philips
 
19 lutego 2010 Redakcja Bieganie.pl Sport

Adam Kszczot i Stanisław Jaszczak – rozmowa z zawodnikiem i jego trenerem.


800 metrowiec. Urodzony 2 września 1989. W wieku 16 lat  (w 2006 roku) był na 25 miejscu wśród polskich zawodników (patrząc na najlepszy wynik sezonu). Rok później, w  2007 roku był szósty.  W 2008 – trzeci. W 2009 – drugi. Jaki będzie rok 2010 ? Na razie startem  w Dusseldorfie zakwalifikował się na Halowe Mistrzostwa Świata w Doha, w Katarze.  Kilka dni później w Valencii przybiegł drugi, siedem setnych za Jurijem Borzakowskim, Mistrzem Olimpijskim z 2004 roku, halowym Mistrzem Europy z 2009 roku. W 2009 roku pobił Rekord Polski na 600m. Rozmowa z Adamem Kszczotem i jego trenerem Stanisławem Jaszczakiem.


kszczot_jaszczak_540_1_1.jpg

Adam Kszczot i Stanisław Jaszczak


Ostatnie starty na Hali były udane, życiówka w Dusseldorfie, w Valencii drugie miejsce za Jurijem Borzakowskim. Co można było zrobić lepiej? Były jakieś rezerwy?

Trener Stanisław Jaszczak: W Dusseldorfie cel to było zrobienie wyniku co się udało, życiówka i kwalifikacja na Mistrzostwa Świata. W Valenci chodziło o miejsce, myślę, że gdyby Adam zaatakował o 20 m wcześniej miałby szansę na wygraną.


I tak miał, przybiegł minimalnie za Borzakowskim, czy dałeś z siebie wszystko?

Adam Kszczot (profil w bazie PUMA PRO): Myślę, że miałem jakieś rezerwy i patrząc wstecz pewnie inaczej bym to rozegrał, ale nie wiadomo co wtedy pokazałby Borzakowski.


Tak czy inaczej gratuluję dobrego początku roku 2010 oraz sukcesów w 2009 roku. Dobre wyniki, zwłaszcza z Ostrawy, Rekord Polski na 600 m. Jak to się dzieje, że 800 m to taki dystans, na którym jakoś sobie w skali świata radzimy? W światowej czołówce istniejemy. Mam na myśli Ciebie, Pawła Czapiewskiego, Marcina Lewandowskiego.

Adam Kszczot: Ja myślę, że to chodzi głównie o selekcję.

Stanisław Jaszczak: Tak selekcja ma wielkie znaczenie. Tak jak w przypadku Adama gdyby nie przyjął propozycji przejścia do klubu to prawdopodobnie nie biegałby dzisiaj. Myślę, że wiele talentów jest nieodkrytych. Trenerzy próbują ściągać zawodników do większych klubów, ale jest problem finansowy a żeby zachęcić młodych utalentowanych trzeba im coś zaoferować. Bo gdy ktoś pochodzi z biednej wioski i nie dostanie żadnej pomocy to z pewnością nie zdecyduje się na trenowanie w klubie.

Adam: Większość osób, które są szybkie, zwrotne i dynamiczne wciągane są przez inne konkurencje nie lekkoatletyczne a zespołowe. Lekkoatletyka jest to taka dziedzina, w której trzeba poświęcić maksimum żeby wziąć minimum. Nie każdego stać na to żeby się w pewnym zakresie poświęcić i podporządkować swoje życie.

A Ty zaczynałeś od innej dyscypliny?

Adam: Ja zaczynałem od wszystkich dyscyplin. Trenowałem piłkę i uczęszczałem na wszystkie możliwe SKS-y w szkole. Prowadził mnie na wszystkich zajęciach jeden człowiek Rafał Marszałek. A bieganie zaczęło się od biegów przełajowych w szkole podstawowej a później w gimnazjum.

Tylko nadal nie wytłumaczyliście, dlaczego jest to akurat 800 m. Przytoczę teorię trenera Króla, który twierdzi, że 800 m to taki dystans pomiędzy szybkością a wytrzymałością. W wytrzymałości przegrywamy z naturalnie rozwiniętymi Afrykańczykami w szybkości z Jamajczykami i afro amerykanami, a 800 m to taki dystans pomiędzy gdzie trzeba kombinować.

Adam: Sprawa wydaje mi się bardziej rozległa. Człowiek, kiedy widzi zawodników startujących na bardzo wysokim poziomie Amerykanów, Jamajczyków, Kenijczyków w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że konkurowanie z nimi może być bardzo trudne a wręcz niemożliwe i rezygnuje, poddaje się bądź też może to być jedną z przyczyn hamującą rozwój może nie fizyczny a mentalny. A jak wszyscy trenerzy wiedzą jest to ze sobą mocno powiązane.

Stanisław Jaszczak: Ja wrócę do tego, dlaczego 800 m a nie biegi długie. Tak jak wcześniej powiedziałem na talent trzeba trafić. Poza ty trzeba wypracować sobie model jakiś model szkolenia. Model tzn. sposób, który pozwoli wykorzystać wszystkie atuty zawodnika.  Ja w ostatnim czasie dość dużo dyskutowałem z trenerami, także biegów krótkich np. z trenerem Lisowskim w Spale i twierdzę, że jest grono zawodników czterystumetrowych, którzy spokojnie mogliby dobrze biegać na 800 m.

Dobrym przykładem, jeśli zawodnik z Łodzi, Piotr Kędzia.  Widząc go w wieku 15 czy 16 lat wszyscy zgodnie mówili, że to jest typowy, wspaniały zawodnik, który mógłby biegać 800 m. Został przy 400 m. Pobiegł, poniżej 46 ale z tym wynikiem nie ma szans zaistnienia nigdzie w Europie. Tak samo jest z zawodnikami ze 100, 200 m, za późno przechodzą na 400 m., Jeżeli widać, że junior nie ma perspektyw na bieganie 10: 30 to już bym go szybko przerzucił na 400 m tak jak zrobił Maćkowiak zaczął ze 100, 200 a skończył zdecydowanie na 400 i dużo lat na tych 400 biegał. Podobnie i u nas, jeżeli czterystumetrowiec, który pięć lat biega po 47 z haczykiem to nie ma tam dla niego drogi, powinien się przerzucić. To nie znaczy, że każdy ma tak zrobić, bo nie każdy potrafi przejść z 400 na 800 m.

Adam: Ale takie przejście to nie łatwa sprawa. Żyjemy w takich warunkach atmosferycznych gdzie mamy surową zimę. Jak budować szybkość, kiedy wiadomo nie można stosować pewnych bodźców prędkości maksymalnych i submaksymalnych ze względu na kurczliwość mięśnia, która nie jest ta sama w jak temperaturze w okolicach 20-25 stopni. Więc przyczyny można się dopatrywać w wielu rzeczach, nie każdego stać na to, aby trzy razy jeździć na obóz klimatyczny w roku. Poza wydatkami są jeszcze inne sfery życia, które trzymają ludzi tutaj, choć najczęściej jest to powód finansowy.

Od jak dawna ze sobą współpracujecie?

Adam: Cztery lata

Trenowałeś przełaje w szkole? Jak to się właściwie zaczęło?

Adam: Zaczynałem od małych zawodów przełajowych międzyszkolnych. Mieliśmy dosyć sprawnie działających nauczycieli Wf-u, dyrektorów, którzy organizowali nasze małe spartakiady. Tam okazało się, że mogłem konkurować ze starszymi od siebie zawodnikami, kolegami ze starszych klas. Widząc to Pan Rafał i Dariusz Marszałek pchnęli mnie dalej w kierunku sportu.  Zacząłem biegać pierwsze zawodny na tartanie. Najczęściej był to Kleszczów, zdarzyły się też przełaje w Łodzi. Startowałem w Łodzi w Parku Trzeciego Maja i w tym parku poznałem się z trenerem Jaszczakiem. Łódź to było jedno z najbliższych miast z sensownym zapleczem lekkoatletycznym. Kiedy przyszedłem do liceum do Łodzi zacząłem trenować regularnie, jeździć na obozy i dzięki temu trenuję po dziś dzień.

kszczot_200_long.jpgKiedy poznał Pan Adama od razu Pan wiedział, że to będzie taki talent?

Stanisław Jaszczak: Pierwszy raz Adama zobaczyłem jak miał 15 lat i wygrywał Mistrzostwo Województwa w biegu na 1000 m. Do tej pory pamiętam wynik 2:44 to był pierwszy kontakt wizualny. Natomiast później zaczął się kontakt z opiekunem, trenerem Marszałkiem. W Wolborzu na przełajach gdzie Adam wygrał, trochę porozmawialiśmy. Od Pana Marszałka dowiedziałem się, że nie chce przyjść do Łodzi. Po trzech tygodniach zadzwonił do mnie Pan Marszałek i mówi „słuchaj udało się namówić Adama”. I tak zaczęła się nasz przygoda.

Pierwsze ruchy, jakie w ogóle były z Adamem to wizyty u doktor Sokala i leczenie kolan, przyczyna do tej pory niewyjaśniona. Po pięciu pierwszych dniach na obozie zaczęło go boleć kolano. Adam mówił, że to może rodzinne, bo kiedyś siostra miała problem z kolanami.

Doktor po zrobieniu zdjęcia powiedział, że trzeba potrenować trzy tygodnie i jeśli nic się nie zmieni wtedy się zobaczymy, co dalej trzeba robić i …. przeszło. Gdy Adam, jako junior w 2006 roku zdobył złoty medal to ja nie mogłem z nim robić wieloskoków, skipów nie mówiąc o gryfie, który zrobił raz i od razu spuchło mu kolano. Po prostu mógł tylko biegać. W tamtym sezonie nabiegał, 1: 52 jako junior młodszy, później jeszcze 1: 51 pobiegł na koniec sezonu we wrześniu. Długo był problem ze zdrowiem ogólnie, kolano, grypa. W kolejnym roku (2007) w Hengelo już było łatwiej. Na przełomie 18/19 lat robiliśmy trening i nie było problemów zdrowotnych.

Skąd Ty Adam pochodzisz? Masz rodzeństwo?

Adam: Ze wsi, z Konstantynowa, mam dwie siostry. Moi rodzice mają gospodarstwo rolne, mama uczy matematyki w szkole. Zresztą z pracą na roli związane są też jakoś moje późniejsze kontuzje. Kiedyś w młodym wieku się po prostu przepracowałem, pomagałem na roli, ale chcąc dorobić dojeżdżałem do Piotrkowa i dodatkowo pracowałem. To był okres, w którym rosłem i w skutek wysiłku uszkodziłem sobie stawy kolanowe. Obeszło się bez zastrzyków, tylko maści, glukozamina i jakoś się udało. Ale stąd były te późniejsze kontuzje. Chciałem rzucić to całe bieganie, bo te bóle po treningach, startach były strasznie deprymujące a poza tym ciężko mi się mieszkało w Łodzi. Były momenty, w których się poddawałem, kiedy nie mogłem wytrzymać tego mieszkania w bursie. Ale rodzina jednak bardzo mnie wspierała, bliższa i dalsza, bardzo mi pomogli i to dzięki nim jestem tutaj gdzie jestem. Bardzo wiele im zawdzięczam.

Wiedział Pan, że Adam miał takie chwile zwątpienia i chciał wszystko rzucić?

Stanisław Jaszczak: Nie, ale gdybym wiedział, robiłbym wszystko żeby został. Wiedziałem, że to talent. Do pierwszego startu na 800 m, który Adam miał w Warszawie na AWF-ie na lidze juniorów prawie go zmusiłem, powiedziałem mu „Adam musisz pobiec bez względu na to czy boli Cię kolano czy nie żeby w ogóle być w kadrze wojewódzkiej”. I tam nabiegał 1:59 bez treningu, jako szesnastolatek. Pracowałem wcześniej z zawodnikami i nigdy nie zdarzyło mi się, że ktoś kto nie trenuje biega poniżej 2:00 i to był dowód na to, że tego zawodnika nie wolno puścić.

Z roku na rok jest progresja, jakie macie założenia odnośnie wyniku na rok 2010?

Stanisław Jaszczak: Chcemy pobiec poniżej 45 takie jest założenie. Ile damy rade poniże 45 to nie wiem. Będzie dużo imprez, ale głównie chodzi nam o Mistrzostwa Europy w Barcelonie. Wejście do finału to jest uważam minimum, które musimy zrobić. Nie ukrywam, że będziemy walczyć o medal.

Jak będą wyglądały wasze przygotowania?

Adam: Najpierw zaczęliśmy planować główne imprezy, czyli planowanie obozów i startów pod nie. Nie chcemy w 2010 roku startować tak dużo jak w 2009. Podchodzimy trochę inaczej do tego sezonu.

Jak trenujecie w zimie?

Stanisław Jaszczak: Pierwszy obóz mieliśmy jeszcze w grudniu w Szklarskiej Porębie.

Dużo tam biegaliście? I co potem?

Stanisław Jaszczak: Myślę, że w granicach 100 km to nie jest dużo, jeśli chodzi o obóz. Następnie takim krótkim obozem był obóz sylwestrowy w Spale a następnie było RPA gdzie Adam trenował z Tomkiem Lewandowskim i z Marcinem.

W RPA był duży kilometraż?

Stanisław Jaszczak: To były 22 dni treningowe, te kilometry zalezą od typu zawodnika, tak jak w przypadku Adama, który jest typem szybkościowym to on nie musi biegać 130km, nawet 110 km tygodniowo wystarczy. Na obozie oczywiście, bo tak normalnie to biega do 90 km. Dla biegacza na 800 m to wystarczy. Natomiast później mamy jeszcze obóz w Spale do Mistrzostw Polski. I praktycznie na Mistrzostwach skończymy starty, a później to jest samo przygotowanie do Mistrzostw Świata w hali.

Po hali roztrenowanie i zaczniemy od obozu w kwietniu w RPA. W maju będzie obóz w Szklarskiej Porębie w czerwcu nie będzie żadnego obozu, ale będą starty i w lipcu Spała przed Mistrzostwami Europy w Barcelonie.

W związku z tym, że teraz Tomek Lewandowski jest trenerem wiodącym a jak by nie było jesteście konkurencją dla siebie nie czuł Pan dyskomfortu, że w RPA to Tomek nadzorował to, co robi Adam?

Stanisław Jaszczak: Ze wstępnych ustaleń wynika, że w styczniu leciał Tomek a w kwietniu ja. Czy wtedy Tomek z Marcinem też będą lecieli to nie wiem. Z Dyrektorem Haczkiem ustaliliśmy, że w kwietniu ja pojadę, bo ta Barcelona to dla nas ważna sprawa. Hala, to trochę loteria, krótkie łuki, przepychanka.

Adam: Jeżeli chodzi o pracę na takim obozie to ja i Marcin jesteśmy zupełnie innymi typami treningowymi i dlatego masę treningów trzeba robić samemu. Na co dzień też mi się zdarza trenować samemu ze względu na studia, więc nie ma problemów.

