Teraz jest So, 14 grudnia 2019, 10:10

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 347 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 24  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Wt, 3 kwietnia 2018, 11:19 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
1.04.2018r.
Obrazek
Wietrznie, bardzo wietrznie. Biegane między blokami.

BC1 6km + Przebieżki 8x30"/60"
Dystans: 8,33 km
Czas: 47m:15s
Średnie tempo: 05:40 min/km
Średnie tętno: 150

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 4 kwietnia 2018, 09:27 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
3.04.2018r.
Obrazek
Słońce zawitało. Zastanawiam się czy aby tego chciałem :bum: Lało się ze mnie, pić mi się chciało.

BC1 6km + Przebieżki 8x40"/80" + 2km trucht
Dystans: 11,12 km
Czas: 1g:03m:50s
Średnie tempo: 05:44 min/km
Średnie tętno: 156

Nogi trochę ciężkie, ale w czasie przebieżek ożyły. Czasami mam wrażenie że wolne tempo mi nie służy, albo to kwestia dystansu. Im dłużej w las tym lepiej :ble:

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Cz, 5 kwietnia 2018, 07:30 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
4.04.2018r.
Obrazek
Zamiast skupiać się na podbiegach/skipach które katowałem przez 2,5 miesiąca postanowiłem zmienić trochę podejście. W ostatnich tygodniach, jeśli chodzi o środy będę skupiał się na drugim zakresie.

BC2 12,06 km
Dystans: 12,06 km
Czas: 59m:49s
Średnie tempo: 04:58 min/km
Średnie tętno: 161

Drugi dzień biegania pod rząd, ale czasami tak trzeba. Nie było źle, choć miałem wrażenie że mam wysokie tętno jak przy takiej prędkości - z drugiej strony, jeszcze rok temu miałbym o 20 przynajmniej więcej.

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: So, 7 kwietnia 2018, 21:31 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
5.04.2018r.
break - sauna

6.04.2018r.
Obrazek

BC1 6km + Przebieżki 8x30"/60" + 2km trucht
Dystans: 10,04 km
Czas: 59m:48s
Średnie tempo: 05:45 min/km
Średnie tętno: 162

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: So, 7 kwietnia 2018, 21:34 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
7.04.2018r.
Obrazek
Pogoda dopisała, a ja miałem dodatkowe wsparcie na rowerze przez całą drogę :hejhej:

BC2 20km
Dystans: 20,05 km
Czas: 1g:42m:33s
Średnie tempo: 05:07 min/km
Średnie tętno: 160

Ostatnie, mocniejsze dłuższe wybieganie. Było dobrze, choć pogoda dała trochę się we znaki.

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Wt, 10 kwietnia 2018, 13:07 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
8.04.2018r.
break

9.04.2018r.
Obrazek

BC1 6km + Przebieżki 8x30"/60" + 2km trucht
Dystans: 10,49 km
Czas: 1g:01m:17s
Średnie tempo: 05:51 min/km
Średnie tętno: 162

Temperatura strasznie daje mi się we znaki. Mam nadzieję, że w ciągu tych dwóch tygodni zdążę choć trochę się przyzwyczaić.
Doszedł też zakup butów i test nr 2, ale o tym więcej może już w komentarzu.

Do maratonu pozostało: 12 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 11 kwietnia 2018, 19:16 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
10.04.2018r.
break

11.04.2018r.
Obrazek

Obciąłem o 2km trening. Czułem się fatalnie.

BC2 8km
Dystans: 8,01 km
Czas: 41m:01s
Średnie tempo: 05:07 min/km
Średnie tętno: 160

Byłem dziś zdołowany, a gdy wróciłem czułem że gdybym dzisiaj miał biec maraton to pewnie bym go nie ukończył. Na dodatek dostałem jakiś dyskomfort na wysokości kolana ale od drugiej strony...

Do maratonu pozostało: 10 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Pn, 16 kwietnia 2018, 08:51 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
12.04.2018r.
break - sauna

13.04.2018r.
Obrazek

Regeneracyjnie.

BC1 8km
Dystans: 8,04 km
Czas: 49m:12s
Średnie tempo: 06:07 min/km
Średnie tętno: 150

Do maratonu pozostało: 8 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Pn, 16 kwietnia 2018, 09:07 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
14.04.2018r.
break

15.04.2018r.
Obrazek

Ostatni "mocniejszy" akcent. Drugi zakres.

BC2 12km
Dystans: 12,01 km
Czas: 1g:00m:14s
Średnie tempo: 05:01 min/km
Średnie tętno: 168

Pogoda mocno dopisywała, jak dla mnie za mocno. 10 C to będzie tak optymalnie myślę podczas startu. Tutaj grubo ponad 20. Co chwile suszy - co w czasie okresu przygotowań zimę, w ogóle mi nie doskwierało.
Dalej występuje jakiś ból, dyskomfort w lewym kolanie. Mam nadzieję, że choć trochę przejdzie biorąc pod uwagę fakt, że zostało już dwa treningi i odpocznę porządnie w tym tyg.

Do maratonu pozostało: 6 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 18 kwietnia 2018, 08:48 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
16.04.2018r.
break - sauna

17.04.2018r.
Obrazek

Zgodnie z zaleceniami.

2 km BC1 + 5 km TM + 2 km trucht
Dystans: 9,01 km
Czas: 49m:12s
Średnie tempo: 05:28 min/km
Średnie tętno: 157

Pogoda 18 C zdecydowanie lepiej przypadła mi do gustu. Z kolanem definitywnie już mogę powiedzieć że dzieje się coś niepokojącego. Zacząłem smarować maścią, może choć trochę zniweluje ból w czasie biegania. Po maratonie - jeśli przeżyje, dobiegnę czeka mnie na pewno wizyta lub dłuższy odpoczynek.
Nie ukrywam - zaczyna się pierwszy stres. Coraz bardziej przeglądam raz po raz trasę, czytam artykuły B.Olszewskiego o jego first time . Ojjj coś czuje, że czeka mnie co najmniej zbliżona przygoda. Mam nadzieję, że ten cały hype/nakręcanie się nie odbije mi się czkawką. Może powinienem zacząć jakoś się uspokajać, nie denerwować tak. Stres na pewno ma zły wpływ...


Do maratonu pozostało: 4 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Pt, 20 kwietnia 2018, 07:35 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
18.04.2018r.
break - sauna

19.04.2018r.
Obrazek

Ostatnie bieganie....

BC1 4km + Przebieżki 8x30"/60" + 2km trucht
Dystans: 8,58 km
Czas: 49m:00s
Średnie tempo: 05:43 min/km
Średnie tętno: 162

Ciepło, bardzo ciepło. Spoglądam na tętno, pogoda na to wpływa. Średnio miałem poniżej 160, tutaj może nie znacząco ale jednak więcej. Poszedłem biegać od razu po pracy, temperatura 25 C. Szczerze? Czułem się najlepiej jeśli chodzi o ostatnie dni. Nogi na początku ciężkie, ale potem już się rozkręciły. Przebieżki były w tempie ~4:30 ale było luźno bez spinania się. Ładowanie węglowodanowe jak i również nawodnianie rozpoczęte.
Calm the fu...down :ojoj:

Do maratonu pozostało: 2 dni

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 25 kwietnia 2018, 22:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
20.04-21.04.2018r.
Wyczekiwanie....

Do maratonu pozostało: 0 dni

22.04.2018r.
Obrazek
ORLEN Warsaw Marathon 2018
Dystans: 42,195
Czas oficjalny: 3:42:13
Czas nieoficjalny: 3:40:41
Średnie tempo: 5:15 min/km
Miejsce open: 1432/4458
Średnie tętno: 162
Maks tętno: 211


A mogłem napisać to od razu, a ewentualnie potem dodać dodatkowo przemyślenia. Myślę, że cała ta euforia już trochę ze mnie zeszła. Cała mnogość emocji która mnie dotykała wtedy jak i dzień po była ogromna. Z drugiej strony te przemyślenia... wtedy ich tak dużo nie było. Czy było warto? Czy jestem zadowolony z perspektywy czasu z tego co osiągnąłem? Co dalej? A może to już koniec? Przejdźmy wpierw do wprowadzenia - bo to jeszcze nie jest ono, a następnie do dnia 22 kwietnia obecnego roku. Napój, przekąska do czytania - śmiało :oczko: A jeśli ktoś chce, zawsze może przejść bezpośrednio do relacji kilometr po kilometrze :taktak:

Stres towarzyszył mi już o wiele wcześniej, aniżeli w dniu samego biegu. Czemu - ktoś zapyta. Przecież nie walczę o podium, nie walczę o nagrodę finansowo, o nie. Ja walczę z samym sobą. Robiłem i robię to dla siebie samego. Jestem typem człowieka, który jak postawi sobie cel to realizuje go za wszelką cenę. I to jest złe. W pewnym sensie. Ja tego nie polecam. Jestem uparty, zawzięty. Prawdopodobnie gdyby coś mi się stało w czasie biegu to nie przerwałbym. Szedłbym, czołgałbym się byle tylko ukończyć. Pewnie byłbym rozczarowany, zły na siebie samego. Ale byłoby to lepsze niż zejść całkowicie z trasy. Odpuścić, zrezygnować. Ja, ja tak nie potrafię.
Postanowiłem nie kombinować z kwestia węglowodanów. Dużo naczytałem się w tym temacie - ograniczanie ich, a następnie ładowanie. Zostało mi jednak za mało czasu, a ja nie chciałem testować, próbować czegoś co nie jest sprawdzone w moim przypadku. Zacząłem więc jeść, pić więcej od czwartku (dzień ostatniego lekkie treningu) - jakiś sok oraz izotonik raz dziennie. Żelki, banany. Na obiad spaghetti. Płatki śniadaniowe. Trochę nie poklei wymieniłem, ale to nie istotne. Wiecie o co chodzi. W sobotę, zjadłem sowitego dużego burgera w Warszawie (żeby też dać coś innego sobie aniżeli 3 dzień znów makaron na obiad - i nie żeby mi to przeszkadzało, chodziło raczej o jakąś odskocznie). Wieczór to już oczywiście kanapki z dżemem, żelki. Czy pomogło mi to w dniu biegu? A może to kwestia psychiki i nastawienia? Nie wiem, ale samej energii w czasie biegu mogę powiedzieć - nie brakło mi.

Ale jak to wyglądało począwszy od soboty poranka - wstałem i zjadłem śniadanie. Około 10:30 wyruszyliśmy w podróż do Warszawy. Wyruszyliśmy - z tego miejsca chciałbym podziękować mojej dziewczynie która przy mnie była, koledze oraz jego wybrance. Dziękuje. Za to że byliście. Za ten doping na 35km czy na finiszu. Za wszystko. Wiecie za co. Po 13 jakoś zameldowaliśmy już w hotelu. Wszystko odłożone, zostawione ruszamy więc na stadion narodowy. Całego EXPO - cóż, jak się ogląda na YT te wszystkie NY czy Boston to tam dopiero robi to wrażenie. Mimo wszystko, dla mnie(jest to moja subiektywna opinia oraz wszystko co dalej przeczytacie, miejcie to na uwadze) jest wszystko dobrze zorganizowane. Z odbiorem pakietu nie było najmniejszego problemu. Kilka fotek ze sprawdzeniem czy wszystko ok z chipem, odnalezienie siebie na ścianie - jest widnieje. Zakładam dumnie koszulkę z maratonu. Nakręcam się, zaczynam myślę pozytywnie a mniej o tym jak przez ostatnie dni mnie to hmm, paraliżowało. Jest wygodna, nie obciera mnie. Myślę sobie - dobra, jeśli nie będzie mnie obcierać do końca dnia zakładam ją jutro na start.
Trochę miasta zobaczyłem, zjadłem solidnego burgera. Zrobiłem jakieś 10km pieszo tego dnia. Wieczór tak jak powyżej napisałem, jeśli chodzi o posiłek. Szykuje koszulkę OWM2018. Biorę pas, wkładam żele. Cztery. Tak, cztery powinny mi wystarczyć. Wezmę ok. 9-10km, 18-20km, 28-30km oraz na 35km (tutaj psikus bo punkt wodny był 37km jakoś, ale o tym później). Numer startowy 4878. Zakładam na pas, ale jakoś tak niewygodnie mi. Numer startowy przy każdym podniesieniu nogi będzie mi ocierać. Specjalnie zakupiłem przed maratonem. Testowany dwa razy, ale w kwestii trzymania w nich żeli. Pod tym względem, nie wypróbowałem. Próbuje przesunąć, tak by numer startowy był z boku. Hmm, nie ma dramatu ale... Jak mówi to klasyk " Hmm no tak średnio bym powiedział, średnio". Stawiam jednak na agrafki na koszulce. Wszystko naszykowane... idę spać parę minut po 22... Budzę się 23:40 - to sobie pospałem. Spoglądam na dziewczynę - śpij jak zabita. W nocy budziłem się jeszcze kilka raz, w końcu wstaje po 6 parę minut...

Wypiłbym kawę, ale zapomniałem że znajduję się w hotelu * gdzie nie ma czegoś takiego jak czajnik czy kuchnia do współużytku. Staram się zjeść kanapkę z dżemem. Wizyta w toalecie. Uff, obyło się bez kawy. Czuję, się jednak trochę zaspany.Telefon, mp3 wyciszam się trochę i zjadam znowu trochę. Powrót do toalety. Dobra, teraz pozbyłem się już na pewno całego burgera i frytek z ubiegłego dnia. Czas się obudzić - biorę prysznic. Ubieram się. Smaruje maścią przeciwbólowa kolano lewe. Ostatnio coś mi doskwierało od czasu do czasu w trakcie biegu. Może, choć trochę to może. 7:20 zbiórka. Znajomi podjęli decyzję że pobiegną OSHE 10K. To będzie ich debiut. Witam ich w drzwiach. Dziewczyna już ogarnięta tylko ja ostatni CHOĆ nie spóźniony. Zabieramy wszystko. Wymeldowanie i zostawiam większość rzeczy w samochodzie. Ciuchy na przebranie, jakiś ręcznik dam do depozytu. Chłodno się wydaje. Nie wziąłem żadnej bluzy, kurtki. Dobra, pewnie zajedziemy zacznie robić się ciepło. Autobus, następnie metro. Widzę już ludzi. Jedni z numerami na 10K, jedni...jedni na to samo co ja. Sporo, naprawdę sporo ludzi. Staram się chłonąć tą atmosferę. Temperatura raczej się nie zmieniła jakoś mocno, ale do mnie zaczyna docierać że to jest ten dzień. Ten moment kiedy wszystko zostanie zweryfikowane. Facet mówi, ze na dalszy wstęp już tylko zawodnicy. Żegnam się z dziewczyną. Kolega zaś ze swoją kierują się w kierunku 10K. Zostaje sam. Na pół godziny przed startem. Postanawiam się rozgrzać. Troche truchtu, kilka przebieżek. Może jakoś trochę ponad 1km łącznie wyszło. Dogrzeje się trochę na początku trasy, bo i tak będzie ścisk a zresztą dziś... dziś pokonam więcej niż 28km przy spokojnym wybieganiu.

Staje na starcie, w swojej strefie czasowej. Z ciekawości patrzę czy są balony na 3:30. Nie widzę ich. Jakiś biegacz zaczepia mnie i się mnie o to pyta. Odpowiadam, że też nie widzę. Widzę swoją dziewczynę jeszcze na chwilę przed startem. Uścisk, powodzenia i do zobaczenia. Przemowa - facet jest pijany? Chyba coś potem mówi, że wczoraj był u brata na weselu. No cóż, to się rozumiem heh. Strzał i start...
To jest ten moment kiedy te wszystkie treningi od stycznia mają przynieść owoce. To jest ten moment, kiedy lał deszcz to szedłem biegać. Kiedy padał śnieg i wiało, ja biegałem. Kiedy mimo jakiś kontuzji, przeciążeń kontynuowałem plan, moje przygotowania. To jest ta 'chwila' na którą czekałem. Jestem spokojny, choć trochę podekscytowany. Dam radę. Bez rwania. Bez szarpania. Pobiegnę na średnio po 5:00. Jeśli będzie coś nie tak, dostosuje. Nie mocniej, nie szybciej. Z głową. DAJESZ MICHAŁ.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1km
No to ruszyłem. Przybijam piątki z ludźmi którzy są po drugiej stronie, bieg na 10K. Niestety nie dostrzegam Przemka oraz Kasi. Przebiegam pod wiaduktem, wielki hałas. Ludzie biją brawa. Czuję się pełen energii. Przebiegnę. Nie może być inaczej. Biegnę przez most. Hej... to prawie jak na tym MAJOR MARATHON. Ścisk, ale nie boli mnie to. Kręci mnie to że jest nas tak wielu biegnących ten Królewski Dystans. 5:25 Dogrzewanie się zakończone, trochę przyspieszę. Spróbuje jakoś bokami.

2km
4:57 siadło. Jest w porządku. Lecę dalej.

3km
Kończę 3 kilometr i widzę elite która jest 5-6km, lecą ostro. Chyba trochę za, jak na takie warunki?

4km
Nawrotka o 180. Nie lubie czegoś takiego, ale jak mus to mus. Była to jedyna taka. Zawsze muszę brać mocno zakręt ponieważ odczuwam mocno stawy jeśli chce skrócić. Tutaj zresztą znaczącej prędkości nawet jak na mnie nie ma, więc ten problem i tak by nie wystąpił. Mimo wszystko, dla ostrożności - biorę go ostro.

5km
Mijam pierwszy punkt z wodą. Piję tylko wodę. Dwa małe łyki. Lecę dalej.

6-9km
Mijam Japończyków którzy kibicują, krzyczą ganbare. Chciałem krzyknąć arigato, ale nie będę się popisywał choć pewnie jak to Ich naród - zaraz wielkie zdziwienie byłoby że ktoś zna jakieś słowa z ich "dialektu". Kolejny punkt z wodą. Dobrze, bardzo dobrze. Nie czułem się jakoś mega nawodniony, ale też nie miałem braków. Mimo wszystko, tutaj chciałem wziąć żel. Widzę 200m punkt otwieram - zjadam raz dwa. Łapie sprawnie kubek, ściska go mocno, ale i stabilnie(wyłapałem na "tutorialu" jak robić żeby woda z kubka się nie wylewała w czasie biegu) popijam. Łapie potem izo, dwa łyki.

10-12km
1/4 za mną. Nie myślę jakoś o tym. Raczej zaczynam wypatrywać dziewczyny. Mówiła, że może jakoś ogarnie znajdzie się tutaj. Nie ma Jej. Nie widzę. Biegnę dalej. 50:23. Jest okej. Czuję się dobrze.

13-18km
Biegłem wtedy przez centrum, a może trochę wcześniej. Tak czy owak, prosta płaska trasa. Podoba mi się ta cała Warszawa. Kibiców raz więcej, raz mniej. Później prawie w ogóle kiedy biegłem jakby takim nowym asfaltem. Musiałbym obejrzeć transmisje z OWM2018, aczkolwiek już wiem że pół jej to reklamy i nie ma mnie jak wbiegam na mete, nawet zdjęcia). Przykre. To też nie zamierzam tam zaglądać, rozczarowany jestem tym faktem bo nawet mniejsze biegi posiadają kamerę cały czas na mete i można potem sobie obejrzeć. Wracamy do relacji z biegu... Koło 15km był punkt z wodą. Oczywiście woda + izo, trochę. Starałem się dbać o tą kwestie. Był to mój pierwszy maraton, a ostatnio co chciałem to jakieś odwodnienie.

19km
200m do punktu. Żel w rękę biorę. Jest dobrze, ale nie ma żartów. Trzeba dać cukier, energie. Popijam. Zaczynam polewać się wodą.


20-21km
50:29 druga połowa. Jest dobrze. Czuję się, świeżo. Mimo wszystko, nie oszukuje się. Połowa dopiero za mną.

21-24km
Jest dobrze, lęce ciągle równo mocno. Jeszcze nigdy nie biegłem po ~5:0x po 21 km. Zawsze były to spokojne wybieganie. Mimo wszystko 25km konczę i nie ma żadnych problemów. 25:43 od 20-25km. Pije trochę wody i izo. Polewam się delikatnie wodą. Nie używam gąbek.

25-27km
No i dzieję się. Puste pola brak kibiców. Wieje niemiłosiernie. Tego się obawiałem. O tym mówiono. Ja nie wierzyłem, nie chciałem w to wierzyć. Dodam, że biegnę ciągle sam. Nie dołączyłem się do żadnej grupy. Myśl, rozglądaj się. Nie mam za bardzo do kogo się podłączyć. Dobra, najwyżej trochę zwolnię choć siły ciągle są.

28-29km
200m i będzie punkt z wodą. Czas wziąć żel. Czuje się dobrze, wieje ale nie ma przelewek. Popijam. Polewam się odrobiną wody. I tutaj... ludzie zatrzymują się, zaczynają iść. Torują mi drogę. Święte krowy. Chcesz się spokojnie napić? Nie mam nic przeciwko. Ja nie jestem Mo Farah, ale nie przeszkadzają mi w moim celu.

30-31km
52:30 wyszła dycha. Już trochę wolniej. Wiatr, cholerny wiatr. Wszyscy mówią że tutaj zaczyna się słynna ściana. Tutaj zaczyna się maraton. Trochę tak myślałem, psychicznie się zaczynam bać. Biegnę, nic mi nie jest. Mijam ludzi. To chyba nie jest mit. A może to kwestia przygotowania - mówię sobie. Tak Michał, lecisz dalej. To już tylko 12km. ROBISZ TO.

32km
Piję wode i izo. Polewam się wodą. Mocno polewam się wodą. Czuję jednak, że coś nie gra. Coś jest nie tak... Czuję jakby chciał zwymiotować. Nie wiem, czy to kwestia przejedzenia żelów. Nie jadłem żadnych bananów czy czekolad. Może to źle? Nie wiem, ale energii mi nie brakowało. Staram się głęboko oddychać. Nie myśl o tym Michał, nie myśl.

32km ciąg dalszy...
Boli, boli mnie mięsień dwugłowy - prawa noga. Uciska mnie. Jest dyskomfort. Po raz pierwszy mam obawy. Po razy pierwszy. Nie zatrzymam się! Nie po to tyle trenowałem, ćwiczyłem. Nie mam talentu, predyspozycji. Mimo wszystko, NIE ZATRZYMAM SIĘ. Biegnę... Mijam kolejne osoby które idą, albo zatrzymują się całkowicie - przynajmniej na boku, nie jak na punkcie odżywczym.

33-35km
Boli mnie, staram się o tym nie myśleć. Ale to naprawdę boli... Walczę psychicznie z tym bólem. Ku mojemu zdziwieniu objawia się anioł. Tak, moja dziewczyna. Macha mi, krzyczy żebym biegł. Nie spodziewałem się Jej tutaj. Nie w takim trudnym momencie. Dam radę! Biegnę już po 5:2x. Zaraz po 5:3x ale to MARATON. Nie zatrzymałem się nie zatrzymam. Dowieść teraz to co mam. To się dla mnie liczy. Już nie wyniki jest ważny. Bo z niego, wiem że i tak będę zadowolony.

36-37km
Na 35km nie było wody, a dopiero na 37. Trochę późno, ale dobra. Jest to korzystam. Bolał mnie chwilę brzuch, ale kurdę. Energie mam. Mimo wszystko, wezmę ten żel. Pije wodę i izo. Polewam się mocno wodą.

38-40km
Widzę już chyba gdzieś w oddali narodowy. Lecę. Myślę ciągle o Niej. Wiem, że czeka na mnie na mecie. Żel się chyba przyjął. Dalej mięsień dwugłowy boli. Zwolniłem, dalej wieje.

41km
Wbiegam na most. Mosty są przeje...To już naprawdę ostatki...

42km
Jeden z najdłuższych kilometrów w moim życiu, ale przyspieszam z ~5:40 na 5:26.

195m
Widzę, WIDZĘ METĘ. Biegnę. Nie szarżuje, zaczynam się uśmiechać. Przestaje być skupionym. Widzę Ją. Uśmiecha się do mnie. Myślę jak Ona zdążyła przede mną (okazało się, że zabrała się jakąś Pania którą kibicowała syną w taxi i akurat na styk). Podnoszę ręce ku górze, JESTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTT.

Kilometr po kilometrze:
Obrazek

Dane z endomondo:
Obrazek

Oficjalne dane:
Obrazek

Zdjęcie z dnia biegu:
Obrazek

Zdjęcie po biegu:
Brak. Nie wyglądałem źle, ale tak wyszło że musiałem do siebie dojść trochę.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Odbieram medal, wodę. Idę. Człapie. Zaczynam odczuwać, ojjj teraz dopiero zaczyna napieprzać mnie dwugłowy. Czuję, jak wręcz żar znajduję się tam zamiast krwi teraz. Dochodzę do barierkę. Widze się z moją Ola. Witam się również z Przemkiem oraz Kasia. Gratulują mi. Uśmiecham się. Czuję jak nogi się pode mną uginają. Zaczynam polewać zimną wodą nogi.
Siadam. Zaczynam się trząść. Generalnie jest mi mega zimno. Organizm się ochładza. Nogi odmawiają posłuszeństwa. Ola przeskakuje nad barierkami. Wspiera mnie. Tak mija niecała godzinka nim ruszyliśmy w stronę posiłku reg. Coś tam zjadłem. Odbiór depozytu. Człapiemy, a w sumie ja człapie a Oni mi towarzyszą. Potem prysznic. Było ciężko. Naprawdę, nóg nie mogłem unieść. Ludzie po drodzę pytali się mnie czy wszystko dobrze. Potem służby od pomocy medycznej. Tłumaczę, że tak. Przebiegłem tylko maraton :oczko: Uśmiecham się głupowato... Prysznic był mordengą ale udał się. Zjadam jakiegoś batona ale nie mam na nic więcej ochotę. Zbieramy się do wyjścia... Żeby nie przedłużać, dodam tylko że w drodze wróciłem całkowicie do zdrowia (oprócz nóg oczywiście) oraz zjadłem na A2 najlepszego McDonalda. Zestaw nie jakiś super, ale sami wiecie jaki jest punkt odniesienia.

Kilka luźnych przemyśleń na koniec:
- tak, jestem bardzo zadowolony z debiutu
- nie wiem czy gdyby inne warunki (brak wiatru) miałbym lepszy czas
- kolejny maraton, nie myślę o tym. Może w przyszłym roku.
- czy kończę z bieganiem - nie
- czy coś bym zmienił, poprawił - nie
- właśnie siedzę w koszulce z maratonu, a medal wisi w aucie
- nogi najgorzej było w niedziele. Dramat. Nie mogłem za bardzo nawet podnieś ich na łóżko.
- poniedziałek było już lepiej, mogłem chodzić choć był dyskomfort
- wtorek jest już dobrze + sauna. Dziś środa i myślę że spokojnie jeszcze do czwartku-piątku poczekam z powrotem.
- chce się skupić teraz na 10k, szybkości

Dzięki za przeczytanie i poświecenie czasu :lalala: Trochę się rozpisałem...

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: So, 28 kwietnia 2018, 18:10 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
28.04.2018r.
Obrazek
Po 5 dniach przerwy w końcu ruszyłem na trening. Generalnie nie odczuwałem żadnych problemów, nic mnie nie "trapiło" po maratonie.

BC1 3km + 3km na bieżni + 1km trucht
Dystans: ~7,50km
Czas: ~40:00 min

3km na bieżni
Czas: 12:45 min
Tempo: 4:15 min/km

Jestem jednak przekonany, że spadła mi szybkość. Lub też po prostu jestem przemęczony. Myślałem że 3km po 4:00min/km bez problemu zrobię, a tutaj niespodzianka. Nie chce się tłumaczyć. Uważam jednak że gdy wrócę na bieżnie za miesiąc, będzie lepiej znacznie. Tutaj poszło średnio. Bardzo średnio jeśli nie słabo. Płuca to wręcz chciałem wypluć.

P.S.
Na pocieszenie, znalazłem jakieś zdjęcia z biegu na foto maratonu. Dzięki uprzejmości OWM niektóre można pobrać(szkoda, że tylko część bo niektóre są świetne a "trochę" sobie życzą). Mimo wszystko, zdjęcie z mety jest :hej: Nawet w miarę na żywego wyglądam :hejhej:
Obrazek

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 9 maja 2018, 10:20 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
9 dni później....
O tak, zrobiłem sobie trochę przerwy. W końcu. Chyba pierwsza tak długa od kiedy zacząłem regularnie biegać. Można to podciągnąć pod okres roztrenowania? Tak czy owak, ja już mam go dosyć. W niedziele tj. 6 maja byłem trochę pobiegać z dziewczyną. Wyszło jakieś 5,5km. Biegało mi się lekko i swobodnie, ale przejdźmy do konkretów.
Zaczynam plan Danielsa pod 5-10k. Zamierzam skupić się teraz bardziej na szybkości, aczkolwiek wiadomo - wytrzymałość również jest tutaj potrzebna. Plan będzie z zamiarem bieganiem do 5 razy w tygodniu, ale w związku z moją przerwą chce dać sobie czas na wkręcenie i póki co 4 dni treningowe.
Z organizacyjnych spraw:
- cel tematu(biegiem do maratonu) został zrealizowany, ale uznałem że nie będę zmieniał
- temat zamknę myślę, że z końcem roku
- chce zapier... :bum:
- najbliższy start na 10k to w Łodzi, ale nie będę gnał na nowy rekord
- nie mam jeszcze docelowego startu na 10k, fajnie byłoby takowy znaleźć gdzieś w ok. jesieni z super ultra mega płaska trasa :hahaha:

LET'S GO
7.05.2018r.
Obrazek
Pierwszy trening. Zakres BS przy moim VDOT 46 to mniej więcej 5:17(5:27) - 5:57 min/km . Książka podaje trochę inaczej, aniżeli strona internetowa hmmm...

BS 40min (tutaj bede musiał dodać 5min żeby wychodziło ok. 10km) + 10 PB (zrobiłem 100/100 tj. 100m szybko, 100m trucht rest, aczkolwiek myślę że 20s/30s będzie lepsze)
Dystans: 9,16 km
Czas: 50m:01s
Średnie tempo: 05:28 min/km
Średnie tętno: 157

Początek ciężki. Końcówka w końcu mną trochę poruszyła, ale wcale lekko nie było. Tętno ze 155-160 wskoczyło na 175-180.

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Michał - biegiem do maratonu
Nowy postNapisane: Śr, 9 maja 2018, 15:52 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 4 września 2017, 08:33
Posty: 1862
Lokalizacja: Kalisz
9.05.2018r.
Obrazek
Ojjj będzie bolało :bum: BS poszedł w miarę. Pierwsze 6-7 rytmów poszło dobrze. Ostatni przed przerwą był już ciężki, miałem ochotę zrezygnować. Odpoczynek 3 minuty. Lecimy znowu z koksem. 2 serie, myślę że zostało 6 jeszcze. Znowu mam ochotę odpuścić. Suszy mnie. Nogi ciężkie. Mówię sobie dobra, na te 200 m truchtu będę kawałek szedł(50-80m) żeby w pełni wypocząć. Kończę te pieprzone rytmy. Pozostał BS do domu.

3,2 km BS + 2x(8x200m R / 200m tr) / przerwa 3min między powtórzeniami + 3,2 km BS
5:39 min/km + 3:53 3:43 3:52 3:43 3:49 3:44 3:54 3:47 3:57 4:03 3:54 4:01 3:51 3:36 3:33 3:53 + 5:51 min/km
Dystans: 13,02 km
Czas: 1g:13m:14s
Średnie tempo: 05:37 min/km
Średnie tętno: 159

Zapomniałem, że teraz naprawdę piecze. Urlop mam do końca tygodnia, więc ok. 11 zebrałem się pobiegać. Odzwyczaiłem się, jak bardzo chce się pić w czasie biegu przy takim słońcu. Owszem, podczas OWM była dobra pogoda, ale mimo wszystko teraz to dopiero zaczyna grzać. Nie wziąłem wody i to był błąd biorąc pod uwagę porę oraz trudność treningu. Po 12km mniej więcej dopadłem darmowe źródełko, bo byłem w okolicach już bloków. Piłem aż uszami mi wylatywało. Ruszyłem na pozostałe niecały 1km BS. Po powrocie do domu wziąłem tylko kasę do sklepu po izotonik. Zimny, mocno zimny prysznic.
Czułem się naprawdę zorany.

_________________
Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.

Blog
Komentarze
5 km - 19:20
10 km - 39:42
HM - 01:30:48
M - 3:42:13


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 347 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 24  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL