Czy to po prostu europejskie Majorsy? O European Marathon Classics
Europejskie Majorsy czy Klasyki – jaką nazwę przyjmą potocznie European Marathon Classics? EMC to inicjatywa zrzeszająca osiem maratonów europejskich, w ośmiu państwach, ośmiu miastach – Rzym, Wiedeń, Londyn, Madryt, Kopenhaga, Warszawa, Lizbona, Frankfurt. Po co nam to jeżeli są Majorsy? Czy nie wystarczy, że na tamte biegi jest niemożliwym się dostać? Co dalej z Maratonem Warszawskim?
Chociaż podobieństwa względem World Marathon Majors są oczywiste, to występują też ważne różnice, które pozwalają mi wierzyć w to, że EMC może stać się przyjemną zabawą, a nie wieloletnią pogonią za upragnionym miejscem startowym.
Mówię tak przede wszystkim dlatego, że skompletowanie wyzwania wiąże się z ukończeniem zaledwie pięciu z ośmiu biegów. Na liście znajduje się między innymi TCS London Marathon, gdzie notorycznie dostanie się dla amatora graniczy z cudem, jako, że jest to jeden z WMM i prawdopodobnie najbardziej iconic maraton w Europie. Dzięki „ograniczeniu” challenge’u do pięciu biegów, partycypujący mogą skupić się na tych najbardziej dostępnych imprezach, gdzie zapisanie się wymaga jedynie zapisania się, a nie modlitw, błagań, starań i przekrętów. I to mnie pozytywnie nakręca.
fot. materiały prasowe European Marathon Classics
EMC speed run dla kogoś?
Osiem eventów jest rozciągnięte przez osiem miesięcy i rozpoczyna się pod koniec marca w Rzymie (22 marca w 2026 roku), a kończy w październiku we Frankfurcie. Jedynie dwa biegi dublują datę, Londyn i Madryt, które rozgrywają się 26 kwietnia w 2026 roku. Oznacza to, że ambitni biegacze mogą zrealizować wyzwanie w rok bez większych problemów logistycznych, a najszybsi mogli również zauważyć, że pierwsi zdobywcy challenge’u będą mogli odebrać swoje unikatowe medale podczas 48. Maratonu Warszawskiego, 27 września 2026.
I chociaż roczny speed run brzmi jak interesujący challenge, to wydaje mi się, że nie to przyświecało organizatorom.
Mix & match medal
Zarejestrowani biegacze otrzymają okrągły pin za ukończenie każdego biegu z serii, a w momencie wbiegnięcia na metę piątego maratonu, w ich ręce trafi potężny medal z pięcioma miejscami na pamiątkowe piny. Tym samym każdy uczestnik stworzy swoją własną, wyjątkową pamiątkę. W przeciwieństwie jednak do Majorsów, na tym nie musi się skończyć przygoda danego biegacza. Piny będą magnetyczne, miejsc jest pięć, biegów osiem – można zatem tę podróż kontynuować, wymieniać piny na medalu, bawić się tym wyzwaniem na własnych zasadach.
I to jest chyba unikalność European Marathon Classics – to ma być zabawa, przygoda przez którą wiedzie wiele indywidualnych ścieżek, wyzwanie, którego trudność nie polega na niedostępności, kosztach czy ekskluzywności, a na bieganiu, determinacji, chęci poznania i przeżycia czegoś niepowtarzalnego. Twórcy jasno mówią o zachęcaniu biegaczy do turystyki biegowej, do biegania maratonów ale też poznania innych kultur, międzynarodowej integracji, do zauważenia, że więcej nas na scenie europejskiej łączy niż dzieli.
grafika: materiały prasowe European Marathon Classics
Dodatkowo, najbystrzejsi mogli już policzyć ile jest ringów w logo EMC (podpowiedź: tyle co liter w słowie Schönbrunn) – czy to oznacza, że możemy spodziewać się dołączenia kolejnych maratonów do organizacji? Albo, że w przyszłości jeżeli skład Klasyków się zmieni to społeczność pozostanie? Cóż – nie wiem, ale się domyślam.
BTW mam nadzieję, że określenie Klasyki się przyjmie – dobrze to brzmi.
Historyczny moment, historyczne miejsce
Event inauguracyjny odbył się w zabytkowym pałacu Schönbrunn, rozległym, monumentalnym, stanowiącym dawną letnią rezydencję rodu Habsburgów. Lokalizacja wraz z całą otoczką nadawały wydarzeniu dodatkową rangę i czuć było podniosłość tego momentu. Mieliśmy okazję być na tym evencie jako jedyne medium z Polski i odbieramy całą inicjatywę zarówno jako wielki moment dla biegów europejskich, ale przede wszystkim jako jasny sygnał, że Maraton Warszawski gra w najwyższej lidze na równi z innymi.
fot. materiały prasowe European Marathon Classics
Od sceptycyzmu do podniecenia
Osobiście nigdy nie kręciły mnie Majorsy, wizja kombinowania, wydawania tysięcy złotych, biegania w tłumie itd. kłóci się z moim preferowanym obrazem biegania. Lubię biegi uliczne i chociaż mam dobre wspomnienia szczególnie z różnych warszawskich startów to dajcie mi bieg trailowy, intymny, taki który mogę na spokojnie przeżyć, a będę najszczęśliwszy. Weterani największych biegów mówią jednak, że Nowy Jork, Chicago czy Londyn muszę przeżyć, że to niezapomniane wrażenia – ale czy na pewno warte tego zachodu? Mam pewne wątpliwości…
Stąd też cieszy mnie to, że EMC wyznacza własne standardy i wydaje się, że będzie znacznie przystępniejsze. Oczywiście, w pierwszych godzinach po pojawieniu się newsów, malkontenci przewidują 20% podwyżki cen, losowania na każdy z biegów itd. Czy mają rację? Dla mnie nie ma to większego znaczenia. Jeżeli EMC zachęci więcej osób do biegania i turystyki biegowej, to będę się z tego cieszył. To oczywiście ważne, by w świecie biegowym zawsze było miejsce na imprezy lokalne, mniejsze, klimatyczne, ale nie powinniśmy narzekać na rozwój i się przed nim bronić.
Pamiętajcie, każdy z tych maratonów wciąż można będzie przebiec nie biorąc udziału w EMC, ale tym którzy chcą zdobyć piny i stworzyć swój medal życzę powodzenia i jak najlepszej zabawy! I zobaczymy, może sam do tej zabawy dołączę.
Dziękujemy za zaproszenie Fundacji Maraton Warszawski, za możliwość wzięcia w inauguracji tego projektu.
Biegam od 3 lat i przez ten czas spróbowałem wszystkiego od szybkiej piątki do 110km ultramaratonu górskiego. Jestem fanem unikalnych wyzwań, sportu amatorskiego i gór. W bieganiu bardziej interesują mnie historie i emocje niż sprzęt i wyniki. Sport odmienił moje życie i teraz na Instagramie Oficjalnie Maćko motywuję innych do ruszania się.