Pobyt w RPA oceniam bardzo dobrze, trenowało mi się rewelacyjnie. Po około 3 dniach zaaklimatyzowałem się, a trening sprawiał tylko przyjemność. Rewelacyjna temperatura, warunki mieszkaniowe i zaplecze treningowe sprawiają, że trening przynosi niesamowite efekty. Współpracę z trenerem Lewandowskim oceniam pozytywnie, trener Adamek w razie potrzeby także byłe bardzo pomocny. W związku z taką opieką nie odczułem z znacznym stopniu braku trenera  Jaszczaka, dodatkowo na bieżąco mogliśmy się kontaktować.

W tym momencie Adam jest na poziomie 1:45 z hakiem czy zastanawialiście się, co musi się wydarzyć żeby Adam mógł biegać 1:43, 1:42 ?

Adam: Jak trener pozwoli to ja powiem, co mam do powiedzenia a potem trener sprowadzi mnie do parteru. (śmiech)

Trenuję dopiero cztery lata regularnie, wcześniejszy trening, jaki podejmowałem był to trening nieregularny nie można było mówić o jakimś typowym kilometrażu czy też typowej pracy lekkoatletycznej, więc wg mnie wszystko stoi przede mną. Moje zdanie jest takie, że powtarzając trening z zeszłego roku i tak bym poczynił progres. Jest to dopiero czwarty rok treningu, z czego wiele miesięcy z tych pierwszych dwóch lat odpadło ze względu na kontuzje. Wiele w moim treningu można jeszcze, zmienić, wzmocnić i ten trening jest ciągle w fazie budowania. Tak jak już trener mówił przez te wszystkie przerwy, które były dość liczne nie można było podejmować pewnych ruchów treningowych. Jeżeli moje możliwości fizyczne rzeczywiście pozwalają na bieganie na poziomie 1:43 a nawet na poziomie 1:42 i zdrowie na to pozwoli to nadejdzie taki czas, że się to uda.

kszczot_540_2.jpg
Adam Kszczot

Współpraca z trenerem Jaszczakiem na dzień dzisiejszy kwitnie, nie ma żadnych problemów jesteśmy ciągle w stałym kontakcie treningowym. Uważam za błędne u wielu trenerów w Polsce, że jest z góry ustawiony plan treningowy i ten plan treningowy musi być konsekwentnie bez względu na wszystko wykonany. My konsultujemy z trenerem treningi. Pewne rzeczy sam potrafię już ocenić np. odczuwam gdzie mam braki. Są pewne ramy, które trzeba zrobić, ale jest też część rzeczy, które można zmieniać naginać w zależności od potrzeb.

Powiedziałeś odczuwasz czasami, że masz jakieś braki? Wytłumacz mi lepiej, co masz na myśli?

Adam: Przez powtarzanie pewnych cykli treningowych, czyli przygotowanie do sezonu z reguły jest podobne i jeżeli już po określonych startach czuje się ciężki czy też nie czuję mocy, dynamitu w nogach, ciężko mi się biega, biodra „siedzą”, to trzeba poczynić kroki żeby to wzmocnić. Niektóre treningi, które wykonujemy diametralnie zmieniają to poczucie i dają tą dodatkową moc to, co powinienem odczuwać właśnie przy startach docelowych. Niestety a nawet stety odczucia zawodnika, co do zmęczenia są nieobiektywne najczęściej, więc samo zmęczenie nie jest tutaj wyznacznikiem, głownie są to braki siłowe, sprawnościowe.

Stanisław Jaszczak: Ja może powiem, co ewentualnie można by zrobić żeby ten wynik przesunąć do przodu. Na pewno sprawy siłowe, bo np. w tym roku, jeżeli braliśmy gryf to było to gryf 20 kg nie wiem czy nie przyjdzie czas, że będziemy musieli to zwiększyć. Podobnie jak i układy wieloskokowe. Już w tym roku w Spale próbowaliśmy robić odcinki 80 m wieloskoku na miękkim podłożu oczywiście, ale uważam, że w sprawach skocznościowych też musimy troszeczkę to wzmocnić. Jeżeli chodzi o układ siłowy to na pewno jest jeszcze rezerwa. W wytrzymałości też są rezerwy.

kszczot_rpa.jpg
Adam Kszczot w RPA

Kiedyś miałem pytanie z biegania.pl od Pani Oli Szmigiel w Spale po biegu jak to się stało, że Adam z sezonu poleciał tak szybko na hali? Powiedziałem, że główny czynnik to to, że zwiększyliśmy procentowo ilość kilometrów i obciążenia. To jest główna przyczyna, więcej BC2 czy BC3 i od razu coś się zmienia.

Uważam, że są rezerwy w sile i w biegach ciągłych. Raz po sezonie halowym zdarzyło się, że Adam pobiegł 10 km BC2, bardzo wolno, po 4:00 – 4:05, to był jedyny w historii trening. Maksymalny odcinek biegowy BC2 to jest u nas 8 km, ale w biegach średnich można takimi odcinkami, na odpowiednich prędkościach zrobić więcej.

