Przemek, szybciej! - krzyknął Rolli

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

5km luźno + 4x60

no siedzi we mnie jakieś gówno.

Obrazek

tętno dosyć wysokie, ale praktycznie tego nie czułem. dzisiaj niby 9 stopni o 10 rano, ale w cieniu jak zaczęło wiać to w momencie pożałowałem, żę nie mam rękawiczek. strasznie mi marzły ręce. dodatkowo ten wiat był dosyć dokuczliwy. za to w słońcu w momencie zaczynałem się pocić. sinusoida.

tempo na saamopoczucie. aż byłem w szoku, jak zobaczyłem ok 4'35. myślałem, że jest ok 4'50.
przebieżki pod wiatr topornie, ale z wiatrem nawet nawet szło. co mogłem zrobić, zrobiłem.

___________________________________________________________________________________________

w czwartek dosyć kiepsko się czułem. gardło ściśnięte, kluska, problemy z przełykaniem. po konsultacji z Rolandem odpuściłem już ciągły i chciałem się ciut podkurować.
udało się połowicznie. wczoraj było dosyć okej. opuchlizna z gardła zeszła, za to pojawił delikatny ból. pojechaliśmy z młodą na sale zabaw na urodziny koleżanki z przedszkola a tam sucho i duszno. czyli "miód" na gardło. dodatkowo ostatnie dwa dni to gorące kąpiele, medykamenty, psikadła na ból gardła.

dzisiaj rano obudziłem się z takim bólem, aż zacząłem rozważać:
- wizytę u lekarza
- rezygnację z biegu.

ale w ciągu dnia jakoś się rozchodziłem. nie jest idealnie, ale też jestem w stanie dosyć normalnie funkcjonować.

więc podejmuję rękawicę i jutro ruszam na trasę DOZ Maraton Łódź - Bieg na 10 km, na który zapisałem się... jesienią 2019 roku :hahaha:

Obrazek

(podobno takie zdjęcia dużo lajków na insta zbierają :hahaha: jakie hasztagi?)

mimo niespodziewanych komplikacji podejmuję rękawice. taktykę na ten bieg Rolli wrzucał już na forum:
Rolli pisze:1km w 3:36 potem korektura tempa na 3:41/3:42 i od 6km walka o 3:43. Ostatnie 500 w 1:46.
co prawda, to nie piłka nożna aby braki w umiejętnościach nadrabiać cechami wolicjonalnymi, ale dopóki będę mógł będę pruł.
myślę, że już nie raz nie dwa pokazałem, że mam charakter do walki.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Wings for Life
Rolli
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 11664
Rejestracja: 04 sie 2007, 23:18
Życiówka na 10k: 33:40
Życiówka w maratonie: 2:39:05

Nieprzeczytany post

Dawaj!!!
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

WSTYD run 10km.

biegacz treninowy. po 5km stanąłem.

Obrazek

jeśli po dwóch km w tempie 3'43 jestem na tętnie 190+, to raczej nic dobrego z tego nie będzie.

organizacyjnie:
pobudka o 5. noc średnio spokojna, obudziłęm się o 2, toaleta i w sumie już mi się spać nie chciało.
kawka. przed 6 śniadanie: niecałe pół bagietki z marmoladą i miodem. waga startowa 75,1 przed toaletą.
o 6 i o 8 po tabsie 200mg kofeiny odpowiednio na 3 i 1h przed startem. na miejsce dojeżdżam przed 8. krótkie rozeznanie w sytuacji i rozpoczynam rozgrzewkę chwilę po 8.
łącznie wszystkiego wyszło 30min. przebiórka, toi toi i na start.

bieg:
ustawiam się na początku strefy.
stojąc na starcie, jestem już na tętnie 130. odliczanie bla bla bla i poszli.

1km to próba wejścia w tempo i złapania się jakieś grupy. ale oczywiście nikogo. powoli sobie mijam biegaczy. lekko z górki jest, staram się rozpędzić ale coś nie idzie. robi się lekko pod górkę. równo idę. mija jeden.
2km praktycznie całkowicie pod górę, w dodatku zakręt i zaczynamy biec pod wiatr i w cieniu. czyli teoretycznie chłodzenie. a mnie oprócz tego, że robi się zimno to dodatkowo wbijam na tętno nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do tempa i zaczynają się ciężary. lecz udaje się trzymać tempo.
3km to już tylko walka z wiatrem i w sumie ze sobą, robi się coraz ciężej. trasa jakby łagodniejsza, bo ciut z górki ale za chwilę za zakrętem pod górkę. czyli nic nowego w tej części trasy. ale o dziwo jeszcze idę w miarę równo, aczkolwiek już dawno poza założeniami.
4km trochę zakrętów, trochę górek i dołków. walka walka walka. sekunda wolniej. tętno niby się ustabilizowało na 189-191 ale i tak za wysoko. coraz ciężej się oddycha.
5km "ostatni kilometr zawodów" gdzieś tam w połowie punkt nawodnienia, ale nie widziałem sensu picia i polewania się. powoli nogi odmawiają posłuszeństwa. walka z samym sobą. mijam próg sczytujący chipy, czyli 5km. zegarek odbija w 3'50 i kończę. wysiłek niewspółmierny do tempa. nie ma sensu. 18:46 z chipa po 5km, prognozowany czas na mecie 37:30

zatrzymuję zegarek, przechodzę w marsz wyrównuje oddech. odpalam zegarek i ruszam w tempie komfortowym do mety.

Obrazek

reszta trasy to już tak żeby mi się dobrze oddychało, bo i tak nic z tego nie będzie. na przerwie w marszu straciłem ok 45-60sek. gdybym się nie zatrzymał tylko zwolnił, może by wyszło 37:xx ale wątpię. druga część trasy zdecydowanie łatwiejsza, praktycznie cała z górki. oprócz ostatnich może 500m, gdzie wyrósł mega podbieg, a meta to jakiś zawijas z wbiegnięciem do atlas areny.

oficjalnie wyszło 38:33. open 62 miejsce.

wnioski.

być może zawiodło zdrowie. od czwartku walczę z bólem gardła. dzisiaj się dobrze przewentylowałem i już jestem zachrypnięty i po chwili mówienia głos zanika. temperatury co prawda nie mam, kataru też nie ale tętno spoczynkowe podbite.
być może głowa nie wytrzymała. wiem, to nie wytłumaczenie ale mało kto biegł po 3'40. albo lecieli po 3'30 albo po 3'50. bo jak wznowiłem bieg to po te 3'50 było parę osób do biegania.
być może po prostu się nie nadaje do biegania i co miałem nabiegać to nabiegałem i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
ostatni miesiąc na prawdę pilnowałem i w miarę koryta. unikałem alkoholu (raz w weekend pozwalałem sobie na coś do przysłowiowej kolacji). zwracałem dużą uwagę na regenerację, starałem się wysypiać.
być może jestem biegaczem treningowym. treningi cud miód. czego ja tu nie nabiegam. czasem i nawet za mocno, pff co to dla mnie. ale szło. tempo się zgadzało, tętno się zgadzało. samopoczucie się zgadzało.

dwa starty w dwa tygodnie - dwie katastrofy.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

5km luźno + 4x60

twarda bania i zaciśnięte pięści!

Obrazek

mięśniowo nie było źle. w ciągu dnia bolały mnie pośladki podczas chodzenia :hahaha: a w trakcie biegu odezwały się czworogłowe.
generalnie bieg na samopoczucie, bez patrzenia na zegarek. tętno dalej podwyższone. zresztą regeneracji wczoraj zbytnio nie było, skoro pojechałem rowerem do pracy :oczko:

pod względem strat (oprócz bólu duszy i serca) nie jest źle.
zdrowotnie mogłoby być ciut lepiej. obecnie jestem dosyć zachrypnięty, muszę co chwilę odrząkiwać. dodatkowo całe gardło mam suche i podrażnione a także pojawił się suchy kaszel. głównie rano, ale w ciągu dnia też się zdarzy. jak się coś tam oderwie to muszę wypluć wydzielinę. i jakby z zatok zaczynało schodzić, bo trzeba od czasu do czasu nos wysmarkać.

noc krótka. nowy dzień. trzeba zakasać rękawy i do roboty.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

6x200m w 31sek, p. 3'

ale ten but ma odejście! gdybym wiedział, to już dawno bym w nich biegał :hahaha:

Obrazek

oprócz zawirowań infekcyjnych, nie ma strat po niedzieli. zresztą po czym miałyby być :oczko:
mentalnie i fizycznie jestem gotów!

jako, że biegam na bieżni szkolnej - zazwyczaj w godzinach lekcyjnych - nie za duży mam wybór części bieżni do biegania.
dzisiaj wypadło tak, że trzeba było biec ze 150m pod wiatr. z czego ostatnie 10-15 po lekkim łuku. (nie marudzę, wyjaśniam!)

1. 30.26
2. 28.72
3. 29.62
4. 30.67
5. 30.30
6. 30.11


oprócz drugiego - gdzie musiałem trzy dziewczynki minąć prawie trzecim torem po wyjściu z łuku a później rura - praktycznie wszystko w punkt.
samopoczucie bardzo dobre, każda sztuka od razu w marsz. wiadomo, im dalej w las tym oddech coraz cięższy. ale nie było zajezdni, nie było zdychania.
nawet zbytnio bomby nie było. nogi też zniosły całkiem lekko.

generalnie jak na tempo całkiem przyjemne bieganie.

____________________________________________________

dragonfly: kolce, ale czułem się tak jakbym biegał w adidasach. amortyzację mają lepszą niż niejedne buty uliczne. czuć pracę karbonu pod śródstopiem, ale z drugiej strony mają też bardzo miękką piętę. przez co być może w jakimś stopniu ułatwiają bieganie w kolcach. w nike zoom victory3 pod piętą była "tektura". każdy bieg z pięty było czuć i bolał. tu w momencie braku sił jest amortyzacja biegu z pięty.
samo bieganie ze śródstopia jest mniej odczuczalne. w victory3 po dzisiejszym treningu łydy i achillesy dostałyby o wiele bardziej po dupie.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

2km luźno + 4km po 4'00

teraz trzeba się adaptować do 20 stopni :hejhej:

Obrazek

no dzisiaj nie szło zbyt luźno. ale to bieganie prosto z pracy będzie miało taki urok. dodatkowo cały dzień na nogach w robocie, więc też jakieś przełożenie miało.
ale za to ciepło się zrobiło. 16 stopni, w słoneczku nawet więcej. wiatr jak wiał to nawet tak przyjemnie chłodno się robiło.

sam bieg dosyć siłowy. nogi lekko obolałe po wczorajszych kolcach, ale bez dramatu. ale za to taka sztywność w nogach i jakby brak luzu przez co miałem problem z wejściem w tempo. albo zbyt luźno chciałem biec.
wiatr czołowy na trzech z czterech prostych mojego kwadratu też nie pomagał. na trzecim km było lekko z górki i bez wiatru więc się rozpędziłem pod 3'55.

o dziwo bardziej odczułem bieg pod kątem mięśniowym niż tlenowym. wytrzymałościowo powoli wracam do siebie po infekcji, jeszcze jakieś tam resztki z zatok schodzą.
temperatura w normie, spoczynkowe powoli spada. dzisiaj już mnie nawet kaszel praktycznie nie męczy. noc całkiem nieźle przespana.
dzisiaj w końcu równy tydzień jak mi gardło wywaliło.

ogólnie było nieźle. jakoś lepiej mi się znosi 20 stopni po pracy niż -5 :spoczko:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

30.04
3x30, 3x100, 400m w 65sek. p.3'

w nienawiści do człapania, tak zostałem wychowany! :hahaha:

to jest sama sól trenowania. takie treningi na prędkościach. morda się sama cieszy.
stadion 400m, 20 stopni w pełnym słońcu, minimalny wiaterek. czy można chcieć czegoś więcej na początek majówki?

30m z lekkiego nabiegu. tutaj lepiej spisywały się "chamskie" victory3. dragonfly są mięciutkie, do biegania jak sarenka. a przy takich 30 potrzeba brutalnej siły.

podczas setek przekonałem się, jaka jest moc ważek na nogach
13.68, 14.10, 13.84

trzeba wziąć poprawkę na samoistne lapowanie, ale takie 13.68 z nabiegu to jest dla mnie wynik wow. tak luźno i tak szybko to w życiu nie biegałem. sama przyjemność.
druga setka pod lekki wiatr, bo zmienił kierunek. chyba zbyt pewnie się poczułem :ble:
podczas trzeciej już mocniejsza praca, bo zaczęło wiać.

cała trójka pod pełną kontrolą, bez zbędnego piłowania czy popisywania się przed żoną :bum:

400m w 62.20~15,31,46 co 100m.
tutaj miałem jeszcze większe wow. takie 200m w 31 weszło od tak. jak nigdy. na łuku trochę dmuchnęło i zaczęło się robić ciężej, ale tlenowo. mięśniowo cały czas okej. ostatnia prosta to po prostu kolano do góry i wio.
pod względem bomby mleczanowej rewelacja. zero odcinki czy jakiegoś biegu w miejscu. bardziej się umęczyłem oddechowo, bo brakowało tlenu. ale też nie jakoś bardzo, bo minąłem metę i przeszedłem od razu do marszu. fakt faktem sapałem jak pedofil w smyku ale nie musiałem podpierać kolan czy klękać.
dragonfly my new love <3

01.05
1km luźno + 6km po 4'00

majówka w pełni. nie wiem czy końcówka ciężka przez 20stopni w pełnym słońcu czy litr wina wiśniowego :hahaha:

Obrazek

dosyć spora część po szutrze, bo wydawało mi się, że przez las będzie dosyć płasko. jednak nie było. do 3km było praktycznie ciągle pod górkę. dosyć równomiernie rozłożony podbieg, ale jednak.
po 3,5km nawrotka w miejscu i tym razem z górki, dlatego druga część dosyć szybsza no i bardziej asfaltem.
po wczorajszych sprintach lekko obolałe czworogłowe. samopoczucie rewelacja po winie i dosyć krótkiej nocy.
co prawda ostatnie 2km dosyć męczące, bo wybiegłem z lasu na słońce ale i tak całkiem znośnie to poszło.

fajnie. robi się ciepło. zaczyna się inna charakterystyka treningu. mordka mi się cieszy, wręcz się nie mogę doczekać na niektóre jednostki, bo jestem ciekawy jak bardzo mnie sponiewierają :hejhej:
tymczasem jeszcze dwa dni wolnego. dzisiaj jeszcze trzeba coś przyjąć majówkowego, a od jutra trochę słodkości. jedliście ciasto "tyrajmisiu"? :spoczko:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

4x 200 + 800m w 34 i 84sek, p. 4'

niech ta majówka się kończy. ile można pić :niewiem:

Obrazek

a tutaj wykresiki tabeleczki i inne pierdółki.

no cóż, piwo z hamburgerem na kolację to nie jest dobry pomysł. szczególnie przed akcentem. szkoda, że wczoraj się tego nie domyśliłem :hahaha:

od samego początku dosyć topornie szło. dzisiaj też się przekonałem, jaka różnica jest w bieganiu na 333m kole a jaka na 400m stadionie. kolosalna, szczególnie na łukach.
jeszcze dzisiaj był wiatr okrutny. chociaż ciepło było, bo inaczej bym zmarzł.

pierwsze powtórzenie całkowicie za szybko i to moja wina. bo źle ustawiłem tarczę w zegarku i zamiast czas okrążenia to był widoczny stoper. więc leciałem na tempo chwilowe, bo nie chciałem kombinować ze zmianą tarczy.
poza tym się zaczęła symfonia jelitowa, pomimo dwukrotnej wizyty w toalecie w domu.

drugie powtózenie już na poprawnej tarczy. 200m w punkt, ale pierwsze czterysta znowu za szybko. wytracanie prędkości w kolach nie idzie mi zbyt dobrze. w adidasach robi się to lepiej to raz, a dwa nogi mniej się męczą. jednak bieganie ze śródstopia jest dosyć obciążające. na drugich czterystu metrach jak mnie zakręciło w brzuchu, to myślałem, że nie dobiegne. do tego stopnia, że aż odpuściłem ostatnie 5m czy nawet więcej.

zatrzymałem się i od razu na drugą stronę bieżni bo widziałem, że są drzwi wyrwane do szatni. tak, wyrwane.
doszedłem, wchodzę do środka a w drzwiach do toalety wykopana dziura na środku. dramat. odpuściłem. no nic, ryzykujemy.

na początku trzeciego wiatr dał do wiwatu. albo ja zbyt luźno pobiegłem. aczkolwiek miałem wrażenie, że wysiłek był bardzo podobny do dwóch poprzednich.
na prawdę dziwnie jest zwolnić z tempa 2'50 do tempa 3'30. po prostu się nie da. jest wrażenie człapania. aż szkoda kolców normalnie.
druga strona medalu jest taka, że robi się ciepło więc znowu trzeba się oswoić z bieganiem na tętnie +190. no i zimnie powietrze aż tak bardzo nie podrażnia gardła.
i pod koniec miałem rewolucje na pełnej.

do tego stopnia, że praktycznie całe 4' w miejscu :hahaha:

ostatnie to już kombinatoryka. 200m trochę szybciej, ale po kolejnych dwustu kiszki zrobiły swoje. dociągnąłem do 400 i fajrant. albo odpuszczę, albo zrobię w portki.
pomaszerowałem do linii startowej, brzuch się uspokoił. a mnie było zwyczajnie głupio. więc niewiele myśląc ruszyłem na zaległe 400m w formie byle szybko bez kontroli tempa.

średnio dzisiaj to wszystko wyszło. raz, żę w kolcach (w adidasach biegałem 5x1000 w tej formie i poszło o wiele lżej), dwa brzuch zrobił swoje.
mimo wszystko prawie domknięte. ale dzisiaj to tempo było chyba za szybkie. tzn. nie potrzebnie tak ganiałem (np. 79 zamiast 84. 5sek to od groma)
dzisiaj też łydy i achillesy dostały po dupie. mimo, że starałem się biec ze śródstopia to mniej więcej ostatnie 300m zdarzało się walić piętą.

pierwsze śliwki robaczywki w kolcach przy MD. dodatkowo majówka się kończy, wrócę do jakiegoś rytmu.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

1km luźno + 4km po 4'00

jak mnie zaczynają lędźwie boleć, to jestem przeciorany.

Obrazek

majówka wychodzi :hahaha: człowiek niby spał po 6-7h ale jednak serducho łupało razem z wątrobą.
ogólnie dzisiaj jakiś taki pospinany biegałem. nie wiem czy to przez rower do i pracy, więc muszę się znowu zaadaptować czy może po prostu taki dzień.

pogoda fajna, coraz cieplej. mam nadzieję na szybką adaptacje do słoneczka, bo dusznawo się powoli robi.
ogólnie jak na dzisiejsze możliwości całkiem nieźle weszło.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

6km luźno + 5x150m TWL (50m bardzo szybko/100m szybko - luźno)

szóstka z przygodami!

Obrazek

pamiętacie, jak wspominałem o dziurze w drzwiach w budynku socjalnym przy bieżni? dzisiaj sie przydała :hahaha:
ogólnie niby luźno, ale przez pogodę robiło się pod górkę topornie. ale z drugiej strony bieganie w takich 22 stopniach to sama przyjemność.
po 3km jak mnie zakręciło w brzuchu, to szybciochem do auta po chusteczki i resztę dokręcałem na bieżni.

następnie założyłem kolce, zrobiłem 2x60m (abc jakoś wyjątkowo nie chciało mi się dzisiaj robić, zaryzykowałem. z drugiej strony gorunc).

1. 20.78
2. 20.66
3. 20.36
4. 20.59
5. 20.46


no, jak na bieganie ponad 60m po łuku to poszło nieźle.
skoro 50m miałem odpalić, to doszedłem do wniosku, że mniejszym złem będzie kończenie po łuku niż zaczynanie.
więc o ile po tych umownych 50m przestałem dociskać i jeszcze leciałem, to wejście w łuk to był dramat :hejhej:
momentalne wytracenie prędkości, dodatkowo wrażenie, jakby nogi uciekały. dobrze, że te kołki były.
ale jak już ustabilizowałem wszystko w łuku, to próbowałem uczciwie pracować. bez jakiegoś zbytniego luzowania.
więc jak na "warunki techniczne" jest nieźle, wszystko poniżej 21sek. mimo, że biegałem po trzecim torze więc ten łuk powinien być ciut łagodniejszy.
wiadomo, poprawka jakaś musi być na samolap. ale mimo wszystko.
bez bomb, bez kucania. ciężki oddech? owszem, ale zajezdni nie stwierdzono.

jutro wolne, ale zastanawiam się czy sobie nie zrobić takich 45-60min jakiegoś delikatnego rozjazdu na rowerku po pracy. żeby regen napędzić.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

4x600m TWL (200-200-200m w 34-44-34sek) ~3'06/km, p. 6'

tak źle to chyba jeszcze nigdy nie pobiegłem :hahaha: :trup:

w komentarzach gadu gadu (co jest dobre, bo wyszła z tego na prawdę bardzo fajna i rzeczowa dyskusja), a robota się sama nie zrobi. zawodnik treningowy zgłasza się do akcji!
myślę też, że majówka ze mnie zeszła totalnie. i pod względem wypoczynku i wagi. pospałem dzisiaj 9h i to było chyba za dużo :hejhej:

garmę konekt

pogoda bardzo fajna. 18 stopni, pełne słoneczko. ja wypoczęty.
bardzo byłem ciekawy tego treningu, chłopaki Rolanda w DE też biegali taką sztukę i zwyczajnie chciałem zobaczyć jak na ich tle wypadnę :sss:

1. 33.28 - 39.00 - 32.50 ~2'54/km

pierwsze na rozpoznanie. o ile 200m w 34sek jestem w stanie już mniej więcej wyczuć, tak po takich dwustu nie umiem pobiec kolejnych dwustu w 42 czy 44sek. nawet odcinki sobie po 100m poznaczyłem. i chuj. staram się zwolnić, nogi puścić luźno ale nic. szczerze mówiąc to jestem w mega szoku widząc 39sek.
trzecie dwieście zacząłem od minięcia gościa po łuku prawie drugim torem :nowiesz: i później rura.
od razu marsz, nogi spoko, pierwsze bez większego problemu. weszło spokojnie.

2. 32.29 - 39.16 - 32.87 ~2'54/km

identyczna sytuacja. dwieście nawet mocniejsze niż za pierwszym razem, bo trafiłem na okno bez wiatru. drugie dwieście identyko. noga luźno, próba zwolnienia. tylko tutaj zapomniałem skontrolować czas po setce. nawet próbowałem biec na tempo chwilowe, a tam 3'25 :echech: i trzecie żwawo do przodu.
w momencie marsz, nogi spoko. powoli się ciężkawe zaczynają robić. oddech wiadomo. trudno żebym po takiej sześćsecie nie sapał.

3. 32.67 - 39.85 - 33.23 ~2'56/km

podczas pierwszych dwustu nóżki już nie były takie świeże jak w trakcie pierwszych dwóch. ale jeszcze ten bieg był dosyć równy, bez jakiegoś rwania tempa czy szarpania krokiem.
drugie dwieście "praktycznie stanąłem" żeby tylko nie przestrzelić. miałem poczucie lekkiego truchtu. a i tak za szybko. aczkolwiek w tym momencie wiedziałem, że trening jest wykonywany źle. ale o tym później. i trzecie uczciwa praca. ale odezwały się łydki. zaczęły odczuwać trudy biegu. nie było jakieś bomby czy odcinki, ale zrobiło się ciężkawo. tutaj już musiałem chwilę się podeprzeć na kolankach

4. 32.71 - 42.09 - 33.33 ~3'00/km

pierwsze dwieście jakoś tak luźno weszło. podczas drugiej dwusetki na prawdę zwolniłem. truchtałem. i wtedy tylko się utwierdziłem w tym, że wszystko jest źle. ale wtedy już było za późno. i ostatnia dwusetka dzisiejszego dnia chyba najciężej weszła. co prawda nie miałem uczucia odcięcia łydek, ale oddechowo było najciężej. także musiałem się chwilkę podeprzeć na kolanach.

_______________________________________________________________________________________________

żeby nie było: jestem zadowolony z wykonu. patrząc na tempa i swobodę biegu było bardzo dobrze.
a czemu uważam, że wyszło źle? UWAGA, TO JEST MÓJ WNIOSEK:

gdybym drugie 200m od początku biegł w widełkach 43-44sek było by... ciężej. tak, ciężej.
a dlaczego tak myślę? ponieważ w trakcie pierwszych dwustu metrów wyprodukowany mleczan miałby czas się "rozejść" po nogach. wolne tempo by spowodowało próbę utylizacji. a, że było dosyć dynamicznie to zwyczajnie nie było na to czasu żeby uruchomić pewne procesy. a w trakcie ostatniego dwustu metrów zwyczajnie poczułem, jak mi się "ulewa" mleczan po nogach, przez co ruszenie na trzecie dwieście było dosyć wymagające.
jeśli się mylę, to mnie Rolli naprostuj.

takie 200m w 42sek powodowały minimalne problemy z oddechem. dosyć szybko dochodziłem do równowagi w rytmie oddechu. podczas takich 39sek było o to ciężej.

reasumując. weszło zacnie. na tyle, że jeszcze jedno może bym zmieścił w czasie. dzisiaj 6' przerwy to był praktycznie pełny wypoczynek.
aż chyba trzeba jakieś piwo przyjąć, bo za dobrze zaczyna iść to wszystko.
albo po prostu szybkie bieganie tak działa :spoczko:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

10km po 4'40

bywały czasy, gdzie lżej mi się to biegało.

Obrazek

w sumie najbardziej zmęczone miałem łydy. i trochę je odczuwałem w trakcie biegu.
reszta nóg całkiem zdrowa. aczkolwiek z biegiem czasu pojawiało się zmęczenie
ogólne samopoczucie po wczoraj okej, bardziej się psychicznie zmęczyłem siedząc z młodą w ciągu dnia a także na koniec jak zobaczyłem, że po wczorajszym praniu pasa przestał działać :hahaha:

ciepło, niby 20 stopni ale w słońcu odczuwalnie więcej. ale dobrze, adaptować się do temperatury.
generalnie okej, odhaczone. lecim dalej.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

2km w 6:35 + 3x200m w 30sek.

no nie tak miało to wyglądać. musiałem zmodyfikować na 2x1km na przerwie 1'.

Obrazek

to, jak mi po pięciuset metrach pospinało łydki, to dramat. do tego stopnia, że zaczynały się pojawiać jakby odruchy skurczowe.
na connect widać po kadencji gdzie biegnę w zakresie ok 176, a tu nagle robi się 182 lub więcej.
w sumie mogłem polecieć dalej, ale zapewne bym nie skończył.

minutę poświęciłem głównie na rozciągnięcie i rozluźnienie łydek.
jakoś je doprowadziłem do używalności i dalej.

na drugim kilometrze od początku krótki krok i łydki złapały jeszcze szybciej. i historia od nowa. szkoda gadać.

co do samego biegu. tempo strasznie rwane. praktycznie biegałem na 3:20 do 600m +/- podczas pierwszego km. drugi nie lepszy, skoro 400m w 77sek.
zresztą nie jestem obiegany z takim tempem na takich dystansach. przyjemniej mi się biega 400m w 72 sek niż 1km w 3:15. oddechowo dosyć wymagająco ale jeszcze znośnie. chyba.
za bardzo mnie zajmowało zastanawianie się co z łydkami. czy bym dociągnął drugi km w 3:17? starałbym się. ale mogłoby być różnie

aha, biegałem w kolcach.

przerwa wedle uznania, do dojścia do siebie po 2km. a, że było oszukane to przerwa na zasadzie iść, zaznaczyć start, wrócić, iść na start.
i co? wszystko w punkt jak gdyby nigdy nic się nie stało.
łydki zacząłem odczuwać ok 160-170m ale to bardziej na zasadzie zmęczenia aniżeli skurczów czy coś.
pierwsze dwie od razu w marsz, po trzeciej musiałem chwilę przystanąć i się podeprzeć.

za cholerę tego nie kumam. co prawda mam taki wniosek, ale to obecnie chyba zbyt daleko idący:
w tamtym roku w ogóle nie jeździłem rowerem, więc nie było dodatkowego obciążenia łydek. teraz ze względów poniekąd ekonomicznych, a także uzupełniających bieganie wskoczyłem na rower. więc jednak ta noga pracuje bardziej siłowo.
ale czy to ma znaczenie?
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

2km + 4km po 4'00 + 3x60m

-10 i śnieg źle. +25 i słońce też nie dobrze :hahaha:

Obrazek

ale tak już będzie o tej ~14:20, albo i cieplej. dobrze dobrze, szybciej osiągnę 100% adaptacji cieplnej według garmina :hejhej:

co do samego biegu, to tempo 4'00 wchodziło dosyć swobodnie jak na warunki pogodowe i moje łydy.
nogi ogólnie podmęczone, ale zapewne jest to urok zejścia z roweru, zmiany butów i wyjścia.
po pewnym czasie też łydki dały o sobie znać, szczególnie pod górkę.

za to bardzo lekko weszły przebieżki, nawet zaskoczony byłem, że luźno się pojawiło tempo ok 2'40.

dzisiaj pewnie jeszcze jakiś spacer z młodą (założę sobie pegasusy, żeby nie tyrać nóg), a jutro jakaś runda regeneracyjna na rowerze.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2622
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

2km + 4km po 4'00 + 3x60m

na zmęczeniu.

Obrazek

temperatura trochę spadła, to mimo wszystko jakoś lżej to weszło.

piątek, piąteczek, piątunio. wychodzi zmęczenie całym tygodniem. takie bieganie o 14:30 potrafi zmęczyć. o 6 rano to była przyjemność :hejhej:
fajne, równe bieganie. mimo, że łydki dalej obolałe. a to wszystko w sumie przez rower jest. wczoraj sobie zrobiłem 70min jazdy na średnim tętnie 111.
dodatkowo od jakiegoś czasu zacząłem liczyć kalorie i jestem na etapie stopniowego ucinania, bo waga nic nie idzie w dół.

za to ponownie przebieżki super. po asfalcie w tempo next% potrafię wejść na tempo 2:30/km lub szybciej.
mam wrażenie, że załapałem o co chodzi w tym ruchu. ale trzeba to zweryfikować na dłuższych przebieżkach.

generalnie wypiłbym piwko, ale boje się, że zasnę przed kompem :hahaha:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
ODPOWIEDZ