Pt, 27.03.2026:
Dzisiejszy trening można podsumować dwoma słowami - dzień konia. Taki miły kontrast w stosunku do ostatniego treningu. Tak jak pisałem wcześniej, na poprzednim treningu byłem tak zabetonowany, że nie wiedziałem, czy uda mi się z tego zregenerować do dziś. Ale jak się okazało, poszła fajna superkompensacja i forma wyskoczyła do góry. Na rozgrzewce jeszcze mnie jakoś szczegolnie nie nosiło, ale wiedziałem już, że interwały zrobię. Zacznę od podsumowania z zegarka:
--- 48min, 9.12km (5:16/km[!]), śr. tętno 157.
Do zrobienia było 10x400m/200m, na bieżni 200-metrowej. Czyli dwa kółka szybsze na jedno wolniejsze. Bieżnia mała ale co zrobić, trzeba się cieszyć, że w ogóle jest (do tego łatwo kontrolować tempo co 100m). Wyjątkowo też, zamiast na samopoczucie, to zaplanowałem sobie pobiec te czeterysety Danielsowo, co z kalkulatora dawało tempo 4:18/km dla wyniku 22:00 na 5km. Czyli jakieś 103-104s na 400m. Przerwy w truchcie, już bez kontroli tempa.
Na początek rozgrzewka, 12 minut po 6:18/km na średnim tętnie 136. Potem trochę wymachów, abc, dwie przebieżki i jazda. Poniżej czasy wszystkich czteryset:
1 - 102s
2 - 104s
3 - 103s
4 - 103s
5 - 103s
6 - 102s
7 - 101s
8 - 103s
9 - 101s
10 - 98s
Dosłownie wszystkie odcinki w widełkach albo szybciej. Do tego wszystkie pełna kontrola - myślę, że mógłbym dołożyć jeszcze ze dwie bez żadnych szkód dla organizmu. Przeliczając czasy odcinków, średnie tempo czterysetek wyszło 4:15/km. Przerwy były biegane po 6:06/km. Na koniec około 8 minut schłodzenia po 6:20/km na średnim tętnie 147. Bajka. Myślę, że sub22 na 5k to już formalność, będę starał się do czerwca jak najbardziej zbliżyć się do sub21.
Przebieg tygodniowy - 27.2km (+0.4km)
Aktualny stan wagi - 68.2kg (+0.2kg) - standardowo podaję ważenie z piątku, ale nadmienię, że w sobotę waga pokazała rekordowe 66.5kg. Powinno się udać do tych 65 zbić. Przy wzroście 174cm to już naprawdę sensowna waga.
wolnykaszub vs 20km tygodniowo
Moderator: infernal
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Wt, 31.03.2026:
Dzisiaj robiony był ląg w tempie easy+, czy tam drugi zakres, czy tam cokolwiek. W każdym razie w tempie szybszym niż zwykłe rozbieganie, ale dalej komfortowym. Dziś wyszło to tak:
--- 60min, 10.19km (5:53/km), śr. tętno 147.
Odczucia moje są takie, że forma cały czas zwyżkuje. Wnioskuję z tego, że trening, który sobie aplikuję, oddaje. Chociaż na moim poziomie to nieważne co bym nie robił, byle regularnie, przynosiłoby efekty.
Przebieg w marcu - 112.7km - rekordowy od około półtora roku. Co jednak ważne zaznaczenia, wynika on jedynie ze zwiększania się prędkości treningowych, nie z dokładania dodatkowych jednostek treningowych ani nawet wydłużania (czasowo) aktualnych.
Dzisiaj robiony był ląg w tempie easy+, czy tam drugi zakres, czy tam cokolwiek. W każdym razie w tempie szybszym niż zwykłe rozbieganie, ale dalej komfortowym. Dziś wyszło to tak:
--- 60min, 10.19km (5:53/km), śr. tętno 147.
Odczucia moje są takie, że forma cały czas zwyżkuje. Wnioskuję z tego, że trening, który sobie aplikuję, oddaje. Chociaż na moim poziomie to nieważne co bym nie robił, byle regularnie, przynosiłoby efekty.
Przebieg w marcu - 112.7km - rekordowy od około półtora roku. Co jednak ważne zaznaczenia, wynika on jedynie ze zwiększania się prędkości treningowych, nie z dokładania dodatkowych jednostek treningowych ani nawet wydłużania (czasowo) aktualnych.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Śr, 01.04.2026:
Już poprzedniego dnia wieczorem poczułem drapanie w gardle. Przy bieganiu to wiadomo, często drapie. Rano niestety ból się znacznie pogorszył. Tętno spoczynkowe niby w normie, samopoczucie jeszcze w miarę ok. Podwyższonej temperatury brak. Wybrałem się więc na 45 minut truchtu, totalnie lekkiego:
--- 45min, 6.91km (6:31/km), śr. tętno 136.
W trakcie i po biegu czułem się przeciętnie, ale poleciałem jeszcze 4 bardzo luźne przebieżki po 60m. Pierwsza 12.7s, reszta po 12s.
Czw, 02.04.2026:
Nie wiem, czy wczorajsze bieganie na to wpłynęło czy nie, ale dzisiaj niestety samopoczucie sporo gorsze. Co prawda ból gardła już prawie ustąpił, ale w ciele czuję dużo większe zmęczenie i niemoc niż wczoraj. Także wygląda na to, że będę musiał odpuścić swój pierwszy trening od niemal pół roku. Niby nic, ale przy jedynie 3 biegach tygodniowo to trochę boli.
Do tego ostatnio powrót do formy sprzed choroby trwał praktycznie cały miesiąc, mam nadzieję, że tym razem nie bedzie tak źle.
Już poprzedniego dnia wieczorem poczułem drapanie w gardle. Przy bieganiu to wiadomo, często drapie. Rano niestety ból się znacznie pogorszył. Tętno spoczynkowe niby w normie, samopoczucie jeszcze w miarę ok. Podwyższonej temperatury brak. Wybrałem się więc na 45 minut truchtu, totalnie lekkiego:
--- 45min, 6.91km (6:31/km), śr. tętno 136.
W trakcie i po biegu czułem się przeciętnie, ale poleciałem jeszcze 4 bardzo luźne przebieżki po 60m. Pierwsza 12.7s, reszta po 12s.
Czw, 02.04.2026:
Nie wiem, czy wczorajsze bieganie na to wpłynęło czy nie, ale dzisiaj niestety samopoczucie sporo gorsze. Co prawda ból gardła już prawie ustąpił, ale w ciele czuję dużo większe zmęczenie i niemoc niż wczoraj. Także wygląda na to, że będę musiał odpuścić swój pierwszy trening od niemal pół roku. Niby nic, ale przy jedynie 3 biegach tygodniowo to trochę boli.
Do tego ostatnio powrót do formy sprzed choroby trwał praktycznie cały miesiąc, mam nadzieję, że tym razem nie bedzie tak źle.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Czw-Pn, 02-06.04.2026:
Choroba trzymała mnie w najlepsze, więc cały czwartek i praktycznie cały piątek przeleżałem w łóżku. Całkiem sporo spałem. Jedynie w piątek porobiłem lekką siłówkę, co by nie skostnieć zupełnie. W sobotę czułem się już nieco lepiej, więc wykorzystałem te wątłe siły na ogarnianie domu. W niedzielę też jeszcze szału nie było, w poniedziałek natomiast zrobiłem już bardzo konkretną siłówkę + poszedłem na prawie 6km spacer. Przez cały ten czas było mocno jedzone. Co energii podładowałem to moje, ale wynik na wadze dyskretnie przemilczę.
Wt, 07.04.2026:
Dziś rano samopoczucie już naprawdę ok, więc zaryzykowałem bieganie i to wcale nie jakieś lekkie. Wczoraj przy okazji spaceru odkryłem bardzo sensowne trasy do biegania w lesie niedaleko mojego miejsca zamieszkania, więc to była idealna opcja przy aktualnie panującej, urywającej łeb wichurze na zewnątrz. Ostatnie na co miałem ochotę to walczyć z takim wiatrem i żeby jeszcze przy okazji mnie wypizgało po tej chorobie.
Poza wszystkimi plusami jakie ma bieganie w lesie, czyli cisza, spokój, brak wiatru, brak samochodów, to jedynym minusem tego lasu jest naprwadę dość trudny teren. Ścieżki może w połowie są ubite, druga połowa to niestety dość miękki piach. Trzeba sporo się naskakać po poboczach. Do tego ścieżki są bardzo mocno pofałdowane i odczuwalne już dość przewyższenia (około 40m na 11km trasy). Ale frajda była top level.
A co do treningu:
--- 67min49s, 10.79km (6:17/km), śr. tętno 147.
Miałem pewne obawy przed tym treningiem jak zareaguje mój organizm na prawie tygodniową przerwę i w jakim w ogóle będzie stanie po chorobie, ale jest dużo lepiej niż się obawiałem. Po tym obżarstwie glikogen miałem wysycony pod korek i mięśniowo w ogóle mnie ten bieg nie zmęczył, mimo prawie 11km po dużo trudniejszym niż zazwyczaj terenie. Za to oddechowo wiadomo, sapanie. Tętno parę oczek wyżej niż przed chorobą. Ale to takie straty do odrobienia w maks tydzień. Czyli jest naprawdę ok.
Jutro pewnie wpadnie jeszcze jakiś lekki truchcik, a w piątek lecę już normalnie akcent.
Choroba trzymała mnie w najlepsze, więc cały czwartek i praktycznie cały piątek przeleżałem w łóżku. Całkiem sporo spałem. Jedynie w piątek porobiłem lekką siłówkę, co by nie skostnieć zupełnie. W sobotę czułem się już nieco lepiej, więc wykorzystałem te wątłe siły na ogarnianie domu. W niedzielę też jeszcze szału nie było, w poniedziałek natomiast zrobiłem już bardzo konkretną siłówkę + poszedłem na prawie 6km spacer. Przez cały ten czas było mocno jedzone. Co energii podładowałem to moje, ale wynik na wadze dyskretnie przemilczę.
Wt, 07.04.2026:
Dziś rano samopoczucie już naprawdę ok, więc zaryzykowałem bieganie i to wcale nie jakieś lekkie. Wczoraj przy okazji spaceru odkryłem bardzo sensowne trasy do biegania w lesie niedaleko mojego miejsca zamieszkania, więc to była idealna opcja przy aktualnie panującej, urywającej łeb wichurze na zewnątrz. Ostatnie na co miałem ochotę to walczyć z takim wiatrem i żeby jeszcze przy okazji mnie wypizgało po tej chorobie.
Poza wszystkimi plusami jakie ma bieganie w lesie, czyli cisza, spokój, brak wiatru, brak samochodów, to jedynym minusem tego lasu jest naprwadę dość trudny teren. Ścieżki może w połowie są ubite, druga połowa to niestety dość miękki piach. Trzeba sporo się naskakać po poboczach. Do tego ścieżki są bardzo mocno pofałdowane i odczuwalne już dość przewyższenia (około 40m na 11km trasy). Ale frajda była top level.
A co do treningu:
--- 67min49s, 10.79km (6:17/km), śr. tętno 147.
Miałem pewne obawy przed tym treningiem jak zareaguje mój organizm na prawie tygodniową przerwę i w jakim w ogóle będzie stanie po chorobie, ale jest dużo lepiej niż się obawiałem. Po tym obżarstwie glikogen miałem wysycony pod korek i mięśniowo w ogóle mnie ten bieg nie zmęczył, mimo prawie 11km po dużo trudniejszym niż zazwyczaj terenie. Za to oddechowo wiadomo, sapanie. Tętno parę oczek wyżej niż przed chorobą. Ale to takie straty do odrobienia w maks tydzień. Czyli jest naprawdę ok.
Jutro pewnie wpadnie jeszcze jakiś lekki truchcik, a w piątek lecę już normalnie akcent.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Śr, 08.04.2026:
Dziś zgodnie z planem - truchtanko. Na dworze ciągle mocny wiatr więc znowu uciekłem do lasu. W sumie cały trening bez historii, trochę czułem wczorajsze 11km w nogach ale poza tym wszystko git.
--- 46min, 7.18km (6:24/km), śr. tętno 142.
Na koniec 4 przebieżki po 60m biegane 12-11s.
Na piątek w planach jest 2x(4x30"/2'30"), p. 4'. Oby szybciej niż 4 tygodnie temu.
Dziś zgodnie z planem - truchtanko. Na dworze ciągle mocny wiatr więc znowu uciekłem do lasu. W sumie cały trening bez historii, trochę czułem wczorajsze 11km w nogach ale poza tym wszystko git.
--- 46min, 7.18km (6:24/km), śr. tętno 142.
Na koniec 4 przebieżki po 60m biegane 12-11s.
Na piątek w planach jest 2x(4x30"/2'30"), p. 4'. Oby szybciej niż 4 tygodnie temu.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Pt, 10.04.2026:
Dziś zgodnie z planem robiłem 2x(4x30"/2'30"), p. 4'. Chciałem szybciej niż 4 tygodnie temu, nie udało się. Na pocieszenie - wolniej też nie było. Średnie tempo wszystkich odcinkow wyszło identyczne jak ostatnio. Jakbym na siłę chciał poszukać plusów, to odcinki wyszły chyba trochę równiej niż ostatnio. Ale realia były takie, że pod koniec już byłem tak dojechany, że nie miałem nawet z czego przyspieszyć.
Dobra, ale od początku (chociaż w sumie to bardziej od końca). Najpierw podsumowanie z zgerka:
--- 48min, 6.78km (7:05/km), śr, tętno 145
- na co składało się 15 minut truchtu na rozgrzewkę, trening właściwy i 10 minut truchtu na schłodzenie. Przed treningiem właściwym jeszcze były skipy i przebieżki ale na spauzowanym zegarku.
Poniżej tempa wszystkich 30sekundówek:
1 - 2:49/km - w sumie to weszła całkiem lekko. Noga podawała, mięśniowo zdecydowanie wszystko było ok.
2 - 2:51/km - tu jeszcze ok.
3 - 2:43/km - na tej mnie trochę poniosło, nawet musiałem się podeprzeć na chwilę.
4 - 2:48/km - tu już pod koniec bezlitośnie zaatakował mleczan. Pod koniec podpór, nawet chwila kucaka. Słabo, wcześniej trochę lżej wchodziły te odcinki. Aczkolwiek jeszcze wierzyłem, że drugą połowę treningu dowiozę z godnością.
4minutowa przerwa i jazda z kolejnymi odcinkami:
5 - 2:45/km - wydłużona przerwa pomogła, ale pod koniec odcinka już konkretnie przytykało.
6 - 2:53/km - plan był zluzować, żeby ostatnie 2 odcinki polecieć mocniej, tymczasem ja zacząłem wątpić, że domknę wszystkie odcinki poniżej 3:00.
7 - 2:53/km - po tym odcinku prawie minuta w podporze i na kucaka i zbieranie sił mentalnych, żeby jakimś cudem ostatni odcinek polecieć szybciej.
8 - 2:52/km - pierwszy raz w życiu po odcinku musiałem oprzeć dupę o ziemię. Niby tempo w miarę utrzymane, ale jakim kosztem.
Średnie tempo wszystkich odcinków wyniosło 2:49/km, czyli identycznie, jak 4 tygodnie temu. Natomiast kosztowało mnie to sporo więcej wysiłku niż ostatnio, niestety. Mięśniowo nie było problemu, natomiast już od połowy treningu mleczan kładł mnie na łopatki. Po fakcie stwierdziłem, że mogłem albo wszystkie odcinki pobiec wolniej, po około 3:00, albo po 6 skończyć i zostawić sobie mały niedosyt. No ale zobaczymy, może taka zajezdnia po odpowiedniej regeneracji też odda. Z drugiej strony jestem świeżo po chorobie, więc raczej też nie powinienem oczekiwać cudów na tym treningu.
Przebieg tygodniowy - 25.4km (-1.8km)
Aktualny stan wagi - 68.4kg (+0.2kg) - po świętach dość ciężko mi wrócić na sensowne tory z jedzeniem. Ale chyba pomału idzie ku dobremu. Cel 65kg wciąż aktualny.
Miniony tydzień traktuję jako wychodzenie z dołka po chorobie. Mam nadzieję, że w kolejny przyniesie już trend wzrostowy.
Dziś zgodnie z planem robiłem 2x(4x30"/2'30"), p. 4'. Chciałem szybciej niż 4 tygodnie temu, nie udało się. Na pocieszenie - wolniej też nie było. Średnie tempo wszystkich odcinkow wyszło identyczne jak ostatnio. Jakbym na siłę chciał poszukać plusów, to odcinki wyszły chyba trochę równiej niż ostatnio. Ale realia były takie, że pod koniec już byłem tak dojechany, że nie miałem nawet z czego przyspieszyć.
Dobra, ale od początku (chociaż w sumie to bardziej od końca). Najpierw podsumowanie z zgerka:
--- 48min, 6.78km (7:05/km), śr, tętno 145
- na co składało się 15 minut truchtu na rozgrzewkę, trening właściwy i 10 minut truchtu na schłodzenie. Przed treningiem właściwym jeszcze były skipy i przebieżki ale na spauzowanym zegarku.
Poniżej tempa wszystkich 30sekundówek:
1 - 2:49/km - w sumie to weszła całkiem lekko. Noga podawała, mięśniowo zdecydowanie wszystko było ok.
2 - 2:51/km - tu jeszcze ok.
3 - 2:43/km - na tej mnie trochę poniosło, nawet musiałem się podeprzeć na chwilę.
4 - 2:48/km - tu już pod koniec bezlitośnie zaatakował mleczan. Pod koniec podpór, nawet chwila kucaka. Słabo, wcześniej trochę lżej wchodziły te odcinki. Aczkolwiek jeszcze wierzyłem, że drugą połowę treningu dowiozę z godnością.
4minutowa przerwa i jazda z kolejnymi odcinkami:
5 - 2:45/km - wydłużona przerwa pomogła, ale pod koniec odcinka już konkretnie przytykało.
6 - 2:53/km - plan był zluzować, żeby ostatnie 2 odcinki polecieć mocniej, tymczasem ja zacząłem wątpić, że domknę wszystkie odcinki poniżej 3:00.
7 - 2:53/km - po tym odcinku prawie minuta w podporze i na kucaka i zbieranie sił mentalnych, żeby jakimś cudem ostatni odcinek polecieć szybciej.
8 - 2:52/km - pierwszy raz w życiu po odcinku musiałem oprzeć dupę o ziemię. Niby tempo w miarę utrzymane, ale jakim kosztem.
Średnie tempo wszystkich odcinków wyniosło 2:49/km, czyli identycznie, jak 4 tygodnie temu. Natomiast kosztowało mnie to sporo więcej wysiłku niż ostatnio, niestety. Mięśniowo nie było problemu, natomiast już od połowy treningu mleczan kładł mnie na łopatki. Po fakcie stwierdziłem, że mogłem albo wszystkie odcinki pobiec wolniej, po około 3:00, albo po 6 skończyć i zostawić sobie mały niedosyt. No ale zobaczymy, może taka zajezdnia po odpowiedniej regeneracji też odda. Z drugiej strony jestem świeżo po chorobie, więc raczej też nie powinienem oczekiwać cudów na tym treningu.
Przebieg tygodniowy - 25.4km (-1.8km)
Aktualny stan wagi - 68.4kg (+0.2kg) - po świętach dość ciężko mi wrócić na sensowne tory z jedzeniem. Ale chyba pomału idzie ku dobremu. Cel 65kg wciąż aktualny.
Miniony tydzień traktuję jako wychodzenie z dołka po chorobie. Mam nadzieję, że w kolejny przyniesie już trend wzrostowy.
-
wolnykaszub
- Wyga

- Posty: 126
- Rejestracja: 20 wrz 2023, 11:47
- Życiówka na 10k: 51:28
Ostatnio pisałem, że mam nadzieję, że ten tydzień przyniesie trend wzrostowy. To jak na razie mamy równię pochyłą.
Wt, 14.04.2026:
Z przeświadczeniem, że już jestem zregenerowany po chorobie, stwierdziłem, że można już wrócić do jakiegoś konkretniejszego biegania. Może założenia były zbyt ambitne, nie wiem. W każdym razie chciałem zrobić sobie moją leśną trasę 10.5km w której po drodze zrobię sobie 2x2km w tempie okołoprogowym. Fakt, że teren jest serio trudny i pewnie powinienem biec to wolniej. No ale wyszło jak wyszło. Pierwsze 2km wyszły w tempach 4:49 i 4:47. Potem 9,5 minuty truchtu i kolejne 2km w 4:47 i 4:43. Całościowo wyszło:
--- 61min33s, 10.46km (5:53/km), śr. tętno 154.
Śr, 15.04.2026:
Wymęczony trucht regeneracyjny. Gdyby nie to, że mam na maksa ściśnięty grafik i żal mi odpuszczać treningów, to bym w ogóle nie wychodził z domu. No ale chciałem coś podreptać, nawet w żółwim tempie.
--- 45min, 6.76km (6:39/km), śr. tętno 139.
Na papierze wygląda to jakbym się cofnął w rozwoju o ponad miesiąc. Fakt, że ten tydzień śpię słabo i mało, więc możliwe, że to tego kwestia. Dziś nogi jeszcze podmęczone. Jutro zdecyduję czy polecę akcent, czy zwykłe easy.
Wt, 14.04.2026:
Z przeświadczeniem, że już jestem zregenerowany po chorobie, stwierdziłem, że można już wrócić do jakiegoś konkretniejszego biegania. Może założenia były zbyt ambitne, nie wiem. W każdym razie chciałem zrobić sobie moją leśną trasę 10.5km w której po drodze zrobię sobie 2x2km w tempie okołoprogowym. Fakt, że teren jest serio trudny i pewnie powinienem biec to wolniej. No ale wyszło jak wyszło. Pierwsze 2km wyszły w tempach 4:49 i 4:47. Potem 9,5 minuty truchtu i kolejne 2km w 4:47 i 4:43. Całościowo wyszło:
--- 61min33s, 10.46km (5:53/km), śr. tętno 154.
Śr, 15.04.2026:
Wymęczony trucht regeneracyjny. Gdyby nie to, że mam na maksa ściśnięty grafik i żal mi odpuszczać treningów, to bym w ogóle nie wychodził z domu. No ale chciałem coś podreptać, nawet w żółwim tempie.
--- 45min, 6.76km (6:39/km), śr. tętno 139.
Na papierze wygląda to jakbym się cofnął w rozwoju o ponad miesiąc. Fakt, że ten tydzień śpię słabo i mało, więc możliwe, że to tego kwestia. Dziś nogi jeszcze podmęczone. Jutro zdecyduję czy polecę akcent, czy zwykłe easy.

