NB 1080v12
 
20 kwietnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Town of Runners – film dostępny w sklepach biegowych oraz w sieci EMPiK


Town of Runners (Miasto (Miasteczko) biegaczy) to
film dokumentalny w reżyserii Jerry’ego Rothwella, wyprodukowany przez
Ala Morrow i Dana Demissie. Twórcy filmu spędzili cztery lata w Etiopii,
w miasteczku Bekoji, skąd pochodzi wielu wspaniałych zawodników, m.in.
Kenenisa Bekele i Tirunesh Dibaba. Ekipa towarzyszy młodym biegaczom i
dokumentuje ich losy. Dużo uwagi poświęcono osobie Sentayehu Eshetu,
miejscowego trenera. Dokument pozwala poznać bliżej warunki treningu
oraz ogólniej, życia, w Etiopii. 19 kwietnia film miał swoją premierę na Tribecca Film Festival, dziś 20 kwietnia premiera filmu w Wielkiej Brytanii. Poniżej – kinowy trailer.

 A jeszcze niżej, tekst z The Guardian opowiadający o miejscu, o którym jest film.

townof long
"W roku olimpijskim, to inspirujące przypomnienie o co w tym wszystkim chodzi"


Co wspólnego mają ze sobą Kenenisa Bekele, Tirunesh Dibaba, Derartu Tulu i Fatuma Roba poza tym, że wszyscy są złotymi medalistami olimpijskimi? Wszyscy pochodzą z Bekoji w Etiopii – i byli trenowani przez tego samego człowieka.

Na ścianie niebieskiej chatki znajduje się tabliczka z pięknie kaligrafowanym regulaminem – zawodnicy muszą ciężko trenować, szanować się wzajemnie, pracować w drużynie i oddawać cześć ojczyźnie. Ponad tabliczką dumnie łopoczą trzy flagi: Etiopii, regionu – Oromii oraz olimpijska. To biuro Sentayehu Eshetu, znanego wszystkim jako Trener. Po prawdzie, bardziej przypomina to ogrodową szopę niż biuro. W środku jest ciemno, wszędzie pełno kurzu, jednak popołudniowe słońce oświetla rząd fotografii zawodników, wiszących na ścianach. Wszyscy zdobyli przynajmniej po jednym medalu w biegach średnich lub długich. Nie chce się wierzyć, ale sześcioro z nich pochodzi z miasteczka Bekoji i było podopiecznymi Trenera.

Jeżeli Sentayehu Eshetu nie jest najlepszym trenerem na świecie, z pewnością jest najlepszym odkrywcą biegowych talentów. Tego lata w Londynie, dwoje spośród wychowanków 54-latka, którzy odnieśli największe sukcesy: Kenenisa Bekele i Tirunesh Dibaba, będą bronić złota olimpijskiego na 5000m i 10000m. Dalej: pierwsza z mistrzyń, Derartu Tulu, która wygrała bieg na 10000m na IO w Barcelonie w 1992 roku i osiem lat później w Sydney, oraz Fatuma Roba, zwyciężczyni olimpijskiego maratonu z Atlanty z 1996 roku, a także najmłodsze pokolenie czempionów – siostra Tirunesh, Genzebe, zaledwie 21-letnia, która już zdążyła zdobyć mistrzostwo świata w hali na 1500m, no i młodszy brat Kenenisy, który w hali zdobył mistrzostwo świata na 3000m.

Trener to niepozorny mężczyzna o szerokim uśmiechu. Mówi cichutko, bez skłonności do przesady. Kiedy sugeruję, że ma magiczne zdolności trenerskie, protestuje. „Nie! Żadne czary!”, mówi ze swadą. „Ja nie używam czarów. To pogoda i fakt, że wszystko im sprzyja.” Ale przecież musi być coś wyjątkowego? „Oni dobrze mnie słuchają i ciężko pracują. No i dobrze jedzą. Wiesz, co to jęczmień? Oni go jedzą.” Uśmiecha się i radzi mi jeść więcej jęczmienia.

Bekoji leży 270 km na południe od stolicy, Addis Ababy. Drogi są pełne osłów, koni, kóz i krów, ale mało na nich samochodów. Trener twierdzi, że w Bekoji mieszka jakieś 17 tysięcy mieszkańców; w miasteczku jest 25 samochodów a Trener zna właścicieli wszystkich. Krajobraz wydaje się jałowy, ale ziemia jest niesamowicie żyzna. Rośnie tu wszystko – rośliny oleiste, kawa, herbata, przyprawy, trzcina cukrowa, bawełna, zboża. Centrum Bekoji znajduje się na wysokości 3200 m n.p.m., średnia temperatura wynosi 19 stopni Celsjusza. Mieszkańcy są dumni z klimatu i wyjątkowego powietrza. Zaraz po przyjeździe ciężko mi było oddychać, ale kiedy już udało się zaczerpnąć powietrza w płuca, szybko zdałem sobie sprawę jak jest rześkie i czyste. Jeżeli dajesz radę tutaj biegać, możesz biegać wszędzie.

Idziemy po czerwonej ziemi o odcieniu ochry, z której podnoszą się wciąż kurzawy, pośród kontenerów z blachy falistej, zwałów gruzu i bezładnie zaparkowanych ciężarówek, w kierunku stadionu w Bekoji. Obiekt nie prezentuje się tak okazale jak wskazywałaby jego nazwa. Jest tam prymitywne podium, trawiasta trybuna gdzie mogą usiąść widzowie i zniszczona murawa piłkarskiego boiska pośrodku. Oto, gdzie Trener zabiera swoich młodych podopiecznych, w wieku od lat 12 do 20 i przepędza po bieżni, pięć razy w tygodniu.

Za Twoim sukcesem w trenowaniu musi stać coś więcej niż tylko jęczmień, mówię Trenerowi. „Poświęcam całą swą uwagę swojemu zespołowi, zawsze przychodzę na czas i zrobię wszystko, żeby uczynić z nich mistrzów. Mówię im, co mają robić i, jeśli się do tego stosują, biegają bardzo dobrze.” Trener nigdy sam nie biegał. Jego dyscypliną była piłka nożna. Uczył wuefu i grał na środku obrony. Dzisiaj więcej kuleje niż biega. Pokazuje mi uszkodzone kolano, które położyło kres jego piłkarskim ambicjom.

Do chwili obecnej świat pozostawał nieświadomy dokonań Trenera, ale przez ostatnie cztery lata ekipa filmowych dokumentalistów kręciła w Bekoji materiał, z którego powstał piękny film – „Miasto biegaczy” (Town of Runners). Nie ma w tym przesady – każdego świtu widzi się grupy nastolatków i dorosłych wbiegających na górę. Większość z nich udaje się na dwugodzinny trening z Trenerem. W ciągu godziny niebo zmienia kolor z czerwonego przez biały do idealnego błękitu. Około ósmej słońce już praży, a temperatura sięga 30 stopni Celsjusza.

Trener zastanawia się, dlaczego tak wielu świetnych biegaczy pochodzi z tych okolic – determinacja, siła fizyczna dzięki pracy na roli, wielkie płuca, wzór innych sportowców, doskonała budowa ciała (wielu z biegaczy długodystansowych odnoszących sukcesy to ludzie niscy, lekcy, z natury silni i nieludzko wręcz wytrzymali – biografia najsłynniejszego etiopskiego biegacza, Haile Gebrselassie, pochodzącego z niedalekiej Aselli, nosi tytuł „Wytrzymałość”.) Bieganie jest sposobem na ucieczkę do lepszego świata – najlepsi zawodnicy Trenera pójdą do szkoły w Addis Ababie a to dopiero początek ich podróży. Każdego dnia, jak twierdzi Trener, rodzice proszą go by trenował ich dzieci. „Dzieciaki chcą biegać, aby uszczęśliwić rodziców. Rodzice chcą, by dzieci biegały po to, by nie musiały pracować na roli. Mówią, przyjdź i weź mojego syna czy córkę.”

„To musi być straszne mówić im, że nic z nich nie będzie”, stwierdzam. Kręci przecząco głową. „Jeżeli mają jakikolwiek talent”, upiera się, „nie wolno ich skreślać. Sportowcy osiągają sukces niespodziewanie – i zawodzą niespodziewanie.” Opowiada mi o Zegeue Shifarawu Abebe, młodym mężczyźnie, który z nim trenuje. „Kiedyś trenował z Kenenisą, i wydawał się nam być lepszym biegaczem, myśleliśmy, że to on będzie zdobywał medale na Igrzyskach.” Nie wiadomo dlaczego, Zegeue nigdy się nie udało i teraz każdego ranka szkoli przyszłych mistrzów.

Na stadionie w Bekoji dzieciaki zbierają się na trawiastych trybunach. Jest 7 rano, ale nikt nie ziewa – może to coś w powietrzu. Alemi Tsegaye to jedna z dziewczyn występujących w Mieście Biegaczy. Wraz z przyjaciółką Hawii Megersa były jednymi z najbardziej obiecujących zawodników, kiedy ekipa zaczynała kręcić. Może się jednak okazać, że nie były wystarczająco dobre. Dawniej Hawii zwykle wygrywała zawody, a Alemi była druga. Alemi powiedziała, że drugie miejsce za Hawii czyniło ją równie szczęśliwą jak gdyby wygrała. W filmie widzimy jak obie dziewczyny dostają się do obozu biegowego – opuszczają dom, by zamieszkać w ziemi obiecanej, gdzie zapewniono im systematyczny trening, zdrowe pożywienie, niewielkie kieszonkowe i edukację. Ale coś się nie udało. Obozy (czy kluby) były dobrze pomyślane, ale źle prowadzone przez lokalne władze i dziewczęta czuły się zaniedbywane. Alemi wróciła rozczarowana do domu, a Hawii roztrzęsiona, jakby przeżyła załamanie.

alese
Alemi

Po tamtych doświadczeniach Hawii dołączyła do innego obozu, gdzie jest ponoć szczęśliwsza, a Alemi krąży między obozami. Dzisiaj znowu trenuje, ma już 18 lat i cieszy się czasem spędzanym ze znajomymi.

Jak wielu Etiopczyków, Alemi nie jest wylewna. Zadaję pytanie przez tłumacza, a ona odpowiadając wpatruje się gdzieś w przestrzeń, kiwając głową na boki i unikając kontaktu wzrokowego. „Chciałam iść do szkoły, ale jest bardzo daleko od obozu. Ciągle obiecują, że będziemy chodzić do szkoły, ale nie wystarcza pieniędzy i nie chodzimy.”

Innym problemem w obozie było jedzenie. Wszystko, co im dawali do jedzenia, to injera, etiopski chleb drożdżowy, bogaty w żelazo, ale powodujący wzdęcia. „Injera, injera, injera”, mówi, „za mało mleka i miodu.”

Rozmawiamy o niesamowicie wysokiej liczbie świetnych biegaczy z Bekoji. Wspomina wyjątkowe powietrze i wskazuje na krajobraz dokoła. „Możemy biegać po płaskim i po wzgórzach. Trenujemy w każdych warunkach.” Następnie wskazuje na Trenera, po raz pierwszy spogląda mi w twarz i uśmiecha się. „Dobry trener.” Co czyni go wyjątkowym? „Jest jak ojciec. Można go prosić o wszystko.”

Dlaczego chce zostać mistrzynią? „Dla mojego kraju i rodziny.” Tę odpowiedź dają wszyscy. „Jeżeli nie będę w stanie zarabiać bieganiem, chciałabym zostać lekarzem.” Czy to możliwe? Jak twierdzi, jej rodzina uprawia pszenicę i kukurydzę i jest całkiem bogata jak na okoliczne warunki, więc tak. „To możliwe, ale mam zaległości w nauce. Większość dzieciaków z obozów biegowych ma zaległości.”

2331FOLKUKWoliso Girls

Później tego dnia poznaję Frehiwot Sisay, koleżankę Hawii, która była razem z nią na obozie. Opowiada mi jak tam było okropnie. „Spośród 55 osób, 53 odeszły.” Biegacze rezygnują z różnych powodów – nie są dość dobrzy, by uzyskać wymagane czasy, nie czują się szczęśliwi bądź tęsknią za domem. „Dawali nam jedzenie tylko przez trzy dni. Przez pozostałe cztery musieliśmy je sobie zapewnić sami. Musieliśmy spać na podłodze. Dwie dziewczyny, które zostały, nawet nie były dobrymi biegaczkami. Były już przed trzydziestką, za stare, by wracać do domu.”

Trener daje gwizdkiem znak do rozpoczęcia treningu. Całe dwieście osób biega wkoło po czterystumetrowej bieżni. Nagle Trener gwiżdże i przyspieszają. W ciągu kilku sekund oddalają się na połowę okrążenia – ich krok jest długi, elegancki, bez wysiłku. Jedno okrążenie i coś ściska moją klatkę piersiową, pali mnie w płucach i czuję się źle. Wyjątkowe powietrze, bez wątpienia.

2333FOLKUKTraining 1

Trener przegania nas po stadionie przez dwie godziny. Nacisk kładziony jest na rozciąganie i rozluźnienie, nazywa te ćwiczenia gimnastyką. Tak wiele jest ćwiczeń – bieganie na palcach, na piętach, pochylanie się i rozrzucanie wyimaginowanego zboża, skakanie na niewidzialnej skakance, chodzenie jak kaczka, jak gęś, koński galop. „Góra, góra, góra”, mówi Trener, podczas gdy jego zawodnicy coraz wyżej podnoszą nogi. W oddali pieją koguty i ujadają psy, ale poza tym cisza w Wielkiej Dolinie Ryftowej jest przejmująca. Tylko od czasu do czasu przerywa ją okrzyk „Góra, góra, góra” i dudnienie stóp o ziemię w idealnym rytmie.

Pięknie tu – czerwona ziemia, błękitne niebo, zielona sawanna, w oddali góry i wszechobecny zapach eukaliptusa. „To jest to”, mówi Biruk Fikadu. Oboje rodziców umarło po trzydziestce i od tego czasu mieszka z babcią. „Tu jest bardzo pięknie, ale także nudno. Żyje się tu szczęśliwie, ale nie ma pieniędzy. Trzeba wyjechać do Addis, by zarobić pieniądze.”

biruk

W niedługim czasie robi się zbyt ciężko dla mnie i odpadam. Nie tylko ja jestem wyczerpany. Trener opowiada mi, że po treningu większość dzieciaków zasypia popołudniem i opuszcza szkołę. Niewielu zawodnikom udaje się połączyć trening i edukację. Jako były nauczyciel, Trener ma mieszane uczucia – oczywiście wolałby, żeby się uczyli, szczególnie, że teraz wszystkie dzieci mogą chodzić do lokalnych szkół utrzymywanych przez państwo, ale jeżeli bieganie jest ich pasją, nie ma sensu ich zmuszać.

Ephren Dejenne, lat 17, od trzech lat trenuje z Trenerem. Biega 400m i 800m, i ma nadzieję przesunąć się do 1500m. Nie awansował jeszcze na poziom klubowy ale Trener twierdzi, że Ephren jest jednym z jego najbardziej obiecujących biegaczy. Ma tatuaż na ramieniu, wymalowany długopisem. „Tu jest napisane 'Jestem’ – to moje oświadczenie, o wierze w siebie.”

