Bekele poniżej oczekiwań – BMW Berlin Marathon 2021
26 września 2021 Bartłomiej Falkowski Sport

Bekele poniżej oczekiwań – BMW Berlin Marathon 2021


Tegoroczny BMW Berlin Marathon nie przyniósł rekordu świata, ani spektakularnych wyników. Nie można jednak powiedzieć, że poziom był niski. Pewnie i ze sporą przewagą wygrał doświadczony Etiopczyk Guye Adola z wynikiem 2:05:45, a wśród kobiet Etiopka Gotytom Gebreslase – 2:20:09.

Po pandemicznej przerwie wrócił maraton, który rozbudza emocje kibiców na całym świecie – BMW Berlin Marathon. Oczy wszystkich były zwrócone na Etiopczyka Kenenisę Bekele, który otwarcie zapowiadał walkę o rekord świata być może w swoim ostatnim sezonie w zawodowym bieganiu.

Szybka trasa, corocznie doborowa stawka, perfekcyjna organizacja i, jak podkreśla sam Bekele, bardzo czyste powietrze. To wszystko sprawia, że od kiedy oficjalnie rejestrowane są rekordy świata w maratonie, czyli od 2002 roku, jedynie pierwszy rekord pochodził z Londynu. Siedem kolejnych rekordów świata mężczyzn ustanawianych było właśnie w stolicy Niemiec. Do obecnej edycji biegu z dziesięciu najlepszych czasów w historii męskiego maratonu aż sześć pochodziło z Berlina. To wszystko pokazuje z jakim wydarzeniem mieliśmy do czynienia 26 września 2021.

To są zające

Żeby prowadzić zawodników na rekord świata potrzeba wyjatkowych zająców. W tym roku Berlin jeśli chodzi o męską stawkę zapewnił prowadzenie aż na pięć grup. Pierwszą, najważniejszą z Kenenisą Bekele prowadził m.in. Alexander Mutiso. Czwarty zawodnik w historii półmaratonu. Z założeń przedstartowych czołówka miała być prowadzona do połówki na wynik 2:02, ale już pierwsze pięć kilometrów było szybsze. Zawodnicy ruszyli na szaleńcze 2:01:25. To oznaczało jedno, szansę na kosmiczny rekord świata i bardzo duże szanse na spektakularną bombę u niektórych z zawodników, którzy ruszyli za pierwszymi zającami. Na tym etapie Kamil Karbowiak biegł w czwartej grupie na świetne 2:09:35, a dalej w większej grupie Tomasz Grycko na prognozowane 2:11:51.

Polki na rekord

W drugiej grupie kobiet mocno ruszyły Polki. Izabela Paszkiewicz i Iwona Bernardelli zapowiadały atak na Rekord Polski. Pierwszą piątkę pobiegły odpowiednio na wyniki 2:27:41 i 2:28:15. W prowadzeniu biegu Izie pomagał Mariusz Giżyński.

Dziwny czternasty kilometr

Na czternastym kilometrze mieliśmy najpierw smutny przykład tego, że oszuści są na całym świecie i niezależnie od poziomu sportowego. Zawodnicy prowadzący lub biegnący w grupie z pierwszymi Europejkami drastycznie ścieli zakręt po chodniku czyli pobiegli krótszą trasą łamiąc przepisy. Chwilę później do prowadzącego grupę niemieckiego pacemakera podjechał motocykl telewizyjny i zaczął przeprowadzać wywiad. Po głosie było słychać jak duży zapas tempa miał niemiecki zawodnik.

Dramatyczny osiemnasty kilometr

Chwilę później, gdy czołówka mężczyzn była na osiemnastym kilometrze, kryzys przeżywał faworyt Bekele. Został za grupą tracąc do niej kilkanaście metrów. Biegł dalej miarowym, długim krokiem, ale wyraźnie było widać brak swobody. Nadzieję na to, że nie jest to koniec dawał jednak rok 2019. Wtedy też Bekele został za prowadzącą dwójką zawodników by później ich dogonić i wpaść na metę zaledwie dwie sekundy od Rekordu Świata. Nadzieje te jednak gasły gdy z kilometra na kilometr strata rosła o kolejne kilkanaście metrów.

Półmetek

W połowie dystansu czołówka szła na niebotyczne 2:01:35. W liderującej grupie było dwóch Etiopczyków Tesefaye Lecho i Guye Adola oraz dwóch Kenijczyków Abraham Kipyatich i Philemon Kacheran. Dla tego ostatniego półmaraton w 60:48 oznaczał bardzo dużą poprawę względem życiówki półmaratońskiej, a przewidywalny wynik na mecie 2:01:36 oznaczałby pięciominutową życiówkę. To pokazuje jak odważnie biegają Afrykanie. Na tym etapie Bekele był piąty i biegł na 2:02:00. Na tym fragmencie Grycko dogonił Karbowiaka i obaj biegli na wynik 2:11:51. Wśród kobiet także prowadziła grupa czterech zawodniczek. Trzy Etiopki Hiwot Gebrekidan, Gotytom Gebreslase i Helen Tola i samotna Kenijka Fancy Chemutai. Wszystkie biegły na około 2:18:38. Pierwsza Polka, Izabela Paszkiewicz przyspieszając z piątki na piątkę biegła już na 2:27:03 będąc dziewiąta w klasyfikacji kobiet.

Śmierć nadchodzi bardzo szybko

Po zwariowanym początku i niesłychanie mocnej połówce w ciągu zaledwie kilku minut czołówka zaczęła gasnąć w oczach. Bekele dogonił ich na około 25 kilometrze, a chwilę później wyszedł na czoło. Niestety nie oznaczało to przyspieszenia utytułowanego Etiopczyka, a raczej mocne przeszarżowanie reszty zawodników. Na 25 kilometrze czołówka mocno zwolniła biegnąc już na 2:02:41, oznacza to stratę minuty z końcowego wyniku na przestrzeni jedynie czterech kilometrów.

Weryfikujący trzydziesty kilometr

Na mitycznym trzydziestym kilometrze czołówka mężczyzn liczyła już tylko trzech zawodników. Był to Kenenisa Bekele, Philemon Kacheran i Guye Adola. Niestety cały czas zwalniali i biegli już tylko na 2:03:29. O ile można było to nazwać zawodem, odwrotnie było w przypadku kobiet. Na bardzo mocne 2:18:27 biegły Gebreslase i Gebrekidan. Paszkiewiecz cały czas przyspieszając biegła już na wynik 2:26:22 bardzo blisko rekordu kraju.

35 kilometr

Na niewiele ponad siedem kilometrów do mety zaatakował Adola, który już wcześniej sprawdzał szarpnięciami swoich rywali. O ile Kacheran, najsłabszy z tej trójki odpadł już wcześniej, to Bekele bronił się aż do bramy oznaczającej trzydziesty piąty kilometr. Etiopczyk Adola, który był już w Berlinie drugi w 2017 roku, bardzo szybko oderwał się od swojego rodaka zyskując około 30 metrów przewagi. Chwilę później Bethwel Yegon dogonił Kenenisę Bekele i stopniowo zbliżał się do Adoli doganiając go pod koniec trzydziestego ósmego kilometra. Jego spokojniejszy początek poskutkował tym, że najwidoczniej przeżywał mniejszy kryzys niż jego bardziej szarżujący koledzy. Na tym samym etapie Karbowiak zwalniał tak samo mocno jak czołówka. U kobiet natomiast nastąpił atak Gebreslase, która z pomocą jednego z zawodników z Niemiec urwała się na kilkanaście sekund od rywalki i całkiem świeżym krokiem zmierzała po wynik w okolicach 2:18:31. Jedyna Polka, Izabela Paszkiewicz na siedem kilometrów do mety była na bardzo wysokim ósmym miejscu z prognozowanym wynikiem 2:26:26. Biegła jako pierwsza zawodniczka spoza Afryki ze sporą przewagą nad faworytką gospodarzy Rabeą Schöneborn.

Ostateczny atak

Na dwa kilometry do mety ponownie zaatakował Adola, który nie zraził się tym, że chwilę wcześniej doszedł do niego Yegon. Długim krokiem systematycznie zaczął odskakiwać od rywala. Na tym etapie nie liczył się już Bekele. Pewnie i ze sporą przewagą wygrał doświadczony Etiopczyk Guye Adola z wynikiem 2:05:45. Drugi był Kenijczyk Bethwel Yegon z 2:06:14 poprawiając życiówkę o ponad dwie minuty. Dopiero trzeci, ze słabym czasem był Kenenisa Bekele 2:06:47. Pierwszym Niemcem był znany z artykułu Mikołaja Raczyńskiego Philipp Pflieger 2:15:01.

Zwyciężczyni z przewagą

Wśród kobiet niezagrożona wygrała Etiopka Gotytom Gebreslase. Przeżywając mocny kryzys, ale pewnie przebiegła przez Bramę Brandenburską wygrywając z wynikiem 2:20:09. Druga była jej rodaczka Hiwot Gebrekiden, która na miękkich nogach i zachęcana przez zająca wbiegła na metę z wynikiem 2:21:23. Podium uzupełniła trzecia zawodniczka z Etiopii Helen Tola 2:23:05.

Paszkiewicz coraz wyżej

Niestety na dwa kilometry do mety było wiadome, że nie będziemy świadkami nowego rekordu Polski. Paszkiewicz zwolniła, jednak awansowała na siódmą pozycję doganiając Kenijkę Chebitok. Ostatecznie Polka dobiegła na siódmym miejscu. Jej owym rekordem życiowym jest teraz 2:27:41.

Start Polaków

Bieg Paszkiewicz był zdecydowanie najlepszym występem naszych rodaków. Niestety już po dziesiątym kilometrze zeszła druga z zawodniczek Iwona Bernardelli. Wśród mężczyzn najlepszy był Błażej Brzeziński, który dobiegł na trzydziestym miejscu z czasem 2:24:49, bardzo zwalniając już przed dziesiątym kilometrem. Kolejnym Polakiem był Marcin Soszka z czasem 2:26:41 oznaczającym nowy rekord życiowy. Trzeci był Wojciech Kopeć 2:27:26 tuż przed Mariuszem Giżyńskim wspierającym w tym biegu Izabelę Paszkiewicz. Do mety nie dobieg Szymon Kulka. Nazywany przez wiele osób nadzieją polskiego maratonu zawodnik szybko zszedł z trasy biegu. Podobnie tempa nie wytrzymał Kamil Karbowiak i Tomasz Grycko, którzy ambitne rozpoczęli zmagania w Berlinie.

Tegoroczny BMW Berlin Marathon nie przyniósł rekordu świata, ani spektakularnych wyników. Nie można jednak powiedzieć, że poziom był niski. Renoma i pozycja jaką wyrobił sobie maraton w stolicy Niemiec spowodował, że oczekiwania względem tych zawodów są zawsze bardzo wysokie i czasem ciężko im sprostać.

Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.