NB 1080v12
 
30 kwietnia 2014 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

„Bibgate” – oszustwo na Boston Marathon!


Tegoroczny maraton w Bostonie był wyjątkowy z kilku względów. Po pierwsze, zwyciężył w nim Amerykanin Meb Keflezighi, który dobija do czterdziestki. Po drugie, po ubiegłorocznym zamachu na trasie w tym roku organizatorzy dołożyli wszelkich starań by zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom, a amerykańska publiczność – która ma we krwi ekspresyjny, manifestowany w grupie patriotyzm – wyległa tłumnie na ulice, by pokazać, że Ameryka jest silna jednością swych mieszkańców, którzy nie zamierzają dać się zastraszyć terrorystom.

0.jpg

Jednak nie wszystko się udało

Doszło do zdarzenia, które nie tylko każe ponownie zastanowić się nad staraniami organizatorów, by całkowicie kontrolować przebieg wydarzenia, ale jest przede wszystkim po ludzku przykre. Oto Kara Bonneau po biegu weszła na stronę firmy wykonującej zdjęcia uczestników w drodze do mety, by ściągnąć pamiątki swych zmagań z bostońską trasą. Jakież było jej zdziwienie, gdy po wpisaniu numeru 14285 oczom ukazały się nieznajome twarze. I to nie dwie, ani nawet nie trzy. CZTERY.

Czworo zawodników – dwie kobiety i dwóch mężczyzn – pobiegło w poniedziałkowym wyścigu z fałszywym numerem startowym, prawnie należącym do Kary. [Organizatorzy] Zastosowali w tym roku wielorakie środki bezpieczeństwa, które były prawdziwym utrapieniem dla zawodników, ale chodzi o zabezpieczenie imprezy więc zgodziliśmy się na to. Ale teraz wyszło na jaw, że na trasie znajdowały się osoby, o których nikt nie miał pojęcia. Fakt ten każe zastanowić się, czy rzeczywiście było tak bezpiecznie? Szczególnie zważywszy na to, że łatwo byłoby zeskanować numery uczestników wchodzących do stref startowych w celu upewnienia się, iż to nie fałszywki, ale autentyki. – powiedziała Bonneau.

Ukradli jej numer startowy

Dziewczyna opublikowała przed biegiem zdjęcie swojego numeru na Instagramie i facebooku. Najprawdopodobniej oszuści wydrukowali falsyfikaty na wzór oryginału, by w ten sposób zapewnić sobie miejsce na starcie. To działanie jest tym bardziej oburzające, że na bostoński maraton bardzo trudno się dostać. Jak słusznie zauważyła Kara, biegacze, którzy z różnych względów mimo szczerych chęci nie zakwalifikowali się do Bostonu musieli czuć się fatalnie, widząc jak oszuści wbiegają na metę. Jak jednak stwierdził przedstawiciel organizatorów, podobne sytuacje mają miejsce co roku i nie da się z tym nic zrobić. Bonneau wrzuciła zdjęcia szachrajskiej czwórki do portali społecznościowych, by internauci pomogli namierzyć i napiętnować oszustów. Dwoje z nich biegło w koszulkach lokalnych sklepów biegowych. Oba zdecydowanie oświadczyły, iż osób biegnących w ich barwach nie znają i potępiają stanowczo takie krętactwo.

1.jpg

Zdjęcia „cwaniaków”, którzy skopiowali numer startowy

Bibgate

W sieci rozgorzała wirtualna dyskusja wokół, jak nazwano tę aferę, „Bibgate” (od ‘bib’ – określenia na numer startowy). Zewsząd zaczęły napływać opinie rzucające nowe światło na sprawę.

Odezwali się inni pokrzywdzeni. Kiedy Kathy Brown sprawdzała swoje zdjęcia z maratonu, również znalazła na nich obcą osobę. Okazało się, że pewien dyrektor korporacji tak bardzo chciał pobiec z żoną (rok wcześniej biegli razem ale zostali rozdzieleni w wyniku ataku bombowego), że wydrukował jej fałszywy numer. Cóż, miłość nie zna granic…

Szerokiej publiczności śledzącej sprawę uświadomiono (co w Bostonie było tajemnicą poliszynela), że każdego roku w zawodach udział biorą hordy biegnących „na waleta”, wśród których przeważają studenci okolicznych uczelni, a dopiero w bieżącej edycji ze względów bezpieczeństwa zdecydowano się ukrócić ten tradycyjny proceder. Co więcej, okazało się, że dwaj oszuści o numerze 14285 to właśnie byli członkowie uczelnianej drużyny przełajowej, którzy biegli w celach… dobroczynnych. Co do tego, czy w takim razie powinno się ich nazywać oszustami, czy może raczej bohaterami, nie ma póki co zgody. Niektórzy pragnęliby widzieć w nich współczesnych szlachetnych banitów, partyzantów, którzy na wzór Robin Hooda walczą z systemem, by  pomagać potrzebującym.
Organizatorzy poddani presji opinii publicznej obiecali zająć się sprawą. W przeszłości bywało, że biegacze złapani na tym, że noszą podrabiany numer startowy, dostawali zakaz startów w imprezach organizowanych przez BAA (Boston Athletics Association), a więc także w maratonie bostońskim. 
Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl