new balance maraton
 
9 listopada 2012 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Kłopoty z geniuszami część II


Jest to II część opowiadania, Kłopoty z Geniuszami – TUTAJ, część I

Jak pewnie wiecie, Sea nigdy Rekordu Świata nie zrobił. Nawet Rekordu Anglii. Miał cechę, która przeszkadzała mu w osiąganiu wielkich celów, można by nazwać ją autoucieczką. Na początku myślałem, że to jakieś chwilowe dziwactwo ale potem zrozumiałem, że to jest raczej efekt mało groźnej ale jednak choroby psychicznej.

Pierwszym ważnym wydarzeniem w biegowej karierze Sea miał być meeting w DN Gaalan Sztokholmie. Miał być bo…ale po kolei.

Przez te dwa miesiące od pamiętnego biegu w Oxfordzie właściwie niewiele się zdarzyło, tylko tyle, że Sea podpisał umowę z Rickym.

Ricky przyszedł kilka razy na trening do Sea, upewnił się, że to co widział to nie był przypadek. Sea potrafił biegać jak nikt kogo do tej pory znaliśmy, aż się baliśmy myśleć co się stanie gdy odkryje to świat. Mówię my, bo zacząłem dla firmy Rickiego dorywczo pracować przy jakichś analizach statystycznych.

Oczywiście palącą sprawą to było zorganizować Sea jakieś starty, choćby lokalnie, w Anglii choć Ricky od razu myślał o Europie. Rok 1988 był o tyle nietypowy, że zawodnicy szukali startów, żeby szlifować formę przed zbliżającymi się Igrzyskami w Seoulu. Ricky był bardzo praktyczny, nie chciał marnować szansy na zarobienie nie małych pieniędzy, wiedział na jakim poziomie był wtedy Sea i chciał spróbować wystawić go od razu w dużym mityngu. To jednak nie było takie proste, dziesiątki jeśli nie setki znanych zawodników i ich managerów walczyło o możliwość startu w tych kilku zaledwie dobrych mityngach.

Ten świat bazuje jednak na znajomościach. We wtorek 5 czerwca odbywał się mityng w Sztokholmie, gdzie startował kanadyjski zawodnik Paul Williams, który żeby pojechać na Igrzyska musiał pobiec przynajmniej 13:30. Ricky znał jego managera Alexa i od niego dowiedział się, że Paul ma pobiec także 2 czerwca w Oslo, jeśli w Oslo zrobiłby minimum to w Sztokholmie biegłby tylko jako pacemaker. Ricky umówił się z Alexem, że w takiej sytuacji spróbują wstawić Sea jako pacemakera w Sztokholmie. Oczywiście Ricky chciał wtedy, żeby Sea zrobił sensację i dobiegł tam do końca.

Przyszedłem do biura w niedzielę przed południem, Ricky był właśnie w trakcie rozmowy z Alexem. Słuchawka w telefonie biurowym co chwila przerywała i łatwiej było rozmawiać przez speaker więc wszystko było słychać. Z rozmowy zorientowałem się, że Paul pobiegł 13:22, ucieszyłem się. Na chwilę. Bo okazało się, że organizatorzy ze Sztokholmu nie chcą się dać przekonać do podmiany Paula na innego “protegowanego” Alexa, tylko że podobno jest kolejka i że jeśli nie Paul to wejdzie jakiś inny zawodnik z listy. Alex, już od soboty wieczorem był z Paulem w Sztokholmie.

– Nie będę Ci w takim razie mógł pomóc – powiedział Alex
Ale Rickie nie chciał odpuścić.
– Zaraz, poczekaj, przecież w Sztokholmie pewnie Paula tak dobrze nie znają ? – zapytał się Ricky
– Znają,  w zeszłym roku był ósmy na 10000m, rok wcześniej biegał 5000m ale zszedł bo złapał kontuzję.
– Nie szkodzi, w każdym razie Paul to nie jest ktoś na kogo czekają, kogo znają z mediów.
Długa cisza po drugiej stronie telefonu sugerowała, że Alex próbuje przewidzieć tok rozumowania Rickiego.
– No, ale o co Ci chodzi? – wyjąkał z niepokojem
– O to, że nie wycofasz Paula z biegu ale zamiast niego wystartuje mój zawodnik
– Zwariowałeś? Po takim numerze nikt mnie nie przyjmie na żaden mityng
– No to trzeba to zrobić tak, żeby Cię przyjęli
– To znaczy ?
– Chcę tylko,żebyś poszedł ze mną na rozmowę do Thobiasa, on nam odmówi ale nie szkodzi.
– Ale on ma teraz młyn, zawodnikami zajmuje się ten nowy, jak on … Uve
– Wiem, zajmę się tym, siedź w hotelu i czekaj, zadzwonię

Przysłuchiwałem się i zupełnie nie wiedziałem co on kombinuje. Ricky szukał długo czegoś wśród tysiąca papierów, w końcu wziął się za wizytówki, po kilku minutach mruknął: “jest” i z lekkim uśmiechem wystukał jakiś numer na tarczy telefonu.

Sygnał
.
.
Sygnał
.
.
Sygnał
.
.
Trzeszczenie i w końcu jakiś zaspany kobiecy głos.

– Halo?
– Cześć, Mea, tu Ricky, Ricky Simms.
– Hmm…Ricky – w telefonie słychać było uśmiech i przeciąganie się – dawno się nie wiedzieliśmy
– Dawno – Ricky uśmiechnął się – ale możemy to nadrobić – chciałbym wpaść do Sztokholmu, może w tym tygodniu?
– Aaaa, no tak, wtorek – słychać było uśmiech – znając Ciebie o coś Ci chodzi .
– Wiesz, że łączę przyjemne z pożytecznym
– Wiem, wiem. – było słuchać przeciągłe milczenie. – No i co to ma być tym razem?
Ricky przeszedł do konkretów.
– Chciałbym żeby pobiegł u was mój jeden zawodnik
– To musisz załatwiać to z Uve – Mea brzmiała bardzo konkretnie
– Wiem, ale Uve mi tego nie załatwi
– No to ja też Ci tego nie załatwię
– Mea…wiesz sama jak to jest w takich organizacjach
– Nie, przestań – przerwała mu Mea – nawet mnie nie namawiaj do żadnych kombinacji, mam pracę..
– Mea, posłuchaj – tym razem Ricky jej przerwał – chcę tylko żebyś zgodnie z prawdą powiedziała, że dałaś nam PASS bo ja Ci powiedziałem, że wszystko jest załatwione wyżej, z Thobiasem.
– A Uve nie zapyta się Thobiasa?
– Przecież wiesz, że się nie lubią, więc się nie zapyta. Będzie jeszcze bardziej wkurzony, że Thobias podejmuje decyzje za niego nawet się go o zdanie nie pytając.
– A co będzie po mityngu – zapytała Mea – Jak przyjdą do mnie ?
– Po mityngu zwalisz wszystko na mnie. My z Alexem jakoś się wciśniemy na rozmowę do Thobiasa, może złapiemy go w przelocie gdzieś na terenie obiektu, on nam odmówi ale po rozmowie ja przyjdę do Ciebie i Ci powiem, że Thobias się zgodził. Przecież wiesz jaką jazdę ma Thobias przed mityngiem, nawet Ty masz problemy z dotarciem do niego. Po mityngu jak zacznie się awantura, powiesz, że widziałaś, że rozmawialiśmy z Thobiasem a potem ja przyszedłem do Ciebie informując Cię o jego zgodzie, i mi uwierzyłaś a nie chciałaś już z takimi sprawami jego ścigać, to będzie brzmiało wiarygodnie.
– No ale dostanę po tyłku.
– Oj, Mea, wiesz jak oni Cię lubią, poza tym ja się postaram Ci to jakoś zadośćuczynić.
– Ooo – mruknęła Mea – a jak Thobias przed startem zobaczy listy to może sobie przypomni, że coś tu jest nie tak?
– List nie zmienimy, mój zawodnik wystartuje jako Paul Williams, chcę tylko żeby miał PASS ze swoim zdjęciem
– No dobra- Mea zastanawiała się – ale wiesz, że po takim numerze będziesz już w Sztokholmie spalony?
– Tak, wiem, liczę się z tym.
– No dobra, to widzimy się jutro po południu?
– Tak, potem kolacja? – zapytał Ricky
– To ma być to zadośćuczynienie ? – Mea zaśmiała się – na razie – rozłączyła się

Pokręciłem głową.
– Niezły masz plan – mruknąłem – kto to jest Mea, Thobias i Uve?

