No, dziś jakoś poszło. Może to kalorie z wczoraj, może coś innego, nie wiem. Tak czy siak:
Pt, 13.02.2026:
Powtórka sprzed 3 tygodni, czyli 10x1'/2'. Przed rozgrzewka i po schłodzenie, standardowo. Całościowo wyszło:
--- 48min, 8.34km (5:45/km), śr. tętno 159.
Trening wszedł w zasadzie niemalże identycznie jak ten sprzed 3 tygodni, tylko prędkości nieco większe. Poniżej tempa poszczególnych minutówek:
1, 2, 3 - 3:56/km
4, 5, 6 - 3:53/km
7, 8 - 3:50/km
9 - 3:47/km
10 - przyspieszanie 3:45-3:40/km
Przerwy zostawiłem identyczne jak ostatnio, czyli 7:03/km. Trening na pewno było trochę łatwiej wykonać niż ostatnio, bo jednak nie było takiej duchoty jak wtedy. Ogólnie fajna robota.
Przebieg tygodniowy - 24.5km (-0.8km)
Aktualny stan wagi - 70.4kg (-0.0kg) - słabo micha przytrzymana w tym tygodniu, a wczoraj to już w ogóle, więc nie dziwota, że waga się zatrzymała. I tak myślałem, że bardziej podskoczy.
wolnykaszub vs 20km tygodniowo
Moderator: infernal
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 101
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 101
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Początek tygodnia był bez fajerwerków, ale co piątkowy trening oddał to głowa mała. Do tego waga leci, zapowiadają ocieplenie, wszystko na plus. A zatem - oto co się działo w ostatnim tygodniu:
Wt, 17.02.2026:
Pobiegać udało się dopiero we wtorek, zamiast, jak przeważnie, w poniedziałek, więc zamieniłem kolejność treningów. Dziś walnąłem ląga, żeby zdążyć zregenerować się do akcentu w piątek. Trening taki ani na plus ani na minus. Tempo takie prawie easy+ i odczuciowo też prawie easy+. Robione na bieżni mechanicznej.
--- 60min, 9.32km (6:26/km), śr. tętno 146.
Śr, 18.02.2026:
Dzisiaj już wyszedłem na odmrażanie tyłeczka. Aczkolwiek temperatura to była przyjazna, niestety najgorzej dawały się we znaki warunki. Połowa biegu to pilnowanie, żeby nie wywinąć orła. No i czułem trochę w nogach wczorajszego ląga. Tempo w sumie easy, odczuciowo bardziej easy+.
--- 45min, 6.86km (6:34/km), śr. tętno 148.
Na koniec 4 przebieżki po 60m. Bardzo luźne, bo raz, że ślisko, a dwa, bo jednak nogi nie za świeże - 14.1s, 14.4s, 12.6s i 12.3s.
Pt, 20.02.2026:
Dzisiejszy trening można podsumować klasycznym określeniem - dzień konia. Zgodnie z planem zaaplikowałem sobie 3x(8'/3') na mojej ulubionej bieżni mechanicznej. Już na rozgrzewce czułem, że noga podaje. Odcinki 8minutowe były biegane następująco:
1 - 4:55/km - wszedł tak lekko, że aż ciężko było mi uwierzyć.
2 - 4:50/km - dopiero tutaj zacząłem czuć jakąś pracę, ale środkowy odcinek zawsze jest dla mnie jakiś trudniejszy mentalnie.
3 - 4:45/km - pierwsze 5 minut tym tempem, pełna kontrola, duży zapas. Ostatnie 3 minuty stopniowe przyspieszanie do 4:36/km, cały czas 100% kontroli. Móglbym jeszcze pewnie z 5 minut pociągnąć tym tempem.
Trening bajka. Czy to jednorazowy wybryk, czy wzrost formy, nie wiem. Chciałbym w końcu móc to zweryfikować na jakichś zawodach albo chociaż w jakimś teście.
Z rozgrzewką i schłodzeniem wyszło:
--- 48min, 8.59km (5:35/km), śr. tętno 156.
Przebieg tygodniowy - 25.4km (+0.9km) - stabilne 25.
Aktualny stan wagi - 69.3kg (-1.1kg) - zawsze podaję wagę z rana na czczo z dnia, w któym robię główny akcent (czyli najczęściej piątek). Dzisiaj za to waga pokazała 68.6kg... co by oznaczało, że do założonego celu został jakiś kilogram. Jest to mój mały sukces, nie będę ukrywał. Szczerze, to niewykluczone, że będę jednak chciał zejść trochę niżej. Póki tak to idzie a ja czuję się całkiem dobrze, to myślę, że spróbować warto.
Wt, 17.02.2026:
Pobiegać udało się dopiero we wtorek, zamiast, jak przeważnie, w poniedziałek, więc zamieniłem kolejność treningów. Dziś walnąłem ląga, żeby zdążyć zregenerować się do akcentu w piątek. Trening taki ani na plus ani na minus. Tempo takie prawie easy+ i odczuciowo też prawie easy+. Robione na bieżni mechanicznej.
--- 60min, 9.32km (6:26/km), śr. tętno 146.
Śr, 18.02.2026:
Dzisiaj już wyszedłem na odmrażanie tyłeczka. Aczkolwiek temperatura to była przyjazna, niestety najgorzej dawały się we znaki warunki. Połowa biegu to pilnowanie, żeby nie wywinąć orła. No i czułem trochę w nogach wczorajszego ląga. Tempo w sumie easy, odczuciowo bardziej easy+.
--- 45min, 6.86km (6:34/km), śr. tętno 148.
Na koniec 4 przebieżki po 60m. Bardzo luźne, bo raz, że ślisko, a dwa, bo jednak nogi nie za świeże - 14.1s, 14.4s, 12.6s i 12.3s.
Pt, 20.02.2026:
Dzisiejszy trening można podsumować klasycznym określeniem - dzień konia. Zgodnie z planem zaaplikowałem sobie 3x(8'/3') na mojej ulubionej bieżni mechanicznej. Już na rozgrzewce czułem, że noga podaje. Odcinki 8minutowe były biegane następująco:
1 - 4:55/km - wszedł tak lekko, że aż ciężko było mi uwierzyć.
2 - 4:50/km - dopiero tutaj zacząłem czuć jakąś pracę, ale środkowy odcinek zawsze jest dla mnie jakiś trudniejszy mentalnie.
3 - 4:45/km - pierwsze 5 minut tym tempem, pełna kontrola, duży zapas. Ostatnie 3 minuty stopniowe przyspieszanie do 4:36/km, cały czas 100% kontroli. Móglbym jeszcze pewnie z 5 minut pociągnąć tym tempem.
Trening bajka. Czy to jednorazowy wybryk, czy wzrost formy, nie wiem. Chciałbym w końcu móc to zweryfikować na jakichś zawodach albo chociaż w jakimś teście.
Z rozgrzewką i schłodzeniem wyszło:
--- 48min, 8.59km (5:35/km), śr. tętno 156.
Przebieg tygodniowy - 25.4km (+0.9km) - stabilne 25.
Aktualny stan wagi - 69.3kg (-1.1kg) - zawsze podaję wagę z rana na czczo z dnia, w któym robię główny akcent (czyli najczęściej piątek). Dzisiaj za to waga pokazała 68.6kg... co by oznaczało, że do założonego celu został jakiś kilogram. Jest to mój mały sukces, nie będę ukrywał. Szczerze, to niewykluczone, że będę jednak chciał zejść trochę niżej. Póki tak to idzie a ja czuję się całkiem dobrze, to myślę, że spróbować warto.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 101
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
No no, w tym tygodniu, przynajmniej jak dotąd, klaruje się coś fajnego. Wszystko wskazuje na to, że ostatni trening 3x8' to nie był dzień konia, tylko faktyczny wzrost formy. Jeszcze potrzebuję potwierdzenia w jakimś teście, ale póki co wygląda to tak:
Pn, 23.02.2026:
W końcu, ale to w końcu pogoda zrobiła się nieprzeszkadająca w bieganiu. W końcu można rzeczywiście jakoś odbić się od podłoża, nie zatapiać nogi w śniegu i nie ślizgać się przy wybiciu. Nagle człowiek czuje się jakby frunął. Cyferki mówią same za siebie.
--- 45min, 7.24km (6:13/km), śr. tętno 150.
Tempo easy+ realnie przesunęło się do przodu. Czuję to i w nogach i płucach.
Na koniec jeszcze 4 całkiem luźne przebieżki po 60m: 11.s, 11.2s, 10.7s i 10.6s.
Śr, 25.02.2026:
Okoliczności życiowe zmusiły mnie do wykonania ląga w środę zamiast we wtorek. Pierwszą połowę dystansu psycha nie dowoziła... miałem wrażenie, że ciągnę za sobą nogi, próbowałem na siłę podnosić kolano i złapać luz. Jak się potem okazało, kiedy sprawdzałem staty po treningu (w trakcie nigdy nie patrzę na zegarek - zawsze staram się biec na samopoczucie i jak noga podaje) biegłem tempem, które jeszcze niedawno było dla mnie tempem easy+ (czyli koło 6:40/km), a tętno miałem jak przy 7:30/km parę miesięcy temu. Dopiero w drugiej połowie treningu zdałem sobie sprawę, że biegłem sztucznie wolno i na ogromnym hamulcu, bo gdy na ostatnich 3 kilometrach puściłem nogę (6:00-6:15/km) dalej biegłem niemal w całkowitym komforcie.
