30 października 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Blisko Rekordu Polski, jeszcze bliżej Rekordu Świata – Frankfurt Maraton


Zaledwie czterech sekund zabrakło Kipsangowi do rekordu świata i tylko szesnastu Szostowi do rekordu Polski –  Frankfurt Maraton.

kipsang 540

Liczna, bo aż 15 osobowa grupa Afrykanów ruszyła mocno od początku biegu pokonując pierwsze 5 km w 14:48. Dalej aż do połowy dystansu cały czas przyspieszali. Siedmioosobowa grupa prowadzona przez pacemakera Petera Kirui (tego samego, który miesiąc wcześniej w Berlinie do 32 km prowadził Patricka Makau podczas bicia rekordu świata) osiągnęła półmetek w 1:01:40.  Rekord świata był poważnie zagrożony. Do 35 km wciąż utrzymywała się pięcioosobowa grupa w skład której wchodzili m.in. rekordzista trasy Wilson Kipsang oraz zając Peter Kirui.

Kipsang na 7 km przed metą lekko przyspieszył, zaczął bardzo szybko zyskiwać przewagę nad drugim Levy Matebo. Pozostali zawodnicy zaczęli bardzo zwalniać, zapłacili w końcówce cenę za niezwykle szybkie tempo biegu. Na 40 km Kipsang zanotował międzyczas 1:57:19 – identyczny jak Makau podczas bicia rekordu świata. Ostatnie dwa kilometry były emocjonujące, rekord był w zasięgu. Gdy Kipsang wbiegał do hali, w której znajdowała się meta było już wiadomo, że nie uda mu się. Zabrakło niewiele, 4 sekundy. Wynik 2:03:42 jest drugim w historii maratonu.

Aż siedmiu zawodników złamało 2:08, 14 pobiegło poniżej 2:10, a granicę 2:12 pokonała rekordowa liczba 22 zawodników. To pokazuje jak silnie obsadzony był to bieg.

W rywalizacji kobiet od samego początku na prowadzenie wyszły dwie Etiopki Mamitu Daska i Merima Mohammed. Kenijka Agnes Kiprop trzymała się kilkanaście sekund za nimi. Panie na półmetku miały czas 1:09:46 pozwalający realnie myśleć o złamaniu 2:20. Druga połowę dystansu pobiegły jednak zdecydowanie wolniej, pokonując każdy kolejny kilometr coraz słabszym tempem. W końcówce Merima Mohammed osłabła, na 40 km traciła 47 sekund do prowadzącej Daski, ale wciąż miała ponad 40 sekund przewagi nad drugą Kiprop  Mohammed jednak całkowicie opada z sił i pokonanie ostatnich 2195 metrów zajęło jej 9 minut i 26 sekund. Daska zwyciężyła osiągając bardzo dobry rezultat 2:21:59. Agnes Kiprop zachowała najwięcej sił w końcówce i przybiegła druga. Trzecie miejsce przypadło Flomenie Chepchirchir. Mohammed zajęła czwartą pozycję z ponad 2,5 minutową startą do Daski.

Trzeba przyznać, że dla dwóch pierwszych Polaków Maraton we Frankfurcie był bardzo udany, Henryk Szost i Mariusz Giżyński obydwaj poprawili swoje życiówki. Szczególne emocje budził bieg Henryka, jeszcze do 35 kilometra można było liczyć się z tym, że pobity będzie Rekord Polski. Jednak od 30 kilometra tempo Henryka powoli ale stale spadało z poziomu 3:02 min/km (od 25 do 30 km) do 3:07 (od 30 do 35 km) i dalej do 3:09. Trzeba jednak przyznać, że był to bieg jakiego dawno u polskich zawodników nie widziano i w tym momencie Henryk z wynikiem 2:09:39 jest drugi w historii polskiego ALL-TIME za swoim byłym trenerem Grzegorzem Gajdusem.

szost_tempo.jpg

Tempo biegu Henryka Szosta na poszczególnych odcinkach.

Bardzo dobrze pobiegł też Mariusz Giżyński, uzyskując wynik będący nową życiówką: 2:12:34. Mariusz w ostatnich miesiącach zmagał się z kontuzją i poważnie trenować zaczął stosunkowo nie dawno, poniżej wykres tempa biegu Mariusza na poszczególnych odcinkach.

giza_tempo_1.jpg

Do raczej średnio udanych zaliczą prawdopodobnie bieg Radek Dudycz i Agnieszka Gortel, bo zazwyczaj każdy zawodnik myśli jednak o życiówce. Zarówno w przypadku Radka i Agnieszki był to ich drugi wynik maratoński, gorszy u Radka o 11 sekund a u Agnieszki o 44 sekundy od ich aktualnych życiówek.

Po biegu rozmawialiśmy krótko z Mariuszem Giżyńskim:

Bieganie.pl: Mariusz, gratulujemy życiówki, opowiedz jak ten bieg wyglądał z Twojego punktu widzenia?

Bardzo fajna trasa, fajny maraton. Dobra pogoda. Miałem niezłą grupę, która jednak po 26 kilometrze zaczęła się rozpadać. Biegłem z Guntherem Weidlingerem, uciekł mi na 38 kilometrze. Czułem się bardzo dobrze, wydolnościowo jak chyba nigdy, ale około 38 kilometra zaczęły łapać mnie skurcze, jednego mięśnia dwugłowego, potem drugiego, potem łydki, więc mięśniowo czuję że nie było dobrze. Ale z drugiej strony to nic dziwnego, te moje przygotowania były ba tyle krótkie że trudno byłoby oczekiwać cudów. Ale jestem zadowolony, wróciłem do biegania.

Ile tygodni miałeś przygotowań?

Trzy – cztery tygodnie przed maratonem. Biegnij Warszawo to pobiegłem jeszcze po górach, na spokojnym bieganiu, więcej ćwicząc różne ćwiczenia na kręgosłup. Ale jak na Biegjij Warszawo pobiegłem 29:43 to uwierzyłem, że moge jeszcze dobrze pobiec maraton, pojechałem do Szklarskiej Poręby i tam 15 dni takiego solidnego treningu zrobiłem. Jak wróciłem był jeden start kontrolny, jeden bieg ciągły i na Maraton. Więc byłem na pewno mało wytrenowany, ale myślę, że tak muszę trenować, nie jestem jak to się czasem mówi takim koniem treningowym który wszystko zniesie. Ze dwa, trzy razy przekroczyłem 200 km w tygodniu.

Do tego maratonu trenowałeś sam czy z Grzegorzem?
Ja się najpierw musiałem wprowadzić w trening, po tej kontuzji, jestem już na tyle doświadczonym zawodnikiem że wiem czego mi potrzeba, zresztą trener Gajdus mi też mówi, że sam muszę być często już dla siebie trenerem. Ale te ostatnie tygodnie to już były na planach Grzegorza, któremu bardzo dziękuję.

A może namiot tlenowy już tu coś pomógł? Od niedawna jesteś chyba jedynym  polskim biegaczem którego znam, który takie urządzenie posiada.
Ja to zacząłem stosować dopiero od października, zrobiłem 3 tygodniową sesję, to są na razie eksperymenty, ale na pewno czułem się wydolnościowo świetnie, może to już coś pomogło. Do "pezlowskiego" minimum brakuje mi jeszcze ponad dwie minuty ale będę próbował, trzeba próbować różnymi sposobami.
————

Zadzwoniliśmy także do Henryka Szosta jednak nie chciał z bieganie.pl rozmawiać, na skutek publikacji sprzed kilku miesięcy, a raczej połączenia publikacji informacji o tym, że jego trenerem będzie Leonid Shvetsov i historii Eddyego Hulleybacka, który opowiadał jaką rolę w jego sportowym życiu pełnił Leonid Shvetsov.

Adam Klein, bieganie.pl: Szkoda, że Henryk nie chciał rozmawiać, bo wg mnie obrażanie się na media nie ma sensu, zwłaszcza, że w niczym nie zawiniliśmy, sytuacja przypomina mi trochę tę, kiedy Jarosław Kaczyński postanowił nie rozmawiać z TVN. Henrykowi życzymy świetnych wyników. Jutro wieczorem opublikujemy rozmowę z Leonidem Shvetsovem z którym dość długo rozmawiałem kilka minut temu.

Grzegorz Gajdus pytany o ocenę występów Polskich zawodników, powiedział, że nie jest zdziwiony z wyniku Henryka, bo wg niego on już był na takie bieganie gotowy i oczywiście bardzo cieszył się z wyniku Mariusza Giżyńskiego.

Wyniki mężczyzn

1. Wilson Kipsang, Kenia, 2:03:42.

2. Levy Matebo, Kenia, 2:05:16.

3. Albert Matebor, Kenia, 2:05:25.

4. Philip Sanga, Kenia, 2:06:07.

5. Robert Kiprono Cheruiyot, Kenia, 2:06:29.

6. Peter Kirui, Kenia, 2:06:31.

7. Chumba Dickson Kiptolo, Kenia, 2:07:23.

8. Siraj Gena, Etiopia, 2:08:31.

9. Duncan Koech, Kenia, 2:08:38.

10. Henry Sugut, Kenia, 2:08:56.

12. Henryk Szost, Polska, 2:09:39

25. Mariusz Giżyński, Polska, 2:12:34

31. Radosław Dudycz, Polska, 2:15:09

Wyniki kobiet

1. Mamitu Daska, Etiopia, 2:21:59.

2. Agnes Kiprop, Kenia, 2:23:54.

3. Flomena Chepchirchir, Kenia, 2:24:21.

4. Merima Mohammed, Etiopia, 2:24:32.

5. Rita Jeptoo Busienei, Kenia, 2:25:44.

6. Nadia Ejaffini, Włochy, 2:26:15.

7. Fate Tola, Etiopia, 2:27:18.

8. Biruktait Degefa, Etiopia, 2:27:34.

9. Sabrina Mockenhaupt, Niemcy, 2:28:08.

10. Alena Samokhvalova, Rosia, 2:28:43.

16. Agnieszka Gortel, Polska, 2:34:32

kipsang_tempo_1.jpg

Tempo biegu Wilsona Kipsnaga na poszczególnych odcinkach.

dudycz_tempo_1.jpg

Tempo biegu Radosława Dudycza na poszczególnych odcinkach.

gortel_tempo_1.jpg

Tempo biegu Agnieszki Gortel na poszczególnych odcinkach.