Teraz jest N, 29 marca 2020, 17:23

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pn, 17 lutego 2020, 10:46 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 6 łącznie 50,5km waga 63,7kg

Poniedziałek: WB1 12km w 4:40 na 130(74%)
Rano czułem się słabo przez przeziębienie ale z czasem puszczało. Zastanawiałem się czy nie odpuścić ale zdecydowałem się zrobić kilka spokojnych kilometrów. Z pogodą trafiłem cud. Sabina papieprzała cały dzień że hej. Do 16 30 na spacerze z psem wiało i kapało jakieś gówno z nieba.
Wróciłem do domu coś tam ogarnąłem, spakowałem się na siłownie, wychodzę do auta a tu kurwa cisza. Czyste niebo i prawie zero wiatru. Postałem 3 minuty, żeby się upewnić czy nie śnię potem wróciłem do domu przebrałem się i biegnę. Super bieganie. Nawet się zastanawiałem czy nie dorobić kilka kilometrów ale na 12 tym zaczęło znowu mocno wiać więc skończyłem bo trochę spocony byłem. Nie wiem co to było z tą pogodą. Chyba oko cyklonu.

Środa: WB1 20km w 4:36 w tym 5x200m. na średnim 135(77%)
Na szczęście po przeziębieniu nie było już śladu. Uff, kula przeszła mi koło skroni.
„Mocny” pierwszy zakres. Szło jak zwykle po 4:40 ale 5x200 co około 3,8km na końcówce mojego niby podbiegu podbiło średnie tempo. Puls na progu tlenowym.
Tak jak w poniedziałek miałem szczęście z pogodą tak teraz dopieprzyło. Zajebiście zimny wiatr. Na osłoniętych odcinkach ściągałem komin z szyi i rozpinałem bluzę bo mi się gorąco robiło. Pod wiatr, straszna pizgawica. Im dalej w las i bardziej spocony tym gorzej. Miałem wrażenie, że uda trzymam w lodówce. Mimo tego, weszło wszystko bez problemu. Puls równiutko, zero dryftu.
Ze względu na dystans, przyspieszenia i przede wszystkim pogodę, można uznać że to był lekki akcent.

Piątek: Akcent 6x2km na 150bpm przerwa 500m(3minuty trucht)
Przez cały dzień była fajna pogoda ale na ICM pokazywali, ze koło 17 ma zacząć padać do około 19.
I tak też było. Musiałem czekać. Nie chciałem biegać w deszczu. Czekałem, czekałem i się nudziłem. Z nudów sprawdziłem jaki mam puls podczas takiego czekania. 45bpm. Ciekawe jaki jest spoczynkowy.
Info co mam biegać dostałem już w czwartek. Byłem napalony na ten trening ale też się go bałem.
Pamiętam jaką orkę miałem w listopadzie przed zawodami na 10km. 5x2km w 3:50 na 5min30s przerwa. Wtedy to była masakra mimo ze to zamknąłem.
Teraz dostałem inaczej bo rozpisany na puls(kto biega interwały na puls? :hej: :hej: :hej: ) teoretycznie prób mam na 152 czyli bieganie miało być zaraz pod progiem.
Przed 19 odpuściło. Biegałem wszystko na 630m pętli wokół osiedlowego stawu. Płasko.
Pogoda zajebista. Na zegarku ustawiłem tylko puls, żeby nic mnie nie rozpraszało. 2km rozgrzewka i jedziemy z tematem. Pierwsze powtórzenie tak jakoś nijak ale potem szło. Z powtórzenia na powtórzenie coraz lepiej. Na ostatnim czułem już zmęczenie ale żadnych problemów. Mogłbym dokręcić jeszcze jedno a do zajebanie dwa. Puls na przerwach błyskawicznie w dół. Puls na powtórzeniach równiutko 150 +/-2bpm Tak to szło;
1) 2km - 4:09 na 148 średni
2) 2km -4:04 na 148
3) 2km - 4:02 na 149
4) 2km – 4:00 na 148
5) 2km – 4:00 na 149
6) 2km – 3:59 na 148

Sobota: siła FULL, aż mnie uda piekły. Wczoraj zabetonowane nogi, dzisiaj już dużo lepiej ale dalej w udach czuję siłę nałożoną na piątkowy akcent.
Podsumowanie tygodnia: Uniknąłem większych problemów ze zdrowiem. Pierwszy raz w przygotowaniach do maratonu kierownik dał mi taki trening jak w piątek. Krótszych interwałów jak 4x5km nigdy nie miałem. Powiedział, że będą zmiany i są.
Forma? Idzie w górę. Moje progowe tempo jest chyba gdzieś pomiędzy 4:05-4:00
Chyba nie jest źle. Poniżej wykresy z piątku


