
XII Ogólnopolska Konferencja Biegowa, która w dniach 11–12 lutego 2026 r. odbyła się pod tytułem „Resilient marketing na rynku imprez biegowych” to wydarzenie łączące organizatorów tych największych, ale także mniejszych biegów w Polsce. Tegoroczna konferencja zawitała w gościnne progi Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu – współorganizatora imprezy (wraz z Poznańskimi Ośrodkami Sportu i Rekreacji), wpisując się w obchody 100-lecia tej uczelni. Tegoroczna edycja była okazją do wymiany doświadczeń dotyczących organizacji wydarzeń biegowych w Polsce, a podczas spotkań z gośćmi w ramach paneli dyskusyjnych poruszano najbardziej aktualne kwestie nurtujące świat biegowy. Na miejscu rozmawialiśmy z dr. hab. Zygmuntem Waśkowskim, prof. UEP – Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego XII Konferencji Biegowej.
Jakub Jelonek: Skąd się pojawiła koncepcja pierwszej Konferencji Biegowej?
Prof. Zygmunt Waśkowski: – Miałem pewien pomysł 13 lat temu, żeby zrobić konferencję dotyczącą imprez biegowych, ponieważ zajmuję się naukowo marketingiem w sporcie i pomyślałem sobie, że może tą moją wiedzą – taką marketingową w sporcie – trochę się z innymi podzielę. Liczyłem, że może ktoś zechce posłuchać i przyjechać. Pierwsza konferencja miała miejsce 13 lat temu w samej sali, co w tym roku i przyjechało na nią prawie 100 osób, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. To, że odbyła się druga, trzecia, czwarta i w końcu dwunasta konferencja teraz, to też zasługa ówczesnego rektora, który jak wszedł na salę i zobaczył pełną salę uczestników, mówił mi tak w przerwie: musisz teraz coś z tym zrobić. To był taki impuls, że trzeba to kontynuować.

Dlaczego akurat imprezy biegowe znalazły się w centrum uwagi kolejnych edycji konferencji?
– Sam jestem biegaczem, do tego zajmuję się tematyką marketingu w sporcie, szczególnie sportu amatorskiego. Na konferencjach łączę pasję do biegania z moją pasją naukową do marketingu w sporcie. Tak więc wszystko idealnie się scala. Ja tutaj się w ogóle nie męczę, organizując tę konferencję – dla mnie to jest wielka przyjemność. Od trzech lat robimy to wspólnie z POSiR-em, który ma swoje kompetencje, które wnosi. Ma dużo, dużo licznych kontaktów, które wykorzystujemy. My z kolei dajemy naszą wiedzę merytoryczną i wspólnie organizujemy te konferencje, jako te dwie instytucje, czyli UEP i POSiR. Uważam,, że fantastycznie się to udaje, bo tegoroczna konferencja jest już przecież dwunastą z kolei. Każdego roku wprowadzamy inny temat przewodni i proponujemy, żeby wokół niego toczyły się dyskusje.
Dlaczego nie są to typowe wykłady, ale właśnie panele dyskusyjne?
– Tak naprawdę to głównie na dyskusjach ta konferencja się opiera. Sukcesywnie, rok po roku eliminowałem prelekcje ex cathedra, bo one były dość takie – nie tyle nawet nudne – ile niepozwalające uczestnikom zabrać głosu w danym temacie. Wcześniej, brakowało tego podczas pierwszych edycji, tej przestrzeni na dyskusje. Część uczestników chciało się wypowiedzieć, a tego nie było, bo ktoś przedłużył wykład, musiała być też przerwa. Dlatego stopniowo eliminowaliśmy te prelekcje do minimum. Teraz bazujemy głównie na dyskusjach. Dlatego też mieliśmy w tym roku jedną taką dyskusję – debatę oxfordzką. Później były dyskusje równoległe i każdy, kto chciał, mógł zabrać głos. Dzięki temu dzieliliśmy się swoją wiedzą na temat tego, jak te biegi organizujemy, jakie mamy problemy, kto jak je rozwiązuje.

Jakie są role organizatorów Konferencji?
– My, jako uczelnia i naukowcy, dajemy taki wsad metodyczny, naukowy. Pokazujemy, jak do organizacji imprez biegowych podejść metodycznie, typu: strategia, plan, kampania, relacje z otoczeniem. Po części ustawiamy to w pewne ramy, ale po to, żeby ci ludzie później mogli to w praktyce wykorzystać. Bardzo fajnie się to wszystko toczy. Są w Polsce de facto dwie takie konferencje, tylko dwie. Jedną organizujemy my tutaj na Uniwersytecie, a druga to PKO Biegowe 360 stopni (organizowana przez Bieganie.pl – przyp. red.), z którą współpracujemy i bardzo dobrze się znamy.
Więc tak naprawdę ci dyrektorzy imprez biegowych mają tylko dwie możliwości w roku, żeby się z sobą spotkać. I to jest też jakaś wartość, te spotkania, bo oni są bardzo rozproszeni. Każdy jest w swoim poletku, w swoim regionie, w swoim mieście, przez co jest trochę osamotniony. Owszem, oni się znają, ale spotkać się na żywo, w jednym miejscu, w takim gronie, to jest im niezwykle trudno. Dlatego sądzę, że też z tego powodu na naszych konferencjach w tym roku jest powyżej 120 zapisanych osób.
Jak pojawiały się pomysły na tematy do poszczególnych paneli podczas tegorocznej konferencji?
– W tym roku tematem przewodnim jest „Resilient marketing na rynku imprez biegowych”. Jest to związane z aktualnymi potrzebami organizatorów wydarzeń, nie tylko biegowych, bo sam termin „resilient”, czy problem „resilient marketing” jest bardzo popularny współcześnie w biznesie i w zarządzaniu. Mówi się o tym, żeby organizacje, przedsiębiorstwa, instytucje były „elastyczne”. Bo resilience to jest po prostu odporność. Odporność, czyli gotowość do zmiany, elastyczność. Chcemy pokazać, że musimy się zmieniać, tak jak zmienia się świat, tak jak zmieniają się biegacze. Pod temat przewodni „resilience marketing” była podpięta teza podczas pierwszej dyskusji, tzw. debaty oksfordzkiej. Dwa zespoły miały albo popierać, albo obalić tezę, że my się nie dość dobrze zmieniamy.
Kolejne dwie sesje, a raczej dyskusje panelowe, również zostały tak ustawione, żeby móc się pościerać na argumenty. Z kolei drugiego dnia, z nowych rzeczy mieliśmy dwie prezentacje młodych biegaczek z „pokolenia Z”. Bo sami starsi biegacze, dyrektorzy biegów, zauważają, że może my się z nimi – z „pokoleniem Z” nie bardzo potrafimy skomunikować. Może my mówimy innym językiem, który do nich nie dociera. Te tematy to odpowiedź na wątpliwości, które pojawiły się rok temu na naszej konferencji. Spowodowały one, że pojawił się w programie taki właśnie punkt. Dwie dziewczyny, dwudziestoparoletnie, które są biegaczkami, opowiedziały nam, jak to pokolenie widzi imprezy biegowe. Niejeden się zdziwił, jak różne aspekty widzą młodzi, bo często nie potrafimy tego dostrzec.

Ostatnią częścią drugiego dnia naszego spotkania była prezentacja połączona z warsztatami, pokazująca w jaki sposób można badać i mierzyć jakość imprez biegowych. Poprzez podejście metodyczne, przedstawiające ten aspekt w sposób na tyle prosty, że uważam, że każdy sobie z tą metodą poradzi. Każdy dyrektor biegu, nawet małego, może tę metodę zastosować, a chcemy także współtworzyć określone narzędzie badawcze.
Dwie panie doktor, które prowadziły tę sesję [olimpijka Partycja Wyciszkiewicz i Liwia Delińska – przyp. red.], zaangażowały uczestników, żeby oni sami zaproponowali pewne narzędzia do pomiaru. Pokazywaliśmy również określone ramy metodyczne do tego pomiaru. Wierzę, że uczestnicy wyjadą z konferencji z taką całkiem solidną partią wiedzy.
Nie jest to konferencja typowo naukowa, tylko nastawiona na zdobycie praktycznej wiedzy?
– Konferencja nie jest naukowa, bo takiej konferencji nie chcemy organizować. Naukowe są inne, ja na nie jeżdżę i tam są inne tematy, inaczej poruszane. To jest konferencja branżowa, dla branży, dla środowiska biegowego. Chcemy się dzielić wiedzą, ale nie tak, powiedzmy, nachalnie, nie takim językiem topornym, teoretycznym, bo to byłoby niestrawne. Chcemy pokazać trochę tego świata wiedzy, ale w taki sposób przyjazny, przyjemny.
Czy zauważył Pan już efekty po tych poprzednich edycjach, kiedy rzeczywiście organizatorzy wprowadzali w życie pewne rozwiązania?
Jeżeli chodzi o efekty konferencji, myślę, że są one długofalowo dostrzegane Trudno powiedzieć o zmianie rok do roku po konferencji, ale ja widzę wyraźnie, że są zmiany długofalowe. Bo faktem jest, że na mojej konferencji jest wielu uczestników, którzy przyjeżdżają regularnie. Część była na wszystkich, po raz 12 są w tym roku z nami. I szczerze mówiąc, to te osoby, które przyjeżdżają regularnie, jak obserwuję ich imprezy biegowe, to w czasie tych kilkunastu lat naprawdę się rozwijają. Albo są coraz większe, albo są coraz bardziej stabilne. Mają coraz silniejszą, taką stabilną pozycję.
Mam taką cichą nadzieję, że po części jest to efekt tego, że oni tutaj przyjeżdżają, wracają na konferencję i gdzieś w ich głowach się ta wiedza, powiedzmy, kumuluje, a oni to wykorzystują. Więc to prawda, ja widzę wśród uczestników mojej konferencji tych, którzy przyjeżdżają regularnie czy często, że ich imprezy są lepiej zorganizowane, lepiej zarządzane. Cieszę się z tego i po części sobie ten sukces przypisuję.

Ważną informacją jest to, że organizatorzy chcą się cały czas rozwijać.
– Myślę, że na naszych konferencjach są – nie powiem, że tylko, ale w większości – na pewno świadomi dyrektorzy imprez. Wiedzą, że trzeba robić to profesjonalnie, nie tylko z sercem, z zaangażowaniem, bo serce i pasja to trochę za mało w tej chwili, żeby zarządzać, żeby organizować. To się udaje, ale jeżeli mamy podnosić poziom, to musimy to robić profesjonalnie. Przyjeżdżający tu już dawno sobie uświadomili , że jest to potrzebne i tę jakość mogą tu dostać.
A czy z tych doświadczeń mogliby też skorzystać organizatorzy zawodów na stadionie?
– Skupiamy się na naszych konferencjach na biegach, które są poza stadionem, czyli ulicznych, trailowych, ewentualnie górskich. Tu jest sporo do zrobienia, bo jak powiedział jeden z prelegentów, w Polsce jest organizowanych około 3,5 tysiąca imprez biegowych rocznie, więc to jest dość spore środowisko. Imprezy na tartanie, czyli na stadionach, to jest trochę inna kategoria i one są bardziej takim języczkiem u wagi Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
I PZLA bardziej się skupia właśnie na stadionie i troszkę mamy taki niedosyt tego, że jednak PZLA się nie interesuje za bardzo biegami masowymi, ulicznymi. Próbowaliśmy wiele razy podejmować współpracę, zapraszać na nasze konferencje. Były takie próby, ale póki co słabo to idzie, prawdę powiedziawszy. Nie chcę krytykować, ale na razie te dwa światy się ze sobą nie za bardzo łączą, tylko koegzystują obok siebie. No i PZLA to jest sport olimpijski, to jest sport wyczynowy, profesjonalny. Zawody są na stadionie, a tutaj jednak w centrum uwagi są biegi masowe i to jest troszkę inny świat.
Dziękuję za rozmowę!