indie2
7 lipca 2021 Krzysztof Brągiel Sport

Indie chcą mieć swoje Iten


Za kilka lat Indie powinny dopaść Chiny w populacyjnym wyścigu, stając się najbardziej zaludnionym krajem świata. Już dziś, co szósty mieszkaniec naszej planety jest Hindusem. Demograficzny potencjał nie przekłada się jednak na większe sukcesy sportowe. Ma się to zmienić dzięki projektowi biegowemu, który 7 lat temu zapoczątkował Hugo van den Broek. Holender próbował zrobić z miejscowości Bhopal kuźnię talentów na kształt kenijskiego Iten.

Przez ostatnie 120 lat hinduscy olimpijczycy zdobyli zaledwie 9 złotych krążków. Na skromny dorobek złożyli się przede wszystkim hokeiści na trawie (8 medali). W lekkiej atletyce jedynym większym sukcesem są dwa srebra Normana Pitcharda z paryskich igrzysk w 1900 roku. Od tamtego czasu Królowa Sportu nie dostarcza kibicom nad Gangesem szczególnych powodów do świętowania.

Można mówić, że Indie to biedny, rozwijający się kraj i tutaj tkwi źródło problemu. Z drugiej strony, trzeba zauważyć, że w ostatnich latach znacznie poprawiono dostęp do opieki zdrowotnej i edukacji. Wydłużyła się długość życia, ale jednocześnie wiodącą tkanką społeczeństwa są ludzie młodzi. Statystyczny Niemiec ma 45 lat, statystyczny Hindus 30. Żal byłoby nie wykorzystać takiego potencjału ludzkiego. Misji stworzenia z Indii biegowej potęgi 7 lat temu podjął się ex-maratończyk (z życiówką 2:12:08) Hugo van den Broek.

Indyjski haczyk

W sierpniu 2014 roku najlepsi maratończycy Starego Kontynentu ścigali się po ulicach Zurichu, walcząc o medale 22 Mistrzostw Europy. Był wśród nich Marcin Chabowski, który przeszarżował i ostatecznie zszedł z trasy. Był Yared Shegumo, który lepiej rozłożył siły, co zaowocowało srebrnym krążkiem. Na szwajcarskiej trasie miał się też pojawić Hugo van den Broek, jednak ze startu wykluczyła go kontuzja.

38-letni, wówczas, Holender latem 2014 roku postanowił zakończyć karierę. Nie za bardzo miał jednak pomysł na swoje nowe życie. Stan zawieszenia nie trwał długo, bo już jesienią otrzymał propozycję pracy od Jurrie’go van der Veldena z agencji menadżerskiej Global Sport Communication. – Chciałbyś prowadzić swoją grupę zawodników? – zapytał van der Velden. – Jasne – odpowiedział van den Broek. – Jest tylko jeden haczyk.- Jaki? 

– Musisz polecieć do Indii.

Tak mogła wyglądać rozmowa na temat niecodziennej propozycji, która ostatecznie została zaakceptowana przez świeżo upieczonego trenera. 

Kręcą kółka, bo nie ma gdzie biegać

Misja, której podjął się Holender wpisywała się w długofalowy program stworzony przez GSB (Global Sport Communication) i Procam International (organizatora biegów masowych: Airtel Dehli Half i Tata Mumbai Marathon). Idea była prosta – wykorzystać potencjał ludzki i stworzyć nową generację biegaczy, którzy będą liczyć się na świecie. Bazą treningową EDRP (Elite Distance Running Programme) zostało miasto Bhopal, położone w sercu kraju, 2 milionowe, a więc średniej wielkości jak na indyjskie standardy. 

Van den Broek pojawił się w Indiach w grudniu 2014 roku. Początkowo otoczył opieką 50 nastolatków między 14 a 18 rokiem życia. Z grupy wykrystalizowała się najlepsza piętnastka, która została włączona do EDRP. Od tamtej pory elitarny biegowy team spotykał się na miesięcznych obozach w Bhopal trzy razy w roku. Dodatkowo, raz na 12 miesięcy, trener zabierał wybrane osoby do Iten, żeby mogły z bliska zobaczyć najlepszych długodystansowców w akcji.

Za podstawowy problem indyjskich biegów Holender szybko uznał brak masowości. 

– Bardzo mała część populacji biega. Po prostu nie ma takiej puli talentów, z której można by łowić. Zupełnie inaczej to wygląda, jeśli chodzi o krykiet. To jest ich sport narodowy, a nie bieganie – konstatował.

Poza tym, dużym zaskoczeniem dla szkoleniowca było podejście lokalnych biegaczy do treningu.

– Kiedy pierwszy raz tutaj przyleciałem, byłem w szoku, gdy długodystansowcy opowiadali mi, że 3-4 razy tygodniowo trenują na bieżni. Nie znam nikogo innego na świecie, kto by tak robił. Zazwyczaj sesja na stadionie jest raz w tygodniu, albo nawet rzadziej. Przyczyn takiego stanu rzeczy trzeba upatrywać w infrastrukturze. Gdy wychodzisz ze stadionu trafiasz na zakorkowane ulice, natomiast zupełnie brakuje ścieżek trailowych, po których można by biegać. Siłą rzeczy, większość biegaczy w Indiach staje się średniodystansowcami. W końcu ile kółek można wykręcić na bieżni, zanim umrze się z nudów? – pytał retorycznie van den Broek.

Jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobił Holender było więc wytyczenie ścieżki biegowej wzdłuż bazy w Bhopal i nauczenie podopiecznych, żeby bardziej zwracali uwagę na samopoczucie podczas treningu, niż konkretne czasy. Drugą rzeczą było przekonanie zawodników, że są bardziej predestynowani do maratonu, niż średniego dystansu.

– Lokalni biegacze nie są demonami prędkości. Nawet jeśli chcesz rywalizować na 10 kilometrów, musisz mieć szybkie ostatnie 400 metrów. Najlepsi mężczyźni świata potrafią finiszować w 51 sekund, a kobiety w 59. W Indiach są to prędkości trudne do osiągnięcia sprinterom, a co dopiero biegaczom, którzy mają już 9600 metrów w nogach. Co innego jest ważne w maratonie. Tutaj finisz nie jest aż tak istotny, jak dobra strategia, warunki pogodowe. Jest dużo więcej czynników. Poza tym, łatwiej dostać zaproszenie na duży międzynarodowy maraton, żeby ścigać się z najlepszymi, niż na 5000 metrów przy okazji Diamentowej Ligi – wyliczał van den Broek.

Kto ma szansę się wybić?

Jednym z biegaczy, który od razu przykuł uwagę trenera był Gavit Murli. Silny, młody chłopak, który zanim zaczął biegać odbywał praktyki na budowie. Jak sam przyznawał: „Najcięższy trening jest dla mnie i tak lżejszy, niż noszenie worków z cementem”. 

Dołączył do EDPR jako 18 latek, biegając 10 km w 33:20. W tym samym roku wraz z najlepszymi reprezentantami kompleksu Bhopal, poleciał na swój pierwszy obóz do Iten.

– Kenia otworzyła mi oczy – wspomina. – Przez większość czasu nie byłem w stanie trenować z tutejszymi mężczyznami. Nawet kobiety były dla mnie za szybkie

Cztery lata po pamiętnym zgrupowaniu w „Home of Champions” utalentowany młodzian zdobył srebro mistrzostw Azji na 10000 metrów, finiszując z wynikiem 28:38.34.

W roku 2018 do grupy dołączyła 16-letnia Ankita Dhyani. Van den Broek wprost mówi o niej, jako biegowym diamencie. Jej talent rozwija się spokojnie ale konsekwentnie. W sierpniu będzie reprezentować Indie podczas mistrzostw świata juniorów w Nairobi. Zdobyła kwalifikację na 1500 i 5000 metrów. W tym roku ustanowiła życiówki na obu dystansach, uzyskując odpowiednio 4:19.31 i 16:21.19.

Van den Broek widzi też duże perspektywy przed trenującym poza jego grupą przeszkodowcem Avinashem Sable. W tym roku wynikiem 8:20.20 pobił rekord Indii i jako jeden z zaledwie trójki hinduskich biegaczy uzyskał przepustkę do Tokio. 

Czy pomysł uczynienia z Indii biegowego potentata ma szansę na sukces? W mocarstwowych planach miesza aktualnie epidemia. W roku 2020 biegacze zostali odesłani z Bhopal do domów, a centrum zamknięto. Brak biegów masowych mocno uderzył w głównego sponsora EDRP, czyli Global Sports Communication. Skończyło się na tym, że trener został bez wynagrodzenia i w związku z obostrzeniami w podróżowaniu nie widział podopiecznych od 18 miesięcy. Wszystko wskazuje na to, że jego rola w projekcie się zakończyła.

Walka o biegową przyszłość Indii nadal jednak trwa. Van den Broek nadal prowadzi 5 czołowych zawodników – już nie na miejscu, ale zdalnie. W Indiach pozostali natomiast wykształceni przez niego trenerzy, którzy mają kontynuować misję. Podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu minie 10 lat odkąd Holender pierwszy lat wylądował na Półwyspie Indyjskim. Będzie dobrą puentą tej historii, jeśli ktoś z jego wychowanków w roku 2024 uzyska minimum i wyląduje na Stade de France.

Źródło: worldathletics.org, livemint.com

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.