Grzegorz Kita
18 sierpnia 2022 Marek Dłubała Lifestyle

Grzegorz Kita: czy Robert Karaś jest szansą dla polskiego triathlonu?


Pół sportowej Polski emocjonuje się obecnie Mistrzostwami Europy w lekkiej atletyce, a druga połowa zmaganiami z 10-krotnym dystansem Ironmana, w którym startuje trójka Polaków. Za nami trzeci dzień rywalizacji w szwajcarskim Buchs. Na czele stawki znajduje się nasz reprezentant Robert Karaś (były rekordzista Świata w 5-krotnym Ironmanie), który rozpoczął rywalizację od przepłynięcia 38km w niespełna 10 godzin, a dystans 1800km na rowerze pokonał z niesamowitą średnią prędkością 30km/h. Na trzecim miejscu jest aktualny rekordzista świata w 5-krotnym Ironmanie Adrian Kostera, a na 15tym Tomasz Lus. Przed nimi jeszcze 422 kilometry biegu.

O fenomenie tej rywalizacji i szansie rozwoju jaką dzięki temu ma polski triathlon rozmawiamy z Grzegorzem Kitą – szefem Sport Management Polska i jednym z najbardziej znanych ekspertów z zakresu konsultingu i marketingu sportowego w Polsce, ale też byłym wiceprezesem Runmageddonu, a prywatnie pasjonatem aktywnego stylu życia i biegania.

10-krotny Ironman to:

  • 38km pływania,
  • 1800km na rowerze,
  • 422km biegania.

Grzegorzu, wyczyn na który zamierzyli się polscy ultratriathloniści z Robertem Karasiem na czele to coś, co może przynieść więcej korzyści marketingowych polskiemu triathlonowi, czy jak twierdzą niektórzy gwóźdź do trumny klasycznego triathlonu i amatorzy podobnie jak w bieganiu zaczną odchodzić od tradycyjnych dystansów kosztem ultra wysiłku?

Według mnie to idealny moment na to aby temat triathlonu jako dyscypliny multisportowej pchnąć do przodu. I to w obu kierunkach: „powszechnym” i zawodowym. Dla tej dyscypliny to dosłownie gwiazdka z nieba. W tej chwili rynek jest rozgrzany, wyczyny Karasia działają na wyobraźnię, pobudzają i inspirują. Temat właściwie eksplodował. W ludziach gotuje się pozytywna energia. Zasięgi skaczą, temat wpłynął z impetem do mainstreamu informacyjnego. Informacje zataczają coraz szersze kręgi wydobywając się nie tylko z kokonu informacyjnego dyscypliny czy nawet ogólnie sportu ale wręcz rozlewają się na całkowicie nowe, niestandardowe grupy docelowe. Oprócz „dużych mediów” o wyczynie Karasia pisze przecież już nawet „Gość Niedzielny” czy „Kozaczek”. Temat wchodzi też do popkultury.

Ale ten moment nie będzie trwał wiecznie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że będzie trwał góra kilka tygodni. Timing jest słowem kluczem. Na osiągnięcia Karasia uwagę staram się zwracać już kilka lat. Już od czasów rekordów dot. podwójnego i potrójnego Ironmana. Zresztą przecież jako przewodniczący Rady Głównej Polskiego Komitetu Sportów Nieolimpijskich byłem głównym orędownikiem aby to właśnie Karasiowi przyznać w 2019r. pierwszego Tytana PKSN. Nagrodę za wielki wyczyn sportowy. Obserwuję go więc już kilka lat i zauważam, że jego osiągnięcia, w sensie komunikacyjnym, mają charakter „eksplodyczny”. Eksplozja jest duża, efektowna ale krótkotrwała mediowo. Zwykle mija parę tygodni i zainteresowanie skokowo zanika.

Obecny wyczyn Roberta ma właściwie charakter okrętu flagowego, który ukierunkowuje uwagę na dyscyplinę i możliwości z nią związane. To jest ten moment kiedy triathlon i osoby z nim związane czy zarządzające w Polsce, powinny wyjść „do ludzi” i po prostu skorzystać z tej unikalnej okazji promocyjno-rozwojowej jaką są obecne zmagania. Ale to wymaga szybkiej reakcji i profesjonalnej strategi komunikacyjnej. Trzeba wiedzieć co, komu i jak komunikować. Trzy zagadnienia a każde z nich na osobną książkę. Jeśli rzeczywiście ktoś chciałby skorzystać z okazji i rozpropagować dyscyplinę musi to robić teraz. Po internecie już teraz właściwie powinny zacząć hulać kampanie social mediowe.

Robert Kita

Przy czym najpierw trzeba „rozbroić” trzy główne hamulce dla dyscypliny. Osprzętowienie, pływanie i koszty. Właściwie trzeba by zacząć od uświadamiania, że dostępne są przecież o wiele krótsze dystanse typu 1/8 Ironman a etapowymi formami wejścia w triathlon może być przecież też spróbowanie najpierw duathlonu czy swimrun, co nawiasem mówiąc też jest dużą szansą dla tych dyscyplin. Trzeba też pokazać czy nawet zachęcić, że każdy może nauczyć się lepiej pływać a i dystanse pływackie mogą być krótkie bo najczęściej to nieumiejętność dłuższego pływania stoi wielu amatorom na drodze do zmierzenia się z triathlonem. No i wreszcie kwestia kosztów, zarówno sprzętu jak i uczestnictwa.

Tak fajnie obecnie rozpropagowany medialnie start Roberta, Adriana Kostery i Tomasza Lusa to gwiazdka z nieba dla tego sportu. Obawiam się tylko tego, że świat polskiego triathlonu tego potencjału może nie wykorzystać, oby nie.

Jako że jesteśmy portalem biegowym to nie uciekniemy od tego tematu. W tym momencie biegi uliczne przeżywają w Polsce regres pod względem frekwencji i mamy wszyscy nadzieję, że sukces Oli Lisowskiej, czyli Mistrzostwo Europy w maratonie, pobudzi powrót biegaczy na ulice. Czy triathlon w Polsce wykorzysta zbliżający się sukces Polaków w Mistrzostwach 10x Ironman?

Fenomenalny sukces Oli na Mistrzostwach w Monachium może być bodźcem i doraźnym tchnięciem życia w biegi uliczne w Polsce, ale na poziomie powszechnym nie spodziewam się rewolucji. Natomiast tydzień przeżywania emocji związanych ze startem Roberta to idealny moment i szansa na nowe życie dla triathlonu w Polsce.  Ale to od środowiska triathlonu i organizatorów imprez zależy jak zostanie on spożytkowany.

Na ich miejscu już dziś rozpocząłbym akcje medialne, także z wykorzystaniem pozaśrodowiskowych, ale znanych osobistości, które jak tylko mogą kibicują Robertowi poprzez media społecznościowe. W dzisiejszej rzeczywistości medialnej, ogromną robotę popularyzującą wyczyny Roberta wykonały takie „niespodziewane” osoby jak Małgorzata Rozenek-Majdan, Tomasz Lis czy Fame MMA wraz z kilkoma zawodnikami i komentatorami. Zanim do gry włączyły się „duże media”, zrobili taką sporą otoczkę medialną i tak radykalnie poszerzyły zakres oddziaływania informacji, że nie wykorzystanie tej sytuacji byłoby grzechem zaniechania.

Na każdym z Nas wrażenie robi wyczyn zawodników. Ale czy nie jest to masochizm i kompletne wyniszczanie organizmu?

Czasem mówi się, że granice ludzkich możliwości nie były, nie są i nie będą nigdy znane. Według mnie Roberta fascynują wielkie wyzwania. Startując najpierw i bijąc rekordy świata w podwójnym i potrójnym Ironmanie, później bijąc rekord świata w 5x Ironman a teraz zmierzając po najlepszy w historii wynik w obłędnym 10x Ironman chce pokazać światu, podobnie jak Jędrek Bargiel w skialpinizmie, że ludzie mogą więcej. Ale też pokazać, że to właśnie Polaków stać na największe sportowe osiągnięcia świata. Natomiast faktem jest także to, że jest to też swoista „droga bólu i cierpienia” ale i nisza w której Robert świetnie się odnalazł.

No i na koniec czego możemy się spodziewać na mecie? Nowego rekordu świata, który należy do Niemca Richarda Junga i wynosi 190:17:17 czy jednak walki do końca z próbującymi gonić przeciwnikami, w tym będącym już na 3 pozycji Adrianem Kosterą.

Możemy tylko domniemywać. Nie tylko dla nas ale i dla zawodników ten dystans to zupełnie nowe doświadczenie. Chyba nikt nie wie jak zachowają się organizmy przy takiej skali wysiłku. Ale jeżeli nie nastąpi jakiś nagły, ponadskalowy kryzys to spodziewam się znacznie poprawionego rekordu świata i to być może przez obu Polaków. Zresztą ich wzajemna konkurencja i napędzanie się mogą dać taki efekt, że wynik ten może być nie do pobicia przez kolejne dziesięciolecia. Szkoda, że Kostera miał takie problemy z rowerem trzeciej nocy zmagań bo to mogło źle wpłynąć na jego siłę mentalną i motywację.

Natomiast od samego początku widzimy, że każdy z nich wystartował z inną taktyką. Adrian nie ukrywał, że najwięcej i świadomie straci na pływaniu ale za to mocno chce zaatakować w części biegowej. Wspominał nawet, że możliwy jest wariant biegu ciągłego. Zresztą widać po aktualnych wynikach jak konsekwentnie wspinał się ku szczytowi klasyfikacji mimo, że pływanie zakończył z wielogodzinną stratą do Karasia. Za to Robert obrał strategię dominacyjną oraz strategię nieprzedłużania wysiłku. Wierzy, że jego organizm jest w stanie na wysokich obrotach pracować nawet po przejechaniu 1800km na rowerze i przepłynięciu 38km. Być może czuje, że dłuższe odpoczynki paradoksalnie mu nie służą. Może rozregulowują. To tylko hipoteza ale obserwuję jak walczy o każdą sekundę, nic nie chce nic stracić, jak aptekarsko wylicza sobie minuty snu.

Domniemuję, ale może zakłada, że w 7 czy 8 dniu rywalizacji organizm może mu się zbuntować i „odciąć baterie” Dlatego m.in. dąży do jak najszybszego skończenia rywalizacji ale i z nowym, wyśrubowanym rekordem świata. Z perspektywy kibica fantastycznie ogląda się ich rywalizację, obaj się napędzają, ale nie możemy zapominać o doświadczonym Jungu oraz będącym na drugiej pozycji Kennethcie Vanthuyne (Belgia), który konsekwentnie robi swoje i od samego początku jest w czołówce i nie daje się dogonić Adrianowi. Za kilka dni zobaczymy kto lepiej zniósł te ekstremalne trudy, przygotował lepszą strategię i osiągnie pierwszy metę w szwajcarskim Buchs. Trzymam mocno kciuki aby to był Polak!

Marek Dłubała
Marek Dłubała

Logistyk z zawodu i w tematach sportowych. Miłośnik statystki i szyderki biegowej. Trener fantastycznej młodzieży z Sekcji Biegowej MLKS Sokół Lubin. Znany na Instagramie jako lysytrener.