdopodobnie to jednak te treningi siły biegowej nawarstwiające się z innymi akcentami spowodowały, że Henryk był w Japonii swoim własnym cieniem. Na pewno nie pomagała zdalna współpraca zawodnika z trenerem, który jednak na co dzień prowadzi głównie średniodystansowców.

W rozmowach z nami, trener Król trochę się od swojej roli jako trenera dystansował, mówił:

"Ja jestem tutaj raczej kimś w rodzaju konsultanta, nie widzę Henryka codziennie na treningach."

Zobaczymy co pokaże najbliższa przyszłość, zarówno jeśli chodzi o dalszą współpracę z trenerem Królem jak i konieczność potwierdzenia się przez Henryka w jakimś starcie przed Igrzyskami Olimpijskimi.

Z niewiadomych powodów na starcie nie pojawili się główni pretendenci do zwycięstwa, w tym znany z Orlen Warsaw Marathon 2014 Tadese Tola (życiówka 2:04:49 Dubai 2013) i Shumi Dechasa (Etiopczyk z Bahrajnu, życiówka 2:06:43, Hamburg 2014). Brak wcześniej zapowiadanych liderów, oraz wyższa niż się spodziewano temperatura (około 18 stopni Celsjusza) spowodowały, że zmieniono założenia na tempo dla prowadzącej grupy z 3:00 na 3:02 (czyli półmaraton w 1:04). Jednak jak to często bywa, plany posypały się już na starcie. Od pierwszego kilometra tempo 2:55 min/km podyktował japoński biegacz-amator (z życiówką 2:29:50) co spowodowało, że czołówka pomimo wcześniejszych założeń ruszyła znacznie szybciej. Po 5 km, zamiast zakładanych 15:10 czas wskazywał: 14:57. Główna grupka, w której był także i Henryk minęła 5 km wprawdzie nieco później (15:03) ale też szybciej niż zakładano.

Japońscy kibice na pewno docenią 19 letniego Etiopczyka nazywającego się: Shuri Kitata, który samotnie prowadził  do 30 km, mijając półmaraton w 1:02:35 co jest najszybszą połówka w historii maratonu na ziemi japońskiej. Pomimo tego, że Kitata osłabł znacznie, to ukończył bieg w czasie 2:16:0 na 16 miejscu.

Jednak to co interesowało japońskich kibiców najbardziej, to jak potoczą się losy rywalizacji o kwalifikacje olimpijskie. Japońska Federacja Lekkoatletyczna przyjęła bowiem dosyć dziwną zasadę, że w okresie kwalifikacyjnym liczy się tylko pierwszy start, chyba, że zawodnik pobiegnie poniżej 2:06:30. To praktycznie eliminowało z Igrzysk Yukiego Kawauchiego, który w grudniowym maratonie w Fukuoce pobiegł 2:12:48. Nawet gdyby okazał się najlepszym japońskim maratończykiem ostatnich lat, ale nie pobiegł szybciej niż 2:06:30 nie mógł by wziąć udziału w Igrzyskach. Na "szczęście" Kawauchi pobiegł znacznie słabiej, "tylko" 2:11:53 i raczej na pewno nie zakwalifikował się do Rio.

Wyniki maratonu Lake Biwa.

1. Lucas Rotich Kenia 2:09:11
2. Hisanori Kitajima Japonia 2:09:16
3. Alphonce Felix Simbu Tanzania 2:09:19
4. Suehiro Ishikawa Japonia 2:09:25
5. Takuya Fukatsu Japonia 2:09:31
6. Fumihiro Maruyama Japonia 2:09:39
7. Yuki Kawauchi Japonia 2:11:53
8. Kentaro Nakamoto Japonia 2:12:06
9. Hiroto Inoue Japonia 2:12:56
10. Soji Ikeda Japonia 2:13:27

Na koniec kilka ciekawostek na temat samego Lake Biwa Marathon.

– Jest to maraton, który odbywa się nieprzerwanie od 1946 roku.
– Trasa wiedzie wzdłuż jeziora Biwa

biwa google

– Start i meta zawsze na stadionie lekkoatletycznym w Otsu.
– Pierwszym nie Japończykiem w historii który wygrał był Bikila Abebe, który wygrywał tam dwukrotnie (1061 i 1965 – dwa razy tuż po Igrzyskach  Olimpijskich)
– inni znani zawodnicy którzy w Otsu wygrywali to: dwaj byli rekordziści świata: Paul Tergat (2009) i Wilson Kipsang (2011), a także znany głównie z przyznania się do stosowania dopingu Eddy Hellebuyck (1990)

W nieformalnej wojnie Nike kontra adidas, która toczy się za pośrednictwem czołowych zawodników biegających w butach danego producenta,  tegoroczny Lake Biwa Marathon to zwycięstwo adidasa. Lucas Rotich wbiegł na metę w nowej wersji modelu: adidas adios boost.

adiosboost biwa

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl