Teraz jest Śr, 13 listopada 2019, 12:39

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 143 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: MatiR - 06.10 Bieg Lwa Legnickiego
Nowy postNapisane: N, 29 września 2019, 22:35 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Podsumowanie tygodnia 23.09.19 - 29.09.19
W nogach po wczorajszym "starcie" śladu w nogach nie ma. Nawet bym powiedział, że z nogami mięśniowo lepiej (choć jakieś delikatne ukucia w płaszce, stopie to u mnie się co jakiś czas zdarza jak nie poroluję) aczkolwiek na ostatni tydzień, półtora tygodnia sezonu trzeba dopilnować plecków żeby mnie nie spięło w dniu/dniach próby. Kilometraż słaby - 62km. Na tą chwile uważam, że niepotrzebnie tak mocno luzowałem, bo wydaje mi się że "przeluzowałem". Super się czułem gdy tych kilometrów było więcej - 80, 90 czy nawet 100. Optymalnie 85-90km. Bieg położyłem przez spięcie w krzyżu. Powalczyłbym jeszcze jakiś czas tym bardziej, że 4km w drugą stronę były przyjemniejsze, ale skończyłbym walkę z bólem niewiele dalej. Forma jeszcze się utrzymuje, ale to już ostatnie podrygi by coś nabiegać, więc:

Plany na najbliższy tydzień-półtora
Ze względów zdrowotnych dużo wcześniej planowałem biec w najbliższą niedzielę 10km (by ewentualnie poprawić wynik z soboty). Taki był pierwotny plan i to dość temu. Plany staram się zmienić - uzależnione jest to od organizatora, czy zezwoli na zmianę dystansu na 21km. Jeśli zezwoli to będę szczęśliwy. Po co to robię ?

Przede wszystkim zależy mi na spokojnym i bez ciśnieniowym zakończeniu sezonu, a półmaraton (uzgodniony z fizjo) byłby fajną informacją zwrotną pod kątem przygotowań i treningu na najbliższą wiosnę oczywiście jeśli zdrowie pozwoli, a liczę że pozwoli. Sprawdziłbym nogi jak to wszystko kula itd. Mam spory zapas szybkości, który nie do końca potrafię wykorzystać. Niby ukierunkowałem ten trening pod 10km, ale jak to się ma do 21km. Właśnie tego jestem ciekaw. Czy to będzie 1:15, 1:16, czy też może 1:19 i wolniej to zobaczymy. Dużo zależy od kręgosłupa, bo nogi jeszcze trzymają i pozwalają mi spróbować sił w półmaratonie, ale no właśnie... Jak się ma mój aktualny trening do dystansu dwa razy dłuższego. To będzie zabawne, a bez spiny mając spore rezerwy oddechowe to może być fajna zabawa jak mi nogi nie umrą.

Odnośnie 10km. Jak organizator mnie nie dopuści do półmaratonu to lecę 10km. Jeśli pobiegnę półmaraton to na pewno uderzę 10km ale samotnie (może ze znajomym, który częściowo pomęczy się ze mną) na bieżni. Bieżnia w mojej pobliskiej miejscowości jest w dość średnim stanie, tartan twardy i jakościowo no kiepski także będzie to fajna imitacja asfaltu no i w dodatku dokładnie wymierzonego. Biegam dla siebie, blog pomaga mi kontrolować swoje treningi i daje mi satysfakcję, a to że w tej chwili na enduhubie nie będę mieć 10km w 34:20-34:30, bo tak się aktualnie oceniam to nic nie szkodzi :) Ważne, że swój bieg mam szansę udokumentować i że będę mieć świadomość, że tyle nabiegałem. To co wytrenowałem od czerwca do teraz to zostanie i odda w przyszłych sezonach :)

29.09.19 - pon
Mecz + BS 30'

Z meczu wróciłem, ale 5-6km już mi się robić nie chciało. Na meczu około 8,5km- 8,6km.

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - 06.10 Bieg Lwa Legnickiego
Nowy postNapisane: Cz, 3 października 2019, 18:44 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Podsumowanie września

Wrzesień miał mi przynieść wyniki, które by mnie satysfakcjonowały. Miała wpaść dycha w okolicach 34'20"-34"30" i praktycznie w najlepszym momencie, w okresie szczytowym formy spięło mnie w kręgosłupie i nie było możliwości jakiejkolwiek walki na zawodach choćbym chciał. Płakać z tego powodu nie będę, no bo po co. Wyniki jeszcze przyjdą, a to co udało się wypracować od kwietnia do września, od momentu gdy powolnie wracałem krótkimi, wolnymi biegami do jakiegokolwiek biegania oraz ćwiczeniami uzupełniającymi to mi to odda. Jak nie teraz to w przyszłości - może niedalekiej, może późniejszej, ale odda.

Doszedłem do formy lepszej niż rok temu, której nie potrafiłem znowu udokumentować. Udało się to zrobić i tym bardziej cieszę się, że to zrobiłem w momencie kiedy jeszcze w marcu powiedziałem sobie, że ten rok i tak już idzie na straty. To, że nie będzie teraz tego wyniku, który bym chciał to nic nie szkodzi, a że prawdopodobnie już nie będzie to to już raczej na 90% wiem.

Aktualny tydzień spędziłem na rozbieganiach. Dzisiaj (czwartek) oraz piątek nie biegam. W sobotę czeka mnie mecz. Staram się przywrócić stopę (coś mnie boli i nie jest to wcześniejszy uraz) i plecy tak by w niedzielę na półmaratonie który biegnę całkowicie bez treningu pod połówkę, możliwie dobrze się bawić i nabiegać możliwie najlepszy wynik (i nie doznać uszczerbku na zdrowiu). Po tym biegu udam się na przerwę. Odnośnie jeszcze wątku 10km to wiem, że nawet w pojedynkę byłbym stanie wydusić 10km w granicach wyniku, na który aktualnie się oceniam, ale szkoda na to zdrowia (na połówkę i 10km już szkoda nóg) i przede wszystkim głowy, która w niedziele chce się fajnie zabawić w ostatnim biegu, a potem odpocząć, bo ostatnie dwa tygodnie, a szczególnie sobotni nieudany bieg zrył mi niesamowicie głowę i już mi się nie chce, chcę przerwy.
Niedzielny półmaraton to całkiem niezła zagadka dla mnie. Wiem, że są nawrotki, podbiegi, podbiegi na mostek. Od roku nie biegałem niczego powyżej 18km i nie wiem czego się spodziewać. Może być dobrze, może być źle. W niedzielę nic nie muszę, a tylko mogę, a im więcej uda się zrobić tym więcej informacji zwrotnych dla mnie.

We wrześniu zrobiłem 360km. Dla mnie to rekord. Najdłuższy tygodniowy kilometraż wyszedł na 101km oraz 92km. Wówczas wtedy chyba osiągnąłem szczyt, bo wychodziły bardzo fajne treningi. Aktualnie jestem już na ostatnim etapie trzymania formy o ile mi stopa czy szczególnie kręgosłup nie sprawi figla. Czy kilometraż odcisnął piętno (zanotowałem dość spory wzrost km [z 75-80 na 90-100]) ? Nie sądzę. Myślę, że to niedługo będzie dobry bodziec.


Na zakończenie monologu w następnym poście wrzucam pomiar z tanity, który robiłem po biegu we Wrocławiu. Następny wpis będzie dotyczył już niedzielnego startu.


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - 06.10 Bieg Lwa Legnickiego
Nowy postNapisane: N, 6 października 2019, 17:48 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
06.10.19 - sb
VIII Legnica Półmaraton - 21km
1:17:40 - 5/376

Wpis może zacznę od tego, że praktycznie od roku nie pobiegłem niczego powyżej 18km ciągiem. Ba - w tym roku 17-18km pobiegłem może czterokrotnie w tym raz w dniu kiedy naderwałem achillesa w marcu. Reszta to maksymalnie 14km i to w większości rozbiegania. Zero treningu pod 21km dlatego dzisiejszy start był całkiem na przypale - decyzja zapadła właściwie dwa tygodnie temu i podtrzymałem ją mimo położonego biegu na 10km przez bóle kręgosłupa. Bieg miał na celu sprawdzić stan nóg po zimowo/wiosennych perypetiach oraz miał mi dać pewien pogląd na to jak ukierunkować trening na wiosnę.

Odnośnie dzisiejszych warunków - z rana temperatura ujemna, w momencie startu o godzinie 10 tak gdzieś z 5-6 stopni. Potem może dobiło do 8. Wiatru praktycznie zero, słoneczko. Naprawdę super.
Trasa po zmianie dosyć spoko. Jednocześnie spod fajnej miejscówki koło galerii (i chyba nawet rynku, nie wiem Legnicę słabo znam) ruszył bieg na 10km i 21km. 10km jedna pętla, 21km dwie pętle z małą dokrętką po parku. Na odcinku 21km czterokrotnie wbiegłem na most (krótki podbieg, ale trochę jednak zwalniał i dawał w nóżki) i włącznie było 7 nawrotek. Niby te nawrotki wybijały lekko z rytmu, ale nie było źle. Pogoda była super no i bądź co bądź na trasie nowy asfalt. Zegarek pokazał 20,95km, ale trasa posiada atest i zegarek mógł się motać na nawrotkach i kawałkiem w parku - nie takie rzeczy mi robił :bleble:

Taktyka na bieg była dosyć prosta i w miarę sprawdzona. Pod ten bieg się kompletnie nie przygotowywałem dlatego nie można było go położyć :hahaha: dlatego chciałem zacząć możliwie jak najwolniej tak by później ewentualnie przyspieszać. 10km było nieco słabiej obsadzone (połówka też słabo, ale troszkę mocniej) i by być drugi musiałbym nabiegać 35:04. Nie nabiegałbym na pewno tyle, bo cały tydzień leciałem na voltarenach na kręgosłup i lewą stopę, pewnie znów 5-6km i bym miał finito, a tak to trochę wolniej dało się jakoś biec. Przejdę do biegu.

1km - 3'50" - Otwieram na lajcie. Nie ma co się spinać, bo się zbyt zepnę i zdechnie mi kręgosłup, który cały tydzień dokładnie smarowałem przeciwbólami. Fajnie się biegnie, mega komfort oddechowy na początku jak i na końcu biegu. Lajt.

2-3-4km - 3'47" - 3'45" - 3'47" - Nie pamiętam co się działo, dlatego nie będę wymyślać. Chyba tylko tyle, że łapie się raz jednej grupki biegnących na 10km, raz drugich. Cały czas pełen komfort. Nie ma co szarżować, bo zdechną nogi, zdechną plecy, które delikatnie czuję, ale wszystko pod kontrolą. Z racji tego, że biegniemy wspólnie nie wiem, który jestem (nie patrzę na kolory numerów). Nie patrzę właściwie też na zegarek, no bo po co. Na 4km opierdzieliłem musa z tymbarka, którego wziąłem na próbę, bo lubię, ale za ch on się nie nadaje do biegania - pyszny, ale za gęsty i kcal też mało. W sumie był tylko potrzebny żebym szybko go ojebał i zwolnił rękę żeby lepiej się biegło :hahaha:
Wg datasportu na +/- 4km, byłem 8 w OPEN i do grupki, którą goniłem cały czas od 10km traciłem już 30 sekund.

5-6-7-8-9-10km - 3'43" - 3'45" - 3'41" - 3'39" - 3'41" - 3'46" - Kolegom z 10km pomału zaczynał się włączać tryb "zawody" i "końcówka". Z czasem dla niektórych to zaczynałem być pacem, bo mimo iż w krzyżu lekko bolało to ból był znośny i pomału, pomału coś tam puszczało. W nogach siekiery nie było, pełen komfort jak na treningu, a ja nie patrząc kompletnie na zegarek zaczynam pomalutku przyspieszać. Wszystko na samopoczucie. Biegnąc próbuję wyciągnąć zawodników z 10km na jeszcze lepszy wynik.
Koło 10km, tak powiedzmy 9,6km widzę Rafała (znajomy, który wygrał bieg z niezłym czasem, bo 1:15:14) i pytam się który jest. On mówi, że pierwszy. No to dobra spoko ja pewnie 2 lub 3ci więc ciapa po biegu wpadnie :hahaha: Około 9,8km wbiegamy na stadion. W lewo na metę cisną ci z 10km, my w prawo a tam kurwa widzę przynajmniej trzech zawodników przede mną i to z przewagą około 40sekund :bum: I tak miałem cisnąć mocniej, narastająco, ale ch... Trzeba pomalutku zaczynać zawody :bleble:

10km skończyłem gdzieś w okolicach 37'20". Bóle z lędźwi stopniowo przechodzą w tyłek więc można pomału się bawić. Jest ok !

11-12-13-14-15km - 3'43" - 3'40" - 3'42" - 3'42" - 3'43" - Na zegarek nie patrzę. Interesują mnie tylko sylwetki biegaczy w oddali. Są długie proste, właściwie widzę wszystkich tych którzy mnie interesują. Odczuwalne przyspieszenie tak teraz myślę, że wynikało z faktu, że broniłem się rosnącą kadencją. W okolicach 12-13km na zdjęciu w oddali widać mnie i zawodników z miejsc prawdopodobnie wtedy 5,6,7 (oraz ten mostek na który lecieliśmy 4 razy). Na +/- 15km kogoś już wg datasportu wyprzedziłem i strata do grupy wynosiła już tylko 12sekund, a nie jak 5km wcześniej 40sekund.

16-17-18-19km - 3'43" - 3'40" - 3'38" - 3'41" - Brak treningu specyficznego pod półmaraton daje się lekko we znaki. Oddechowo czuję się komfortowo, ale nogi zaczynają odczuwać zmęczenie. Na zegarek nie patrzę, non stop zawodnicy przede mną i to mnie motywuje. Wiem, że złapie zawodnika z 5. miejsca, ale żeby być 4. czy też 3. no to już ciężarki. Samotne gonienie mega mnie kosztowało, ale cóż. W okolicach 18km byłem już 5. tylko sęk w tym, że 3ci zawodnik był sporo przede mną i musiałbym być "świeży" by go złapać, a 4. chyba zaczynał czuć że się gdzieś tam czaję i kuźwa też przyspieszył. Ja nie zwalniałem, ale pod nogą brakowało depnięcia mimo, że plecy z czasem delikatnie puszczały no i te 2-3km był mógł walnąć. W głowie miałem swoje treningi 6x1,6km i stać by mnie było na gonienie, ale jak nie ma z czego...

20-21.097km - Dogonić rywali nie dogonię. Trzecie i czwarte miejsce uciekło, ale trzymam, by nabiec tyle ile wyciągnę z mojego nietreningu półmaratońskiego. 400m przed metą drugi raz właściwie zaglądnąłem na całowity czas biegu (pierwszy raz patrzyłem około 16km) no i widziałem, że będzie szansa na sub1:18 tylko trzeba jeszcze przydusić. Nie wiem czy przydusiłem, ale 1:17:40 wpadło. Do czwartego straciłem 17sekund, do trzeciego 29sekund.

Czekałem na dekorację, ale przy dekoracji na 10km dowiedziałem się że klasyfikacje się dublują i chuuuuuu* :hahaha: W wiekowej byłem 4. w generalce 5. :bum:
Chwilę poczekałem i pooglądałem, na loterię nie czekałem bo zawinąłem do maka a potem na transport.

Wnioski z biegu
- Decyzja o przepisaniu się z 10km na 21km była świetna, bo mimo iż dyspozycja była dobra to przy moich problemach z plecami za ch nie byłbym w stanie biec w okolicach 3'30". Pospinałoby mnie na amen. Tak to pomalutku, pomalusieńku biegłem swoje i dało się biec bez uczucia większego dyskomfortu.
- Świetna informacja zwrotna. Na gorąco oceniając moje przygotowania daleko nie odbiegły od tych półmaratońskich. Właściwie do poprawy lekko zwiększyć ogólny kilometraż i w końcowej fazie zacząć wprowadzać jednostki specyficzne pod dany dystans.
- Taktyka na taką bez spiny i z rosnącym tempem po raz kolejny działa u mnie na półmaratonie, z tymże ostatni raz stosowałem to ponad 2 lata temu :hahaha:
- Adiosy okej. 5km, 10km, ale Bostony tak jak dzisiaj to lepszy wybór na takie 21km. Przy mojej technice biegu, łydki nie dostają tak w kość.
- Kalkulator z bieganie.pl mojemu wynikowi z dzisiejszego biegu przyporządkowuje wynik 35'05", gdzie nie trenowałem pod 21km. Wszystkie znaki na niebie, wszystkie kalkulatory pokazują że powinienem 10km biec szybciej, a się k... coś wstrzelić nie mogę :hahaha:
- Mógłbym sprawdzić reakcję organizmu jak się czuje po 21km. Potrenować kilka dni i sprawdzić się na bieżni na 10km, ale k... jestem w takim dobrym nastroju po dzisiejszym biegu, że niech tak to zostaje. Wolę tak kończyć sezon.

Tym, którzy czytają mojego bloga (i tym którzy nie czytają, ale może zaczną) pragnę życzyć sukcesów w waszych najbliższych startach. W moim przypadku dzisiejszy start był ostatnim w sezonie. Mój dłuuuugi sezon startowy (od sierpnia :hej: ) właśnie dobiegł końca. Pozdrawiam !

Zdjęcie z okolic strzelam 12-13km, nie pamiętam. Ja tam w oddali na biało. Zasłonięci to moja grupka, którą cały czas starałem się gonić


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - Na roztrenowaniu
Nowy postNapisane: Cz, 10 października 2019, 20:22 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Jako takiego podsumowania nie ma sensu robić, bo na bieżąco wszystko omawiałem i rozpisywałem. Podsumowanie roku zrobię w nowym roku. Na tą chwilę parę zdań na temat zbliżających się przygotowań.

Aktualnie jak wiecie się roztrenowuję. W tym tygodniu może wyjdę tylko z raz lekko na rower, tak to tylko sędziowanie. W przyszłym tygodniu może wrzucę znowu rower, sędziowanie i może pluskanie się na basenie, bo do pływania to mi daleko.
Potrwa to planuję jeszcze jakieś 2,5 tygodnie albo do czasu kiedy nie przestanę odczuwać dyskomfortu w lewej stopie. Delikatnie boli, a że mi się teraz nigdzie i do niczego nie spieszy to niech się to leczy.

Plany startów listopad-luty
- Bieg Gęsi Jerzmanowa - +/- 8km [11.11.19] - opcjonalnie - uzależnione od obsady, bo jak nie będzie szans na bezformiu na top3 to nawet nie jadę, bo bez sensu. Tak to chcę wpaść jedynie po ciuchy newline, statuetkę i pieczoną gęś :hahaha:
- Grand Prix Zagłębia Miedziowego Etap Głogów - 6km [23-24.11.19]
- Grand Prix Zagłębia Miedziowego Etap Gaworzyce - 6km [7-8.12.19]
- Bieg Sylwestrowy Leszno - 5km [29.12.19]
- dwa kontrolne Parkruny w w styczniu i w lutym
- Cross Leszno Grzybowo - 10km [połowa lutego]

Wszystkie te starty mają mi zastąpić treningi jakościowe. Jerzmanowa to miałby być start typowo na przypale i praktycznie z punktu "0" natomiast pozostałe biegi miały by już jakiś cel, a cel najprościej ując w ten sposób, że chcę się na tych biegach wyszumieć, pobawić, poprawić wyniki z zeszłego roku no i nagrodzić się w samym startem i udziałem w biegu, gdyż do połowy lutego skupiać się będę na czym innym i na pewno nie będzie to oranie treningów tempowych. Na niczym innym mi nie zależy. Jeśli na treningu zachce mi się szczególnie w grudniu lub lipcu orać tempa, to wrócę do tego wpisu i się pacnę w głowę, bo to kompletnie nie ma sensu, a skończyć się może "kuką" jak rok temu.

Powiedzmy że nazwę to "pracą nad bazą" chcę kontynuować do połowy lutego. Priorytetem jest na pierwszym miejscu zdrowie, na drugim przygotowanie ogólnorozwojowe - praca nad stabilizacją, poprawa siły, wiadomo o co chodzi, a całą ogólno chcę kontrolować we współpracy z fizjo (czyli kontynuacja tego co udało się zrobić na trochę wyższym poziomie zaawansowania :) ).
Bez bazy i przygotowania niczego nie nabiegam. Widząc jaką robotę zrobiłem od kontuzji achillesa do teraz, zaczynam wierzyć w siłę spokojnego i bezstresowego przygotowania, bo to są fundamenty, a wierzchołkiem/budowlą jest dopiero trening do startu czy sam start. Żeby biegać szybciej trzeba się przygotować i biegać wolniej z troską o swoje zdrowie :taktak:

Przygotowania podzieliłem na IV etapy. Mniej więcej każdy z nich potrwa 4-5 tygodni. O etapach będę pisać w miarę kończenia się kolejnego. W Etapie I chcę cieszyć się przede wszystkim z samych wyjść na dwór, bez żadnego planu. Będą to rozbiegania po 25'-30', może 40-50', w każdym bądź razie chcę na nowo przyzwyczaić aparat ruchu do biegania (poza być może walką o fajne ciuszki na biegu :hahaha: ). Od pierwszego etapu chcę już włączać nowe ćwiczenia od fizjo (niedługo wizyta) i to będzie najważniejszym elementem w najbliższym czasie.

Co do startów docelowych na okres po "budowaniu bazy" to znowu nie chcę pisać co to, nie ja i co chcę nabiegać - zachowam to dla siebie. Śmiać mi się chce gdy czytam moje zeszłoroczne wypociny :hej: Natomiast na pewno nie będę się napinać na starty na wyniki w marcu. Wezmę to co sobie wypracuję i przyjmę z pokorą (chyba że mi coś odpukać znowu jebnie), a to co zrobię w marcu da mi odpowiedź na kolejne miesiące co natomiast mogę w nich wypracować.

P.S Jutro przychodzą nowe butki, ale jeszcze w nich nie pobiegam. Niech czekają i niech kuszą. :hahaha:

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - Na roztrenowaniu
Nowy postNapisane: Śr, 16 października 2019, 19:36 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Dużo pod kątem biegania nie robię i mam tego małe efekty, ale spokojnie, po kolei.
W piątek zrobiłem wycieczkę rowerową w poszukiwaniu tras biegowych. Sobota i niedziela to już sędziowanie.
Moje "ćwiczenia" ograniczały się właściwie do 2x w tygodniu wyrolowania piszczeli i łydek + rozciąganie, tak to zupełnie nic.

We wtorek byłem u fizjo zobaczyć co i jak, co wzmacniamy, czego nie.
Na dzień dzisiejszy nie ma co wzmacniać, bo przyszedłem w stanie zabetonowanym i nie dało się za dużo zrobić (głównie zależy mi na ogarnięciu kręgosłupa + ćwiczenia ogólnowzmacniające).

Zanim wrócę do biegania (jeszcze 1,5 tygodnia) to przede wszystkim skupiam się na rozciąganiu i rozluźnianiu mięśni by przy następnej wizycie dało się cokolwiek zrobić. Do kręgosłupa i miednicy na razie za nic nie da rady się dostać i trzeba szukać innych dróg - objazdów :bleble:
Prócz ćwiczeń, które mam spisane ładnie w zeszyciku stałym punktem ma być trening autogenny Szulca. Robiłem jak dotąd raz - pierwszy raz chyba w życiu udało mi się rozluźnić mięśnie czworogłowe uda. Ogólnie pierwszy raz to robiłem i jestem pod ogromnym wrażeniem, a jak to się przełoży na moją sprawność ogólną itd. - jestem naprawdę ciekaw.

Trening strikte biegowy w sposób bardzo ogólny się kształtuje. Póki co zainwestowałem w butki - ani glide'y, ani response. Kupiłem energy boosty, ale jeszcze okazji nie miałem w nich biegać - jedynie chodziłem no i są mega mega miękkie. Trochę mi zajmie przyzwyczajanie się do tych człapaków, bo jednak wolę coś mniej amortyzowanego, ale w tym cały czas się biegać nie da.

Pozdrowienia dla wszystkich startujących w najbliższy weekend :)

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - Budowanie bazy I
Nowy postNapisane: Pt, 25 października 2019, 17:14 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
2019-2020

Oficjalnie mogę napisać, że wracam.
O celach wynikowych warto byłoby może kiedyś napisać, bo głupio mi pisać, że celem jest bieganie bez kontuzji bla bla bla... Jest to jakiś cel, ale zrealizować go mogę również nie biegając - ot, taki paradoks :bum:
Dlatego prawdziwym celem jest przede wszystkim usprawnienie ciała, poprawa wyników, a wszystko to w trosce o zdrowie.

W najbliższym sezonie oczekuję od siebie przede wszystkim większej mądrości (mądrze trenowałem właściwie od kwietnia) i systematyczności, bo kontuzje popsuły mi całe przygotowania zimowe. Nie muszę robić wszystkiego na hurra - mam czas, a przy tym samym spore rezerwy. Tylko trzeba nimi mądrze zarządzać.
Rozpoczynam pierwszą fazę budowania "bazy". Kto lubi czytać mojego bloga ten niestety się raczej rozczaruje, bo dominować w 99% będą hasła typu "BS", "BS w terenie" oraz podbiegi sprintem, a ten 1% to będzie sędziowanie - także za nudy przepraszam. Potrzebuję pobiegać wolno, by potem biegać szybciej :hejhej:

Plan rozpisuję indywidualnie pod siebie na bazie treningu metodą Fitzgeralda i Hudsona, trochę Danielsa, ale przede wszystkim bardziej widzi mi się Fitzgerald i Hudson w sporej mierze pod siebie. Zaczynam dostrzegać brakujące elementy w moim bieganiu także zobaczymy.
P.S 80-90% kilometrażu wykonuję na nawierzchni typu szutr, ścieżki leśne itp.


25.10.19 - piątek

6,62km ~ 5'05" [33:38]

Testowanie nowego obuwia do klepania kilometrów - Energy Boost 3. Póki co po spacerach i dzisiejszym pierwszym bieganiu stwierdzam, że fajne buty, ale nogi będą potrzebowały czasu by się dostosować do tych kapci. Trochę boli lewa stopa podczas użytkowania, ale to do dogrania, obuwiem i tak rotuję. Buty będą mi służyć tylko i wyłącznie do klepania kilometrów, bo do innych rzeczy się one nie nadają. Są za ciężkie, za wolne. Moje nogi kochają Bostony.

Wnioski z dzisiejszego spontanicznego biegania. Dobrze, że wyszedłem dzisiaj, a nie w przyszły poniedziałek, bo łooo panie. Zapuściłem się strasznie :hahaha:
Zaczynam od właściwie "zera" także jest git. Roztrenowanie, w którym praktycznie nic poza gimnastyką nie zrobiłem zdało efekt :hej:

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - Budowanie bazy I
Nowy postNapisane: N, 3 listopada 2019, 20:39 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Obrazek
28.10.19 - 03.11.19

Pierwszy tydzień budowania bazy przyniósł mi 56km. Nie wliczam w to spacerów, tenisa ziemnego. Liczę tylko i wyłącznie bieganie i sędziowanie. O ile pierwszy piątkowy wypad z zeszłego tygodnia szedł powiedzmy dość ciężkawo tak w tym tygodniu było już naprawdę cacy co jest na pewno budujące. Pozwoliło mi to zrobić w tym tygodniu więcej niż zakładałem (na pierwsze tygodnie dystans przebiegnięty miał wynieść 40-45km). Do tego standardowo rozciąganie. Najbliższa wizyta u fizjo dopiero w drugiej części listopada także jeszcze mam czas, by zawitać w jeszcze lepszym stanie.
Planu jako takiego nie mam treningowego - wychodzę i tuptam. Ma być zmienne tempo.

Obrazek
PONIEDZIAŁEK 28.10.19

7,66km ~ 4'53" [37:26]

Z tego treningu pamiętam tyle, że klepałem go w godzinach wieczornych i tym razem w całości po asfalcie.
Zaprzyjaźniam się z Energy Boostami i pomału ta nasza relacja wygląda coraz lepiej.

WTOREK 29.10.19

9,5km ~ 4'40" [44:20]

Z ranach trochę pizgało, ale konsekwentnie krótkie spodenki przy ujemnej temperaturze :spoko:
Tym razem wyklepane response boost i tym razem w końcu lasek.

ŚRODA 30.10.19

10,27km ~ 4'52" [50:00]

Wieczorna wyprawa do lasu. Bez historii.

CZWARTEK 31.10.19

6,61km ~ 4'46" [31:30]

Bez historii.

PIĄTEK 01.11.19

WOLNE

SOBOTA i NIEDZIELA 02.11-03.11.19

Dwa mecze na środku i jeden na linii.
Razem z jakieś 22km.

Obrazek

Wydaje mi się, że przez moje ostatnie kilka miesięcy biegania udało się zrobić całkiem fajne fundamenty i ten powrót wygląda znacznie przyjemniej. Kolejne dwa, może trzy tygodnie będzie jeszcze można polecieć spontanicznie, ale już później trzeba będzie realizować plan, bo aktualnie jadę na "euforii" spowodowanej powrotem. Biegam sobie by biegać, ale niedługo ten stan minie.
Póki co postaram się podtrzymać kilometraż w okolicach 60km.

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: MatiR - Budowanie bazy I
Nowy postNapisane: Pn, 11 listopada 2019, 00:35 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Śr, 12 lipca 2017, 22:48
Posty: 311
Obrazek
04.11.19 - 10.11.19

Niby 46km, ale to gówno prawda tak naprawdę :D
Sporo spacerów, których nie wliczam w kilometry. Sporo gry w tenisa – szczególnie poniedziałek zabił mi nogi na dobre 3 dni, a muszę jednak się pilnować, bo to dopiero początek przygotowań.
Z biegania, którego było w tygodniu „aż” trzy jednostki to tyle, że nie chce mi się ciągnąć ciągiem do 10km, ale mam czas także luz – ja nic nie muszę, a jedynie mogę. Przede mną sporo pracy.

Obrazek
PONIEDZIAŁEK 04.11.19

2h tenisa ziemnego + 9,61km ~ 4’43” [45:20]

Tenis mega, mega intensywnie. Praktycznie non stop wymiany z małymi przerwami, bo braliśmy co chwilę nowe piłki z kosza.

Wieczorny BS to jeden z ostatnich biegów klepanych w wysłużonych adikach response. Fajnie się biegało, doskonała pogoda, ale nogi już odmawiały posłuszeństwa – a najgorzej było po samym biegu.
Klepane po lesie.

WTOREK 05.11.19

10,24km ~ 4’57” [50:40]

Katorga… Dwugłowe i poślady tak skatowałem dniem wczorajszym, że dzisiaj ledwo człapałem. Fakt faktem biegałem też 6km po trasie przełaju, który biegnę za 3 tygodnie, ale mimo wszystko. Ja się cieszę, że wczorajszy dzień poszedł w uda i dupsko, ale fff….. No boli.

Udało się ogarnąć rolkę i ćwiczenia rozciągające. Trochę puściło.

ŚRODA 06.11.19

30’ tenis ziemny + 8,34km ~ 4’43” [39:20]
Tym razem klepane po asfalcie

CZWARTEK 07.11.19

1h tenis ziemny…


PIĄTEK 08.11.19

WOLNE

SOBOTA i NIEDZIELA 09.11-10.11.19

Sobotni mecz w roli głównego to około 9,1km. Dobrze, że się runda kończy, bo zaczynam odwalać manianę na środku…
Najlepiej bym się widział w roli asystenta gdzie śmiało bym ogarnął temat na szczeblu centralnym, ale na to perspektyw nie widać żadnych – mój stoicki spokój nie jest widziany na środku, a żyję dopiero gdy się coś dzieje – brakuje mi bodźców…

Niedziela to linia i łącznie około 9km.
Ponadto wieczorem tenis ziemny 1,5h – tym razem nie graliśmy na szczotce tylko pierwszy raz grałem na hardzie – Ja p….dole. Pierwsze odbicia to nie potrafiłem kompletnie wyczuć rytmu wejścia na piłki :D


Obrazek

Z wniosków tyle, że w tym tygodniu to było trochę tak multisportowo, ale jest ok. Nie samym bieganiem człowiek żyje, a trochę ruchu o innej specyfice też się przyda. Co mnie martwi w tym tygodniu, że nie udało się zrobić chociaż dwóch jednostek ćwiczeń od fizjo połączonych z treningiem autogennym. Nie chce by kolejna wizyta u fizjo nic nie dała, a priorytetem jest odblokowanie pleców.

_________________
BLOG

KOMENTARZE


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 143 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL