INEMOSS 19:59

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Pegasusy kupione. A tymczasem.

Obrazek

Miało być..
1.5km BS + 10x 1' (p. 35'') + 1km BS

A było..
1.5km BS + 8x 1' (p. 35'') + 1.5m BS

Dlaczego? Bo. Nie umiem. Liczyć. Byłem pewny że zrobiłem dziesięć :D

Kontynuuję plan robienia interwału, który ma mnie przybliżyć do życiówki na 5km w ciągu paru tygodni. Tym razem przerwa w marszu nie 45 sekund a 35. Mialo być 10 powtórzeń i bez problemu by było ale jestem nieogarem.

Kolejno tempa minutowek:
4:26, 4:23, 4:31, 4:34, 4:37, 4:33, 4:28, 4:38.

Same minutowki na luzie. Szybko odzyskiwałem pełen luz po tych 35 sekundach. Gorzej z powrotem do domu, bo niby oddech na spokojnie, ale nogi jakieś takie średnio zrelaksowane.

Plan na kolejne dni taki, że pewnie dwa razy luźne bieganie po lesie z psem, jedno dłuższe wybieganie co u mnie ostatnio nie zdarzało się zbyt często i znowu interwał. Kolejny planuję 10-12 powtórzeń z tą samą przerwą 35 sekundową. Potem jeszcze raz coś podobnego i na koniec już przerwa nie będzie w marszu tylko w truchcie.
New Balance but biegowy
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Pegasusy 38 przyszły. Wow. Nie pamiętałem że buty mogą mieć tyle amortyzacji, a Pegasusy to pewnie nawet nie jest jakaś ultra-amortyzacja. Cóż, moje Duramo to już chyba są niezłe klapki skoro widzę taką różnicę. Ciekawe czy się to przełoży na większy komfort podczas wybiegań czy wręcz przeciwnie będę się dziwnie czuł.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Miałem ciężkie dwa dni w pracy i żona wymyśliła że rozwiązaniem tego problemu będzie zaraz po pracy pojechać na Biały Krzyż i iść z naszym trzylatkiem na Malinowską. Bardzo fajna wyprawa, mega wiatr na szczycie, syn uradowany, że tak wiało. A na koniec nas przywitał przepiękny zachód.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

8km BS (5:55min/km)

Po pierwsze fajnie się biega w tych Pegasusach. Po drugie zawsze po górach jestem zmęczony, ale jednocześnie dostaje jakiś power mięśniowy. Po 8km dałem sobie spokój ale czułem że mogę tak biec i biec (co mi się rzadko zdarza).

BTW sprawdziłem sobie pierwsze wpisy w tym blogu i trochę mnie smut wziął. Pamietam że wtedy sub20 wydawało mi się kwestią czasu, ale właściwie wszystko było biegane na wysokim tętnie i musiało się to tak skończyć.. czyli kontuzją. Wiec z jednej strony smut, a z drugiej strony zadowolenie, że teraz osiągnąłem pewną równowagę. Niby póki co biegam wolno, ale wierzę że pod koniec roku i tak zbliżę się do życiówki. I zbuduje też bazę dzięki której w przyszłym roku będę mógł biegać dużo lepiej.

Życiówka to niestety wciąż słabiutkie 23:37 na 5km. Planuję start w październiku albo listopadzie i rozprawienie się z tym wynikiem. Aaaaa potem naprawdę solidne budowanie siły biegowej zimą i wiosną w końcu jakieś porządniejsze starty na 3/5km. W sumie nawet nie wiem czy się nawet bardziej na tej trójce nie skupić.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

1km ~5:00min/km + 0.5km BS + 8x 1' po lesie (p. 35'') + 1.5km BS

Dziwny bieg, nie? Już tłumaczę. Już miałem wychodzić na akcent, ale dostałem info, że u rodziców dzwoni alarm. No to szybko, ale nie za szybko pobiegłem to sprawdzić. Nic się oczywiście nie stało, ale nic z lekkiego wprowadzenia do akcentu. Miało być 12x ale ograniczyłem się do 8. Las dosyć nierówny z korzeniami, więc tempo też spokojne - czasem 4:30, czasem 5:15, generalnie na wyczucie.

Taki akcent jak nie akcent, więc chyba bez dnia przerwy jutro pójdę na lajcik z psem.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Jutro Tatry. Poza takim sobie chodzeniem z żoną i synem mamy do zrobienia sesję poślubną. Wchodzimy z parą na Halę Gąsienicowa i może wyżej jeśli pogoda dopisze. A z tym może być problem.

Na ten moment prognoza pogody straszna. Właściwie prognozuje się dzień w dzień deszcz, ale nie przejmuje się tym. Po pierwsze w deszczu też można chodzić po górach, a po drugie trzeba obserwować. Rok temu prognoza była podobna, a prawie codziennie znajdywaliśmy jakieś okno pogodowe.

Mam nadzieję że wrócę wzmocniony. Zawsze góry działają na mnie jak taki zastrzyk siły.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Tatry + 5km BS (5:49min/km)

No to Tatry za mną. Jestem bardzo zadowolony, bo miała być tragiczna pogoda, a było naprawdę przyjemnie. Pierwsze dwa dni w ogóle bez wiatru, niebieskie niebo. Co prawda zimno, ale jak się jest dobrze ubranym to nie ma problemu. Żona zrobiła fajną sesję parze ślubnej na Hali Gąsienicowej, a my z synem zjedliśmy frytki, szarlotkę, poszliśmy parenaście minut w kierunku Kasprowego, posiedzieliśmy na kamieniach, pogadaliśmy z ludźmi. Fajnie było. Następne dwa dni to jakieś pomniejsze spacery po górach - trochę w kierunku Czerwonych Wierchów, Przęłeczy Liliowe po wjeździe na Kasprowy, a potem Dolina ku Dziurze, bo była kijowa pogoda.

No i spadł śnieg. Postanowiliśmy ruszyć sobie bezpośrednio z pensjonatu przez Kuźnice i wejść sobie na Kondratową porobić zdjęcia widoków. Syn trochę pochodził na własnych nogach, ale klasycznie więcej czasu spędził w nosidle i latał potem po Kondratowej i nasłuchiwał ryków jeleni. Pogoda mega zmienna i PIĘKNA jednocześnie. Na zmianę słońce, mgła, deszcz, wiatr i w końcu 5-minutowa zawierucha ze śniegiem, a na Kondratowej pierwszy śnieg (czyli powiedzmy był śnieg w Tatrach od ~1300mnpm). Fotograficznie czuliśmy się spełnieni. Po drodze spotkaliśmy pana idącego boso. Potem wykrzyczał jakąś rytualną pieśń, ściągnął bluzę i koszulki i wbił w samych spodniach do schroniska na Hali :D

Nic wielkiego, dla większości górołazów to śmieszna wyprawa, ale przy 2-3 latku trzeba być pokornym i mimo, że by się chciało więcej to trzeba trochę odpuszczać. Po ok. 5h w górach widocznie syn traci zapał i radość, a przecież robimy to właśnne po to, żeby pokochał góry tak jak my. Na dłuższe wyprawy w wyższe góry przyjdzie czas.

A sportowo ten wypad dużo mi dał. Po paru dniach zacząłem czuć większe napięcie w stopach i mam wrażenie, że taki stan to idealny moment, żeby poobserwować jak pracuje ciało w czasie ruchu. Na Kondratową starałem się wysunąć biodra do przodu i prowadzić chód typowo z bioder. I dopiero jak coś boli to czuję jak optymalizować ten ruch, żeby odciążać tylną taśmę. Dobra nauka na przyszłość, szczególnie w związku z bieganiem.

A w dzień powrotu tak mnie znużyły 3h w aucie i potem jeszcze 2x25min jazdy po psa do mamy, że ubrałem ciuchy biegowe i poszedłem sobie zrobić spokojne 5km. Fajnie, że tym razem wracam z gór i czuję siłę i chęć do biegania od razu po powrocie. Bywały takie wypady w góry, że mnie coś łapało dziwnego w okolicach łydki albo uda i potem nie umiałem wrócić do sprawności przez parę tygodni. No, ale to było rok temu jak doprowadziłem się do kijowego stanu bieganiem i stresem.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

1km BS + 8x400m (~4:30min/km, p. 45'' w marszu) + 1.20km BS (5:50min/km)

Coś tam pobiegałem. Po Tatrach na spokojnie zacząłem od krótkiego 5km w dzień powrotu z gór. Potem spokojna piątka z psem po moich pagórkach. Dwa dni później 7km wybiegania po ~5:55min/km. Wiem, śmiesznie to brzmi - 7km wybiegania, ale najtrudniej mi przychodzi zwiększanie kilometrażu, poza tym zwykle mam takie góra ~45min na trening. Może bedę to przesuwał w kierunku godziny, ale pewnie nie zawsze się godzina znajdzie. No i po kolejnych dwóch dniach 6km po pagórkach z psem - traktuję te treningi jako taką naturalną siłę biegową. Tempo zwykle powyżej 6min/km, ale za to sporo biegania w górę i w dół.

No i dzisiaj przyszedł czas na jakiś akcent. 8 powtórzeń po 400m, tempa kolejno: 4:26, 4:28, 4:27, 4:30, 4:32, 4:34, 4:24, 4:24, więc można nawet powiedzieć, że trochę lepiej niż zakładałem. Na minus to, że dosyć szybko przyspieszał mi oddech, ale z drugiej strony jak mocniej podziałałem łokciami i przeponą to wróciłem z tymi powtórzeniami na ~4:25. Na plus fakt, że mięśniowo chyba nieźle to znoszę, bo wracając całkiem sympatycznie mi się biegło. Generalnie nie określiłbym bym tych treningów powtórzeniowych jako coś co mnie strasznie ora. Idę o zakład, że takie 6km w tempie ~5:00min/km byłoby dla mnie bardziej uporczywe.

No nic. W tym roku mam jeszcze dwa miesiące takiego czysto biegowego treningu - potem zobaczymy jaka będzie zima. Nie zmienia to faktu, że jeśli będę chciał się sprawdzić to najlepiej chyba na przełomie listopada/grudnia, bo na ten moment nie ma jeszcze takiej formy, żebym mógł zrobić jakiś sensowniejszy wynik. Idzie do przodu, ale powoli.

EDIT: Hehe, nie ogarnąłem, że przecież w ostatnich tygodniach robiłem minutówki, a nie 400tki. Stąd jakieś tam trochę większe obciążenie. W takim razie jestem zadowolony, bo wyszło tego treningu zasadniczego 3.2km + przerwy, a same 400tki delikatnie poniżej 4:30min/km. Na razie z tego żadnych wniosków nie wyciągam. Muszę przyzwyczaić organizm do tego, żeby tempo 4:xx było komfortowe, a wtedy już można iść po więcej.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

6.5km (5:30min/km)

Niby nic, ale dla mnie dobry prognostyk. Co prawda nie był to taki czysty BS, bo np. na podbiegach czułem trochę to tempo, ale poza tym zaskakująco luźno. Dawno mi się tak lekko nie biegało przy 5:30. Możliwe że te akcenty po ~4:30 zaczynają mi powoli przesuwać granicę.

Miało być 7-8km, ale strasznie wiało i deszcz dzisiaj cały dzień pada. Trochę mi te Pegasusy przemokły.

Przed tym dwa dni temu biegałem klasyczne 5-6km z psem. Taki regeneracyjny trening, chyba 5:55min/km. Fajnie się po tym zregenerowałem. Następny trening prawdopodobnie w środę. Albo znowu z psem (ale tym razem po pagórkach, więc siła biegowa) albo trochę podkrecę tempo i zrobię jakiś trochę odmienny akcent. Czyli tym razem nie te moje klasyczne minutówki/cztery setki, ale coś bardziej "ciągłego". Może BNP (tak od 6:15 do 4:15) albo dla odmiany jakaś piramidka. Zawsze mnie jakoś kreciły te piramidy w stylu 800/600/400/200/100/200/400/600/800. Nie wiem tylko jak do tego podejść żeby po czterysetce mieć siły na jakieś porządniejsze 200 i 100. Nie wiem, może założę że ta pierwsza połowa mocno asekuracyjna, wręcz spokojna i dostosuję tempo tak żeby po drugiej połowie był porządny akcent.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

~3km po pagórkach + ~3km po mieście (z psem, 5:55min/km)

Nic wielkiego ale i tak jestem w miarę dumny z tego tygodnia. Syn poszedł do przedszkola i poza generalnym stresem (bo no ciężko to przechodzi) to oczywiście na dzień dobry przyniósł po 4 dniach chorobę. Mu nie przechodzi, żona też się zaraziła, ja się trzymam.

A w sobotę robiliśmy super ślub i zależało nam na tym żeby być na chodzie. Więc biegałem mocno na luzie przed sobotą. Najpierw jakaś wolna szóstka po pagórkach. Potem dzień przed wyszedłem na dosłownie 4.5km i to w kijowym tempie, ale wydaje mi się że wtedy właśnie mnie coś brało ale to zwalczyłem.

Dzisiaj takie coś. Trochę po mieście, trochę po pagórkach. O dziwo sumarycznie poniżej 6min/km, więc jestem zadowolony. A zwykle na tych moich pagórkach zwalniam do 6:30 albo i wolniej, bo momentami tam są naprawdę konkretne podbiegi. Nie wiem skąd dzisiaj tyle mocy było przy zachowaniu luzu.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Eh, wirusy przedszkolne atakują i aktualnie to jest chyba główny powód, dla którego będzie jeszcze ciężko coś osiągnąć w tym roku. Jakoś tak wyszło, że mnie najmniej to dotknęło. Żona z synem na całego, ja w sumie pauzowałem tylko przez katar.

Obrazek

3km ~5:20min/km + 5x100 średnio + 1km BS

Takie coś na pobudzenie. Żaden to wielki akcent, ale mimo wszystko miałem zregenerowane mięśnie i nie chciało mi się klepać kilometrów po 6min/km. Całkiem mnie zaskoczyło jak po tym katarze lekko mi się biegło tym 5:20. Po 3km zatrzymałem się na jakiejś prostej i na rozruszanie kończyn zrobiłem sobie pięć razy setkę. Tempo żadne sprinterskie, po prostu trochę szybciej ~3:30min/km. Jeśli Garmin się nie myli to mam wtedy krok 1.7m. Pamiętam, że jak biegłem szybciej po ~15-17s to było powyżej 2m. Potem jeszcze kilometr do domu. No i trzeba się zająć małym przedszkolakiem. Mogłem dzisiaj odpuścić bieganie, ale po bieganiu mam poczucie, że potrafię być jakiś bardziej zaangażowany w zabawę z synem. A poprzednie 3 dni to byłem jak zombie, które nic tylko narzeka i się wkurza.

W założeniu chcę iść na bieg mikołajkowy w Katowicach. Nie przepadam za tą trasą na Muchowcu, ale i tak cudów w tym grudniu nie zrobię. Po prostu chciałbym sobie coś przebiec szybciej na koniec roku. Nie mam bladego pojęcia na co mnie będzie stać za te 2 miesiące.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Oj ciężko było. Syn przyniósł z przedszkola. Najpierw on i żona dwa tygodnie objawów, chwile potem ja z gardłem i jakimś bezsensownym antybiotykiem. Wszystko wskazuje na covid. Test robiliśmy za późno, ale lekarz pracujący na oddziale covidowym twierdzi, że taka ropa z oczu to teraz objaw Omicronu. Nigdy wcześniej nam nic z oczu nie leciało, a parę tygodni my z takim objawem, teraz teściowa.

Obrazek
Wróciłem do biegania pare dni temu. Najpierw dwie luźne piątki po ~6:00min/km, żeby na spokojnie wejść w trening po 2 tygodniach absencji. Potem 6.5km po pagórkach - fajny trening, dobrze się czułem, mój kundelek chyba też fajnie wybiegany.

1.1km (5:37min/km) + 3.2km (5:07min/km) + 1km (5:34min/km)

Miałem mało czasu. Koła do zmiany, zakupy, wyjście z synem do dziadków, praca. Wiedziałem, że mam pół godzinki na trening więc taka szybsza piątka z groszami weszła. Trening na spory plus. Myślałem, że po tej przerwie nawet takie tempo mnie przeora, a było nieźle. Nie czułem się zmęczony po tym treningu. Widzę światełko w tunelu..

..ale przez przedszkole i te atakujące jak z karabinu infekcje nie mam żadnych oczekiwań względem ewentualnych prób na 5km. Mooooże coś tam spróbuję w grudniu, może sobie wyrównam życiówkę, ale zupełnie nie mam presji. Teraz liczy się, żeby dobrze przepracować zimę i w marcu/kwietniu zrobić w końcu coś porządniejszego na te 5km.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Jak nie urok to.. właśnie. Tym razem jelitówka w całej rodzince. Fajny ten okres jesienny i przedszkolny. Taki nie za zdrowy.

Kręci mnie dalej w brzuchu, ale uznałem że już mi odbija emocjonalnie i muszę iść pobiegać. Najpierw straszliwie ciężko pierwsze 2.5km, ale jak już przeszedłem ze stanu spiętego brzucha do stanu, hmm jak to nazwać ładnie, brzucha, który za pomocą pewnych mechanizmów zaczynał się rozluźniać to nawet wszedłem na ~5:00min/km i miałem poczucie, że mógłbym tak jeszcze sporo ciągnąć mimo serii chorób. Może coś będzie z tego jeszcze.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

BNP 5km

1km: 5:51min/km
2km: 5:24
3km: 5:10
4km: 4:50
5km: 4:44

Trochę jestem na siebie zły, bo założenie bylo takie żeby pierwszy kilometr był ślamazarny po 6:10, potem dopiero 5:45, 5:15 i na koniec mocniejsze czwórki. Miałem skończyć ten trening z poczuciem względnego luzu.

Niestety nogi same się pchały i pierwsze dwa kilometry zamiast być ślamazarne to już delikatnie wprowadziły w tempo. W efekcie trzeci kilometr był jeszcze lekki, ale już czwarty przyspieszył mi oddech, a ostatni już totalnie niezgodnie z założeniami. Źle dobrałem trasę i ostatnie 600m już było praktycznie jednym wielkim podbiegiem - w rezultacie zamiast zakończyć na spokojnie to walczyłem z oddechem, żeby utrzymać tempo.

Tak czy inaczej prognostyk zły to nie jest. Wróciłem po covidzie i jelitówce. Startuję w Biegu Mikołajkowym w grudniu na 5km. Idę się tam bawić. Nie mam oczekiwań. Cieszy mnie że w tym roku biegam sobie z przyjemnością bez kontuzji. Przyszły rok jest tym docelowym, natomiast teraz cieszę się już na zimowe bieganie z psem ;)

Obrazek

No i tak tylko dodam, że mając na uwadze, że chce solidnie siłowo przepracować zimę to w przyszłym roku cel jest jeden czyli tytułowy - mam zrobić to sub20. Na razie nawet 22min jest trochę poza zasięgiem, ale czasu mam w końcu chyba więcej. Syn zaczął do przedszkola chodzić, mnie przestały przesladować kontuzje. Przyszłej jesieni 19:xx musi wpaść. Szybkościowo to jest dla mnie żadna prędkość. Trzeba zbudować wytrzymałość i pyknie.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

5km BNP + 0.6km BS

Trochę lajtowego biegania wcześniej, 7km po 5:39min/km (zaskakująco swobodnie), a dzisiaj o 10 takie BNP.
1km: 6:00min/km
2-3km: 5:30min/km
4-5km: 4:53min/km

Założenie było takie, żeby te ostatnie 2km weszły w 4:45min/km. Niestety czułem, że dzisiaj jakiś bez sił jestem od początku. Nie miałem motywacji do przyspieszania. Ostatecznie nie wyszło jednak tak źle. W miarę blisko tego co sobie zaplanowałem.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 812
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Kurczę, dwa tygodnie regularnego biegania i zintensyfikowanego treningu i oczy przecieram ze zdumienia patrząc jak szybko w taki sposób progresuję.

Obrazek

6x500 (p. 1') w tempie ~4:25min/km

Ostatni mocniejszy trening przed niedzielą. Planowałem 4:45, ale jakoś zaskakująco łatwo wchodziłem na 4:00-4:20, więc ostatecznie postanowiłem, że będę się trzymał lekko pod 4:30. Kolejno tempa 500tek:
4:28, 4:36 (pod górkę), 4:25, 4:22, 4:17, 4:26

Zaskakująco lekko to weszło. Te BNPki od 6:00 do 4:45 były dla mnie nieporównywalnie trudniejsze niż te 500tki. Tego treningu praktycznie nie odczułem. Szkoda, że zabrakło w tym sezonie już czasu, żeby te 500tki rozszerzyć w następnych tygodniach do 600, 800 i tysiaczków, bo jakbym tak biegał 5x1km to by był dobry prognostyk*.

BTW po raz pierwszy od dłużzego czasu włożyłem NB Fresh Foam Tempo. No i w tych butach czuję jednak większą dynamikę niż w Pegasusach. I automatycznie kadencja o 10 w górę.

* Aczkolwiek nikt nie powiedział, że grudzień będzie -15 stopni i śnieg po kolana. Wciąż mogę jeszcze coś ugrać w grudniu/styczniu.
ODPOWIEDZ