19 lipca 2009 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Henryk Gąszczak


19 lipca 2009 zmarł Pan Henryk Gąszczak, statystyk LA, dzięki którego pracy mogliśmy w zeszłym roku zasilić bazę PUMA PRO w dane archiwalne. Jego historia przedstawiona jest na stronie PZLA. Mniej więcej rok temu odwiedziliśmy go w jego szczecińskim mieszkaniu i przeprowadziliśmy ten wywiad. Chyba ostatni wywiad. Dziękujemy Panie Henryku.

***

Rozmawiamy z Henrykiem Gąszczakiem, prowadzącym od lat statystyki z zawodów lekkoatletycznych na stronie www.statystyka.histor.pzla.pl. To dzięki niemu w naszej bazie zawodników PRO mogło znaleźć się naraz tyle danych. Spotykamy się wieczorem, w drugim dniu Mistrzostw Polski Seniorów w szczecińskim mieszkaniu Pana Henryka.

775_524.jpg

Adam Klein: W którym roku się Pan urodził?

Henryk Gąszczak: W 1926 roku.


Czyli w czasie wojny miał Pan 13, 14 lat?

Tak. Do moich osiemnastu lat trwała wojna.

Czy był Pan kiedyś zawodnikiem?

Przed wojną byłem uczniem przedwojennego mistrza Polski w skoku o tyczce w Katowicach. Wtedy nie było żadnych zeskoków czy materacy, tylko zwykła piaskownica i do piaskownicy się skakało. Ja zacząłem treningi wczesną wiosną, kiedy jeszcze piasek nie był przekopany i każdy skok był niesamowicie uciążliwy. Raz, że groziło to, że o te kanty mogę się uderzyć, ale przede wszystkim piasek był twardy. Krótko to trwało, ale przed wojną oprócz tej tyczki to sobie uprawiałem z zamiłowania biegi średnie. Na terenie ogródków działkowych był taki obwód traw gdzieś w granicach 800m i ja to przebiegałem.

Tyczkę to sobie sam wystrugałem (śmiech). Wtedy po prostu nie było bambusów, normalna prosta tyczka i w ogrodzie przez płot, przez krzaki przeskakiwałem do piaskownicy. W miarę jakoś się udawało.

A po wojnie no to na studia do Poznania poszedłem i już wtedy byłem raczej tylko działaczem. Później, po zakończonych studiach to przeniosłem się w teren, wybrałem ziemie zachodnie i wybrałem Gryfino. Bo pracowałem w energetyce w największych elektrowniach w kraju, w poznańskich elektrowniach i później w Dolnej Odrze.

Co Pan studiował?

Ekonomię, statystykę. Jestem właściwie zawodowym statystykiem z pracą dyplomową statystyczną. Miałem te ciągoty statystyczne bez przerwy. Prowadziłem statystykę przemysłową, a później przerzuciłem się na statystykę sportową. W Gryfinie byłem członkiem, założycielem uczniowskiego klubu sportowego Hermes Gryfino. Stamtąd pochodzi na przykład super biegacz Jarosław Janicki.

Kiedy dokładnie zaczął Pan zajmować statystyką sportową?

Jak się przeniosłem z Poznania do Gryfina, gdzie w klubie sportowym prowadziłem zajęcia, a przede wszystkim zajmowałem się statystykę klubową. Od ’76 roku, prowadziłem najpierw statystykę wojewódzką, no a krajową to już prowadzę od niepamiętnych czasów.

Czyli zaczął Pan zajmować się prowadzeniem krajowej statystyki dopiero jak ruszyła strona internetowa czy już wcześniej robił Pan jakieś zapiski? I jak to technicznie wyglądało kiedyś jeszcze przed komputerem?

Zapiski papierowe to prowadziłem na zasadzie takich zeszycikowych opracowań, broszurek dla poszczególnych konkurencji. Dane zbierałem z opracowań prasowych. Na początku przepisywałem ręcznie czy na maszynopisie, ale to była taka żmudna, prawie że ręczna robota.

