5 kwietnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

„Głupcem ten, kto w prostocie życia, nie dostrzega piękna”


Czwartkowy majowy wieczór. Powrót rowerem do domu po ciężkim wieczornym treningu. Wiatr delikatnie muska jego twarz, koty miauczą w niebo-głosy nie dając spać dwunożnym istotom. W powietrzu unosi się zapach świeżo skoszonej trawy. Zapalają się latarnie. Gdzieniegdzie widać ludzkie postury zmierzające do swoich domów. Wejście po schodach na 4 piętro z rowerem nie sprawia mu żadnej trudności, jest wręcz zadowolony ze swoich osiągnięć mijającego już dnia.

Idzie pod prysznic. Ostatnie przed snem zdania wymienione z ukochaną dziewczyną, dziś żoną:
– Dobranoc Kochanie, słodkich snów

On – 23letni chłopak – sportowiec, siatkarz, kładzie się spać, nie zdając sobie sprawy, że dzisiejszy trening był ostatnim w jego sportowej karierze. Nie przypuszczał w jak dramatycznej sytuacji, postawi go życie następnego dnia.

Piątek, odliczanie do 15:00 rozpoczęte. Myśl o weekendzie i możliwościach wykorzystania wolnego czasu napawa energią i zachęca do działania. Jeszcze tylko podróż służbowa –  niedaleko 5km – co może się stać.  A jednak…

Silne, niespodziewane uderzenie w prawą stronę pojazdu. Ślizg bokiem auta na odległość 100m wydawał się wiecznością. Bezsilnie wyciągał rękę i prosił o pomoc innych kierowców. Wewnątrz auta unosi się smród topionego lakieru pomieszany z zapachem pyłu po wybuchu poduszki powietrznej, która niewiele w jego wypadku się przydaje.

–   Cholera – służbowe auto –  pomyślał, nie bacząc na to, jak bezwładne jego ciało obija
się po całym samochodzie.
A jednak coś nad nim czuwa. Pomocna dłoń pracowników robót drogowych, którzy właśnie zaczynali pracę przy budowie mostu, ratownik medyczny podróżujący na trasie.
Szybka i sprawna podróż do szpitala, narkoza przed zabiegiem chirurgicznym, wybudzenie i diagnoza:
– krwiaki porozrzucane po całym ciele
– ubytek tkanki mięśniowej lewej nogi
– silne stłuczenia całego ciała

To i tak nie wystarcza, żeby zostać w szpitalu.
– Tabletek przeciwbólowych nie trzeba przepisywać, młody
jest poradzi sobie, proszę zabrać syna do ortopedy w poniedziałek. W domu też może leżeć – ostatnie słowa lekarza w kierunku jego rodziców. Wypis po trzydziestu paru godzinach.
Droga ze szpitala to istna katorga, każda dziura w drodze, każda nierówność wywoływały ogromny ból.

– Tylko dwa progi zwalniające, i koniec cierpienia – pomyślał
Jednak to dopiero początek jego piekielnie bolesnej przygody. Wejście na 4 piętro to wtarganie bezwładnego, obolałego ciała przez ojca i życzliwego sąsiada.

Pościelone łóżko – nigdy nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele ulgi przyniesie taka prosta czynność, jak położenie się.
Widok psa, który wyje bo nie może podejść do swojego właściciela, nie może wskoczyć mu na ramiona i wylizać po szyi wywołuje skrajne emocje u wszystkich członków rodziny. Sen po tabletka uspokajających i kilku przeciwbólowych Apap’ach nie przynosi ulgi. Wręcz przeciwnie.

W poniedziałek do ortopedy – haha najbliższy termin za miesiąc, a on sam nie może podnieść szklanki z herbatą. Kilkutygodniowe przymusowe leżenie, zmiany opatrunków i bezradność wywołuje różne – czasami niechciane myśli.
– Czy kiedykolwiek stanie na nogi?
– Czy będzie normalnie chodzić?
– Co dalej ? Siatkówka – tak mogę popatrzeć w TV – mówił ironicznie sam do siebie.

Nadchodzi załamanie. Odtrąca wszystkich od siebie. Z nikim nie chce dzielić się odczuciami. Mija kolejny miesiąc – czas leczy rany – bardzo trafne powiedzenie. Najwyższa pora wziąć się w garść. Pokonał silną grawitację łóżka, która wydawał się być niezniszczalna.

Zaczął od lekkich ćwiczeń. Mógł liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół – których wcześniej odtrącił. Niestety  uszkodzenia nie pozwoliły mu wrócić do trenowania jego ukochanej dziedziny sportu.

Pewnego dnia przeczytał w internecie artykuł, że biegać może każdy – Nie miał nic do stracenia, więc wstał i poszedł „wypróbować” swój organizm. Przebyte 2 km wolny truchcikiem sprawiły mu taką frajdę, że postanowił to kontynuować. Drugi, trzeci raz…czwartego już nie było, gdyż powikłania po wypadku znowu się odezwały.

Tak minął rok, drugi. W międzyczasie ślub, nowe mieszkanie. I upragnione wakacje, wyjazd w góry. Odizolowanie się od nawału obowiązków i zjadaczy czasu.
Podanie ręki matce naturze było najlepszym, co mogło go w tym czasie spotkać. Jeszcze wtedy nie wiedział, że będzie to początek czegoś nowego.

pole

W letni wakacyjny poranek jak zawsze poszedł z psem na polanę. Była otoczona z każdej strony górami i lasem. Cisza i spokój. Jakoś tak się złożyło, że zaczął bawić się z psiakiem. Czworonóg zaczął przed nim uciekać, rozpoczął się niekontrolowany pościg i zabawa. Nawet nie wiedział, w którym momencie zgubił klapki. Nie przejmował się tym, że coś go kuje w podeszwy, że może wdepnąć w mrowisko, bądź inną przeszkodę. Przypomniał sobie jak w młodości biegał po kałużach.

pies

Nie myślał o niczym. Liczyła się tylko dobra zabawa. Głupia czynność, a wywołała pozytywne uczucia, których od momentu wypadku nie było zbyt wiele. W każdym człowieku drzemie dziecko – jego zachowanie było tego przykładem. Kontynuował tą poranną czynność każdego poranka. Wychodził i biegał ze swoim psiakiem. Nie miał specjalnych butów za grube pieniądze. Zakładał zwykłe trampki, które wziął ze sobą na wakacje. Gdy zaczęły boleć go stopy pobiegli nad jezioro, gdzie pies gasił swoje pragnienie, a on chłodził swoje strudzone ciało. Przeszedł przemianę niczym Gustaw z „Dziadów” Mickiewicza. W końcu ponownie uwierzył, że może osiągnąć coś więcej niż rutynowy rytm, w którym trwał. Tak minął urlop.

Później było już tylko lepiej. Zakupił sobie odpowiednie obuwie i jak tylko miał okazję wychodził do parku, czy też na tartanowe boisko przed blokiem i biegał kilka kółeczek. Czasami zamieniał „profesjonalne” buty na  wcześniej wspomnie trampki, które w jakimś stopniu stały się dla niego magicznym przedmiotem. Nie odczuwał wtedy żadnego dyskomfortu, wręcz przeciwnie. Było to swoistego rodzaju  przyjemne zmęczenie stopy. On sam postawił sobie jeden cel, zapomnieć o przeszłości – pomyśleć o tym co jeszcze może osiągnąć

Wielu stwierdzi, że nijak ma się temat pracy do biegania i FREEWOLNOŚCI. Wielu stwierdzi, że jest to dobry scenariusz napisany na potrzeby konkursu. Kurde – sam nie mogę w to uwierzyć ale to mnie naprawdę spotkało. Dla mnie WOLNOŚCIĄ stało się wyjście z dołu po wypadku, który trwał ponad dwa lata. A to wszystko dzięki kilku elementom, które zsynchronizowały się w jednym czasie. Dzisiaj już wiem –  bardzo lubię biegać – a zawdzięczam to między innymi mojemu psiakowi.

Powyższy tekst był jednym z dwóch który wygrał w konkursie „FREEWOLNOŚĆ – opowiedz swoją historię i wygraj Nike Free ID”. 

GRATULUJEMY!

Dzięki platformie NIKEiD możesz zaprojektować swój własny model butów NIKE Free Run+ i Nike Free 3.0. na miesiąc przed ich oficjalną premierą w sklepach.