Fazy 'zero' ciąg dalszy. Podoba mi się ona, bo nie wymusza BSów, a plan zazwyczaj powstaje w windzie jadącej na parter
Dziś, na 4 tygodnie przed dychą mikołajkową, wymyśliłem sobie, że... lecę piątkę dla wyznaczenia aktualnego VDOT
Poza tym, od wczoraj zastanawiam się, czy mój HRmax to 205, czy może jednak więcej?
Ułani ze swoją fantazją to przy mnie mruki i szachiści
W każdym razie, ruszyłem żwawo, w zasadzie bez rozgrzewki, bo tą odbębniłem w mieszkaniu jeszcze. 13 stopni było, więc, po raz pierwszy chyba tej jesieni, poleciałem w gaciach do kolan
Biegnę, i myślę oczywiście o mnóstwie niepotrzebnych rzeczy... Pierwszy kaem w 4:52? Luz, ale może nie szarżować? A kij z tym, test to test, na prawie-maksa ma być. No to 2 i 3 po 4:48. Czwarty w 4:42 (z górki kapkę). No, to finiszujemy! Finiszujemy? Dupa, trochę przeszarżowałem... A już oczami wyobraźni widziałem siebie na luzie łamiącego 24 minuty...
Nie tym razem, bo piąty w 4:57. Oczywiście, tu mi ciężarówka z bocznej uliczki zajechała drogę, więc musiałem w ową uliczkę skręcić, zderzenia unikając, klucząc i ogólnie dupa, bo ostatnie 200 metrów pod minimalną górkę

Wiadomo, jakiej baletnicy rąbek spódnicy (czy też majty w kroku, jak mawiał kumpel na studiach)... Spojrzeć prawdzie w oczy trzeba - wymiękłem na końcówce i można co najwyżej gdybać, jak na zawodach by było... Może wtedy by się rozmieniło 24, a może nie. A może nawet 25 nie, bo bym tradycyjnie z fantazją o zegarku zapomniał i poleciał za tymi, co po 4:30 otwierają a po 4:00 kończą
I dalej nie wiem, jak z tym tętnem, bo 205 był max dziś. A wyrzygu nie było. I finiszu nie było. I nie było niczego poza olbrzymią dawką endorfin, bo Jack Danielsem, Daniels Jackiem, a mnie brakowało bardzo treningów od czapy
Szkoda trochę, że dziś Krzychu wieczór niebiegowy miał, bo pewnie na luzie by mnie na 23:xx podholował. Z drugiej strony jednak pewnie by mi wybił ten test z głowy, więc może i dobrze?
Podsumka moich mizernych wysiłków
piuntak.jpg
I na koniec konstatacja, że
magiczny kalkulator wieku, co go Naczelny z Piotrkiem Łudzikiem umieścili w artykule o cesarzu Haile, co się nie starzeje, to troszku rozkalibrowany jest, bo mi podał, że VO2maxa mam 55 czy tam 54, a tu mi z trenu/testu dzisiejszego Suunto rzekło prawdę objawioną, że mam 58 ml/kg/min (i to pewnie jeszcze żaden max), a EPOC w szczyto-maksie był 239 ml/kg (i znowu rozkminka, kurdens, bo nie wiem, czy dużo to, czy mało, i czy dobrze, czy vice versa

)
I z wieczorem dzisiejszym wróciłem do dumnego grona tych, co mają VDOT > 40

Znaczy się, na Mikołajkowym ma być 49:58, tak
mądralistyczne liczydło rzecze

Dobranoc :D
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.