
Partnerem materiału jest ASICS
Dariusz Korzeniowski melduje się prosto z Tokio. Już 1 marca, o godzinie 1:10 czasu w Polsce, stanie na starcie Tokyo Marathon – biegu, który domknie jego kilkuletnią drogę przez cykl Abbott World Marathon Majors i pozwoli sięgnąć po upragniony medal Finishera.
To finał projektu rozpisanego na lata – przez kolejne miasta, kolejne maratony, kolejne sezony budowania formy. Teraz wszystko sprowadza się do jednego punktu na mapie i 42 kilometrów ulicami Tokio.
Pierwsza część przygotowań była czasem adaptacji – zimowej improwizacji, szukania rytmu po wcześniejszych startach w Atenach i Walencji. Druga, styczniowo-lutowa , nie zostawiała już miejsca na romantyzm. Krótszy cykl wymagał konkretu: mniej kilometrów „dla objętości”, więcej jakości.
Opisane szczegółowo przez Darka etapy jego przygotowań znajdziecie w tych artykułach:
Ukończę Abbott World Marathon Majors. Tokio Marathon będzie finałem maratońskiej historii 1.01.2026
Droga do maratonu w Tokio – wprowadzenie do przygotowań maratońskich 20.01.2026
Moja droga do maratonu w Tokio – zima uczy pokory 23.02.2026
Styczeń stał się miesiącem budowania mocy, bez przypadkowych treningów.
Najważniejsze jednostki jakościowe przeniósł pod dach. Wybór nie wynikał z wygody, lecz z kalkulacji ryzyka – oblodzone chodniki, nierówna nawierzchnia i tempo progowe to mieszanka, która kilka tygodni przed startem w Tokio mogłaby skończyć się przymusową pauzą.
Z czasem bieżnia przestała być tylko bezpieczną alternatywą. Stała się surowym egzaminem mentalnym. Duszne powietrze, brak naturalnego chłodu, monotonia ściany przed oczami i nieubłaganie odmierzany czas. Intensywne sesje kończyły się kompletnie przemoczoną odzieżą i butami ciężkimi od potu. Każde powtórzenie wymagało nie tylko siły w nogach, ale i skupienia w głowie.
Jeżeli potrafisz utrzymać koncentrację i tempo przy 25 odcinkach po 400 metrów w takich warunkach, to na trasie maratonu niewiele może Cię zaskoczyć.
Luźniejsze treningi odbywały się już w naturalnych warunkach – często przy dwucyfrowym mrozie. Kluczowe okazało się rozsądne zarządzanie intensywnością i ubiór warstwowy. Spokojny zakres w niskiej temperaturze nie stanowi problemu, o ile organizm pracuje kontrolowanie, a odzież skutecznie chroni przed wiatrem.
W najmroźniejsze dni pomagała techniczna odzież marki ASICS z elementami zabezpieczającymi klatkę piersiową przed wychłodzeniem. Najtrudniejszym wyzwaniem okazały się jednak dłonie – dopiero połączenie cienkiej rękawiczki bazowej z grubszą, wiatroszczelną warstwą dawało pełen komfort podczas długich wybiegań.
W tym cyklu wyposażenie nie było przypadkiem, lecz częścią planu treningowego.
Codzienną objętość i długie rozbiegania realizował w modelu ASICS Novablast 5 – butach oferujących solidną amortyzację i stabilność na zimowej nawierzchni. To one „zbierały” większość kilometrów budujących bazę.
Gdy przychodził czas na tempo i konkret, sięgał po ASICS Metaspeed Tokyo. Karbonowa konstrukcja i dynamiczna pianka wspierały pracę przy szybszych zakresach, od interwałów po odcinki w tempie maratońskim. Włączenie startowego modelu do treningu miało jasny cel: poprawić ekonomikę biegu i przygotować układ nerwowo-mięśniowy do specyfiki wysiłku startowego.
Podział na but „bazowy” i „startowy” pozwolił z jednej strony bezpiecznie budować objętość, z drugiej – precyzyjnie pracować nad tempem bez kompromisów jakościowych.
Zgrupowanie w COS Spała było momentem największej kumulacji obciążeń. Jedna z kluczowych sesji (20 × 400 m w hali) weszła równo i mocno, dając wyraźny sygnał rosnącej formy. Wkrótce potem organizm upomniał się jednak o swoje. Pojawiło się zapalenie zatok i konieczność kilku dni przerwy.
Decyzja była szybka i spokojna: regeneracja ponad ambicję.
Powrót do treningu przebiegał etapami, najpierw lekkie rozbiegania, potem kontrolowane akcenty. Ostatnia jednostka miała zweryfikować aktualną dyspozycję i pomóc doprecyzować cele na Tokio. Po niej pozostało już tylko wygaszanie obciążeń i łapanie świeżości przed startem.
Te przygotowania były inne niż wcześniejsze. Bardziej techniczne, bardziej świadome sprzętowo, momentami trudniejsze mentalnie. Pomiędzy pracą zawodową, rodziną, prowadzeniem zawodników i zimową rzeczywistością.
Każdy spokojny kilometr budował fundament.
Każdy mocny akcent szlifował tempo.
Każda sesja na bieżni była testem głowy.
Każde wyjście przy -12°C – testem konsekwencji.
Teraz cały ten proces prowadzi do jednego miejsca: linii startu w Tokio.
Jeśli chcecie zobaczyć:
– jak wygląda ostatni trening przed maratonem,
– jak zarządzać energią dzień przed startem,
– jak naprawdę buduje się drogę do medalu World Marathon Majors,
obejrzyjcie materiał wideo, który Darek przygotował
Partnerem materiału jest ASICS