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Śr, 19 lutego 2020, 10:34 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Dostałem zmiany w ćwiczeniach siły, mianowicie:
1. Stawanie na palcach na dwóch nogach z obciążeniem 21kg, mam zamienić na stawanie na palcach na jednej nodze na podwyższeniu z takim obciążeniem żeby robić 3 serie po max 12 powtórzeń na 2minuty przerwa.
Dotychczas robiłem we wtorek, czwartak i sobotę teraz sobotę, kiedy robię kilka innych siłowych ćwiczeń mam odpuścić.

2. Koniec z przysiadem bułgarskim. Zamiast tego jedna seria zakroków po 10 powtórzeń + 2 serie po 6 powtórzeń na 3 minuty przerwa tego: https://m.youtube.com/watch?v=Tivrc9UhELc
(oczywiście bez tych łańcuchów :bum: )
Te ćwiczenia w sobotę razem z innymi

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pn, 24 lutego 2020, 09:32 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 7 łącznie 59km

Poniedziałek: 2km BS + 3 x 20min 4:15/P 5min na130.
Od rana wiedziałem, że będzie nieciekawie. W sobotę robiąc siłę dowaliłem w nogi na maxa po piątkowym akcencie. Uda ubite, nie zregenerowane. Na rozgrzewce tylko upewniłem się, że nie ma z czego robić akcentu.
Pierwsze powtórzenie tempo, drugie ciężko a trzecie bardzo ciężko ale mimo to do końca równo. Pulsu nie widziałem, byłem pewny że będzie dryf a tu chuj Wszystko równo na 146. :hej:
Puls podobny do piątkowego a tempo 15s wolniejsze. Mimo to jestem mega zadowolony że na takich chujowych nogach to zrobiłem bez zajezdni.

Środa 18km w 5:00 na 122(69%)
Pogoda do dupy. Silny wiatr i deszcz. Postanowiłem to poklepać na mechaniku.
Rekordowo niski puls do tempa jeśli chodzi o bieganie na bieżni w gorącym pomieszczeniu.
Kilka uszczypliwości dostałem na connect od kolegów na temat biegania na bieżni mechanicznej :bum:

Piątek: 2km BS + 8x30s/30 + 19km WB2 (135-140)
Nigdy nie robiłem takiego treningu. Wytyczne dostałem że 30s przyspieszenia mam zrobić bardzo mocno na 95%możliwości i tak też zrobiłem. przerwy w marszu.
Przed treningiem nogi miałem świeże i byłem pewien że trening pyknę z palcem w dupie. Moja pewność na pewien czas zniknęła po zrobieniu przyspieszeń bo nogi już całkiem inaczej „wyglądały” No nic, od razu po „szybkiej” części ruszam robić WB2.
Pierwszy kilometr wolno na około 4:45 puls pod 140 więc czekam aż nogi i serce dojdą do siebie. Kolejne dwa kilometry też wolno ale pomału przyspieszam. Od około 5 km już szło jak marzenie.
Miałem w zegarku ustawiony alarm na widełkach 135-140 więc puls pod stałą kontrolą. Cały czas nakręcałem się biegiem. Biegłem coraz szybciej na stałym pulsie. Niestety od około 15km zaczął boleć mnie brzuch. Zaraz potem skurcze i zajebisty ucisk na dwójkę. Postanowiłem uciekać do domu.
Skróciłem o kilometr bo bym nie dowiózł i wyszło 18km w w 4:23 na 138(78%). Ostatnie 2 kilometry popędzane sraczką szły po 4:16-4:12 ale puls kontrolowałem
Pomijając problemy ze sraczką super trening. Biegane lekko z dużym zapasem.

Podsumowanie tygodnia: Pomału do przodu. Kierownik spokojnie mnie podbija i to mi się bardzo podoba. Niektórzy koledzy szykujący się na sub3 śmigają już na lajcie 14km ciągłe w 4:15. Ja jeszcze tego nie robiłem. Przyjdzie i na takie bieganie czas.

Myślę, że 4:23 to teraz moje realne TM w warunkach idealnych, czyli w takich jakie miałem w piątek.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pn, 2 marca 2020, 11:07 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 8 łącznie 61,2km

Poniedziałek: 2kmBS + 5 x 10minut 4:10 na 5min przerwa w biegu 4:50.
Mocny trening. Oryginalnie dostałem 4x5minut z opcją, że jak będzie duży zapas to mam zrobić piąte powtórzenie. Oczywiście z góry założyłem, ze będzie bardzo łatwo i od razu w zegarku ustawiłem piąte powtórzenie. Wcale bardzo łatwo nie było. Uda jak zawsze po sobotniej sile ubite. Szło dobrze, pod kontrolą ale trzeba było mocno pracować. Gdybym nie miał wbitych w zegarek 5 powtórzeń to nie wiem czy był robił piąte. Na oko prosty trening ale haczyk był w przerwach, które miałem robić na progu tlenowym(135bpm) wychodziło po 4:50 i nie czułem, żebym porządnie odpoczywał.
Generalnie zrobione idealnie równo, każde powtórzenie po 4:09 czyli 2,41km. Puls na szybkich odcinkach 148-149(85%)

Środa: 18km w 4:32 na średnim 133(76%) w tym 5x200m mocno na delikatnych podbiegach.
Kierownik wysłał info ze mam to biec na progu tlenowym 135bpm, oczywiście poza przyspieszeniami.
Czułem jeszcze nogi po poniedziałku i biegłem na trochę niższym pulsie a i tak tempo wyszło zajebiste jak na taki pulsik. Ten średni puls 133 to łącznie z przyspieszeniami na których dobijałem do 150-152. Wyszedł miły akcencik. Kończąc zastanawiałem się czy to wszystko zregeneruję do piątku, bo dostałem info od kierownika, że zaczynamy dokładać do pieca.

Piątek: Kobyłka 24km w 4:23 na średnim pulsie 139(79%)
Wlazło bez mrugnięcia okiem!!! Oryginalnie miałem biec pomiędzy 4:30-4:25 ale szło mega lekko i na zajebiście niskim pulsie.
Na płaskim leciałem na 135. Cały czas zaciągnięty hamulec, Co chwilę łapałem się że biegnę zbyt szybko. Na 15km miałem średnią 4:22. Trzeba było odpuścić mocniej.
Jakieś zmęczenie zaczęło wychodzić od 20km. Generalnie super trening, do tego idealna pogoda. Około 3-4C i prawie zero wiatru.
Może troszeczkę ten trening przewiozłem ale weszło zajebiście.

Sobota – jak zawsze siła w domu.
Podsumowanie tygodnia: Jestem bardzo zadowolony. Jest cały czas spokojny progres. Chyba idealnie.
Zostało 5 tygodni bardzo mocnych treningów. Już kierownik zapowiedział, że będzie ogień. Z tygodniowym przebiegiem weszliśmy ponad 60km czyli średnio 20km na trening.
Na ten moment czuję się na siłach biec sub 3:05.
Poniżej wykres pulsu i tempa z piątku


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pn, 9 marca 2020, 10:18 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 9 Łącznie 62,7km

Poniedziałek 30minu w 4:30 + 10 x 1km (3:55-3:58) P’500m(2min50-2min55)
Oczywiście jak to w poniedziałek siedziała w nogach siła z soboty nałożona na piątkowy akcent. Do tego „rozgrzewka” 6,7km w tempie 4:30 też nie pomogła.
Na piątkowych nogach robię taki trening z zamkniętymi oczami a tak trzeba było mocno pracować.
Ciężko ale pod kontrolą. Wszystkie powtórzenia równo Mógłbym zrobić jeszcze jedno powtórzenie a do zajebania może dwa. Od początku ciężkie nogi.
Z pulsem dobijałem do 156-158 czyli 89-90%

Środa: 12km regeneracyjnie w tempie 5:10 na 114. Sochers, umiesz tak? :oczko: (65%)

Piątek: 23km w 4:30 na 139(79%) + 5km w 4:18 na 151(86%)

W czwartek źle się czułem, brało mnie przeziębienie. Zabiłem dziadostwo 6 aspirynami.
W piątek samopoczucie przed biegiem niby ok ale w trakcie od razu wylazło że do końca nie jest OK. Do tego wiatr. Nie mocny ale wyraźny, wkurwiajacy i zabierający powoli siły.
Tak wiało, że 3 i 4km każdego 4km kółka wiatr w ryj a 1km z wiatrem ale na podbiegu.
Tydzień temu lepiej biegło mi się 24km w 4:23 niż dzisiaj w 4:30. Te 24km w 4:23 z zeszłego piątku wlazły mi na takim samym pulsie jak teraz 23km w 4:30. Generalnie jednak ok bo nawet nie wlazłem w 3 strefę w Garminie.

Jednak ostatnie 5km poszło na progu. Z tych 5km aż 3 pod wiatr. Jeden z wiatrem ale na podbiegu i jeden plaski z wiatrem.
24km w 4:19 na 150 – pod wiatr lekko ze skosu
25km w 4:20 na 151 – z wiatrem ale na podbiegu
26km w 4:09 na 151 – z wiatrem płasko
27km w 4:22 na 150 – centralnie pod wiatr
28km w 4:19 na 151 - pod wiatr lekko ze skosu

Przy mojej tradycyjnej pętli mam stary podpiwniczony dom z małym oknem od piwnicy. Na parepecie tego okna zostawiłem 0,5 litra wody, którą ktoś mi zajebał i wszystko przebiegłem z zaklejonym ryjem bez kropli wody. Niech go corona zajebie!
Końcówka, to próbka tego co będzie mnie czekało na maratonie. Zbyt ciężko to szło. To już było na intensywności progowej. Mogę tak pociągnąć maks ostatnie 7km. Kurwa jak zrobić 42km w 4:15???
Tydzień temu po treningu 24km w 4:23 na leciutkich nogach byłem umiarkowanym optymistą po tej kobyłce jestem pesymistą. Mam nadzieję, że to był wpływ przeziębienia dzień przed treningiem.
Ciężki trening. 8,5/10.

Sobota siła: uciąłem po jednej serii na nogi, żeby się całkowicie nie zajebać.

Podsumowanie tygodnia: Nie wiem co o tym myśleć. Kilometraż jak na bieganie 3/tydzień solidny. Niby ok ale ten piątek… :niewiem:

Jak już napisałem w komentarzach kilka dni temu, bez względu na osiągnięty wynik w Łodzi przechodzę na 4-5 treningów w tygodniu. Kierownik już od dawna chciał dołożyć ale się uparłem, że do Łodzi jedziemy na trzech treningach na tydzień.
Poniżej piątkowe wykresy, po tempie widać jak na dłoni kiedy powiewało w ryj. Puls równo, bez dryfu.


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pn, 16 marca 2020, 15:40 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 10 łącznie 65km

Poniedziałek: 18km w 4:40 na 129(74%)
Zamiast akcentu nabijanie kilometrów w tlenie. Bez historii

Środa: 15km w 4:51 na 126.
Ciężkie nogi. Nie wiem po czym. Źle mi się biegło. W kontekście tego treningu bałem się o piątkowy akcent

Piątek: 1km w 4:35 + 31km w 4:29 na średnim 136(78%)
Postanowiłem to zrobić od razu, czyli bez BSa ale się nie udało. Na pierwszym kilometrze puls z dupy bo na progu co u mnie jest około 152. Pod koniec pierwszego kilometra musiałem się zatrzymać. Zresetowałem zegarek, dociągnąłem pasek na klacie pośliniłem i wio.
Źle zrobiłem że biegłem w krótkich gatkach. Piździało mi w nogi, szczególnie na ostatnich 10km. Mocno wiało i zabierało siły. Mięsnie źle pracowały ale szło. Jechałem jak dobry stary disel. Wiatr, delikatny podbieg, zimno nie ważne- do przodu z dużym zapasem pod nogą.
W trakcie wypiłem 0,5 litra wody i zjadłem dwa żele.
Gdybym miał jeszcze trochę wody i żela to dociągnął bym to do 42km. Czyli 3:10 by pękło

Sobota siła: tylko brzuch.
Podsumowanie tygodnia: Koniec przygotowań. Miałem w dacie maratonu w Łodzi biec solo 3:05 co uważam byłoby do szarpnięcia z asystą kolegi na rowerze ale stwierdziłem, po namowach kilku kolegów, że to nie ma sensu. Zrobię teraz dwa tygodnie luźniejsze i zaczynam przygotowania pod 10km w Nysie. Będę miał 12 tygodni. Wątpię czy te zawody się odbędą ale czegoś się trzeba łapać bo mimo że lubię maratoński trening to bez celu, czyli biegania w zawodach jakoś mi się nie chce.
Krystian, na dzień dzisiejszy jestem za opcją biegania we wrześniu w Łodzi.
Czas pokaże co będziemy na jesień wszyscy robić

