No, i drugi Kraków Business Run za nami. Wiadomo, tu chodzi głównie o pomoc charytatywną, poza tym sztafety rządzą się swoimi prawami, więc nie ma co strasznej wagi do wyników przywiązywać. Ja - jak może wspominałem - koniec końców pobiegłem aż dwie zmiany, bo w ostatniej chwili rozchorował się nam kolejny zawodnik (wcześniej wymienialiśmy już 2 osoby w zgłoszonym składzie) i musiałem dźwignąć ciężar na barkach, jako koordynator Sekcji Sportowej Firmy Parasoft S.A.
Nr 385/1 czyli start
Biję się z myślami, jak pobiec. Nie jestem w treningu, jestem "pod formą". Że zrobię coś szybszego niż zeszłoroczne 21:07 (na 3,8km) wiem na pewno, ale... Decyduję się nie szarżować, lecieć w granicach 5:00 lub ciut niżej. Ustawiam na oemce zakres tempa od 5:10 do 4:00 i niech się dzieje, niechaj pika. Stoję na starcie w dość dobrym miejscu, czwarty rząd, może ze 3 sekundy od linii. Mignął mi Krzysiek Janik, któremu udało się stanąć na samym froncie. Dwie minuty przeciągnięty start i... poszli! Zaraz za linią kraksa, pod moimi nogami nagle trzech biegaczy, leżące pałeczki, apokalipsa

Dwóch omijam, trzeciego przeskakuję i biegnę dalej. Dwa pierwsze kilosy trochę szybsze, potem jest nieco pod górkę przy Wawelu i do Rynku, a w głowie myśl, że nie mogę finiszować, bo jeszcze jedna zmiana i lepiej się nie spompować. No to nie finiszuję

Wbiegam w miarę równym tempem, zegarek zatrzymany po 3,86km (całe kółko, plus kawałek w strefie zmian) pokazuje 18:24, a więc tempo 4:45

Pewnie było i ciut lepsze, bo w strefie zmian musiałem wręcz stanąć, bo tam każdy w swoją stronę szedł, a głównie ci, którzy już swoją pałeczkę oddali (może taka taktyka urywania paru sekund rywalom?

)
Oficjalny czas zmiany: 18:11
Nr 385/5 czyli finisz
Trochę się po biegu rozciągnąłem, pogadałem z firmową ekipą i już trzeba było iść do strefy zmian i się rozgrzewać. Tam - rozgardiasz jak był, tak i jest. Wypatrzyłem kumpla, zmieniamy się i... nie wiem, jak biec, bo jestem w "dziurze", gdzie i przede mną i za mną trochę miejsca. Na starcie niósł mnie tłum (choć bywa to zgubne, tu na szczęście, przy krótkim dystansie, nie przypłaciłem wynikiem wariackiego w tej formie 4:30 na drugim kaem), tu musiał wystarczyć zegarek, w którym zmieniłem sobie tempo dolne na 5:30. Udało mi się złapać jako taki, równy rytm. Biegłem chyba sporo większą kadencją, niż 1 zmianę, wręcz drobiłem. Wydaje mi się, że i tak zabrakło choć drugiej godziny na zregenerowanie się - z drugiej strony, jak będę w fazie III treningu, to tam po 4km progu będzie 3km truchtem i znowu próg. Gdzie tam odpoczynek?!

No, ale nic, biegnę mniej więcej 5:00/km, staram się nie podpalać, bo wiadomo, w sztafecie różnie się plotą losy i tempa ludzkie, nie ma co spinać nóg za kimś, kto ewidentnie leci <4:00min/km i został ustawiony w swojej firmie do odrabiania strat na "kotwicy"

Trzeci kilos znów najwolniejszy bo aż 5:20, ale biegnę swoje. Finisz zaczynam dopiero w połowie Wiślnej, na płycie Rynku lekki sprint i wpadam na metę, stopując zegarek po 18:51 (dystans 3,73km, tempo 5:01 wg OM500) - ta zmiana faktycznie krótsza, bo pętla bez odcinka strefy zmian była.
Oficjalny czas zmiany: 18:58
Ogółem wypadamy nieźle, lepiej niż przed rokiem przy dwukrotnie mniejszej obsadzie:) Moja drużyna na 93 miejscu, a drugi (w zasadzie pierwszy, bo lepszy) team na 49. pozycji. Brawa dla wszystkich, którzy biegli i tu, i w Poznaniu, i w Katowicach!