– Thobias to dyrektor całego mityngu, klubu, ma mnóstwo zajęć na co dzień a w okresie mityngu załatwienie z nim czegokolwiek to jest totalny kosmos, dlatego do spraw zawodników ma nowego człowieka, Uve. Uve uważa się za niedocenianego i słusznie, bo siedzi tam raczej przez jakieś względy koleżeńsko-rodzinne. Mea – to była zawodniczka, moja znajoma, i prowadząca biuro zawodów.

– A nie zależy Ci na dobrych relacjach w Sztokholmie?
– Ja wiem, że to jest gra vabanque – ale jeśli Sea pobiegnie tak jak go na to stać to nikt na to nie zwróci uwagi, Thobias będzie pewnie zły ale z drugiej strony szczęśliwy, że na jego mityngu ktoś zrobił taki wynik. Przecież wiesz, że Sea stać na bieg poniżej 13 minut.

Teraz rozumiałem w pełni plan Rickiego

W poniedziałek odprowadzałem ich na lotnisko. Odprawa trwała godzinę i prawie spóźniliby się na samolot. Na szczęście udało się. Pożegnałem ich i z wielki nadziejami wróciłem do domu czekać na wtorkowy wieczór, akurat ten mityng miał być transmitowany w telewizji kablowej.

Kupiłem sobie piwo. Rzadko pijam piwo ale kibic, bez piwa to nie to samo.

Stawka była mocna:

Zawodnik Kraj Życiówka w 1988 roku Życiówka w ogóle
Salvatore ANTIBO Włochy 00:13:21,41 00:13:05,59
Arturo BARRIOS Meksyk 00:13:13,52 00:13:07,79
Dieter BAUMANN Niemcy (RFN) 00:13:36,13 00:12:54,70
Brahim BOUTAYEB Maroko 00:13:25,56 00:13:03,00
Domingos CASTRO Portugalia ?? 00:13:14,41
Dionisio CASTRO Portugalia ?? 00:13:13,59
Alberto COVA Włochy 00:13:10,06 00:13:10,06
Jonny DANIELSSON Szwecja 00:13:20,29 00:13:20,29
John DOHERTY Irlandia ?? 00:13:14,17
Harri HÄNNINEN Finlandia ?? 00:13:28,22
Hagen MELZER Niemcy (NRD) ?? 00:13:30,64
Dietmar MILLONIG Austria 00:13:15,31 00:13:15,31
Francesco PANETTA Włochy 00:13:41,42 00:13:06,76
Vincent ROUSSEAU Belgia 00:13:15,01 00:13:10,99
Gary STAINES Wielka Brytania ?? 00:13:14,28
Patrik WALLIN Szwecja ?? ??
Paul WILLIAMS Kanada 00:13:22,68 00:13:22,68

Cały mityng mocny, sporo bardzo dobrych zawodników. Jak się patrzy z dzisiejszej perspektywy to zyskuje to zupełnie nowy kontekst. Choćby na 3000m z przeszkodami, był Peter Koech, późniejszy rekordzista świata, Patrick Sang pracujący potem dla Josa Hermensa, Mark Rowland, który wytrenował Mo Faraha, był Bogusław Mamiński z Polski. Na 1500m był Aouita, Ana Fidelia Quirot na 800m i wiele innych znakomitości. Sam fakt, że Sea był wśród nich był dla mnie niesamowicie ekscytujący.

Kiedy zawodnicy na 5000m wyszli na bieżnię kamera nie pokazywała ciągłego obrazu, jednocześnie było pchnięcie kulą mężczyzn i skok w dal kobiet. Zobaczyłem jednak Sea, jego pochyloną sylwetkę. Zawodnicy ustawili się na starcie i bez zbędnych ceregieli ruszyli.

Sea jak rozumiałem miał być jednym z prowadzących, ale uzmysłowiłem sobie, że powierzanie mu tej roli było nieporozumieniem. Sea musiał przecież się rozpędzić. Najpierw prowadził Patrick Wallin ze Szwecji. Jednak już po jednym okrążeniu okazało się, że nie jest w stanie utrzymać tempa grupy, która napierała z tyłu. Po 600m nagle się okazało, że nie ma już pacemakera. Prowadzący bracia Castro oglądali się co chwila za siebie ale nie widząc chętnego do zmiany ciągnęli grupę. Po 1000m Sea biegł ostatni, ze stratą około 50 m do czołówki. Był cały czas dobrze widoczny w tle prowadzącej grupy. Po około 1300m zobaczyłem, że Sea odwraca głowę gdzieś w kierunku trybun … gdzie stał wydzierający się Ricky po którym kamera się prześliznęła. Wtedy Sea przyspieszył. Dogonił ich po 400m i na prostej zaczął szybko wymijać nieco już trochę rozciągniętą grupę. Prawie każdy z mijanych zawodników patrzył się na niego z lekkim zdziwieniem bo Sea wyglądał jak gdyby zaczął finisz. Dochodząc do 2000m złapał prowadzących, na wirażu wyszedł na czoło i… wcale nie zwolnił. Komentator w tym momencie zastanawiał się, “Czy Paul Williams wytrzyma to tempo?” Sea wychodząc z wirażu miał chyba z 10 m przewagi nad drugim zawodnikiem. Kiedy dobiegał do linii 100m coś musiało się zacząć dziać na stadionie, bo zauważyłem poruszenie wśród sędziów, w tle widać było, że ktoś do kogoś biegł, że zebrała się jakaś grupka gości w garniturach. 2400m od startu Sea miał przewagę około 40 m. Kiedy wyszedł z wirażu zobaczyłem, że równolegle do niego ktoś biegnie i coś woła, Sea spojrzał się tylko w bok ale biegł dalej. Jednak kiedy zbliżał się do linii 100m (2600m) widać było, że dalej nie pobiegnie. Obok pierwszego toru stała grupka mężczyzn którzy po prostu zdjęli go z toru. Tutaj nie było szansy na takie zabawy jak w Oxfordzie. Komentator zupełnie się pogubił, chcąc uchodzić za 100procentowego fachowca próbował wymyślać jakieś proceduralne powody tej sytuacji ale po chwili przerwał, musiał dostać informacje od organizatorów, bo powiedział: “Zawodnik, który został zgłoszony do zawodów jako Paul Williams złamał regulamin zawodów i nie miał  prawa startować”. Koniec. Po kilku minutach bieg się skończył, do końca biegła zwarta, 7 osobowa grupka ale na finiszu najlepszy okazał się John Doherty z Irlandii.

“ – No nie wyszło” – powiedział Ricky po powrocie. Organizatorzy szybko się zorientowali, że zawodnik który biegnie jako Paul Williams nie jest Paulem Williamsem i nie chcieli dopuścić do sytuacji, żeby wygrał człowiek nie wiadomo skąd.

Ricky wiedział, że tak łatwo nic przed Igrzyskami już nie wynajdzie, namawiał Sea na jakieś lokalne starty ale ten nie chciał. W końcu udało się. 25 września miał się odbyć dosyć mocno obsadzony bieg przełajowy z wielkimi tradycjami pod Londynem (dziś już nie jest organizowany). Sea wystartował. I wygrał, z dużą przewaga nad kolejnym zawodnikiem i ogromną przewagą nad resztą. Pod koniec lat ‘80tych Wielka Brytania miała naprawdę mocnych zawodników i mimo, że najlepsi byli akurat na Igrzyskach w Seulu to tutaj skład był całkiem przyzwoity. Gdyby nie to, że lał straszny deszcz i było makabrycznie ślisko, to Sea pobiłby nieoficjalny rekord trasy. Ricky szalał z radości, wiedział, że poza Igrzyskami będzie to najważniejsza lekkoatletyczna informacja weekendu i gazety poświęcą temu trochę uwagi. Przeliczył się. W normalnej sytuacji by tak było. Ale nie tym razem. Dzień wcześniej, w sobotę odbywał się w Seulu bieg finałowy na 100m mężczyzn. W niedzielę wieczorem gruchnęła wiadomość o wpadce dopingowej Bena Johnsona i gazety w poniedziałek zajmowały się tylko tym. “Co za niefart” – mruczał Ricky.

Sea wydawał się nie przejmować bardzo niepowodzeniami. Zaczęło mu się układać życie prywatne. Poznał dziewczynę, miała na imię Celia, zaprosił ja na pierwszą randkę na kolację. Ciekawe było, że zaprosił także mnie, co u dziewczyny wywołało lekką konsternację, bo nie bardzo wiedziała jaka jest moja rola. Dziewczyna studiowała dziennikarstwo, wydawała się fajna. Ich związek szybko się rozwijał, już w styczniu Sea wspominał o małżeństwie. Jednocześnie zaczął się wkręcać w jakąś grupę religijną. Zaczął chodzić na spotkania i angażował się bardzo. Kiedy czasem razem truchtaliśmy bardzo starał się mnie nawrócić.

– Musisz przyjść do nas na jakieś spotkanie
– Dlaczego?
– Zobaczysz jak można przeżywać wiarę
– No to opowiedz mi?
– Tego się nie da opowiedzieć, tam wszyscy są autentyczni, widać, że żyją Bogiem, to nie to samo co w normalnym kościele
– Ala je nie chodzę do kościoła
– No właśnie ! Bo Cię zniechęca ta typowa, kościelna retoryka, tam jest to zupełnie co innego

No i tak wyglądały nasze treningi

Sea i Celia wzięli ślub w marcu. Dosyć szybko Celia zaszła w ciążę. W Sea nagle obudził się przedsiębiorczy duch i zaczął startować w jakichś lokalnych biegach gdzie stosunkowo łatwo wygrywał wszystko do 10 mil włącznie. Nawet chyba nieźle wtedy zarabiał, choć jednocześnie chcieli na uczelni, żeby został tam na wydziale muzykologii.

Ricky chciał żeby wystartował w jakimś mityngu ale wtedy nagle Sea wypalił, że on chce startować w skoku w dal. Ricky ani myślał się na to zgadzać. Targowali się tak przez kilka miesięcy, Sea nadal biegał w przełajach, biegach ulicznych. Ricky tłumaczył mu, że nikt się nie zgodzi, żeby wystartował w skoku w dal bo jego wynik nic nie znaczy na co Sea odpowiadał, że na bieżni też nie ma żadnych osiągnięć. W końcu szansa pojawiła się na start 1 czerwca w Oslo, gdzie po jakichś namowach, organizatorzy zgodzili się przyjąć go na skok w dal i na płaskie 3000m, gdzie miał biec z samym Saidem Auitą. Ten mityng nie był w Anglii transmitowany. Wieczorem w wiadomościach sportowych podali tylko, że wygrał Auita.

Sea i Ricky mieli wracać z Oslo tego samego dnia wieczorem, a nie mając żadnych informacji jak pobiegł Sea pojechałem po nich na lotnisko. Nie czekałem długo. Wyszli z odprawy paszportowej i widać było, że nie odzywają się do siebie. Od razu poszli w różnych kierunkach. Nie wiedziałem za kim biec.
– Co się stało ? – krzyknąłem do Sea
– Oszukał mnie – wycedził przez zęby wymijając mnie

Pobiegłem za Rickym
– Co się stało – powtórzyłem
– To jest debil – tym razem wycedził przez zęby Ricky

Sea zniknął mi z pola widzenia więc zostałem z Rickym. Okazało się, że w skoku w dal organizatorzy przyjęli Sea warunkowo, jeśli nie będzie to kolidowało z innymi konkurencjami. Na miejscu ze względu na transmisję w Norweskiej telewizji musieli przesunąć skok w dal w taki sposób, że nachodził na bieg na 3000m i poinformowali Rickiego, że będzie musiał wybrać, czy 3000m czy skok w dal. Ricky nie informując Sea, wybrał oczywiście bieg. Sea dopiero na linii startu zorientował się, że skok w dal się już zaczął i w momencie, kiedy padł sygnał start, został w miejscu i ostentacyjnie zszedł z bieżni.

Po jakimś czasie dogadali się. Ricky starał się coś organizować ale za każdym razem, Sea robił coś co wszystko niweczyło. Raz miał wystartować w Birmingham. Duży mityng, wszystko załatwiane przez wiele tygodni. Na kilka godzin przed startem Sea zobaczył, że sponsorem mityngu jest Shell i uznał, że skoro tak, to organizatorzy mają na pewno dużo pieniędzy a ponieważ jemu nic nie zaproponowali, to czuje, że chcą go oszukać i nie wystartuje. Po jakimś czasie Ricky wysłał go samego do Zurichu, miał tam biec 5000m. Ale pokłócił się z organizatorami, na których chciał wymóc, żeby dali mu skakać w dal i na 5000 nie też wystartował. Kilka tygodni później był mityng w Londynie, gdzie Sea biegł na 5000m. Tym razem wszystko wydawało się ok. Wystartował, biegł na luzie w czołówce, po 2000 minął pacemakera, który miał prowadzić do 3000m i na dwóch okrążeniach zbudował ogromną przewagę, biegnąc jednocześnie na luzie bo machał czasem do Rickiego. Kiedy minął 3000m zwolnił, poczekał aż dojdzie go goniąca grupka, chwilę z nimi biegł, coś do nich powiedział i zszedł po jakichś 500m. Na wkurwienie Rickiego zareagował wzruszeniem ramion i tłumaczeniem, że widział, że zawodnicy z którymi biegł nie reprezentowali wysokiego etycznego poziomu. Mi tłumaczył, że kilkoro z nich zareagowało lekceważąco kiedy zaproponował im wspólną modlitwę przed biegiem i że chciał im pokazać, że może z nimi łatwo wygrać ale nie to jest w życiu najważniejsze.

Ricky postanowił w końcu zerwać z nim umowę, co też wkrótce uczynił. Co dziwne Sea był zaskoczony, urodziło mu się akurat dziecko. Za niepowodzenie współpracy z Rickym obwiniał mnie, zerwał ze mną wszelkie kontakty, odkładał słuchawkę kiedy dzwoniłem, nie witał się na ulicy kiedy go spotykałem.

Wiosną widywałem czasami Celię na spacerach z dzieckiem. Z rozmów zorientowałem się, że nie układa im się najlepiej, Sea stał się obsesyjnie zazdrosny, oskarżał ją o zdrady i psychicznie nad nią znęcał. Po kilku miesiącach Celia wystąpiła o rozwód Sea powiedział, że nie zgadza się na to bo nie pozwala mu religia.

Czasami dowiadywałem się, że wygrał jakiś bieg, ale nigdy nie było to nic spektakularnego na tyle, na ile wskazywały na to jego możliwości. Potem ja wyjechałem do Londynu i przestałem ich widywać.

Kiedyś po latach, chyba w roku 2001 czy 2002 spotkałem Sea na Oxford Street, na moje instynktowne euforyczne przywitanie zareagował jak gdyby ze zdziwieniem, zimno, oschle. Nie chciał mówić, czym się zajmuje. Odbyliśmy krótką rozmowę na stojąco, na moje pytania o bieganie odpowiedział, że nie biega. Z Celią są rozwiedzeni, ma drugą żonę, zorientowałem się, że nie jest już tak religijny jak wtedy.

Dwa lata temu byłem w Oxfordzie w środku tygodnia w południe, poszedłem odwiedzić stadion. Już z daleka zobaczyłem, że ktoś biega. Przystanąłem w ukryciu. To był Sea. Wyłysiał trochę ale nadal bardzo szczupły. Biegał, z zegarkiem w ręku. Biegał a nie skakał! Trenował! Za późno się zorientowałem, że zaczął jakiś mocny odcinek i włączyłem stoper dopiero po 300 metrach. 400 m zrobił w 1:02, drugie czterysta w 0:58, ostatnie 0:56, czyli 800m w 1:54. Czterdziestokilkuletni człowiek, na samotnym treningu biegnie 800m w 1:54 a 1000 poniżej 2:30. Pokręciłem tylko głową z podziwem ale nie chciało mi się do niego podchodzić.

Dziś nie wiem co się z nim dzieje.