5 marca 2007 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

42195m


„Radości, zwyciężyliśmy” krzyknął Filippiades po przybiegnięciu z
pól Maratonu do Aten w pełnej zbroi. Wypowiedziawszy te słowa grecki żołnierz
padł martwy na ziemię. Dzisiejszy bieg maratoński jest pamiątką po tym
legendarnym biegu i ogniwem łączącym współczesne igrzyska olimpijskie ze
starożytnością.

Kiedy w rozmowie z nie-biegaczami daję upust swojej biegowej pasji i zaczynam
opowiadać o swoich przeżyciach na trasie maratonu czasami słyszę pytanie:

– No tak, a ile kilometrów ma ten maraton?
– Czterdzieści dwa kilometry i sto dziewięćdziesiąt pięć metrów – odpalam
momentalnie.
– To nie można było tego jakoś równiej wymierzyć?

No właśnie, skąd ten dziwny dystans? Skąd pomysł na taki bieg? Mówią, że
źródłem jest legenda o Filippiadesie…

490 p.n.e.

W tym czasie potężne wschodnie imperium Persów, rozciągające się od Azji do
Egiptu napierało swoją liczną i bezlitośnie dowodzoną armią na tereny Europy. Na
drodze tej machiny wojennej znalazła się federacja małych, demokratycznych
miast-państw: antyczna Grecja. Z czasem sytuacja stawała się coraz bardziej
dramatyczna. W roku 490 p.n.e. armia perska wylądowała na polach maratońskich w
pobliżu najważniejszego z greckich miast-państw: Aten.

Czterokrotna liczebna przewaga Persów była przytłaczająca. Wtedy dowódcy
obrony miasta zdecydowali się wysłać zawodowego biegacza imieniem Filippiades z
prośbą o pomoc. Filippiades biegł do Sparty słynącej z męstwa i rzemiosła
wojennego. Bieg ten zajął mu dwie doby. Niestety, nie otrzymał dobrych wieści –
Sparta obiecała pomoc dopiero po zakończeniu obrzędów religijnych mających trwać
jeszcze parę dni. To oznaczało samotną konfrontację Aten z armią ze wschodu.
Filippiades wrócił biegiem do Aten i po przebiegnięciu ponad 200 kilometrów
w każdą stronę przyłączył się do greckich oddziałów
wyruszających do walki. Był prawdziwym twardzielem.

Mimo tragicznej z pozoru sytuacji sprawy przybrały pomyślny obrót. Po
zaskakującym, samobójczym ataku Ateńczyków sześć i pół tysiąca perskich ciał
leżało na polach Maratonu, a reszta najeźdźców zaczęła się wycofywać. Tracąc
mniej niż 200 żołnierzy Grecy urządzili Persom niezłą rzeź.

Po tej bitwie armia ateńska wyruszyła biegiem do oddalonego o 40 kilometrów
miasta aby oznajmić mieszkańcom radosne wieści i zapobiec poddaniu miasta Persom
przez nieznających wyniku walki mieszkańców.

Po paru dniach na pomoc stawiły się oddziały ze Sparty i pomogły Ateńczykom
ostatecznie zniweczyć perskie plany inwazji Grecji i – kto wie? – zmienienia
charakteru całej współczesnej cywilizacji. Według historyków dramatyczny zryw
Greków broniących Aten był jednym z punktów zwrotnych światowej historii.

Czyżby wszystko było jasne? Nie bardzo. Czytaj więc dalej…

Herodot, od którego dowiedzieliśmy się o historii bitwy pod Maratonem nie
wspomina o samotnym biegu Filippiadesa do Aten. Mało tego, według niego ten
twardziel przebiegł ponad 200km w dwa dni, wrócił, wziął udział w bitwie i
pobiegł z całą armią do domu! Wszystko skończyło się szczęśliwie jak w filmach z
hollywoodu. Jednak później nie wszyscy zgadzali się z Herodotem.

300 p.n.e.

Niejaki Herakleidos Pontikos, filozof grecki, ma nieco inną wersję wydarzeń.
W sobie tylko znany sposób dochodzi do wniosku, że po zwycięskiej bitwie do Aten
nie wyrusza cała armia, lecz posłaniec imieniem Thersippos. Po pokonaniu 40
kilometrów w słońcu, w pełnej zbroi i uzbrojony po zęby Thersippos dostarcza
wieści i pada martwy. Ta wersja jest już bliższa oficjalnej. Ostatecznie
wygładza legendę już nie Grek.

100 r.n.e.

Pisarz Lucianus, czerpiąc zarówno z opowieści Herodota jak i Pontikosa
opowiada o posłańcu, który przypłacił życiem bieg z wieścią o uratowaniu
ojczyzny. Tym posłańcem ma być znany już nam Filippiades. W ten sposób rodzi się
legenda.

Cóż, wszystko wydaje się zgadzać oprócz jednego ale podstawowego drobiazgu:
dziwnego dystansu. Czyżby odległość z pola bitwy maratońskiej została wreszcie
dokładnie zmierzona? Nic z tego. Do dziś wiemy tylko, że z pól Maratonu do Aten
było mniej więcej 40 kilometrów. Dokładny dystans biegu został przyjęty o wiele,
wiele później…

Wiek XIX

Po ponad 2000 lat odżywa tradycja antycznych igrzysk olimpijskich. Według
większości źródeł za autora tego odrodzenia uchodzi Pierre de Coubertin, fanatyk
sportowego stylu życia. Dzięki niemu w 1896 roku zostają rozegrane I Nowożytne
Igrzyska Olimpijskie. Pierwsze tylko z nazwy, bowiem już wcześniej w tym
stuleciu Grecy zdążyli zorganizować igrzyska trzykrotnie.

Bieg maratoński nie jest klasyczną dyscypliną olimpijską. I nic w tym
dziwnego, skoro ostateczna postać legendy o Filippiadesie została ukuta dopiero
sto lat po narodzinach Chrystusa. W tym czasie Grecja od dawna nie była już
miejscem organizacji olimpiad.

Jednak w roku 1896 pracował w uniwersytecie sorbońskim Michel Breal. Był on
filologiem i sądził że bieg na dystansie takim jaki miał pokonać legendarny
Filippiades byłby doskonałym składnikiem nowych igrzysk. Miał on symbolicznie
łączyć olimpiady współczesne z antycznymi. Pomysł najwyraźniej przypadł do gustu
Coubertinowi i jego komitetowi olimpiskiemu bowiem piątego dnia igrzysk, około
godziny 14, grupa biegaczy wyruszyła spod kopca upamiętniającego bitwę sprzed
2500 lat do Aten.

Zwycięzca biegu, 23-letni Spiros Luis, pokonał 40 kilometrową trasę w 2
godziny 58 minut i 50 sekund. Na trasie zatrzymał się tylko raz – wstąpił do
gospody, gdzie wypił szklanicę czerwonego wina…

Jak widzicie długość trasy maratonu była wciąż „okrągła”. Dopiero czternaście
lat później, na igrzyskach olimpijskich w Londynie rozpoczęła się 16 letnia
awantura. Trasa maratonu biegła od zamku Windsor do stadionu White City.
Panujący wówczas w Anglii król Edward VII był gościem na stadionie i trasa biegu
nie mogła kończyć się gdziekolwiek. Meta musiała być tuż pod królewską lożą.
Oznaczało to dodatkowe 2195 metrów. I trasę przedłużono.

Oczywiście londyńska zmiana dystansu spowodowała oburzenie i liczne dyskusje.
Ale najwyraźniej zwolennicy królewskich przywilejów byli w większości bowiem po
szesnastu latach sporów dystans został oficjalnie zaakceptowany. I tak jest do
dziś. Biegamy 42195 metrów.

A Filippiades śmieje się z naszych kusych spodenek i koszulek…

Źródła:

Rik Legrand History of the Marathon

Paul Ostapuk The Marathon Story

Dan Graetzer History of the Marathon

The Hutchinson Encyclopedia marathon

Zbiegniew Zaremba Biegaj razem z nami

Encyclopaedia Britannica

Duane Elmer Smeckert Pheidippides

AAF Los Angeles Olimpic Primer