6 grudnia 2014 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

21 rzeczy, które robisz bez zastanowienia


Każdemu z nas zdarza się robić coś automatycznie. Tak to już jest, że życie składa się z wielu nawyków, o których nie myślimy. Inną sprawą jest to, że biegając przez wiele lat w końcu przestajesz zastanawiać się nad otaczającą Cię rzeczywistością. Codzienność powoli wrzuca Cię we wzory zachowań, które przestajesz dostrzegać. W czym taki automatyzm pomaga, a kiedy lepiej zatrzymać się, by coś zmienić?

1.jpg

1. W czasie biegania masz genialne myśli
Znasz to? W trakcie biegu odkrywasz nagle odpowiedź na dręczące Cię problemy. Coś, co sprawiało tyle kłopotu niespodziewanie staje się jasne jak słońce. W czasie treningu masz czas na refleksję, podjęcie decyzji, pozbieranie myśli, dlatego najlepsze rozwiązania przychodzą dużo łatwiej. Odnajdujesz nawet życiową równowagę. Niestety może okazać się, że po treningu nie pamiętasz już, jak to właściwie było, ale nie ma co się przejmować. Może po prostu musisz wybrać się jeszcze raz?

2. Funkcjonujesz od wczesnego rana i chodzisz spać pozytywnie zmęczony

Po jakimś czasie uczysz się powstrzymać sygnały płynące z Twojego ciała. Organizm domaga się snu, ale masz coś ważnego do zrobienia i umiesz nad nim zapanować. Potrafisz wypracować sobie mechanizm treningowy, który pozwala w miarę normalnie funkcjonować i być aktywnym wtedy, kiedy trzeba. Czyli uporządkować dzień. Potrafisz wstać rano, a po całym dniu nie masz też problemów z zaśnięciem. Racjonalny trening pomaga szybko zasnąć, i to nawet czasem całkiem wcześnie. Wiecie już, dlaczego bieganie jest świetnym lekarstwem na stres i bezsenność?

3. Przeciągasz się rano, aby poczuć jak się czujesz

Pierwszą rzeczą, jaką robisz rano po cięższym treningu jest „oszacowanie strat” z dnia poprzedniego. Jeśli jest źle (a czasem jest), zaczynasz myśleć nad sposobem, jak przeżyć ten kolejny dzień. Poranne przeciąganie to zwykły odruch, ale z drugiej strony działa prawie tak, jak lekarska diagnoza. Mówi nam, czy trening aby nie jest trochę za ciężki. Znacie to z doświadczenia?

4. Jesz dla poprawy wyników

Jedziesz w nowe miejsce i zaczynają się kłopoty. Trzeba przecież znaleźć coś „normalnego” do jedzenia. Oprócz tego Twoja rodzina i znajomi powoli dają Ci do zrozumienia, że powinieneś „normalnie” zjeść, a nie tylko ciągle kombinować, co możesz, a czego nie. Problem pogłębia się, kiedy jedziesz w odwiedziny. Jednak nie martw się, że coś z Tobą nie tak. Dzieje się to dlatego, że jesteś już świadomym biegaczem i dbasz o siebie. A to kolejny stopień w biegowym rozwoju.

5. Masz większy apetyt

Zostając jeszcze przy sprawach żywieniowych. Czy nie zauważyliście, że ludzie, którzy nie biegają, jedzą mniej? Właściwie przy Tobie często wyglądają tak, jakby w ogóle nie jedli. Wydają się jakimiś czarodziejami, którzy nie potrzebują zjeść normalnego posiłku, tylko żywią się samą kawą. Biegacz uwielbia zjeść. I to nie byle co, tylko coś sycącego i smacznego. A nawet jeśli coś Ci nie smakuje, ale ma sprawić, że będzie biegało się lepiej, zdarzy Ci się tego spróbować. Niestety od pewnego etapu wtajemniczenia głównym celem staje się napełnienie „zbiornika” na kolejny ważny trening. Jedzenie to też nagroda za wykonany trening, ukoronowanie dnia. I weź to wytłumacz komuś, kto nie biega.

6. Odpowiadasz: „Nie dam rady, mam trening”.

Każdy biegacz powiedział to zdanie w swoim życiu już pewnie wiele razy. A jeśli nie, to bez wątpienia zdarzy Ci się to nie raz. Oto przykłady pytań:
– Wychodzisz dziś z nami wieczorem?
– Może spróbujesz tego śledzika na drugie śniadanie?
– Idziesz na tą imprezę w piątek?

7. Mówisz, że pogoda nie gra roli

Kiedy już solidnie „wkręcisz” się w regularne bieganie okazuje się, że żadna pogoda nie jest Ci straszna. Czy jednak każda aura jest do biegania dobra? Nie do końca. Wiesz, że pogoda ma znaczenie. To, czy wyjdziesz na trening w czasie największej ulewy, czy poczekasz, może diametralnie zmienić skuteczność takiego treningu. I nikt mi nie wmówi, że trening przy fatalnej pogodzie jest przyjemny. Może i nie jest, ale satysfakcja po nim jest o niebo lepsza!

8. Poznajesz nowych przyjaciół

Każdy z Was może zastanowić się, jak łatwo przychodzi poznawanie ludzi w grupie treningowej. Przez samo wspólne bieganie. Dzięki bieganiu łatwiej spotykasz nowych przyjaciół. A to umówisz się przez forum na wspólne bieganie, a to poznasz kogoś na stadionie i zagadasz: „Co dzisiaj biegasz”, by taka rozmowa prędko przerodziła się w znajomość. Takich historii są setki. Z moich doświadczeń wynika, że bieganie uczy pewności siebie. Biegacz wie, że jest świetną osobą. Ma czas na trening i życie rodzinne, jest w formie, więc lubi o tym pogadać. A po treningu nie traci tej pewności siebie. Dlatego właśnie biegacze w swoim środowisku szybko stają się dobrymi przyjaciółmi. W naszej ludzkiej hierarchii ustalamy sobie oczekiwania wobec innych. A spełniają je najczęściej osoby, które robią podobne rzeczy i podobnie się zachowują. Kto będzie lepiej rozumiał biegacza jeśli nie inny biegacz? Nic tak nie scala ludzi jak dzielenie zmęczenia, osiąganie upragnionego celu, wspólne rozmowy. Szybko tworzą się silne więzi. Słyszałem o przypadku dwóch biegaczy, którzy generalnie „nie lubili się”. Wystarczył jeden wspólny, ale bardzo ciężki trening, by zakopali topór wojenny. Od tego czasu przyjaźnią się i trenują razem już kilka dobrych lat. Można? To właśnie moc biegania!

9. Nie eksperymentujesz z „cudownymi poradami i trickami”

Znasz przysłowie: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”? Otóż w przypadku biegania może nie trzeba od razu się przewrócić, ale niekiedy musisz poznać na własnej skórze, że nie wszystkie „cudowne porady i tricki” działają. Słyszałeś pewnie nie raz różne świetne porady i bez większego zastanowienia próbowałeś wprowadzić je w życie. I często kończyło się biegunką przed startem, kłopotami żołądkowymi w trakcie, kontuzjami, zmarnowanym wyjazdem i tak dalej. Po jakimś czasie przestajesz bawić się w eksperymenty. Do czasu odkrycia kolejnej genialnej metody…

10. Walka z bólem

Ciężko wytłumaczyć komuś, kto nie biega, jak to jest przezwyciężać zmęczenie, ból, własne granice. Jeśli zabierzesz towarzysza na swój trening (najlepiej ciężki), a ona lub on zapyta się Ciebie na koniec ostatniego odcinka: „Było ciężko?”, to szczerze wątpię, czy da się to opisowo wyjaśnić. Walka z bólem to często nieświadoma, ale nieodłączna część szybkiego biegania. Od czasu do czasu warto nawet przypominać sobie, że nauczyłeś się w swoim życiu przełamywania tego cierpienia. Żeby przypadkiem nie dokładać sobie tego zmęczenia za dużo…

11. Radzenie sobie w stresujących sytuacjach

Jak każdy jesteś narażony na nieprzyjemne sytuacje. Jednak to, jak sobie z nimi radzisz to inna sprawa. Od dawna wiadomo, że sport pomaga radzić sobie w życiu. Dzięki niemu łatwiej uodporniamy się na porażki (jeśli rywalizujemy), łagodzimy stres, uspokajamy skołatane nerwy. Mam nawet dalej płynące wnioski. Z moich obserwacji wynika, że biegacz, który jest kiepskim tancerzem, a mimo to znajdzie się (przypadkiem) na parkiecie, radzi sobie tam całkiem nieźle. Ponadto, im więcej oczu jest w niego wpatrzonych, tym lepiej mu idzie! Czy nie tak samo jest podczas biegu, kiedy nie masz już właściwie sił, a wzrok ludzi stojących obok dodaje Ci energii?

2.jpg

12. Motywujesz innych

Jeśli biegasz wspólnie z drugą osobą nierzadko nawet nie zauważasz, jak bardzo wpływasz na biegowego towarzysza i jego zapał. Jednego dnia, nawet jeśli bardzo mu się nie chce, Twoja obecność zadziała motywująco i będzie o umówionej godzinie w umówionym miejscu. Innym razem to on zrewanżuje Ci się tym samym. Zdarza się co prawda, że takie wspólne bieganie zamienia się w wyścig (co niestety już takie dobre nie jest), ale to raczej okazjonalne sytuacje. To, że motywujesz innych (nawet nieświadomie) to rewelacyjna sprawa, bo Twój zapał przenosi się na innych. A ich zapał „zaraża” kolejnych, i kolejnych…

13. Potrafisz odróżnić zwykły ból od głębszego problemu zdrowotnego

Z czasem nabierasz doświadczenia w kwestii oszacowania kontuzji. Początkowo przychodzi to z trudem, ale po pewnym czasie wiesz już, na co uważać, a co jest niegroźne. Istnieje takie zjawisko jak bóle fantomowe pojawiające się tuż przed ważnym startem. Jest to nagły ból (np. nogi, kolana, biodra, pleców lub jakiegoś wewnętrznego organu), który jakimś dziwnym trafem przytrafia się niedługo przed biegiem. Obawiasz się kontuzji, masz nietypowe symptomy, ale bez oczywistego powodu. Normalnie w trakcie roku ignorujesz takie „ukłucia” czy bóle, ale przed samym startem przesadnie je wyolbrzymiasz podczas tzw. „napięcia przedstartowego”, co doprowadza Cię do szaleństwa. Kontuzje mogą się niestety przytrafić, więc trzeba podejść do sprawy poważnie. Ale „urazy” na tle nerwowym to równie możliwe zjawisko. Z czasem nabierzesz doświadczenia, które pozwoli właściwie ocenić, z czym masz do czynienia.

14. Spotykasz swoją miłość

Jak wiemy biegi uliczne w większości przypadków są rozgrywane koedukacyjnie. Podobnie treningi biegowe, sprzyjając poznawaniu się kolejnych par. Wszyscy znamy przypadki gorących miłości i wielu małżeństw biegaczy. Na długim, spokojnym rozbieganiu można do woli porozmawiać praktycznie o wszystkim, więc jest to świetna okazja do poznania się bliżej. A więc, Drogie Panie i Drodzy Panowie, którzy szukacie „drugiej połówki”, może pora zapisać się do jakiejś grupy biegowej?

15. Sprawdzasz biegowe „newsy”

Kiedy złapiesz biegowego „bakcyla” szybko okazuje się, że chcesz wiedzieć więcej i więcej. Czytasz więc informacje o treningu, rozciąganiu, ćwiczeniach, regeneracji, odżywianiu, gadżetach. Zawsze można znaleźć coś ciekawego. Problem pojawia się wtedy, kiedy różne osoby mówią inne rzeczy na ten sam temat. Z drugiej jednak strony dobrze jest poznać odmienne opinie, aby wyrobić sobie własną. Oby tylko czytanie o bieganiu nie stało się ważniejsze od samego biegania…

16. Notorycznie odmawiasz

Jesteś mistrzem w mówieniu: „Nie mogę, bo mam już w planie co innego”. „Jestem akurat zajęty”. „Nie dam rady dzisiaj”. Świetnie, jeśli potrafisz odnaleźć w życiu równowagę pomiędzy treningiem a innymi rzeczami i dobrze gospodarujesz czasem. Gorzej, jeśli mówisz tylko o treningu, regeneracji, odżywianiu, spaniu, zawodach, a na inne rzeczy jesteś zbyt zajęty. Jeśli tylko chcesz, na wszystko znajdziesz czas. Tego nie warto robić mechanicznie.

17. Masz pozytywne nastawienie do życia

Dzięki bieganiu wierzysz, że możesz wygrać każdą walkę, jaką przyjdzie Ci w życiu stoczyć. Rodzi się to w Tobie powoli, ale z każdym kolejnym rokiem poziom pewności siebie wzrasta. Dzieje się to dość proporcjonalnie do ilości wybieganych kilometrów. Mechanizm tego jest dość skomplikowany (słynne endorfiny, dotlenienie, lepsza wydolność), ale bieganie obniża poziom stresu, a nawet powoduje coś w rodzaju euforii. To, co „robi z Tobą” trening biegowy pozwala Ci poczuć się jak Supermen. Nawet jeśli jesteś osobą, która nie słynie z dużej waleczności (przynajmniej takie sprawiasz początkowo wrażenie), podczas maratonu (i po nim) stajesz się bohaterem. Takich przykładów znamy tysiące. I nie chodzi o chojraków, którzy rzucają się z motyką na słońce, ale o tych, którzy przez olbrzymią pracę nad sobą przełamują swoje granice, osiągając niemożliwe. A później już wszystko staje się łatwiejsze. Pozostaje tylko wyznaczyć kolejny cel.

18. Chcesz wykonać plan treningowy najlepiej jak się da i nie mieć przy tym kontuzji

To już poważna sprawa. Zbyt często o tym nie myślisz, ale balansujesz na cienkiej granicy wyniku i kontuzji. Przykład, który to zobrazuje jest bardzo prosty. Zapytaj się kogoś, kto biega, czy pójdzie z Tobą pograć w piłkę nożną (albo coś innego) przed jakimś długo oczekiwanym biegiem. Na pewnym etapie już nawet przez głowę Ci nie przejdzie, żeby robić zwariowane rzeczy poza bieganiem. Strach przed kontuzją (zwłaszcza jeśli w przeszłości jakieś problemy już się pojawiały) skutecznie staje na drodze takim „wybrykom”. Czy słusznie? Znajdą się tacy, którzy oprócz biegania nie będą robić nic. Ale znam też takich, którzy robią dodatkowo setki innych rzeczy i na nic nie narzekają. Wiem, że w pewnych przypadkach warto już chłodzić swój zapał do sytuacji niepewnych. Każdy człowiek uczy się kalkulować ryzyko, na jakie naraża swoje ciało. Zaczynasz się więc zastanawiać: „A jeśli złapię kontuzję, to pewnie długo będę dochodził do siebie. Czy stracę cel, nad którym tak długo pracowałem? Czy to jest tego warte?”

19. Żartowanie z początkujących

Zdarzają się ludzie (nazywani w biegowym światku „cywilami”), którzy przychodząc na stadion lekkoatletyczny czy ścieżkę biegową zachowują się „inaczej”. Pytają o takie podstawowe dla biegacza rzeczy, jak: „Ile ma jedno okrążenie na stadionie?” albo po prostu biegają za szybko, a później cierpią gdzieś skuleni obok w krzakach. Mając już pewne doświadczenie uśmiechasz się tylko pod nosem i czekasz na to, aż zapytają Cię o radę. A czasem (nawet nieświadomie) odpowiadasz im z pewną dozą lekceważenia. Pamiętaj, że Ty też kiedyś zaczynałeś. Nie dyskryminuj innych. Chociaż rzeczywiście niektórzy są po prostu całkiem zabawni :-).

20. Tłumaczysz się, dlaczego poszło źle

Może to się wydawać śmieszne, ale często już w trakcie ciężkiego treningu albo nieudanych zawodów wiemy, ile przeróżnych kataklizmów akurat nam dzisiaj się przytrafiło. Nie mówię tu oczywiście z zamiarem krytyki takiego postępowania, bo usprawiedliwianie się jest naturalnym odruchem i sam często tak mam. Ale nie da się ukryć, że jeśli mamy kiepski dzień, wtedy wszystko idzie nie tak jak trzeba. A to pogoda fatalna, a to trasa ciężka, a to przeziębienie, a to coś boli, buty nie pasują, żel nie posmakował… Tymczasem trafiają się też takie dni, że wszystko idzie jak po maśle. Nie czujemy huraganowego wiatru, nie mamy kryzysów, buty jakieś lżejsze. Zabawnie się potem czyta blogi dwóch osób z tego samego biegu, kiedy jednej wszystko nie pasowało, a druga opisuje swój „start życia”. Cóż, jeśli jest forma, nagle znika wiele niesprzyjających okoliczności. A jeśli zabrakło treningu, przeszkody wyrastają jak grzyby po deszczu. Czyż nie?

21. Nie lubisz przegrywać

Jeśli jesteś biegaczem, któremu nie zależy na poprawianiu rekordów życiowych, zwiększaniu dystansu, przełamywania barier, to Twój wybór. Rób swoje. Różne są motywacje do biegania. Możesz nie lubić rywalizacji. W zupełności to rozumiem. To tak jak z grami komputerowymi. Niektórych nie przekonasz, innych nie odciągniesz. Ale samo to, że wychodzisz pobiegać jest już zwycięstwem. Jeśli któregoś dnia nie pójdziesz na trening, może pojawić się odczucie przegranej. A tu działa już argument lekkiej rywalizacji. Z samym sobą, ze spełnieniem swojej potrzeby. Bo nasza natura jednak chyba nie lubi przegrywać. Każdy ma w sobie instynkt rywalizacji, choć czasem może on pozostać w ukryciu. Rywalizacja pozwala odkryć wewnętrzne zasoby mówiące: „Czy jesteś w stanie się poświęcić?” Albo: „Ile możesz z siebie dać?” Pozwala poznać swoje wewnętrzne ograniczenia i odkryć prawdę o nas samych.
Wielu rzeczy w Twoim życiu nie musisz kontrolować. Po prostu „dzieją się”. Mimowolnie doświadczasz więc zarówno pozytywnych, jak i negatywnych skutków takiego stanu rzeczy. Jeśli jednak na chwilę zastanowisz się nad tym, co dało Ci bieganie, szybko okaże się, jak wiele temu zawdzięczasz. Dzięki swoim treningom stałeś się innym człowiekiem. I szybko dostrzeżesz co tracisz, kiedy nie biegasz.