--- 60min, 9.10km (6:36/km), śr. tętno 137(!).
Jeszcze nie wiem co pobiegam jutro. Jak będę czuł się na siłach, to chyba skuszę się na Test Coopera. Jak nie, to może jakaś zabawa biegowa. Ale na pewno nie chcę już jechać na taśmę.
Pn, 23.02.2026:
W końcu, ale to w końcu pogoda zrobiła się nieprzeszkadająca w bieganiu. W końcu można rzeczywiście jakoś odbić się od podłoża, nie zatapiać nogi w śniegu i nie ślizgać się przy wybiciu. Nagle człowiek czuje się jakby frunął. Cyferki mówią same za siebie.
--- 45min, 7.24km (6:13/km), śr. tętno 150.
Tempo easy+ realnie przesunęło się do przodu. Czuję to i w nogach i płucach.
Na koniec jeszcze 4 całkiem luźne przebieżki po 60m: 11.s, 11.2s, 10.7s i 10.6s.
Śr, 25.02.2026:
Okoliczności życiowe zmusiły mnie do wykonania ląga w środę zamiast we wtorek. Pierwszą połowę dystansu psycha nie dowoziła... miałem wrażenie, że ciągnę za sobą nogi, próbowałem na siłę podnosić kolano i złapać luz. Jak się potem okazało, kiedy sprawdzałem staty po treningu (w trakcie nigdy nie patrzę na zegarek - zawsze staram się biec na samopoczucie i jak noga podaje) biegłem tempem, które jeszcze niedawno było dla mnie tempem easy+ (czyli koło 6:40/km), a tętno miałem jak przy 7:30/km parę miesięcy temu. Dopiero w drugiej połowie treningu zdałem sobie sprawę, że biegłem sztucznie wolno i na ogromnym hamulcu, bo gdy na ostatnich 3 kilometrach puściłem nogę (6:00-6:15/km) dalej biegłem niemal w całkowitym komforcie.
--- 60min, 9.10km (6:36/km), śr. tętno 137(!).
Jeszcze nie wiem co pobiegam jutro. Jak będę czuł się na siłach, to chyba skuszę się na Test Coopera. Jak nie, to może jakaś zabawa biegowa. Ale na pewno nie chcę już jechać na taśmę.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 101
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Pt, 27.02.2028:
Dzisiejszy trening był świetny i do dupy zarazem. Do dupy, bo tempo było mocno szarpane, zero wyczucia po takiej przerwie od akcentów na zewnątrz. A był świetny, bo udało się mocno pobiegać i nawet nieźle to szło. I zdaje sie się, że poszedł fajny progres, jak porównuję ten trening do podobnego sprzed 3 miesięcy.
Ogólnie do zrobienia było 2x(6x1'/1'), p. 2'. Totalnie na wyczucie i na samopoczucie. Szybsze minuty chciałem biec takim powiedzmy życzeniowym T3, wolniejsze w truchcie (średnio 6:34/km). Wyszło tak:
1 - 3:42/km - mamma mia, chyba się za bardzo podekscytowałem tą pogodą. Przestrzelone fest, do tego akurat było trochę z górki, co dodatkowo napędziło tempo.
2 - 4:02/km - lekka korekta i już trochę lepiej. Po tych dwóch odcinkach stwierdziłem, że fajnie by było celować w takie 4:10.
3 - 4:09/km - no, prawie idealnie. Oby to utrzymać, bo czułem jednak w płucach te pierwsza dwa przestrzelone odcinki.
4 - 4:11/km - miodzio
5 - 4:23/km - tu chyba kara za pierwszy odcinek, podświadomie zluzowałem, bo bałem się, że skończę po pierwszej serii.
6 - 4:11/km - miodzio x2.
2 minuty przerwy w truchcie po 6:30/km i jazda z drugą serią.
7 - 4:17/km - trochę za lekko.
8 - 3:56/km - próba korekty i przestrzelone w drugą stronę.
9 - 4:10/km - w końcu w punkt. Jeszcze 3 i koniec.
10 - 4:06/km
11 - 4:07/km
12 - 3:48/km - na ostatnim standardowo pozwoliłem sobie bardziej przycisnąć.
Średnia ze wszystkich szybszych odcinków wyszła 4:05/km. 3 miesiące temu to było 4:27/km przy bardzo podobnych odczuciach. Przerwy też wyraźnie szybsze, wczesniej po około 7:00, teraz około 6:30.
Całościowo z rozgrzewką i schłodzeniem:
--- 50min, 8.99km (5:34/km), śr. tętno 163.
Przebieg tygodniowy - 25.9km (+0.5km)
Przebieg w lutym - 101km
Aktualny stan wagi - 68.7kg (-0.6kg) - a zatem, jeśli chodzi o wagę, stawiam sobie nowy cel - 65kg. Niżej już na pewno nie chcę schodzić. Potem zamierzam sobie przez jakiś czas oscylować wokół tej wagi, pewnie przynajmniej do ślubu. Po podróży poślubnej pewnie będzie co zrzucać.
Plan na najbliższy tydzień jest taki:
Wt, 03.03.2026 - ląg z przyspieszeniem. Pierwsze 40' spokojnie, ostatnie 20' przyspieszanie na czuja.
Czw, 05.03.2026 - lekkie 45' + pewnie jakieś przebieżki.
Sb, 07.08.2026 - start w parkrunie. Pora w końcu zrobić jakiś sprawdzian formy. Przy okazji to będzie mój debiut w parkrunie, już od dawna byłem ciekaw jak to wygląda.
Dzisiejszy trening był świetny i do dupy zarazem. Do dupy, bo tempo było mocno szarpane, zero wyczucia po takiej przerwie od akcentów na zewnątrz. A był świetny, bo udało się mocno pobiegać i nawet nieźle to szło. I zdaje sie się, że poszedł fajny progres, jak porównuję ten trening do podobnego sprzed 3 miesięcy.
Ogólnie do zrobienia było 2x(6x1'/1'), p. 2'. Totalnie na wyczucie i na samopoczucie. Szybsze minuty chciałem biec takim powiedzmy życzeniowym T3, wolniejsze w truchcie (średnio 6:34/km). Wyszło tak:
1 - 3:42/km - mamma mia, chyba się za bardzo podekscytowałem tą pogodą. Przestrzelone fest, do tego akurat było trochę z górki, co dodatkowo napędziło tempo.
2 - 4:02/km - lekka korekta i już trochę lepiej. Po tych dwóch odcinkach stwierdziłem, że fajnie by było celować w takie 4:10.
3 - 4:09/km - no, prawie idealnie. Oby to utrzymać, bo czułem jednak w płucach te pierwsza dwa przestrzelone odcinki.
4 - 4:11/km - miodzio
5 - 4:23/km - tu chyba kara za pierwszy odcinek, podświadomie zluzowałem, bo bałem się, że skończę po pierwszej serii.
6 - 4:11/km - miodzio x2.
2 minuty przerwy w truchcie po 6:30/km i jazda z drugą serią.
7 - 4:17/km - trochę za lekko.
8 - 3:56/km - próba korekty i przestrzelone w drugą stronę.
9 - 4:10/km - w końcu w punkt. Jeszcze 3 i koniec.
10 - 4:06/km
11 - 4:07/km
12 - 3:48/km - na ostatnim standardowo pozwoliłem sobie bardziej przycisnąć.
Średnia ze wszystkich szybszych odcinków wyszła 4:05/km. 3 miesiące temu to było 4:27/km przy bardzo podobnych odczuciach. Przerwy też wyraźnie szybsze, wczesniej po około 7:00, teraz około 6:30.
Całościowo z rozgrzewką i schłodzeniem:
--- 50min, 8.99km (5:34/km), śr. tętno 163.
Przebieg tygodniowy - 25.9km (+0.5km)
Przebieg w lutym - 101km
Aktualny stan wagi - 68.7kg (-0.6kg) - a zatem, jeśli chodzi o wagę, stawiam sobie nowy cel - 65kg. Niżej już na pewno nie chcę schodzić. Potem zamierzam sobie przez jakiś czas oscylować wokół tej wagi, pewnie przynajmniej do ślubu. Po podróży poślubnej pewnie będzie co zrzucać.
Plan na najbliższy tydzień jest taki:
Wt, 03.03.2026 - ląg z przyspieszeniem. Pierwsze 40' spokojnie, ostatnie 20' przyspieszanie na czuja.
Czw, 05.03.2026 - lekkie 45' + pewnie jakieś przebieżki.
Sb, 07.08.2026 - start w parkrunie. Pora w końcu zrobić jakiś sprawdzian formy. Przy okazji to będzie mój debiut w parkrunie, już od dawna byłem ciekaw jak to wygląda.