Nikt mi z rodziny nie chce pomóc zająć się statystyką (śmiech), każdy zajmuje się inną dziedziną. Ktoś piłką nożną, syn akurat zajmuje się dziwną taką dziedziną – egzotycznymi ptakami. Pracuje w terenie i tam odnajduje najrzadsze gatunki. Wnuków mam sporo, ale oni też zajmują się innymi dziedzinami.

775_2.jpg

Henryk Gąszczak, Szczecin, Lipiec 2008


Wracając do momentu, kiedy Pan zaczął robić tę stronę internetową przy współpracy z PZLA, rozumiem, że to był mniej więcej rok 2002? Jak to się zaczęło?

Z PZLA przysyłali mi komunikaty albo na stronie internetowej, albo pocztą. A potem ja zaproponowałem układ, który odpowiadał Polskiemu Związkowi. Materiały źródłowe zbierałem ze wszystkich możliwych źródeł no i tak prowadziłem i prowadzę tą statystykę do dzisiaj.

Musiał się Pan nauczyć jak to publikować w Internecie jak to się stało czy to już wcześniej Pan potrafił?

Jeśli chodzi o komputery, to w rodzinie było dużo komputerowców syn, wnuk, i ja tak podglądając się uczyłem, a później to już kwestia jakichś umiejętności. Potem sam sobie sprawiłem sprzęt.

Rozumiem, że to Pan sam opracował układ strony i kiedy to się odbyło, że wprowadził pan te wszystkie dane, to przecież nie było tak od razu musiało długo trwać?

Tak, ja opracowałem ten układ strony, a dane to wprowadziłem natychmiast, jak tylko nabyłem odpowiednie umiejętności.

Czy wie Pan ile Pan wpisał w swojej bazie wyników?

Rany boskie to są setki tysięcy, ale ja tego nie liczę. Weźmy jedną konkurencję, to są opracowania Old time, są aż do pierwszej klasy włącznie, to jest już kilkaset; a potem są drugie opracowania dekady, każde dziesięciolecia po 50 wyników cofając się co 10 lat aż do lat 20, później ranking, no to w niektórych konkurencjach to są setki tysięcy. Prowadzę roczniki, nawet do przesady od 10latków aż do weteranów.

Jak wygląda technika pana pracy? Pan to sobie drukuje czy posługuje się tylko komputerem?

Prawdę mówiąc mam laptopa i mogę to przegrywać na laptopa, a potem z laptopa przenosić do komputera, ale jakoś mi wygodniej jest wydrukować. Drukuję sobie, przeglądam, sprawdzam i jeżeli wynik się nadaje do wprowadzenia, to go wprowadzam do komputera. Jest to bardzo pracochłonne, bo z jednej imprezy może być np. 400, 500 wyników.

Jeśli jest np. 400 wyników, to ile czasu Panu zajmie wprowadzenie tych wszystkich danych?

Pracuję od wczesnego ranka do wieczora z malutką przerwą obiadową.

Ale z Mistrzostw Polski, po trzech dniach zawodów to trochę się tego zbierze, to mi wygląda na kilka tygodni wprowadzania?

Nie, gdzie tam, to bym na inne rzeczy nie miał czasu, trzy, cztery dni i już wszystko musi być wprowadzone. Z maratonów, to są dopiero ilości danych, każdy segregator, który mam to jest kilka maratonów, na sam Warszawski mam jeden oddzielny.

Czy często się zdarza, że zawodnicy piszą lub dzwonią, że ich wyniku jeszcze nie ma albo że jest pomylony?

Strasznie dużo. Jest jeden taki facet, który nie jest zawodnikiem, krytyk taki i bez przerwy co parę dni przesyła mi maila, że tam a tam jest błąd, że nie takie imię albo nie taki rocznik.

Bardzo dziękuję za rozmowę i dłużej już nie zajmuję Panu czasu bo do wprowadzenia czeka dużo wyników.

Redakcja Bieganie.pl