Jego buty są w strzępach, ale twierdzi, że jeszcze długo posłużą. Będzie je zszywał i cerował, a kiedy nie zostanie już nic z podeszwy, kupi mniej zużytą i doklei. Jak większości tutejszych nastolatków, zajmie mu od pół roku do roku by uzbierać na parę używanych butów. Im już jednak daleko od biedoty Bekoji. Mieć na własność jakiekolwiek buty do biegania może dać ci awans do klasy średniej – posiadaczy kilku tuzinów  krów lub kóz. Ojciec Ephrena jest kierowcą a matka prowadzi interes z wytwarzaniem masła. Jak wszyscy dzisiaj, mówi, że osiągnie sukces i pobiegnie w igrzyskach. „Jeżeli wygram, kupię mamie dom.”

Niektórzy mieszkańcy mieszkają w niezłych domach – trzy-, czteropokojowych, zbudowanych z cegły, z dużym gospodarstwem – lecz wielu wciąż żyje w jednoizbowych glinianych lepiankach. Nieopodal nowego hotelu Wabe, w którym się zatrzymałem, za 7 funtów za dobę, ciągną się zrujnowane chatki. W jednej z nich w ciemnym pomieszczeniu mieszka trójka dzieciaków, senna krowa i koza. Rudery są własnością rządu a tydzień najmu kosztuje 12 birr – niecałe 50 pensów. Jeszcze dalej, kobieta gotuje nad ogniem injera. Jedyną rzeczą jaką posiada ta rodzina wydaje się telewizor i wielka antena satelitarna górująca nad podwórkiem.

Z powrotem w hotelu, wpada do mnie oficjel z lokalnego biura informacji turystycznej. Sinkeneh Tilahun mówi, że nie może znieść tego jak Etiopia postrzegana jest przez resztę świata. „Jak szufladkuje się Etiopię?”, domaga się odpowiedzi. „Postrzega się nas jako kraj głodu. Grecja jest zależna od pomocy, ale czy nazwalibyśmy ją krajem zależnym? Owszem, czasem nękają nas susze, ale to kraj urodzaju. Jesteśmy teraz krajem zupełnie rozwiniętym i wiele zdziałaliśmy bez żadnej pomocy – choćby potężna zapora na Nilu.” Ma trochę racji. W ciągu minionych trzech lat Chińczycy zbudowali drogę łączącą Bekoji z Addis. Faktem pozostaje jednak, że bez względu na bogactwa Etiopii, 39% jej populacji żyje poniżej międzynarodowego standardu nędzy wyznaczonego na 1,25 dolara dziennie, a w 2011 roku kraj zajął 147 miejsce na 187 według wskaźnika rozwoju społecznego (HDI).

Sinkeneh uważa, że Etiopia jest ojczyzną tak wspaniałych biegaczy długodystansowych, ponieważ dzieci od zawsze musiały biegać do szkoły. „Miałem szczęście, że musiałem biegać tylko pół godziny dziennie. Gebrselassie musiał biegać dziesięć kilometrów na lekcje. Może teraz nie będziemy odnosili takich sukcesów skoro biegacze nie muszą pokonywać takich dystansów w drodze do szkoły.”

Następnego dnia po treningu pojechaliśmy Land Roverem zobaczyć dom Derartu Tulu, na końcu błotnistej drogi. Derartu obecnie jest w posiadaniu hotelu w Aselli i mieszka w Addis, ale wciąż często wraca do Bekoji i troszczy się o swoją rodzinę. Jej matka, ortodoksyjna chrześcijanka (drugą religią w Bekoji jest islam), udała się do kościoła, by przez trzy dni pościć. Przed bramą stoi kobieta, która mówi, że nie możemy wjechać. Ma ładną choć surową twarz, a jej cała postać zdaje się pełna powagi. Okazuje się, że to Tejetu, ciotka Derartu. Po chwili jednak ustępuje i wpuszcza nas do środka. „Derartu trenowała tu na polach codziennie. Pomagała matce i codziennie trenowała. Gotowała i sprzątała. Kiedy miała pięć czy sześć lat, zdaliśmy sobie sprawę, że jest wyjątkowa.” W jakim sensie? „Była bardzo silną dziewczyną, pełną mocy.”

