14 sierpnia 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

Krystian Zalewski ze srebrnym medalem Mistrzostw Europy!


Mamy pierwszy medal wywalczony przez polskiego biegacza w Zurychu! Autorem tego osiągnięcia był Krystian Zalewski, który został wicemistrzem Europy w biegu na 3000 m z przeszkodami! Polak ukończył finałowy bieg na trzecim miejscu, ale po dyskwalifikacji Mahiedine Mekhissi-Benabbada może cieszyć się ze srebra. Sporo emocji dostarczyli nam w czwartek także inni Polacy – Joanna Jóźwik, Joanna Linkiewicz, Artur Noga i Karol Zalewski.

krystian_zalewski.jpg

Srebrny medal Krystiana Zalewskiego po 32 latach dla Polski
Finał biegu przeszkodowego mężczyzn przyprawił naszą redakcję o szybsze bicie serca. Od czasów Chromika, Krzyszkowiaka, Malinowskiego i Mamińskiego popularne „belki” były polską specjalnością, niestety tylko na papierze. Po eliminacjach, w których wygrywali nasi, mieliśmy zaostrzone apetyty na pierwszy po 32 latach medal na ME. Krystian Zalewski już przed zawodami był stawiany w gronie faworytów do podium. Mateusz Demczyszak udowodnił z kolei, że można powrócić po kontuzji do wysokiej formy, chociaż w jego przypadku jeden dzień przerwy między kolejnymi wyścigami nie pozwolił na pełną regenerację.
Bieg finałowy toczył się na pierwszych kołach leniwie, prowadzili go Hiszpanie i kenijski Turek. Murowany faworyt, rekordzista Europy Francuz Mahiedine Mekhissi-Benabbad chował się w cieniu. Zwarta grupa wymuszała rwane tempo w trakcie pokonywania przeszkód, kiedy zawodnicy rozwijali się w szeroki wachlarz by lepiej oceniać odległość do belki. Biegacze minęli pierwsze 1000 m nieco poniżej 3 minut, zaś 2 km w dość przeciętnym międzyczasie 5:45, zapowiadającym ekspresowy finisz. Na początku trzeciego kilometra Benabbad wziął sprawy w swoje nogi i znacznie przyspieszył, rozciągając zasadniczą grupę, na której końcu znalazł się Demczyszak. Zalewski trzymał się bardzo przytomnie z przodu i to on łączył lidera z grupą pościgową. Tradycyjnie już Krystian sprawiał (pozorne) wrażenie najbardziej umęczonego ze wszystkich finalistów.
Mahiedine Mekhissi-Benabbad wygrał z ogromną łatwością (8:25.30). Na ostatnim rowie było też pewne, że to „Zalew” zdobędzie medal. Na początku wydawało się, że brązowy (czas 8:27.11), bo na finałowej prostej lepszym finiszem popisał się, do niedawna świetny średniodystansowiec, Yoann Kowal (8:26.66), Francuz z polskimi korzeniami (jego dziadek przyjechał z Polski nad Sekwanę w poszukiwaniu pracy). Wszystko zmieniło się jednak kilkadziesiąt minut po zakończeniu biegu.

Wielu kibiców może pamiętać, że Mekhissi-Benabbad to postać ogromnie kontrowersyjna, której sukcesy biegowe idą w parze z nieprzewidywalnym zachowaniem na bieżni. Po bójce na mecie Diamentowej Ligi w Monako i znokautowaniu maskotki na ostatnich ME w Helsinkach, tym razem biegacz zdecydował się w nietypowy sposób cieszyć się ze swojej wygranej. Uczynił to zdejmując koszulkę jeszcze podczas biegu, czym chciał zachęcić kibiców do  żywiołowych oklasków na swoją cześć. Niestety dla niego, za swoje gesty, łamiące przepisy i do tego niezbyt fair w stosunku do rywali, otrzymał on początkowo żółtą kartkę, a następnie – na wniosek federacji hiszpańskiej – dyskwalifikację!

krystian_zalewski_2.jpg

Wobec takiej sytuacji mistrzem Starego Kontynentu został Kowal, wicemistrzem Zalewski, a brązowym medalistą Angel Mullera z Hiszpanii.

Krystian Zalewski udowodnił, że ciężka praca i dobrze zorganizowany trening przynoszą wcześniej czy później efekty medalowe. Przeszkodowiec kolejny raz pokazał, jak walecznym jest biegaczem. Wzruszony, z polską flagą na plecach mówił reporterowi TVP:
Nie da się opisać tego, co czuję. Czekałem 5 lat na ten medal, marzyłem o nim. Mój sen się ziścił. Zeszłoroczna dyskwalifikacja na MŚ w Moskwie tak naprawdę umocniła mnie i zmotywowała do dalszej pracy. Bo bardzo ciężko pracowałem na ten sukces i nie jest to tylko moja zasługa, ale także mojego trenera Jacka Kostrzeby, moich bliskich, kibiców, mojej narzeczonej. Dziękuję im – mówił wyraźnie wzruszony i szczęśliwy Krystian Zalewski. 
Reprezentant klubu UKS Barnim Goleniów ma sezon życia: po znakomitym rekordzie życiowym 8:16.20 i brązie Mistrzostw Europy jest na najlepszej drodze do zapisania kolejnego rozdziału w historii polskich przeszkód na Igrzyskach w Rio.
Drugi z naszych reprezentantów – Mateusz Demczyszak zameldował się na mecie na 10 pozycji (8:34.32).
– Możliwe, że nie byłem przygotowany na dwa biegi. Dziś zawiodła też technika. Wróciłem po 2 latach do biegów przeszkodowych, bo walczyłem z kontuzjami. Trzeba popracować, aby za dwa lata pobiec lepiej. Do połowy dystansu biegło mi się dobrze, starałem się pokonywać bariery jak najmniejszym kosztem sił, niestety później zabrakło sił. Gratuluje Krystianowi sukcesu! Myślę, że ma warunki, aby w przyszłości zostać mistrzem. – powiedział po biegu Mateusz Demczyszak

Noga z kontuzją szósty w finale

W drugim czwartkowym finale z udziałem Polaka – biegu na 110 m przez płotki – medalu nie było. Artur Noga, który w dobrym stylu zakwalifikował się najpierw do półfinału, a następnie finału tej konkurencji, przybiegł w nim na 7 miejscu, choć po dyskwalifikacji kolejnego Francuza – Dimitri Bascou, został sklasyfikowany na 6 pozycji. Niestety w walce o wyższą lokatę przeszkodziła naszemu płotkarzowi kontuzja pachwiny, której nabawił się podczas rozgrzewki.

artur_noga.jpg

Występ reprezentanta Polski w Szwajcarii pokazał jednak, że w krótkim czasie można dojść do formy i w najważniejszej imprezie sezonu uzyskiwać wartościowe wyniki – w przypadki Nogi był to rezultat 13.39 uzyskany w półfinale.

– Niestety w krótkiej przerwie między półfinałem a finałem nie udało się wyeliminować bólu przywodziciela – powiedział Noga. – Ból nie ustąpił, dlatego nie mogłem walczyć w finale, musiałem w nim jednak wystąpić, żeby otrzymać na przyszły rok stypendium. Myślę, że kontuzja nie jest poważna/ Sądzę, że 2-3 dni będę musiał odpocząć. Ze swojego występu jestem mimo wszystko i tak zadowolony. Cieszę się, że zakwalifikowałem się do tych mistrzostw i wystąpiłem w finale – dodał brązowy medalista ME sprzed dwóch lat. 

Niespodzianką biegu płotkarskiego jest dopiero trzecie miejsce Francuza Pascala Martinot-Lagarde’a, lidera europejskich list, który na podium wskoczył tylko dzięki dyskwalifikacji swojego rodaka. Nowym, starym mistrzem Europy został Siergiej Szubienkow – obrońca tytułu z Helsinek.

Joanna Jóźwik w finale 800 m!
Chłodna głowa, życiowa forma, piękny finisz – debiutująca na Mistrzostwach Europy podopieczna Andrzeja Wołkowyckiego niczym rasowa zawodniczka rozegrała półfinał 800 m. 

joanna_jozwik_2.jpg

Bieg zdecydowała się poprowadzić Maryna Arzamasova (58.80 na półmetku). Mistrzyni Polski pierwsze okrążenie, aby nie narazić się na niepotrzebne przepychanki i szarpnięcia, pokonała z tyłu stawki. Szybki bieg nabrał większych rumieńców na 300 m do mety, kiedy większość zawodniczek zaczęła zbierać się do finiszu. Wtedy Joannie udało się zająć dogodną pozycję, mimo małej kolizji z Brytyjką Leonard. Na 200 m do mety zaczęła piękny finisz i kontrolując do końca sytuację – przybiegła tuż za brązową medalistką HMŚ z nowym rekordem życiowym 2:00.58 (drugim czasem eliminacji). 
Czy ja śnię? Nie mogę w to uwierzyć! – mówiła tuż po biegu Jóźwik – Posłuchałam trenerów Andrzeja Wołkowyckiego i Zbigniewa Króla, którzy mówili mi "Spokojnie zaufaj sobie, jesteś szybka, poczekaj do samego końca". Miałam chwilę zawahania na 300 m do mety, gdy chciałam wyjść i zacząć się ścigać. Ale coś mi powiedziało "Nie, poczekaj jeszcze". I poczekałam. Udało się. Rok temu byłam taktycznym zerem. Ale odkąd wywróciłam się na Młodzieżowych Mistrzostwach w Tampere, powiedziałam sobie: "Nie, dość tego. Ja naprawdę uczę się teraz biegać" – mówiła uśmiechnięta po biegu Asia. 
Sobotni finał (godzina 16:05) zapowiada się bardzo interesująco, za sprawą doskonałej dyspozycji Polki. Z Joanną Jóźwik oprócz Białorusinki Arzmasovej po medale pobiegną dwie Rosjanki (Rogozina i Poistogova), dwie Brytyjki (Sharp i Judd), Rumunka Lavric i Bułgarka Stambolova. 

Finał także dla Joanny Linkiewicz

Szczęśliwa z awansu była także druga Joanna startująca czwartkowego wieczoru w Zurychu. Joanna Linkiewicz, mistrzyni Polski w biegu na 400 m przez płotki w półfinale uczyniła to, czego dzień wcześniej nie udało się dokonać Patrykowi Dobkowi – awansować do najlepszej ósemki.

Zawodniczka AZS AWF Wrocław niespodziewaną kwalifikację osiągnęła dzięki najlepszemu czasowi wśród zawodniczek, które nie uzyskały bezpośredniego awansu z miejsc. Nowy rekord życiowy, 55.89, przesunął więc ją nie tylko w polskiej tabeli wszech czasów na 9 miejsce, ale również dał szansę na walkę o medal mistrzostw Europy.

karol_zalewski.jpg

Losowanie zdecydowało o awansie Karola Zalewskiego

Krystian Zalewski nie był jedynym polskim zawodnikiem o tym nazwisku, który dostarczył nam w trzecim dniu mistrzostw Europy pozytywnych emocji. Zadowoleni możemy być także z półfinałowego występu Karola Zalewskiego w biegu na 200 m.

Nasz najlepszy sprinter nie zachwycił w porannych eliminacjach, które zakończył co prawda awansem, ale z przeciętnym czasem 20.76. Polak zrehabilitował się jednak w kolejnej rundzie uzyskując czwarty wynik w karierze – 20.52 i to z pierwszego toru! Ten rezultat dał mu awans do finału, choć trzeba przyznać, że naszemu zawodnikowi dopisało szczęście.

Polak, który zajął w drugim półfinale czwarte miejsce uzyskał identyczny rezultat jak piąty w pierwszym biegu James Ellington z Wielkiej Brytanii. Wobec tego, że rezultaty obu zawodników były takie same z dokładnością do 0.01 s. o awansie zdecydowało losowanie. W nim więcej szczęścia miał nasz reprezentant, który w finale zapowiedział walkę o jeszcze lepszy wynik.