Adam Nowicki nie dał szans Kenijczykom z grupy Benedek Team i w czasie 29:41 z dużą przewagą wygrał 15. Bieg Częstochowski, rozgrywany w niedalekiej odległości od Jasnej Góry. Wśród kobiet Sylwia Ślęzak rozdzieliła trzy Kenijki z grupy Benedek, zajmując trzecie miejsce z czasem 35:28. Wygrała Ruth Nundu Mbatha (34:50). Bieg w Częstochowie ukończyło ponad 1000 osób. Po biegu Adam Nowicki opowiedział nam o przebiegu rywalizacji i swoich planach na pobicie rekordu Polski w maratonie, a jego najbliższy start planuje w Walencji w grudniu.
Bieg Częstochowski rozgrywany od początku swojej historii na dystansie 10 km tym razem odbywał się na zupełnie innej trasie, niż w poprzednich latach. Dzięki ominięciu podbiegu pod Jasną Górę udało się uniknąć dużych przewyższeń, przez co trasa była o wiele mniej wymagająca dla biegaczy i sprzyjała uzyskiwaniu dobrych wyników. Wciąż jednak prowadziła przez ścisłe centrum Częstochowy, a wzdłuż trasy licznie zgromadzili się kibice, wspierający przeszło 1000 biegaczy (ukończyło dokładnie 1001 osób!).
Na czele stawki biegaczy szybko znalazł się Adam Nowicki, a tuż za nim biegło dwóch Kenijczyków, którzy nie chcieli objąć prowadzenia. Po około 4 km jeden z nich zaczął tracić dystans do prowadzących, a w okolicach 7 km Nowicki zaatakował, a rywale nie podjęli już walki i pilnowali miejsc na podium. W rywalizacji kobiet od pierwszych kilometrów zawodniczki biegły już w sporych odległościach od siebie, a na czele biegła niezagrożona Kenijka Ruth Nundu Mbatha, która na mecie swoją rodaczkę z grupy Benedek – Mercy Chemutai Koech, pokonała o 27 sekund. Trzecia ze stratą 11 sekund do niej była Sylwia Ślęzak (35:28), która zdołała utrzymać bezpieczną przewagę nad trzecią z Kenijek – Beatrice Jemutai Sang (35:53).
Po biegu udało mi się porozmawiać ze zwycięzcą biegu Adamem Nowickim o wrażeniach z biegu i planach na przyszłość.
Jakub Jelonek: Jak ci się podoba w Częstochowie?
Adam Nowicki: To bardzo ładne miasto. Nieczęsto tu bywam, to chyba trzeci raz, kiedy jestem tutaj. Finisz jest niezwykle urokliwy, z widokiem na Klasztor Jasnogórski. Cieszę się, że wygrałem bieg, bo to zawsze cieszy. Ekipa Benedek Team została poskromiona, mówiąc w skrócie. Zawsze cieszy zwycięstwo, tym bardziej w takim czasie. Szczególnie w tym momencie treningowym, w którym jestem, gdzie trenuję mocno na wiosnę i na jesień, a lato bywa różne. Chciałem sprawdzić swoją dyspozycję, więc przyjechałem, zrobiłem dobry trening i ważne jest też to, że skończyłem z niezłym rezultatem.
Na początku dwaj Kenijczycy trzymali się blisko ciebie. Jaką miałeś taktykę na ten bieg?
Plan był taki, żeby tutaj wygrać. Taktyka była dostosowana do tego, co potrafią panowie z Kenii. Tutaj pierwsze dwa kilometry były bardzo mocne, w granicach 2:50. Było obserwowanie się, zmienne tempo. Najpierw jeden z Kenijczyków, po minięciu czwartego kilometra odpuścił, ale został drugi. Oni cały czas „wieźli mi się na plecach”, ja zmieniałem tor biegu, ale żaden nie chciał dać zmiany. Gdzieś w okolicach 7 km zaatakowałem już swoją prędkością taką finiszową. Zawodnik z Kenii nie wytrzymał i dowiozłem to spokojnie do mety. Byłem przygotowany dzisiaj na szybsze bieganie. Przed biegiem nie wiedziałem, na ile jestem, bo mój trening teraz nie jest mocny. Nie jestem w 100% sfokusowany na trening, tylko doglądam bardzo dużo spraw rodzinnych. Próbuję nadrobić ten czas, kiedy nie ma mnie z najbliższymi na wiosnę czy na jesień. Teraz jesteśmy też razem w Częstochowie. Szykuję się do mocnego biegu maratońskiego jesienią i wtedy przyjdzie czas na obozy i właściwe przygotowania. Teraz jest czas dla rodziny, zdecydowanie ona jest u mnie na pierwszym miejscu.
Nie zdecydowałeś się na start w mistrzostwach świata w Tokio, mimo kwalifikacji. Skąd taka decyzja?
Wiem, że połączenie imprezy mistrzowskiej, która jest w połowie września, z maratonem w grudniu, byłoby bardzo trudne. Dlatego odpuściłem, bo chcę też spełniać swoje marzenia sportowe. Startowałem na mistrzostwach świata w Budapeszcie, gdzie były straszne upały, a w Tokio byłoby podobnie. Mając jeszcze apetyt na rekord Polski w maratonie, a obecnie mam przecież drugi wynik w historii [2:08:42 uzyskane 23 lutego 2025 r. w Sewilli – przyp. red.], muszę bardziej szanować swoje zdrowie, zwłaszcza, że z każdym rokiem jestem starszy. Nadzieje na rekord Polski są na pewno większe, niż jeszcze pół roku temu, a teraz w planach są dobre przygotowania do maratonu w Walencji w grudniu.
W takim razie trzymamy kciuki za udany start w Walencji!
W klasyfikacji drużynowej (liczyły się czasy czterech osób, w tym minimum jednej kobiety) wygrał Benedek Team (2:11:08) przed Team Mati (2:20:48) i CKS Budowlani Częstochowa w składzie Dominik Klimek, Piotr Pałka, Karol Grabowski i Nina Muszyńska (3:36:26).
Kobiety:
Mężczyźni: