Bywają tygodnie mocniejsze i słabsze. Ten należał do tej drugiej grupy.
Poniedziałek 17.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.42 km, 1:08:08 (@5:29).
Wtorek 18.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.27 km, 1:02:49 (@5:07). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 38:56 (@4:52)
Środa 19.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:10:12 (@5:40).
Czwartek 20.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.26 km, 1:00:47 (@4:57). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 36:37 (@4:35)
Piątek 21.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:08:15 (@5:30).
Sobota 22.11
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 2 * 1km + 2 * 500m.
2*1km / p. 1 min trucht (4:22.3, 4:23.0)
2*500m / p. 1 min trucht (2:13.8, 2:17.6)
Znów późno wyszedłem i bez większej woli walki. Po dwa powtórzenia i do domku, bo sensu to większego nie miało.
Niedziela 23.11
Trzy duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 16.22 km, 1:33:30 (@5:46).
Śnieg, wyślizgany śnieg, breja poślizgowa, lód. Momentami było fajnie, ale tylko momentami, drogowcy zadbali o jezdnie, ale chodniki zostawili samopas.
Σ = 87.48 km
mgrzeg w biegu
Moderator: infernal
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 24.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.44 km, 1:12:04 (@5:48).
Wtorek 25.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.27 km, 1:01:51 (@5:02). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:54 (@4:44)
Środa 26.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.40 km, 1:07:08 (@5:25).
Czwartek 27.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.25 km, 1:01:20 (@5:00). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 36:55 (@4:37)
Piątek 28.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.42 km, 1:08:46 (@5:32).
Sobota 29.11
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 3km+ 3 * 1km + 2 * 500m.
3km, 12:34 (@4:11) p. 500 m. marsz+trucht
3*1km / p. 1.5 min trucht (4:21.7, 4:16.7, 4:13.9)
2*500m / p. 1.5 min trucht (1:58.5, 1:57.7)
Mocny trening, głównie za sprawą dawno nie bieganych trójek, ale wszedł bardzo spokojnie.
Od niedzieli choroba. Żonka przywlokła, ja padłem ostatni. Gorączka + przyjemności, 8 dni wyjęte z kalendarza.
Σ = 76.08 km
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.44 km, 1:12:04 (@5:48).
Wtorek 25.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.27 km, 1:01:51 (@5:02). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:54 (@4:44)
Środa 26.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.40 km, 1:07:08 (@5:25).
Czwartek 27.11
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.25 km, 1:01:20 (@5:00). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 36:55 (@4:37)
Piątek 28.11
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.42 km, 1:08:46 (@5:32).
Sobota 29.11
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 3km+ 3 * 1km + 2 * 500m.
3km, 12:34 (@4:11) p. 500 m. marsz+trucht
3*1km / p. 1.5 min trucht (4:21.7, 4:16.7, 4:13.9)
2*500m / p. 1.5 min trucht (1:58.5, 1:57.7)
Mocny trening, głównie za sprawą dawno nie bieganych trójek, ale wszedł bardzo spokojnie.
Od niedzieli choroba. Żonka przywlokła, ja padłem ostatni. Gorączka + przyjemności, 8 dni wyjęte z kalendarza.
Σ = 76.08 km
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 08.12
Jedno małe kółko wokół SGGW - 4.80 km, 29:21 (@6:07).
Wtorek 09.12
Jedno małe kółko wokół SGGW - 4.78 km, 28:07 (@5:53).
Środa 10.12
Jedno duże kółko wokół SGGW - 6.09 km, 35:35 (@5:51).
Czwartek 11.12
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 43:10 (@5:55).
Piątek 12.12
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 58:10 (@5:52).
Sobota 13.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:12:21 (@5:50).
Niedziela 14.12
Kabaty.
