Jestem na świeżo po dwóch jednostkach w gumach, 4x5 min/1 min przerwy w czerwonej 1 mm, i 20x30"/1 min przerwy w czarnej, oba wiązane na trzy.
Może zacznijmy od problemów. Generalnie na moich udach jestem w stanie zawiązać na trzy razy, ale wymaga to naciągania gumy od samego początku. Też tak macie? I myślałem, że to normalne, ale potem jak zaczynam biegać, to wtedy nie ma opcji, żeby mieć ładnie na płasko taśmę, tylko się cholerstwo zawija i przesuwa do góry. Może przy czerwonej to się uda, żeby nie naciągać tak od początku, ale przy czarnej nie było opcji. I jak jeszcze z przodu coś tam w przerwach byłem w stanie poprawić, tak z tyłu guma wpadała między dupę a dwugłowe, no i tyle. No i jak mi się do góry raz podwinęła to aż zakląłem, jak mi jedno jajo zaczęło podbijać... No więc miałem jedną przerwę dłuższą

A przy tych pięciominutówkach, jako, że był to pierwszy raz, to chyba ani razu nie miałem minutowej przerwy, bo schodziło mi na poprawianie taśmy.
A teraz treningi.
Pierwsza sprawa to tempo. Wydawało mi się, że będzie ciężko. Wcześniej biegałem spokojne tempa ze spętanymi nogami i miałem wrażenie, że się nie da normalnie biegać. Ale jak już miałem zaplanowane normalne akcenty w gumach to okazało się, że się jednak da. Pomijając problemy techniczne jak wyżej.
Trening 4x5'/1' p. potraktowałem jak trening progowy. I tutaj może tempo było nieco słabsze niż zazwyczaj, i też odpowiednio mniej się czułem zmęczony. Zazwyczaj taki trening biegam w okolicach 3:50 +/- 3 s., a tutaj każdy odcinek ze średnią powyżej 4:00 min/km. Dodam, że testowo przebiegłem 3 odcinki w taśmie i jeden bez, i ten ostatni wyszedł już poniżej 4:00. Odczucia po tym treningu były takie, że mi tyłek uciekł do tyłu i zacząłem zadzierać głowę. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, więc chyba tego nie robiłem. To uczucie wróciłem na kolejnym treningu. Tyłek nie piekł. Jedynie weszło w uda, ale też po tym treningu nie wiedziałem dokładnie jak. Generalnie nie poczułem tego akcentu zbyt wyraźnie.
Trening 20x30"/60" p. Tutaj zrobiłem sobie 3 km luźnego biegu, z wymachami w rytmie 3/2, wymachy nóg, 3 przebieżki w rytmie mod/2/1. Zawinąłem taśmy i jazda. Tu pojawiły się problemy techniczne z podwijającą się taśmą. Ale minuta wystarczała, żeby co niego poprawić. Pieczenie pojawiło się w udach, po zewnętrznej stronie. Zastanawiałem się, czy to z obciążenia, czy niedotlenienia... Ale w pewnym momencie poczułem o co chodzi, że to odwodziciele mnie pieką, i to wynikało z tego, że miałem skrępowane nogi, które były siłą ściśnięte do środka, więc mięśnie odpowiedzialne za rozszerzanie nóg dostawały mocniej. Tyłek nie bolał. Co ciekawe, uda najbardziej nie bolały podczas akcentów, a jak próbowałem truchtać pomiędzy. Więc raczej spacerowałem, w międzyczasie próbując poprawić taśmy. Zauważyłem, że każdy odcinek wymagał rozbujania, nie wchodziłem na obroty tak od razu. To było nowe. I chyba się zaadaptowałem, bo druga część treningu była zauważalnie bardziej dynamiczna. Zwiększyło się tempo oraz kadencja. I to znacznie, bo pierwsze 5 biegałem po 86-87 kroków, potem powoli wchodziłęm już na 90-91, a na drugie 10 wskoczyłem 91-92 i wyżej. Druga połowa to również rozpędzanie poniżej 2:50, gdzie pierwsza to ledwo poniżej 3:10. Czasem miałem wrażenie, że może te taśmy nie stawiają oporu, ale jak tylko kończyłem odcinek to przekonywałem się, że jednak robią swoje. Odcinki były na tyle krótkie, że nie czułem specjalnego zmęczenia, wszystkie robiłem w rytmie 2/1 i ewentualnie mod/fangs na początku. Była też odczuwalna sztywność przy uderzeniu stopą o ziemię, i chyba wyraźny overstriding. Ale to trudno ocenić z pesrpektywy pierwszej osoby.. Zwróciłem też uwagę na prowadzenie stóp, które ustawiały mi się jakby trochę bardziej do środka, to pewnie w praktyce szły bardziej równoległe niż normalnie. Niestety, poczułem, że dostały też łydki, o których wspominałem wcześniej, czyli płaszczkowaty po wewnętrznej stronie, wzdłuż piszczeli. Po wszystkim zrobiłem jeszcze 6 min w intensywności progowej na rozkwaszanie i tutaj czułem niezłe noszenie, ale oddechowo jakoś czułem zamieszanie. Jednak uruchomienie moda pozwolił mi bez nerwów przelecieć ten odcinek.
Od siebie chyba więcej nie jestem w stanie nic opisać. Może jakieś pytania albo sugestie na co zwrócić uwagę, pozwolą na lepsze obserwacje czy wnioski. Teraz niestety kolejne dwa akcenty w kolejny weekend. W tygodniu, żeby była jasność, jeżdżę rowerem. Do pracy. 10-15 km, w zależności, czy zahaczam o przedszkole

Czyli koło 25 km dziennie, 100-120 km tygodniowo. Choć w minionym wyszło wyjątkowo 140 km.
Patrzę jeszcze takie szersze taśmy rehabilitacyjne, ale tam najgrubsza ma 0.4 cm, więc trochę kicha. Może te z ostatnich linków, przez to, że dłuższe, byłyby lepsze?