Do Tejetu dołącza starsza kobieta, wsparta o laskę, o pełnym ekspresji, śpiewnym głosie. Habersha jest macochą Derartu (pierwszą żoną jej ojca) i pomagała w jej wychowaniu. „Jej matki nie cieszyło, że biegała, ale Derartu pomagała jej w równym stopniu jakby nie biegała”, mówi Habersha. „Bała się, że dziewczyna wyjedzie i ją straci. Nie chciała by opuszczała dom.”

etiop

Czy w ogóle przypuszczali, że może zostać mistrzynią olimpijską? „Nie, nie przyszło nam to do głowy”, mówi Habersha. „Kiedy pierwszy raz startowała w zawodach dostała sukienkę w nagrodę za zwycięstwo. Ukryła ją przed matką, by ta się nie dowiedziała. Pokazała mi ją. Za drugim razem przywiozła do domu szklane trofeum. Pokazała je matce i rodzice od tego czasu pozwalali jej biegać.”

Czy oglądali jej pierwszy mistrzowski występ na igrzyskach? „Nie, słuchaliśmy przez radio. Przyszło ze 60-70 osób. Tańczyliśmy. Jej ojciec jeszcze żył. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi.”

Po igrzyskach Derartu wygrała w biegach bardzo dużo pieniędzy (w 2009 roku, w wieku 37 lat, wygrała maraton nowojorski w swoim powrocie do biegania – premia za wygraną wynosiła 130 tysięcy dolarów), otrzymała od etiopskiego rządu ziemię i kupiła więcej bydła. Tejetu mówi, że z pięćdziesięcioma krowami nigdy nie byli biedni, ale sukces Derartu bardzo zmienił ich życie. „Wróciła i wybudowała ten dom. Mieliśmy telewizor, kupiła też więcej zwierząt. Wszystkim pomagała, rozdawała ubrania i pieniądze rodzinie i sąsiadom. Wszystkim.”

Czy ludzie zaczęli ich inaczej traktować po zwycięstwach Derartu? „Gdy sąsiedzi mają problemy, proszą a Derartu pomaga. Nawet gdy nie proszą Derartu widzi i pomaga. Taka już jest.”

W drodze powrotnej Trener opowiada mi, że Derartu zawsze była jego ulubioną mistrzynią. „Wszyscy ją uwielbiają. Jest duszą towarzystwa.” Czy biegacze, którzy odnieśli sukces utrzymują z nim kontakt kiedy wyjadą do Addis? „Niektórzy tak. Niektórzy wracają i dziękują jak już wygrają igrzyska, inni nie. Derartu, Kenenisa i Tirunesh wszyscy podziękowali, pozostali nie. Czy to go boli? „Nie. Nagrodą jest widzieć ich jak wygrywają.”

Jesteśmy w drodze do Addis, by zobaczyć imperium Haile Gebrselassie. Przez wielu uważany jest za największego biegacza długodystansowego w historii, jest też na najlepszej drodze, by zostać największym etiopskim przedsiębiorcą. Ma 38 lat, zaledwie cztery lata temu wygrał maraton w Berlinie w rekordowym czasie 2 godzin, 3 minut i 59 sekund. W tym czasie mógł sobie zażyczyć 250 tysięcy dolarów tylko za to, że pojawił się na starcie maratonu. Prowadzi z powodzeniem kilka przedsięwzięć biznesowych, w tym, w centrum Addis, kompleks poświęcony żonie Alem: tu jest klub fitness Alem, tam salon sprzedaży samochodów, a tam kinowy multipleks. W wielopiętrowym budynku o przeszklonej fasadzie razem z Alem prowadzą ośrodek wypoczynkowy dla turystów.

haile adib
foto: panoramio.com

Wjeżdżamy windą na ostatnie piętro, z którego roztacza się widok na całe Addis. Haile  wyszedł w interesach, ale wita nas Alem. Opowiada mi jak się poznali. Prowadziła w Addis sklep, który był położony na trasie biegowej Haile. Nie wiedziała kim jest – kolejny facet, który codziennie przebiega obok. Po roku wszedł do środka i poprosił o jej numer telefonu. Trochę jej zajęło, by zorientować się, że zaprasza ją na randkę. „Był nieśmiały.” Myślał, że ona to za wysokie progi dla niego.

Alem ubrana jest w elegancki komplet ze spodniami. Kiedy rozmawiamy, stoi na balkonie, królowa wszystkiego co ogarnia wzrokiem. Czy Haile jest jednym z najbogatszych Etiopczyków? „Tak, jest wśród najbogatszych.” Chichocze, zażenowana. Czy Haile nadal biega? „Spróbuj go powstrzymać”, mówi. „Biega wszędzie. Tam jest nasza budowa, i on tam też biega. Potem biegnie w góry.”

Mają czwórkę dzieci, najstarsze ma trzynaście lat, najmłodsze sześć. Czy one biegają? Wydaje się zszokowana. „Nie! Oni się uczą.” Czy wolałaby żeby zdobyli olimpijskie złoto czy gdyby otworzyli własny interes? „Dla mnie osobiście na pierwszym miejscu jest edukacja. Również w odniesieniu do Haile.”

Z powrotem w Bekoji, Trener gości mnie w swoim domu. Całe życie oszczędzał na to czteropokojowe domostwo. Kosztowało równowartość 3 tysięcy funtów (ok. 15 tysięcy złotych). Jak było go na to stać? Mówi, że nijak, i że przewiduje spłacać je do końca życia. Dostaje od miejscowych władz 70 funtów brutto miesięcznie i z trudem wiąże koniec z końcem. „Mam trójkę własnych dzieci, dwoje adoptowanych i żonę. Nie jest łatwo.” Ale nie narzeka. Urodził się w Harar i dorastał w glinianej lepiance – to była prawdziwa bieda, stwierdza. Opowiada o wszystkich zmianach, jakie w ciągu swojego życia oglądał: wiele lat spędził pod jarzmem wojskowej komunistycznej dyktatury Mengistu Haile Mariama. Pomimo, że obecny rząd jest potępiany za uciszanie dysydentów (w styczniu Amnesty ogłosiła, że od stycznia 2011 przynajmniej 107 członków opozycyjnej partii i dziennikarzy oskarżono o przestępstwa związane z terroryzmem) Trener mówi, że dzisiaj życie jest nieporównywalne.

„Teraz jest więcej fabryk, więcej szkół, więcej ludzi pracuje. W czasach dyktatury trzeba było robić to co kazało wojsko.” Przedstawia mi syna, Becka, który chce zostać lekarzem. Czy biega? „Nie.” Co poszło nie tak? „Nic. Po prostu skupia się na nauce.”

2295FOLKUKCoach

Trener opowiada o własnych planach na przyszłość. Ma zamiar przejść na emeryturę za pięć lat. Może wtedy będzie trenował własną grupkę biegaczy. Chciałby dać sobie odpocząć, ale obawia się, że nie będzie wiedział, co począć z wolnym czasem. Pytam, czy rząd w jakiś oficjalny sposób dał dowód uznania jego zasług. „Nie.” Przerywa, i stwierdza, że to nie do końca tak. „Miejscowe władze dały mi złoty łańcuszek kilka lat temu.”

Czy nigdy nie żałował, że nie bierze procentu od wygranych swoich mistrzów? „Nie.” Śmieje się. „Co bym z tym począł?” No, ale musi być coś o czym marzy? Właściwie to jest. „Kiedy moi maratończycy trenują, nie mam możliwości zobaczyć jak im idzie. Chciałbym mieć motocykl żebym mógł za nimi jeździć, ale nie ma mowy, by mnie na niego było stać.”

Źródło: TheGuardian, Simon Hattenstone

=============================================================

Polecamy zapoznanie się ze stroną filmu (link poniżej), gdzie możecie zobaczyć więcej fragmentów. Jeśli ktoś jest w Wielkiej Brytanii może film obejrzeć już dziś, jeśli w Polsce, musi trochę poczekać.

townof long
Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl