sobota, 13.04.2013

Takie małe zawody - jednoosobowe. A w zasadzie sprawdzian na 1000 m. Po przebieganej zimie liczyłem na lepszy wynik, niż na jesieni (3:52). Nastawiłem więc sobie minutnik na 10 x 22 sekundy i ruszyłem. No dobra, najpierw 27 minut truchtu, podskoków i wymachiwań rękami, potem chwilka na rozciąganie, parę przebieżek i już ruszyłem!
Pędziłem, pędziłem, pędziłem, aż nagle znalazłem się na sześćsetnym metrze i zacząłem nieśmiało przyśpieszać. Na 200 metrów przed metą przyśpieszyłem jeszcze trochę bardziej, a ostatnie 100... najszybciej jak mogłem

Zatrzymałem zegarek mniej więcej z linią mety, spojrzałem... 3:35,94. Kiepsko, kiepsko - pomyślałem. Mogłem pobiec szybciej. Poznałem to po tym, że nie przewróciłem się na ziemię, nie położyłem, tylko oparłem o barierkę przy bieżni. A może to dlatego, że wokół było sporo ludzi i nie chciałem robić afery?
Tak czy siak, pozostał pewien niedosyt, a to może być łatwo przekute na te 10-15 sekund uciętych w wyniku. W ciągu tego miesiąca, który pozostał mi z planu treningowego.
Następny sprawdzian czeka mnie 27 kwietnia na BBL-u, gdzie postaram się pobiec poniżej 3:30. A potem... zobaczymy. W maju idę na jakieś zawody ze szkoły i może nie przyniosę jej ujmy
Tak więc podsumowując:
Dystans: 1 km
Czas: 3:36
A razem z rozgrzewką i późniejszym schłodzeniem:
Dystans: 6,35 km
Czas: 38:22
Śr. tempo: 6:03/km