New Balance 1080v12
 
5 marca 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

Artykuł o Henryku Szoście w Gazecie Wyborczej


W poniedziałkowej Gazecie Wyborczej pojawił się artykuł o Henryku Szoście. (TUTAJ – LINK). Wg mnie jest to na szybko robiony zlepek materiałów, który zaowocował tekstem fatalnej jakości, manipulacyjnym (mam nadzieję, że bez żadnych intencji), niekompetentnym. Po prostu złym.

Uważam, że nie mogę tego przemilczeć, nawet jeśli nie dotrze to do szerokiego grona czytelników, którzy przeczytali tekst w Wyborczej.

Co napisała Gazeta? Co zrozumiał czytelnik? Jak było naprawdę? Spróbujmy rozłożyć to na czynniki pierwsze.

Co napisała Gazeta?

Cyt: „Do wiosny 2011 r. Szost trenował pod okiem Grzegorza Gajdusa, poprzedniego rekordzisty Polski. Ale mniej więcej wtedy zaczęły się niesnaski. ……….- Odszedłem, bo współpraca nam się nie układała, trening na granicy możliwości, a efekty coraz gorsze – mówił. Obwiniał trenera o kontuzję łąkotki podczas treningu wymyślonego przez Gajdusa.

Gajdus uważał z kolei, że Szost nie przykładał się do pracy. Doszły kłótnie o pieniądze,
……….
Kontuzja męczyła go jeszcze ponad rok. Podczas mistrzostw Europy w Barcelonie w 2010 r. zszedł z trasy. PZLA wykluczył go z kadry. Przez rok Szost płacił za obozy i suplementy. Żeby przygotować się do tego sezonu, wziął kredyt.

Co zrozumiał czytelnik?

No dobra. Trenował z Gajdusem do wiosny 2011. Ale nie szło im, pokłócili się więc odszedł od niego. Kontuzja męczyła go jeszcze przez rok? Zaraz….jeszcze przez rok od wiosny 2011 ? Chyba coś im się pomyliło. Zara zaraz, co tu piszą dalej…że…. Aaa, pewnie chodzi o to, że w efekcie tej kontuzji, która go męczyła zszedł z trasy maratonu w 2010 roku, czyli kontuzja męczyła go przez rok od 2009. PZLA go wykluczył, sam musiał za wszystko płacić, czyli chyba od jakiegoś 2009 roku było gorzej i gorzej. No to nic dziwnego, że zakończyli współpracę.

Jak było naprawdę?

W 2009 roku Henryk pobiegł piękny bieg na bieżni. Wspominam to do dziś bo zmieniając się razem z Marcinem Chabowskim zrobili naprawdę dobrą pracę i przegrywając z Marcinem o 4 sekundy Henryk nie miał się czego wstydzić. Wynik 28:31 jest dziś na 16 miejscu polskiej listy All-Time.

Trudno powiedzieć, czy zarzewiem kontuzji był trening z przed czy po tym biegu, fakt jest taki, że Henryk biegał jeszcze trochę latem 2009 (zrobił nawet życiówkę na 1500m w Warszawie) ale musiał się oszczędzać, noga bolała i nie był w świetnej formie. Jesienią miał zabieg.

Zaczął trenować zimą, pojechali do Kenii, pobiegł półmaraton w Warszawie i potem wypalił z wynikiem 2:10:27 w Wiedniu który postawił go na 6 miejscu w polskiej maratońskiej klasyfikacji all-time.

Potem był nieudany Maraton w Barcelonie, całkiem niezły maraton w Atenach i w 2011 roku maraton w Wiedniu poniżej oczekiwań.

Rzeczywiście w progresji Henryka coś się zatrzymało i decyzja o zmianie trenera była słuszna. Układ Gajdus-Szost się po prostu wypalił.

Niemniej nie jest prawdą, tak jak przedstawiła to Gazeta Wyborcza, że współpraca z Grzegorzem Gajdusem to był tylko ciąg coraz większego dołowania.

Wg mnie powyższy fragment to manipulacja, myślę, że to tylko efekt bezmyślności i niewiedzy a nie celowego działania Gazety.

Co napisała Gazeta?

Cyt: „Szwecow pokazał Szostowi swoją szkołę treningu. Np. na siłę biegową nie tylko skip i wieloskok, jak w Polsce, ale ćwiczenia stopy, podskoki. Przeprowadził z nim kilka treningów, tak mocnych, że jednego Szost nie ukończył – 15 km w tempie startowym do maratonu, i to w upale, po trudnej trasie. „

Co zrozumiał czytelnik?

Kurcze, w Polsce nie znają podskoków? No ale rzeczywiście, skoro chłopak jedzie do tego Rosjanina i nie może wykonać jego treningu to rzeczywiście tam to dopiero muszą być giganci treningu. Nic dziwnego że mu w maratonie nie szło skoro nawet 15 km nie dał rady pobiec.

Jak było naprawdę?

Powyżej to jest wg mnie przykład tabloidowy, na osiągnięcie efektu: „Zobaczcie, najlepszy Polak jedzie do nowego trenera i nie jest w stanie
wykonać jego treningu”. Tymczasem Leonid Shvetsov nie stosuje treningów, których nie można ukończyć. Jeśli Henryk miał za zadanie pobiec z szacowaną intensywnością maratonu to tylko pokazuje, że wtedy jeszcze nie rozumiał na czym ten trening polega. Właśnie po to się spotkali, żeby się porozumieć, żeby używać tego samego słownika. Na wytłumaczenie Henryka można przyjąć, że był wtedy upał, co Leonid Shvetsow sam przyznawał w rozmowie. Czyli nie chodzi o to, że Henryk był za słaby ale o to, że wybrał zbyt wysokie tempo (i że był upał).
A, i podskoki znamy, o sile biegowej i różnych jej przejawach było (i będzie) na bieganie.pl  ale widać, póki nie powie nam tego samego jakiś autorytet to nie traktujemy tego poważnie. To nie jest złośliwość, pewnie tak samo bym myślał będąc w sytuacji wielu polskich zawodników.

Jest jeszcze jeden drobiazg (choć być może dla sponsorów nie jest takim drobiazgiem). Zdjęcie obrazujące artykuł pochodzi z Maratonu w Wiedniu 2010.

henryk wieden


Oczywiście wszyscy robimy błędy ale te dwa błędy jakoś szczególnie mi się nie podobały, w dodatku nie bardzo wiadomo kto jest właściwie autorem artykułu. WEST, SMOL, IWAN, RL? (miałem telefon z Gazety Wyborczej więc teraz już wiem, ale pisząc ten tekst nie wiedziałem)

Ja też nie raz robię błędy, jestem na krytykę otwarty i uważam, że także po to jest bieganie.pl żeby o takich sprawach rozmawiać.

Już pisałem na forum, że Henryk Szost jest teraz w unikalnej sytuacji. Ma kilka miesięcy przygotowań do Maratonu w Londynie. Na pewno jednym z elementów treningu, będzie praca na prędkościach maratońskich i około maratońskich. Bieg na 10000m może być świetnym elementem przygotowań a być jednocześnie szansą jakiej w polskim bieganiu nie było od lat. Na poprawienie 34 letniego Rekordu Polski na 10000m na bieżni. Z róznych kalkulacji można prognozować, że Henryk przy sprzyjających warunkach mógłby pobiec w granicach 27:10 – 27:35.

Powodzenia.

roadlolondon3