Dlatego tam są jeszcze rezerwy, które mogą coś jeszcze przesunąć to jest raz po drugie cały sezon 2009 Adam nigdzie nie był za granicą na żadnym obozie. Całe szkolenie opierało się praktycznie na Szklarskiej i Spale. Wszystkie wyniki i te halowe na 600 m i na powietrzu były z obozów krajowych i tu też jeszcze rezerwa jest .  Poza jednym obozem w czasach juniorskich można powiedzieć, że w tym rok będziemy mieli pierwszy raz obozy klimatyczne.

Tak jak już Adam wspomniał my dużo rzeczy konsultujemy i ja często się pytam, co się dzieje jak to wygląda i próbujemy coś zmieniać. W sile tez konsultujemy. Pamiętam przed Kownem jak Adam chodził na zabiegi miał naciągnięty mięsień półbłoniasty półścięgnisty i trzeba było kombinacje z gryfem robić. Pytałem się to możesz – tak, to możesz? Co mógł to robił, czego nie to nie. Uważam, że trzeba zawsze z zawodnikiem rozmawiać, bo innej drogi nie ma, trzeba dużo obserwować, działać intuicyjnie. Przekonałem się, że lepiej dwa treningi odpuścić niż zrobić dwa za dużo.

Adam interesuje się treningiem?

Adam: Mniej się interesuje treningiem ogólnie a więcej analizuje swój trening. Wiadomo żeby dojść do jakiś konkretnych wyników trzeba znać siebie i to, co się robi. Prowadzenie dzienniczka treningowego wydawało mi się kiedyś absurdem a w dniu dzisiejszym jest to niezbędne, szczególnie, kiedy nadchodzi okres treningowy. Można wiele skorygować i doprowadzić w dużo szybszym czasie do dużo lepszych efektów mniejszym kosztem eksploatacji.

Jak dokładny jest twój dzienniczek treningowy?

Adam: Zapisuję głównie treści treningowe i same ważne wydarzenia, czyli jeśli biegało mi się bardzo ciężko i byłem bardzo zmęczony to jest to ujęte w uwagach. Tętno i treść treningowa jest zawsze ujęta, natomiast wydarzenia nadzwyczajne takie jak bardzo dobre samopoczucie lekkość płynność biegania też notuję. Tak naprawdę to większość roku człowiek jest po prostu zmęczony a kiedy przychodzi ten dzień lekkości to można powiedzieć jest święto.

Biegasz z pulsometrem?

Adam: Tak, zdecydowanie tak, mimo że u mnie pulsometr w takich popularnych, sztywnych ramach określonego tętna nie zdaje egzaminu zupełnie, ponieważ jestem typem, który posiada tętno stabilizujące się na wysokim poziomie, musze biegać z pulsometrem żeby swoje ramy określić.

I z jakim tętnem biegasz wybiegania?

Adam: Moje tętno treningowe przy truchcie waha się od 150 do 170 uderzeń to jest zakres BC2 dla zawodnika średniodystansowego bądź dla zawodnika o dużej wytrzymałości, średniaka na dystansie 800 m. Natomiast, kiedy biegam BC2, nie biegam ich szybko to sięga nawet 185 uderzeń i tutaj zaczyna się granica, gdzie każde uderzenie to jest kilka a czasem kilkanaście sekund zależnie od dnia.

A jakie masz tętno maksymalne?

Adam: Tętno maksymalne, które kiedykolwiek zarejestrowałem? Na biegu ciągłym 236. To było, kiedy zaczynałem karierę 4 km przy prędkościach na 1 km było powyżej 4 min. W tej chwili na biegu ciągłym do 185 na BC2 potrafię osiągnąć, jeżeli jest to jakiś cięższy dzień.  To jest z resztą dla mnie wyznacznik. Kiedy przychodzi dzień, kiedy się czuję bardzo ciężki i bieganie można powiedzieć przychodzi z trudem to za cztery dni przychodzi taki dzień, w którym jestem w stanie góry przenosić. Kiedy przychodzi ten dołek zdarzyło mi się kilka razy nie skończyć treningu takich prostych treningów jak BC2 w granicach 4:00 – 3:50, a za cztery dni zmiana o 180 stopni . Także takie rzeczy trzeba monitorować dosyć mocno.

Powiedział Pan o wieloskokach, że robiliście na miękkiej nawierzchni na trawie, dlaczego to jest tak ważne?

Stanisław Jaszczak: Mamy w klubie hale tartanową 200 m i nawet, jeżeli tam coś robimy to robimy na filcach. Ja jestem zwolennikiem żeby każdy zawodnik szczególnie w biegach średnik czy też młody zawodnik powinien unikać twardego podłoża bez względu na to czy ma dobre obuwie czy nie. Siła uderzeniowa wchodzi poprzez odbicie i jest tak duży nacisk, że można sobie stawy, kolana wykończyć.

Mówi Pan o odbiciu?

Stanisław Jaszczak: Tak w moment odbicia są tak duże obciążenia na stawy, kolana i na stawy biodrowe też.

Adam: Każdy zawodnik różnie na to reaguje. Pomijając to, że ja miałem dosyć spore problemy ze stawami to taki trening jest niewskazany, jeśli nie ma amortyzacji. Każde uderzenie na miękką powierzchnię powoduje amortyzacje i ta energia uderzenia zostaje rozprowadzona. Przy twardym podłożu jest to uderzenie sztywne i wszystko absorbują stawy i mięśnie.

U mnie często występuje problem, że naciągam sobie mięsień także na twardej nawierzchni przy ruchu dosyć szybkim dynamicznym np. wieloskoki czasem nawet na hali jak robiliśmy rytmy bez jakiegoś specjalnie ciężkiego treningu, kiedy się czułem dobrze jeden zbyt dynamiczny ruch i w kolejnych trzech dniach mogłem odczuć naciągniecie mięśnia.

Cieszę się, że to powiedzieliście, bo ja sam mam często dyskusje z kolegami, którzy robią siłę biegową na betonie i nie rozumieją, że właśnie w momencie odbicia jest to duże ryzyko i uważają, że nie ma problemu.

Adam: Konsekwencje nie następują w ciągu miesiąca, ale potrafią nawet po pół roku się odezwać.

W moim treningu wiadomo przychodzi ten moment, że trzeba wejść na tartan i tam dużo biegać w kolcach. To jest bardzo duże obciążenie szczególnie na stawy, zwłaszcza, że one są już dotychczasowym treningiem jakoś obciążone. I kiedy wchodzimy na tartan nie wykonuję wtedy ciągiem 800 m tylko jest to wielokrotność tych 800 m., do 1600 m maksymalnie chyba 2000 m..

Stanisław Jaszczak: Tu już nie chodzi o pół roku, jeżeli myślimy o jakiejś dłuższej karierze zawodnika to trzeba bardzo dbać o stawy i mięśnie.

Zresztą, kiedy człowiek biega po twardym to organizm wg mnie w naturalny sposób broni się i nie jest w stanie dać 100% mocy przy odbiciu, które mógłby dać biegając po miękkiej nawierzchni. I może z tym również wiąże się sukces Kenijczyków czy Etiopczyków, że oni cały czas biegają po miękkim. Mają tak dużą moc, dynamikę nogi, nie maja problemów z „depnięciem”.

Adam: Dodam, że pracując na miękkim podłożu trzeba więcej siły przyłożyć żeby tą sama prędkość uzyskać.

No właśnie, w rezultacie jest większa praca dla mięśnia.

Stanisław Jaszczak: Trzeba też zwrócić uwagę, że oni bardzo dużo biegają przełajów na miękkim terenie. Trening jest zróżnicowany mają zbiegi, podbiegi, muszą dużo siły w to włożyć. Naturalnej siły mają też poprzez dużą ilość przełajowych startów. No i oczywiście oni wszyscy mają warunki do trenowania. A u nas często tych warunków nie ma. Zdarza się, że trening trzeba wykonać na twardym chociażby ze względu na to, że mając grupę biegową do lasu samych ich po ciemku nie puścimy. Często robi się trening tam gdzie można.

kszczot_borzakowski.jpgA Ty Adam masz dobre warunki do trenowania?

Adam: Bardzo dobre. Mogę biegać na pętli krosowej położonej nieopodal.  Jeżeli są to długie wybiegania to tylko 4 km muszę poświęcić na dostanie się na miękką nawierzchnię krosową, a jeżeli nie chce tak bardzo krosowego terenu tylko bardziej wypłaszczony to biegam wokół lotniska Lublinka. Pętla wynosi około 10 km i tam cały czas mogę biegać po miękkiej nawierzchni.

Stanisław Jaszczak: Tak mamy dobre położenie, staramy się o lekkoatletycznego Orlika, mamy hale niestety tylko w 50% po remoncie, tartan jest stary. W tej chwili trwa batalia w Łodzi o ten tartan, dlatego że w 2011 mają zamknąć halę w Spale. Walczymy też z miastem o uruchomienie starego budynku, który miał być hotelem, była by wtedy szansa na robienie obozów.

Adam: Tartan jest rzeczywiście w opłakanym stanie, podejmowanie treningu na nim jest ryzykowne. Jeżeli się to przedłuży w momencie, kiedy nie będzie ani Spały nie będzie możliwości przygotowania się do hali 2012.

Stanisław Jaszczak: Jest to rok olimpijski i może okazać się, że hala nie będzie nam potrzebna. Trzeba będzie spokojnie przygotować się do jednej imprezy, ale na zastanawianie się nad tym mamy jeszcze trzy lata.

Nie wiem czy słyszeliście Ministra Gierszta, jakie nakłady są przeznaczane na najlepszych zawodników np. na przygotowanie Justyny Kowalczyk przeznaczono około miliona złotych. Gdyby Wam powiedzieli, że na Wasze tyle dostaniecie, czy to by wam w czymś pomogło?

Adam: Myślę, że pewnie byśmy ich nawet nie wykorzystali.

Stanisław Jaszczak: Justyna przeznacza dużo na sprzęt, ma dwóch czy trzech serwismenów ma obok siebie pięć czy sześć osób, a u nas praktycznie wystarczyłby masażysta i lekarz.

Mierzycie zakwaszenie na treningach?

Stanisław Jaszczak: Robimy pomiary kiedy biegamy tempo, biegi ciągłe. Czasami kiedy mamy trening szybkościowy, stumetrówki, np. 2 x 6 x 100.

Adam: Zdarza się, że jeżeli jest możliwość to 20 min po startach na 800m.

Jeżeli szykujecie się do konkretnego startu czy biegacie na krótszych dystansach z góry określonych prędkościach startowych?

Stanisław Jaszczak: Przy odcinkach 300 m i krótszych biegamy z tempa na 400 m, ale to już jest trening bardziej szybkościowy, stąd się bierze to nasze bieganie na 600 m. Nie koncentrujemy się tylko na tempie biegamy dużo wytrzymałości szybkościowej. Mamy taki trening szybkościowy, który stosujemy przed startem to jest trening 300/200 m, robimy też setki.

Te 300/200 to ile powtórzeń?

Stanisław Jaszczak: Biegamy pięć odcinków 300, 200, 300, 200 dość żywo na dość długich przerwach na początku jak Adam był juniorem to było 5 min, teraz 4 min.

To 300, 200 to jest tempo jak na 400 m?

Stanisław Jaszczak: Tak, w tym rejonie. Wychodzę też z takiego treningu pod 800 m, że zaczynamy od treningu od tempa dłuższego niż 800 nawet 1200 i schodzimy do krótkiego. Wytrzymałość robimy sześć tygodni przed a na trzy tygodnie przed zaczynamy biegać szybko.

Biegacie też dłuższe odcinki tempowe?

Stanisław Jaszczak: Tak

Na jakich odcinkach?

Stanisław Jaszczak: Ja zaczynam zawsze od dłuższych i wolniejszych, 1500, 1200. Potem biegamy 800m np. po 2:02-2:04, biegaliśmy też czterysetki w tempie jak do 800, ale biegamy też sześćsetki, np. trening 3 x 600, 2 x 200

Ale to 3 x 600 są w takim tempie jak do 800?

Stanisław Jaszczak: Nie koniecznie.

Adam: Nie jestem w stanie wykonać dwóch powtórzeń w tempie 1:19 a co dopiero trzech więc na 600m muszę biegać wolniej niż docelowo tempo na 800 m. Nie mam takich fizycznych możliwości, może za parę lat treningu to się uda.

Stanisław Jaszczak: Na dzień dzisiejszy było by to dla nas zgubne i błędne, akurat dla nas. Wiemy, że byli tacy zawodnicy, którzy w RPA na obozie biegali taki trening 1:19 na 600, ale już w sezonie niestety 1: 46 nie pobiegli. Przy takim treningu 3 x 600 pobiec 1: 19 to dwa tygodnie by to odczuwał, to jest morderczy trening. To może zawodnik ze stażem dziesięcioletnim w wieku 26, 27 lat, gdy jest doświadczonym zawodnikiem, który wie, że na pewno ten trening na organizm nie wpłynie negatywnie.

Adam: Raz się zdarzyło, że było pół treningu za dużo i musiałem odpoczywać dwa tygodnie, przez przypadek można zbudować zmęczenie, które potem trzeba długo luzować truchtami, nie było by ciągłości treningu.

Marcin z Tomkiem pojechali do Kenii.  Zastanawiałem się czy gdybyście mieli okazję pojechać na miesiąc to byście skorzystali?

Adam: Zdecydowanie nie.  Jeśli potrafisz pływać, wskakujesz do wody czy próbowałbyś za pierwszym razem zanurkować na 100 m? Przypuszczam, że nie i my też nie chcemy próbować. Dla mnie Predazzo 1000 m n.p.m. stawiało pewne bariery, a ponad 2000 m w Kenii by mnie wykluczyło pewnie z treningów na dłuższy czas.

To na ile czasu musielibyście tam pojechać żeby uznać, że jest warto?

Stanisław Jaszczak: Minimum dwa miesiące. Byli kiedyś zawodnicy którzy jeździli do Nowej Zelandii, świetnie się tam czuli wchodzili na duże prędkości ale jak wracali nie przekładało się to na wyniki. Marcin ma o tyle większe doświadczenie, że był na obozach w górach już około 12 razy. W naszym przypadku taki wyjazd byłby dużym ryzykiem jest to dla nas za wcześnie.
Adam: Zresztą często dopiero któryś z kolei górski obóz daje efekty, ja ciężko na razie toleruję góry. Mógłby to być zmarnowany czas, czas trzeba szanować, nie będę miał całego życia na testowanie i sprawdzanie różnych teorii treningowych, zobaczymy co w tym roku da nam RPA, jeśli będzie dobrze to powtórzymy, może dopiero potem, może po Londynie przeniesiemy się w wyższe góry.

Pracuje Pan w podstawówce i tam szuka Pan pierwszych talentów?

Stanisław Jaszczak: Tak pracuję w podstawówce. Kiedyś szukałem tam talentów w tej chwili już nie. Mam starszą grupę juniorów. Nie byłbym w stanie pogodzić dzieci ze szkoły podstawowej i jednocześnie mieć grupę ponad 15 osób. Najstarszą moją zawodniczką, która w tej chwili nie pracuje ze mną jest oczywiście maratonka Edyta Lewandowska. W 2007 rozstaliśmy się, a pracowaliśmy razem 9 lat..

Patrząc na jej aktualne wyniki, co Pan myśli?

Stanisław Jaszczak: Zrobiła życiówką w maratonie z 2:34:18 na 2:33:00 w Berlinie. W półmaratonie na razie się nie poprawiła, na dystansach nie poprawiła natomiast po raz pierwszy udało jej się zdobyć Mistrzostwo Polski w maratonie, bo zawsze była druga. Generalnie, jeżeli chodzi o poziom biegania to została praktycznie na tym samym poziomie.

To jeszcze pytanie o technikę, bo skoro o Edycie mowa to przypomniałem sobie jak ona jest usztywniona. Jeśli chodzi o technikę biegu czy u Adama coś Pan zmienia, robicie specjalne ćwiczenia?

Adam: Widać, że nie miałeś okazji zobaczyć mnie jak zaczynałem karierę(śmiech). Pinokio.

Stanisław Jaszczak: O Adamie mówili, że biega jak dzik: głowa w dół krótki ruch ramion. Pierwsze płotki zobaczył dopiero w Łodzi nigdy wcześniej tego nie robił i od tego się zaczynało. Robiliśmy dużo elementów na skipach, wieloskokach. Teraz i to nie jest nie tylko moja opinia, ale i innych trenerów, obserwowali go trener Widera, trener Lisowski i uważają, że biega całkiem nieźle. Adam zresztą wszystkiego docieka, pyta się czy było dobrze, co i jak poprawić.

Adam: Od zera do dzisiaj to trzy i pół roku, kawał mojego życia, to pozwala sobie uświadomić ile trzeba włożyć pracy w to aby tak niewiele poprawić.

Stanisław Jaszczak: : A jeśli chodzi o Edytę, ona miała zawsze problem, bo się usztywnia. Myślę, że to leży w psychice. Na treningu tego u niej nie widać. Widziałem ją na półmaratonach w Pile czy gdzieś jak byliśmy na zawodach w Berlinie, do momentu kiedy biegła w grupie np. z Sobańską było ok. Ale w momencie, kiedy Sobańska zaczyna odchodzić ona się usztywnia, zaczyna biec na piętach, nie biega już normalnie tylko na piętach, nie ma swobody ruchu.

Czy masz Adam wizję jak długo chcesz siedzieć w wyczynowym bieganiu?

Adam: Jeżeli mi zdrowie pozwoli to nawet do 30 lat. Może się to wielu osobom wydawać niewłaściwe ale bieganie traktuję jako, jako przygodę i sposób na zarobienia pieniędzy. Jeżeli będę biegał na dobrym poziomie to uda mi się to zrobić. Stąpam też po twardym gruncie i studiuje na Politechnice zarządzanie, które ma mi pozwolić na otworzenia i efektywne prowadzenie własnej działalności gospodarczej.

Myśląc o działalności gospodarczej wiesz już, co to by było?

Adam: Na razie nie mam mocno skonkretyzowanego profilu działalności, ale z każdym rokiem studiów się to klaruje. Mam nadzieje, że jeżeli tylko będę miał okazje to uda mi się dobrze zainwestować i mieć jakąś przyszłość później.

A co Cię szczególnie interesuje poza sportem?

Adam: Wiele rzeczy. Interesuje mnie zarówno PR, Zarządzanie Zasobami Ludzkimi, interesują mnie rzeczy związanie z elektryką, elektroniką, z komputerami. Staram się jak najwięcej dziedzin rozwijać żebym miał później pole wyboru. Usługi, produkcja. Trzeba znaleźć gałąź w której można się odnaleźć.

Znasz języki obce?

Adam: Nie jest tak dobrze jak bym chciał ale staram się rozwijać. Znam język angielski choć mogło by być lepiej, niemiecki nie jest mi obcy, zdawałem z niego maturę i dosyć długo indywidualnie się nim interesowałem. Jeśli chodzi o Angielski to nie mam problemu z kontaktami czy są to hotele, lotniska czy w prywatnych rozmowach z ludźmi, ale zdaję sobie sprawę z niedoskonałości językowych i z błędów, jakie popełniam.   To mi się przyda nie tylko w życiu prywatnym ale przede wszystkim zawodowym, sportowym.

kszczot_jaszczak_540_2.jpg
Stanisław Jaszczak i Adam Kszczot

Jeszcze pytanie do Trenera, jaki jest Pana status rodzinny?

Stanisław Jaszczak: Jestem kawalerem na dzień dzisiejszy

Adam: (Śmiech) Trener do wzięcia od zaraz. Trener zajmuje się sportem od 20 lat. Dzień Trenera zaczyna się rano w szkole a kończy w granicach 18, 19 na treningu.

A Ty Masz dziewczynę?

Adam: Tak

Biega?

Adam: Nie, wydaje mi się, że takie związki są zdrowe, ludzie będący ze sobą powinni zajmować się innym dziedzinami.

Chciałeś na koniec komuś podziękować, tak?

Adam: Tak, to są osoby, które pomogły mi szczególnie dużo: Rafał i Dariusz Marszałek, Stefan Gielec, Zofia Sipa, Stanisław Sobczyk, bracia Bieńkowie, Wójt Gminy Mniszków, najbliższa i ta ciut dalsza rodzina oraz oczywiście dziewczyna.