a na imię Sobota to była.
wydaje się, że trzy tygodnie od ostatniego wpisu to wcale nie tak dawano,
ale treningowo jednak znów fikołek.
a było tak.
trzy tygodnie wstecz, 14 marca postanowiłem polecieć parkruna.
wydawało mi się, że strefy są źle ustawione, że forma poszła jednak do przodu,
od ostatniego testu na początku stycznia.
że biegam poniżej i trochę za słabo.
stryd pokazywał CP bodajże na
282 watt i wg mnie było to zdecydowanie za nisko.
pomysł był na zrobienie testu CP, ale pomyślałem na dzień przed,
co parkrun to parkrun, będzie rywalizacja i dodatkowa motywacja.
nie kombinowałem z dojazdami, z szukaniem płaskiej trasy,
nie było żadnego tam wyluzowania, ot z marszu,
sobota start zamiast treningu.
na starych śmiechach w birko, na trudnej pofalowanej trasie, do tego
pełnej zakrętów i wiało do tego jak raz pod górki w pysk.
standard.
poleciałem to z treningu, bez żadnego tam luzowania.
pełen obaw co mi tam wyjdzie i jakoś na niespecjalnym samopoczuciu,
ale pobiegłem to bardzo równo, patrząc po mocy,
każdy kilometr narastająco.
i dałem z siebie chyba wszystko lub blisko tego wszystkiego.
co najważniejsze, dobrze taktycznie,
miałem siłę !@#$% na ostatnim podbiegu i utrzymać to potem na zbiegu
do samej mety ( udało mi się kolesia z kategorii m20 pojechać,
nie dotrzymał z dziadzią na ostatnim podbiegu)
ostatecznie wykręciłem 20:27 z finiszem w tempie około 3/km na ostatni parunastu metrach.
a do tego 1 miejsce w kat m55
startowało ponad 900 osób, w generalce byłem chyba 26 więc naprawdę,
mimo, że czas nie urywał niczego ( życiówkę mam tam 19:14)
i jak zawsze niedosyt był lekki, to ogólnie byłem zadowolony.
CP wskoczyło też na 300watt,
co mnie mile zaskoczyło, więc do niedzieli wszystko było zgodnie z planem.

ale skoro idzie dobrze, za długo być tak nie może
i jakiś debil skończony, który siedzi wciąż we mnie
podkusił mnie na mocnego longa dzień po.
ogólnie to ja tych 5km nawet nie zaznaczyłem w planie jako start,
więc system nie miał szans
(przy aktualizacji tygodniowej)
na jakąkolwiek reakcję a w niedziele był long nawet nie mocniejszy
ale takie lekkie Z2 28min/4:30 Easy i 23minZ2
a mnie poniosło.
bo noga kręciła i weszło 15km prawie w tym 11 km poniżej 4:30.
i to był ten moment na wykresie, kiedy idealnie widać całe załamanie.
raptem trzy tygodnie wstecz a jakby cała wieczność.
bo trzeba było zrobić wleczone, lub nawet krótsze wleczone.
i byłoby i tak wystarczająco.
ale co głupiemu po rozumiem, skoro jego nie ma.
dalej już było tylko gorzej.
we wtorek nogi ciężkie, ale jeszcze katastrofy to nie zapowiadało.
może byłoby to wszystko do uratowania, ale w środę dobiłem się do końca.
Vo2max po pierwsze nie był najmądrzejszym pomysłem na trening i nie winię
w żadnym wypadku aplikacji, bo ona wciąż nie wiedział, że biegłem parkruna.
po drugie, sztuczniak to nie jest wyrocznia delficka
i rozumu też trochę trzeba mieć własnego, ale to już ustaliliśmy powyżej,
że byłem akurat w deficycie rozumności.
samo Vo2max, już założenia było ciężkie,
2x600+3x400+4x200 na króciutkich przerwach minutowych i 3 min między blokami.
może, żebym go zrobił pod kreską, żebym zwolnił do LT ale po co rozsądek,
jak już longi wchodzą po 4:30 w środku
to i Vo2max po 3:45 do 3:22 na koniec nie zaszkodzi.
a że wiało, że ledwo to zrobiłem,
-uśmiechnijcie się brygada,
grunt, że było 110% normy zrobionej.
i zmiotło mnie z planszy.
nie pozbierałem się po tym, aż do tego tygodnia,
kiedy zaczynam wracać do żywych.
musiałem zrobić sobie reset i w głowie i w treningach,
ostatnie dwa tygodnie było bieganie nie dość, że 3/4 razy na tydzień
to tylko spokojnie i krótko.
48min max to bez żadnego akcentu
i dopiero wczoraj zrobiłem longa 16km z lekkimi 50 minutami pośrodku.
zgodnie z założeniami i zgodnie z samopoczuciem.
tak jak być powinno.

nie były to jednak tygodnie stracone, bo wnioski,
jak zawsze zostały pociągnięte do odpowiedzialności.
nie chce mi się szukać, ale gdzieś w kolachach listopad/grudzień
pisałem, że optymalnym układem będzie
środa akcent /sobota long lub long przetykany akcentem.
no i po zatoczeniu zajebistego koła,
okazało się, że wraca dokładnie do tego samego momentu.
oczywiście, można już wtedy było się tego trzymać,
ale nie byłbym sobą, gdybym nie wypróbował paru innych metod po drodze,
i mimo, że były to uliczki nie drogi,
w dodatku ślepe,
jak zawsze muszę dojść do dna, żeby się przekonać,
że jednak pierwsze pomysły były pomysłami najlepszymi.
że jak zawsze nie ma co kombinować, że liczy się konsekwencja
no ale, w końcu to operacja na własnym organizmie, więc tylko
ja mogę być stratny a nauka kosztuje.
co dalej.
start w przyszłą niedzielę na 10km zostanie olany i będzie pobiegany
jak zwyczajne niedzielne rozbieganie.
absolutnie nie widzę sensu w szarpaniu się na sub 45,
nic mi to nie da a kolejny tydzień jeszcze dobrze nie zaczęty będzie zaburzony.
zostaje układ środa sobota a reszta to spokojne wybiegania.
z jedną malutka zmianą.
stryd często ordynuje 20 sek żwawych przebieżek,
szczególnie przed środowym akcentem.
ale ja zamieniłem to na 20 sek podbiegu/2 min przerwy
nie będę dokładał tego na maksa.
żwawo, ale z czuciem.
to na pewno nie zaszkodzi.
będę się to starał biegać często tzn przed środowym
akcentem i po niedzieli na odmulenie nóg.
sam akcent, jest na tyle krótki, na tak długiej przerwie,
ze szkody żadnej przynieść nie powinen a przyda się
trochę siły.
założenie jest takie treningowe, że postanowiłem cały trening
obudować wkoło sobotniego longa.
ten trening ma być najmocniejszy w tygodniu i cała reszta
nawet środa niemu podporządkowana.
oczywiście na początku mają to być spokojne wybiegania
co najwyżej lekkie z2 gdzieś w środku, celem na tą chwile
jest budowanie wytrzymałości i odporności na zmęczenie.
jak dojdę do 1;45-2h na sobotę zacznę powoli i stopniowo
dokładać akcenty do tego.
ciężko będzie to zaplanować z planem,
więc sobotę trzeba będzie z czasem samu układać.
albo i nie bo stryd podchodzi do tego mocno profesjonalnie
zgodzili się ze mną, że brakuje takiego układu i obiecali coś
pomysleć, na ta chwilę zalecają robić co plan pokazuje
( soboty zaczynaja być mocniejsze przy tylko jednym akcencie)
lub korzystać z opcji generowania alternatyw.
te alternatywy 3
to akurat jest świetna sprawa.
polega to na tym, że do każdego treningu w danym dniu
można sobie wygenerować trzy inne treningi.
-najbardziej pasujący
i ten często jest mocniejszy od planowanego.
-słabszy od zalecanego.
tu wiadomo, dla mekkiszonów.
-mocniejszy od zalecanego.
ten przeważnie w stylu,
co ja nie dam rady? potrzymaj mi piwo.
to jest w ogóle świetna opcja na zmianę treningów w zależności
od dyspozycji i samopoczucia.
cos podobnego można też spotkać w Xert ale
tam samo planowanie działa trochę inaczej.
środy natomiast całkowicie będą podporządkowane LT w różnych konfiguracjach.
po głębokim reserchu “jak biegać w wieku podeszłym”
wyszło mi i zgadza się to też z moimim przemyślaniami,
że muszę na tą chwilę absolutnie dać sobie spokój z treningami Vo2max.
jakiekolwiek intensywności i szybkości nie są dla mnie wkazane jeszcze na tym etapie.
Vo2max to na trzy tygodnie przed zawodami docelowymi,
ze 3-4 treningi i basta.
jedyne co to na tą chwilę to, threshold, threshold, threshold.
środa ma być thresholdowa, aż do zarzygu tym LT,
ale niekoniecznie ma być to L2 lub supra Threshold.
czasem tak,
ale
ma być biegana dużo pod progiem,
tak żeby można było:
po pierwsze przetrawić trening,
po drugie przetrwać trening.
i co najważniejsze po trzecie,
przetrawić trening.
kosztem ego, monotonii i innej toni.
ale mam być gotowy u uśmiechnięty, jak brygada, na sobotę.
może jakbym miał inną pracę, dałoby się to poukładać
wszystko inaczej, ale nie mam i inaczej się nie da.
dlaczego zaś sobota?
skoro okazuje się, że tylko jeden trening ma by tym kluczowym,
to niech to będzie sobota.
piątek nie biegam, a wydaje mi się, że największe rezerwy mam w wytrzymałości.
i tu też chyba najbardziej się sprawdzam, tak sięgając w wstecz jak pisałem, że nie był
dla mnie żadnym problemem na zrobienie 45km longa, taki do danych ze stryda i WKO5
gdzie wykresy mocy pokazują, że jestem phenotypem “anarobic monster”
i tak naprawdę to tu zyskam najbardziej trenując głownie LT i oraz długo i mocno.
że tu powinienem mieć i czas na regenerację, i dodatkowo zrobić mocny postęp.
aby tak był.
specjalnie nie zaplanowałem żadnych startów
prędzej niż październik, żeby nie nakręcać bębenka,
żeby nie stresować się zbyt krótkim planem,
bo zaraz trzeba biec, preferuję sobie zrobić parkruna i dokręcić kilometrów
żeby wyszedł fajny long niż robić kolejne plany do startów, które
znów mogą nie wypalić.
nie umiem trenować na pół gwizdka i każdy planowany start
zaczyna być startem A.
wole więc dłuższa spokojniejszą drogę na ten moment.
wywalam znów tempo z zegarka, zostawiam tylo moc
i tętno jako dodatkowa kontrola.
nie chcę znów zaczynać wojny wskazówek.
trochę chaotyczny ten wpis, ale bywa i tak,
cały ten czas był chaotyczny ostatni.
Wesołych Świąt.