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: So, 21 marca 2020, 20:18 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
Tydzień 11 Ostatni łącznie 44km

Poniedziałek:12 km w 5:17 na 107

Wtorek – złe samopoczucie - polopiryna
Środa wolne –dalej źle się czułem – polopityna
Czwartek – Ok, przeszło ale wieczorem wpadają cztery browary bo byłem przekonany, że piątek odpuszcze

Piątek: 2km BS + 30km TM 4:15 na średnim 148 (85%)
Już w poniedziałek wpadłem na pomysł żeby na koniec zrobić 20-25km TM. Chciałem sprawdzić jak się będę czuł na takim dystansie. Dzisiaj ostatni fajny dzień i stwierdziłem, chuj lece 25km.
Dobrze szło tylko znowu ku%$a wiało. Prawie połowa z 4km pętli znowu pod wiatr. Nie, głowy nie urywało ale mocno go czułem. Puls ze 143 na 150. Trzeba było odpuszczać na tych odcinkach Na 25km mocne zmęczenie ale dobrze się w czułem a na zegarku średnia 4:14 wiec stwierdziłem że dokręcę do 30km. Na 27 i 28km pod wiatr pożałowałem!!!. Zrobiło się ciężko. Dobrze że ostatnie dwa km z wiatrem. Myślę że najpóźniej na 35 km byłby zgon. 85%hrmax mooocno
Od 22km puls 150-151 czyli pod samym progiem.
W tak zwanym międzyczasie nieoficjalna życiówka w HM około 1:29:33

Biegłem w Mizuno Sonic, czyli 220g twardej podeszwy. Czułem pod koniec łydki. Mizuno Shadow 260g z większą amortyzacją jednak są lepsze na takie zabawy.
Szukam coś całkiem nowego. Przymierzałem ostatnio Bostony. Super, podobne do shadow ale mniej usztywnione, miękki zapiętek i do tego musiałbym się przyzwyczaić.
Myślę też o NB Pursuit, nie przymierzałem ale lubię mieć na nogach lekkie buty

Podsumowanie tygodnia:
3:15 po 10 tygodniach treningów to życzeniowe tempo. 4:23 na 3:05 jak najbardziej.
Z drugiej strony trening to treningowe bieganie. Zamiast tego szaleństwa miałbym normalny trening + jeszcze dwa mocne tygodnie i normalne luzowanie przed zawodami.
Po co to biegłem? Z trzech powodów.
Pierwszy powód, najważniejszy to chciałem sprawdzić co wypracowałem do tego momentu na 3 treningach/tydzień. Sprawdzić jak będę się czuł mając w nogach już dużo kilometrów w docelowym tempie. Dzisiaj oczywiście było to niewykonalne ale chyba mam potencjał żeby sub 3 zrobić tym bardziej, ze dokładam jeden trening w tygodniu.
Drugi powód- z nudów, co robić oprócz picia piwa?
Trzeci – może Krystek napisze sprawozdanie z ZUK.
Co teraz? Dam sobie dwa tygodnie luzu. Potem albo przygotowania pod Nysę 10km albo zaczynam myśleć o zadaniu numer 1 czyli maraton w Łodzi


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siedlak vs. maraton
Nowy postNapisane: Pt, 27 marca 2020, 21:14 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 22 listopada 2017, 15:58
Posty: 2206
21,1km w 1:26:28 tempo 4:06 średni puls 151(86%)

Prawie zgon. Zbyt mocno otworzyłem i na ostatnich kilometrach lekko zgasłem. Z takiego biegania sub 3 nie będzie :echech:
Z drugiej strony tydzień nie biegałem, chlałem piwsko walnąłem 30km 4:15 znowu tydzień nie biegałem chlałem piwsko i dzisiaj bieg solo z wiatrem na klacie. Co 4 km mijałem dom. Kurwa jak mnie kusiło żeby po 17km skończyć!!!
Wychodziłem z domu z myślą że fajnie by było pobiec na średniej 4:07 i złamać 1:27. Zrobiłem to i jestem trochę rozczarowany.
Koniec zabawy. Dalej chlam piwsko :bum:


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Komentarze
10km 39:33 XI 2019
HM 1:32:38 V 2018
M 3:19:16 X 2018


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: 1924, MSN [Bot] i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL