new balance morev4
 
28 października 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

2:28:32 Iwony Lewandowskiej, Makau bez rekordu


W ostatni weekend października we Frankfurcie nad Menem odbył się BMW Frankurt Marathon. Zwyciężył Patrick Makau z 2:06.08. Z bardzo dobrym skutkiem startowali Polacy – Iwona Lewandowska i Błażej Brzeziński, którzy pobili rekordy życiowe, odpowiednio (2:28.32) i (2:14.01).

Bardzo dobrze spisała się Iwona Lewandowska, która wynikiem 2:28.32 poprawiła o 2 minuty i 6 sekund swój rekord życiowy. Polka zajęła 7. miejsce i była najlepszą zawodniczką wśród Europejek.
Ten świetny wynik Lewandowska zawdzięcza także swojemu koledze ze stajni Marka Jakubowskiego, Emilowi Dobrowolskiemu, który prowadził jej cały maraton, meldując się na mecie z czasem – 2:28:35.
Poniżej międzyczasy Iwony Lewandowskiej:
5 km (17:42), 10 km (35:05),  15 km (52:23),  20 km (1:09:49), półmaraton (1:13:41), 
25 km (1:27:20), 30 km (1:44:57), 35 km (2:02:47), 40 km (2:20:53), maraton (2:28:32).
Przypomnijmy, że podopieczna Marka Jakubowskiego musiała zmienić przygotowania do jesiennego maratonu ze względu na wstąpienie w szeregi Wojska Polskiego i związane z nim szkolenia.
 
Lewandowska początkowo miała wziąć udział w Maratonie Warszawskim, ale plany uległy zmianie, gdyż szkolenia wojskowe okazały się bardzo wymagające i rygorystyczne. Zawodniczka nie była w stanie w pełni trenować.
Widać było jednak, że Lewandowska zdołała utrzymać wysoką dyspozycję, co udowodniła 7 października podczas Biegnij Warszawo. W biegu na 10 km zwyciężyła z "życiówką" 32:56.
Ostatnim przetarciem przed maratonem były Mistrzostwa Europy wojskowych na 20 km w Paryżu, gdzie reprezentantka Vectry Włocławek zwyciężyła i poprawiła rekord Polski – 1:07:19. To był sygnał, że wicemistrzyni Polski na 5000 m pobiegnie co najmniej po rekord życiowy we Frankfurcie. Tak też się stało.
Wynik 2:28.32 jest 10. w historii polskiej LA oraz najlepszym w br. wśród Polek.
To był czwarty maraton w wykonaniu Iwony Lewandowskiej po debiucie w 2010 roku w Maratonie Warszawskim (2:41.58), następnie startach w Berlin Marathon w 2011 roku  (2:30.38) oraz w Los Angeles Marathon w 2012 roku (2:31.17).
lewandowska_iwona.jpg
Iwona Lewandowska (fot. Aleksandra Szmigiel)

Biegowy świat trzymał kciuki za próbę bicia własnego rekordu świata
przez Patricka Makau, w rywalizacji kobiet pod nieobecność Kenijek
sprawa zwycięstwa miała rozstrzygnąć się między Etiopkami.

Chociaż maraton we Frankurcie nie należy do World Marathon Majors i
odbywa się nieco w cieniu maratonu berlińskiego jest godny wielkiej
uwagi. To tu w ubiegłym roku Wilson Kipsang otarł się o rekord świata
Patricka Makau, kiedy pobiegł w 2:03:42, zaledwie 4 sekundy gorzej niż
rekord świata ustanowiony kilka tygodni wcześniej w Berlinie. W tym roku
Makau zdecydował się spróbować poprawić swoje rekordowe osiągnięcie
właśnie we Frankfurcie. Jego występ miał również dodatkowy wymiar –
Makau nie dostał miejsca w reprezentacji Kenii w maratonie na Igrzyska
Olimpijskie w Londynie. Występem we Frankfurcie na pewno chciał pokazać
wszystkim a przede wszystkim rodzimej federacji, że jest prawdziwym
mistrzem. Dlatego też pacemakerzy dostali zadanie pokonać pierwszą
połowę dystansu w 61:40, czyli w czasie Kipsanga z ubiegłego roku.

Kilkunastoosobowa czołówka zaczęła spokojnie, z czasem podkręcając tempo, które jednak było niższe niż zakładane: 5 km w 15:05, 10 km w 29:56, 15 km w 44:43, 20 km w 59:35.

Na
połowie rywalizacji grupa liderów miała czas 1:02:52, czyli ponad
minutę słabiej niż zapowiadano. Co ciekawe, faworyt nie wyglądał dobrze,
chwytał się za nogę, trzymał się z tyłu grupy. Błażej Brzeziński
zanotował na "połówce" czas 1:05:15.

Tymczasem panie półmetek pokonały w
1:10:25, co oznaczało, że możliwy jest wynik w granicach 2:20 i tym
samym szansa na nowy rekord trasy (dotychczasowy 2:21:59, Etiopki
Mamitu Daska, z ubiegłego roku). W czołowej grupie biegły: Agnes
Barsosio, Mamitu Daska, Meselech Melkamu, Bezunesh Bekele i Georgina
Rono.

30 km
mężczyźni pokonali w 1:29:28. Makau, wyglądający na spiętego, wyraźnie miał problemy- to tracił
dystans, to odrabiał stratę do czołówki, a tempo zdawało się nierówne.

Na 35. km zaatakował
Etiopczyk Deressa Chimsa Edae (życiówka 2:05:42 z tego roku z Dubaju,
tegoroczny srebrny medalista mistrzostw świata w półmaratonie).  Błażej Brzeziński między 20. a 30. km
niestety wyraźnie zwolnił.

Między 35. a 40. km faworyt pozbierał się
i zaczął odrabiać dystans do prowadzącego Etiopczyka. Na 3 km do mety
Makau dogonił lidera i natychmiast go wyprzedził, chcąc wykorzystać
chwile słabości rywala by zbudować przewagę dającą zwycięstwo. Kenijczyk
pokazał klasę, ostatnie kilometry pokonał w naprawdę dobrym tempie i
rytmie, i ostatecznie zwyciężył  z czasem 2:06:09. Być może sam rezultat
nie jest imponujący, natomiast postawa Makau, który przez cały bieg
zmagał się z dolegliwościami a jednak był w stanie zwyciężyć, jak
najbardziej. Etiopczyk Chimsa był drugi z ponad 40-sekundową
stratą, trzecie miejsce zajął Kenijczyk Gilbert Kirwa. Zwycięzca
powiedział po biegu:

-Moje nogi były dzisiaj w kiepskim stanie, nie
chciały współpracować, jednak w końcówce znalazłem dodatkowe siły.

Pierwszą
kobietą na mecie była Etiopka Meselech Malekamu, debiutująca na
dystansie maratońskim, która linię mety przekroczyła w czasie 2:21:01.
Druga była Kenijka Georgina Rono – 2:21:39 a trzecia Mamitu Daska –
2:23:52.

Błażej Brzeziński zdołał ostatnie dziesięć kilometrów
przyspieszyć i ukończył maraton na siedemnastym miejscu z czasem
2:14:01, poprawiając swój rekord życiowy o 15 sekund.

Bardzo
ciekawie wypadła transmisja niemieckiego nadawcy.
Skupiał się on przede wszystkim na pokazaniu biegu jako imprezy masowej,
święta amatorskiego biegania. Rywalizacji elity można było zobaczyć,
przynajmniej przez pierwsze półtorej godziny, niewiele. Ważniejszym
wydarzeniem wydawał się debiut maratoński jednej z niemieckich biegaczek
niż rywalizacja najlepszych kobiet. Ciekawym elementem transmisji było to, że
komentatorzy… jechali na rowerach obok zawodników na trasie.

PEŁNE WYNIKI