15.01 km 1:24:49 (@5:39)
Σ = 60.28 km
Powolne wychodzenie po przerwie. Pierwsze dni choroby dały się mocno znać fizycznie i psychicznie - 4 doby i ze 3 godziny snu łącznie, nie byłem w stanie zwalczyć kaszlu i gorączki. Waga spadła o ok. 5kg, ale jeśli prawdą jest to, co niedawno wyczytałem, to dzień leżenia to ok. 2-4% masy mięśniowej mniej, więc po moim tygodniu w pozycji horyzontalnej wychodzi nawet 15-20% do odtworzenia. I nie łudzę się - nie nastąpi to w tydzień, czy nawet miesiąc. Oddechowo jest już względnie, choć ciągle jeszcze mam dosyć płytki oddech, a po lekkim rozgrzaniu płuc pojawia się kaszelek (podobno będzie tak co najmniej do końca grudnia). Gorzej z całą resztą - niczego nie dociskam, ale prawda jest taka, że nawet jakbym chciał, to nie mam czego dociskać. Bolą mnie mięśnie, jakbym dopiero zaczynał przygodę z bieganiem. Ręce, nogi, wszystko. Jedyny plus jest taki, że jest nad czym pracować
Nie zapisałem się jeszcze na żaden ze wspomnianych pod koniec listopada biegów, ale piłka ciągle w grze. Bieg Mikołajkowy już jest historią, ale Chomiczówka, Wiązowna i Półmaraton Warszawski zaczynają się za ok. 2 miesiące, więc jest jeszcze niby jakiś tam czas na decyzję. Rzecz jasna nie zrobię już tego treningu, który planowałem, ale mogę te 8 tygodni jakoś wykorzystać i przygotować się chociaż częściowo. Powiedzmy na 1:10 15k na Chomiczówce, 1:40 połówkę w Wiązownej i podobnie Półmaraton Warszawski, o ile oczywiście ominą mnie po drodze wszelkie przygody i wszystko będzie szło w miarę gładko. Oczywiście na razie takie czasy to dla mnie jakaś abstrakcja, ale mimo wszystko jestem optymistą
Jedno małe kółko wokół SGGW - 4.80 km, 29:21 (@6:07).
Wtorek 09.12
Jedno małe kółko wokół SGGW - 4.78 km, 28:07 (@5:53).
Środa 10.12
Jedno duże kółko wokół SGGW - 6.09 km, 35:35 (@5:51).
Czwartek 11.12
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 43:10 (@5:55).
Piątek 12.12
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 58:10 (@5:52).
Sobota 13.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:12:21 (@5:50).
Niedziela 14.12
Kabaty.
15.01 km 1:24:49 (@5:39)
Σ = 60.28 km
Powolne wychodzenie po przerwie. Pierwsze dni choroby dały się mocno znać fizycznie i psychicznie - 4 doby i ze 3 godziny snu łącznie, nie byłem w stanie zwalczyć kaszlu i gorączki. Waga spadła o ok. 5kg, ale jeśli prawdą jest to, co niedawno wyczytałem, to dzień leżenia to ok. 2-4% masy mięśniowej mniej, więc po moim tygodniu w pozycji horyzontalnej wychodzi nawet 15-20% do odtworzenia. I nie łudzę się - nie nastąpi to w tydzień, czy nawet miesiąc. Oddechowo jest już względnie, choć ciągle jeszcze mam dosyć płytki oddech, a po lekkim rozgrzaniu płuc pojawia się kaszelek (podobno będzie tak co najmniej do końca grudnia). Gorzej z całą resztą - niczego nie dociskam, ale prawda jest taka, że nawet jakbym chciał, to nie mam czego dociskać. Bolą mnie mięśnie, jakbym dopiero zaczynał przygodę z bieganiem. Ręce, nogi, wszystko. Jedyny plus jest taki, że jest nad czym pracować
Nie zapisałem się jeszcze na żaden ze wspomnianych pod koniec listopada biegów, ale piłka ciągle w grze. Bieg Mikołajkowy już jest historią, ale Chomiczówka, Wiązowna i Półmaraton Warszawski zaczynają się za ok. 2 miesiące, więc jest jeszcze niby jakiś tam czas na decyzję. Rzecz jasna nie zrobię już tego treningu, który planowałem, ale mogę te 8 tygodni jakoś wykorzystać i przygotować się chociaż częściowo. Powiedzmy na 1:10 15k na Chomiczówce, 1:40 połówkę w Wiązownej i podobnie Półmaraton Warszawski, o ile oczywiście ominą mnie po drodze wszelkie przygody i wszystko będzie szło w miarę gładko. Oczywiście na razie takie czasy to dla mnie jakaś abstrakcja, ale mimo wszystko jestem optymistą
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Tydzień przedświąteczny.
Poniedziałek 15.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.42 km, 1:11:44 (@5:47).
Wtorek 16.12
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.78 km, 49:54 (@5:06). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
5km, 23:00 (@4:36)
Środa 17.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:09:34 (@5:37).
Czwartek 18.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.26 km, 1:03:08 (@5:09). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 38:26 (@4:48)
W przeciwieństwie do wtorku tu była walka o jakiekolwiek tempo.
Piątek 19.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.38 km, 1:09:58 (@5:39).
Sobota 20.12
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 4*1km + 2*500m.
4*1km / p. 2 min spacer (4:25.0, 4:26.7, 4:19.3, 4:20.7)
2*500m / p. 2 min spacer (2:02.8, 2:01.3)
Niedziela 21.12
Kabaty.
15.00 km 1:23:44 (@5:35)
Σ = 86.35 km
Niestety dołek trzyma dość mocno, ale to dopiero dwa tygodnie po chorobie.
Poniedziałek 15.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.42 km, 1:11:44 (@5:47).
Wtorek 16.12
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.78 km, 49:54 (@5:06). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
5km, 23:00 (@4:36)
Środa 17.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:09:34 (@5:37).
Czwartek 18.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.26 km, 1:03:08 (@5:09). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 38:26 (@4:48)
W przeciwieństwie do wtorku tu była walka o jakiekolwiek tempo.
Piątek 19.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.38 km, 1:09:58 (@5:39).
Sobota 20.12
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 4*1km + 2*500m.
4*1km / p. 2 min spacer (4:25.0, 4:26.7, 4:19.3, 4:20.7)
2*500m / p. 2 min spacer (2:02.8, 2:01.3)
Niedziela 21.12
Kabaty.
15.00 km 1:23:44 (@5:35)
Σ = 86.35 km
Niestety dołek trzyma dość mocno, ale to dopiero dwa tygodnie po chorobie.
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Tydzień świąteczny.
Poniedziałek 22.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:13:50 (@5:57).
Wtorek 23.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.29 km, 1:03:17 (@5:09). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:59 (@4:45)
Środa 24.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.40 km, 1:11:15 (@5:45).
Czwartek 25.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.24 km, 1:02:19 (@5:05). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:27 (@4:41)
Lekki mróz (-6C), wysokie ciśnienie, słoneczko, czyli całkiem dobre warunki na bieganie, toteż udało się nieco żwawiej.
Piątek 26.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.37 km, 1:14:44 (@6:02).
A tu mżawka + zmrożona ziemia => lodowisko na chodnikach. Służby miejskie odpuściły, ale mieszkańcy chyba nie odpuszczą. Ostrzeżenia były, a ani chodniki, ani ulice nie były posypane i na efekty nie trzeba było długo czekać - sam widziałem kolizję - samochód na latarni i zablokowany fragment skrzyżowania przy basenie SGGW.
Wracając do treningu, to sporą część udało się pobiec trawnikiem, ale całkiem odwykłem od takiej nawierzchni i zdrowo się namordowałem, a resztę na sztywnych nóżkach dokicałem i doślizgałem. Uff!
Sobota 27.12
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 4*1km + 2*500m.
4*1km / p. 2 min spacer (4:32.1, 4:23.0, 4:40.6, 4:20.0)
2*500m / p. 2 min spacer (2:10.3, 1:57.7)
Nie dało rady inaczej. Rzadko spotykane połączenie: gęsta mgła + dosyć silny wiatr, do tego chłód wzmożony wiatrem właśnie. Nie chciałem odpuszczać, więc dzielnie walczyłem, ale każda walka ma swoje granice i tu je widać jak na dłoni.
Niedziela 28.12
KENem do Kabat, nieco ponad 7.5km po Kabatach i powrót Dereniową.
17.10 km 1:37:40 (@5:43)
Znowu mocny wiaterek i nie wiem, czy nie za długo biegłem w jednym kominie i bez kaptura, bo czuję teraz każdy oddech aż do samych płuc.
Σ = 90.82 km
Na początku tygodnia nastąpiło zwycięstwo światła nad ciemnością, co wlało nieco nadziei w moje codzienne bieganie. Ba!, nawet te rozważania o naturze i odniesieniach religijnych skłoniły mnie do pomyślenia o starcie w Półmaratonie Ślężańskim, ale Sobótka (28.03) jest trochę za blisko Warszawy (22.03).
Dołek przechodzi płynnie w dolinkę. Kaszelek nie odpuszcza i jakkolwiek są dni, kiedy rzednie, to potem wraca (jak dziś na ten przykład) ze zdwojoną siłą i czuję jego ciśnienie aż w dole brzucha.
A! Nie bacząc na bieżącą nędzę w moim bieganiu zapisałem się wczoraj na Chomiczówkę (15), Wiązowną (PM) i Półmaraton Warszawski (PM). W tym momencie sukcesem będzie samo uczestnictwo i ukończenie w zdrowiu tych biegów, czego życzę sobie na Nowy Rok.
A wszystkim zaglądającym tu życzę dużo zdrowia, pogody w bieganiu i nadziei na lepsze jutro. Do zobaczenia na ścieżkach biegowych w 2026 roku!
Poniedziałek 22.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:13:50 (@5:57).
Wtorek 23.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.29 km, 1:03:17 (@5:09). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:59 (@4:45)
Środa 24.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.40 km, 1:11:15 (@5:45).
Czwartek 25.12
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.24 km, 1:02:19 (@5:05). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
8km, 37:27 (@4:41)
Lekki mróz (-6C), wysokie ciśnienie, słoneczko, czyli całkiem dobre warunki na bieganie, toteż udało się nieco żwawiej.
Piątek 26.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.37 km, 1:14:44 (@6:02).
A tu mżawka + zmrożona ziemia => lodowisko na chodnikach. Służby miejskie odpuściły, ale mieszkańcy chyba nie odpuszczą. Ostrzeżenia były, a ani chodniki, ani ulice nie były posypane i na efekty nie trzeba było długo czekać - sam widziałem kolizję - samochód na latarni i zablokowany fragment skrzyżowania przy basenie SGGW.
Wracając do treningu, to sporą część udało się pobiec trawnikiem, ale całkiem odwykłem od takiej nawierzchni i zdrowo się namordowałem, a resztę na sztywnych nóżkach dokicałem i doślizgałem. Uff!
Sobota 27.12
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 4*1km + 2*500m.
4*1km / p. 2 min spacer (4:32.1, 4:23.0, 4:40.6, 4:20.0)
2*500m / p. 2 min spacer (2:10.3, 1:57.7)
Nie dało rady inaczej. Rzadko spotykane połączenie: gęsta mgła + dosyć silny wiatr, do tego chłód wzmożony wiatrem właśnie. Nie chciałem odpuszczać, więc dzielnie walczyłem, ale każda walka ma swoje granice i tu je widać jak na dłoni.
Niedziela 28.12
KENem do Kabat, nieco ponad 7.5km po Kabatach i powrót Dereniową.
17.10 km 1:37:40 (@5:43)
Znowu mocny wiaterek i nie wiem, czy nie za długo biegłem w jednym kominie i bez kaptura, bo czuję teraz każdy oddech aż do samych płuc.
Σ = 90.82 km
Na początku tygodnia nastąpiło zwycięstwo światła nad ciemnością, co wlało nieco nadziei w moje codzienne bieganie. Ba!, nawet te rozważania o naturze i odniesieniach religijnych skłoniły mnie do pomyślenia o starcie w Półmaratonie Ślężańskim, ale Sobótka (28.03) jest trochę za blisko Warszawy (22.03).
Dołek przechodzi płynnie w dolinkę. Kaszelek nie odpuszcza i jakkolwiek są dni, kiedy rzednie, to potem wraca (jak dziś na ten przykład) ze zdwojoną siłą i czuję jego ciśnienie aż w dole brzucha.
A! Nie bacząc na bieżącą nędzę w moim bieganiu zapisałem się wczoraj na Chomiczówkę (15), Wiązowną (PM) i Półmaraton Warszawski (PM). W tym momencie sukcesem będzie samo uczestnictwo i ukończenie w zdrowiu tych biegów, czego życzę sobie na Nowy Rok.
A wszystkim zaglądającym tu życzę dużo zdrowia, pogody w bieganiu i nadziei na lepsze jutro. Do zobaczenia na ścieżkach biegowych w 2026 roku!
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Tydzień noworoczny.
Poniedziałek 29.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:12:15 (@5:50).
Wtorek 30.12
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.75 km, 1:17:01 (@5:13). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 48:58 (@4:54)
Lekki mrozek, ale do tego dosyć mocny wiatr plus drobny prószący śnieżek i namordowałem się chyba tak, jak w sobotę przy kilometrówkach, ale teraz *10. Na ostatnim kółku wiatr zatrzymywał mnie prawie w miejscu, nakląłem się przy tym jak nigdy. No ale - zapisałeś się bratku na trzy zimowe biegi, to teraz cierp! Na szczęście było elegancko odśnieżone, więc poza kilkoma miejscami nie musiałem patrzeć specjalnie pod nogi.
Środa 31.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:10:59 (@5:42).
Czwartek 01.01
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.84 km, 55:21 (@5:38). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
5km, 26:12 (@5:14)
Wynik jak ta lala, nic dodać, nic ująć
. Oczywiście planowałem dychę, ale Warszawa była porządnie zasypana, a trudno oczekiwać, żeby w Sylwestra ktoś ganiał z łopatą i odgarniał śnieg. Po łamaniu nóg przez 5km stwierdziłem, że to absolutnie nie ma sensu i nic mi to nie da i wróciłem do domu.
Piątek 02.01
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.96 km, 57:10 (@5:44).
Warunki dużo lepsze i gdyby nie to, że musiałem gnać do roboty, to mógł być normalny trening. Poza tym czułem achillesa po kicaniu dzień wcześniej i uznałem, że lepsze jest wrogiem dobrego.
Sobota 03.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min spacer (4:39.8, 4:31.2, 4:31.7, 4:31.9, 4:35.2, 4:19.5)
Z szacuneczkiem dla achillesa i po uwzględnieniu warunków panujących na chodniku przy SGGW stwierdziłem, że można spróbować coś poniżej @5:00. O dziwo czułem duży zapas mocy i zupełnie nie robiło mi różnicy, czy biegnę pod górkę i dosyć mocny wiatr, czy odwrotnie, tempo było zbliżone. Ostatnie powtórzenie nieco żwawiej, żeby zorientować się o czym możemy rozmawiać.
Niedziela 04.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam trzy duże i jedno małe kółko wokół SGGW.
20.46 km 1:53:21 (@5:32)
Tym razem nie Kabaty, bo w lesie na pewno lód i ślizgawka, a ja nie chciałem biegać z raczkami, szkoda nóg.
Znowu miejscami nieprzyjemny wiaterek, ale i tak biegło się dosyć lekko.
Σ = 92.51 km
Poniedziałek 29.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.39 km, 1:12:15 (@5:50).
Wtorek 30.12
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.75 km, 1:17:01 (@5:13). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 48:58 (@4:54)
Lekki mrozek, ale do tego dosyć mocny wiatr plus drobny prószący śnieżek i namordowałem się chyba tak, jak w sobotę przy kilometrówkach, ale teraz *10. Na ostatnim kółku wiatr zatrzymywał mnie prawie w miejscu, nakląłem się przy tym jak nigdy. No ale - zapisałeś się bratku na trzy zimowe biegi, to teraz cierp! Na szczęście było elegancko odśnieżone, więc poza kilkoma miejscami nie musiałem patrzeć specjalnie pod nogi.
Środa 31.12
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:10:59 (@5:42).
Czwartek 01.01
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.84 km, 55:21 (@5:38). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
5km, 26:12 (@5:14)
Wynik jak ta lala, nic dodać, nic ująć
Piątek 02.01
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.96 km, 57:10 (@5:44).
Warunki dużo lepsze i gdyby nie to, że musiałem gnać do roboty, to mógł być normalny trening. Poza tym czułem achillesa po kicaniu dzień wcześniej i uznałem, że lepsze jest wrogiem dobrego.
Sobota 03.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min spacer (4:39.8, 4:31.2, 4:31.7, 4:31.9, 4:35.2, 4:19.5)
Z szacuneczkiem dla achillesa i po uwzględnieniu warunków panujących na chodniku przy SGGW stwierdziłem, że można spróbować coś poniżej @5:00. O dziwo czułem duży zapas mocy i zupełnie nie robiło mi różnicy, czy biegnę pod górkę i dosyć mocny wiatr, czy odwrotnie, tempo było zbliżone. Ostatnie powtórzenie nieco żwawiej, żeby zorientować się o czym możemy rozmawiać.
Niedziela 04.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam trzy duże i jedno małe kółko wokół SGGW.
20.46 km 1:53:21 (@5:32)
Tym razem nie Kabaty, bo w lesie na pewno lód i ślizgawka, a ja nie chciałem biegać z raczkami, szkoda nóg.
Znowu miejscami nieprzyjemny wiaterek, ale i tak biegło się dosyć lekko.
Σ = 92.51 km
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 05.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:55 (@5:37).
Wtorek 06.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.79 km, 1:13:19 (@4:57). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 45:50 (@4:35)
Wyż i słoneczko, do tego w większej części elegancko odśnieżone, więc można było nieco żwawiej. Trochę przeszkadzał wiatr, który przy -6C dawał wrażenie -10C, ale po rozgrzaniu się nie było to aż tak bardzo przeszkadzające. W ramach testu ubrałem się najlżej jak to możliwe, czyli tak, jak zazwyczaj przy +5 do +10C (pomijając 2 kominy, 2 pary rękawiczek i koszulkę z długim rękawem). I owszem, 'rozgrzewkowe' 3km były chłodne, ale po wejściu na wyższe obroty było już dobrze.
Środa 07.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.47 km, 1:08:30 (@5:30).
Oj, marzną łapki. -9C, do tego jakaś taka wredna mroźna mgła z lekkim wiaterkiem i rączki wychłodzone.
Czwartek 08.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.80 km, 1:14:32 (@5:02). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 46:47 (@4:41)
Tym razem bez słoneczka, nieco grubiej ubrany i nieco spokojniej, niż we wtorek.
Piątek 09.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:09:35 (@5:34).
Chyba muszę zacząć myśleć o bieganiu w rękawiczkach rowerowych, bo w tych dwóch parach, w których obecnie biegam mam zgrabiałe palce i w zasadzie o niczym innym nie myślę, tylko o tym jak je rozgrzać.
Sobota 10.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min spacer (4:30.1, 4:26.1, 4:34.9, 4:26.4, 4:35.9, 4:22.8)
Powtórka ubiegłego tygodnia, może odrobinkę szybciej. Mrozek dosyć konkretny (okolice -10C - najmroźniejszy dzień od początku zimy), do tego lekki wiaterek i zaczynający padać śnieżek.
Niedziela 11.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże kółka wokół SGGW.
21.78 km 2:10:05 (@5:58)
Śnieg sypał większość soboty i w nocy, więc warunki na chodnikach wróciły do stanu 'nieodśnieżone'. W zasadzie większość to breja śnieżna, albo wariacje na temat (lód, śnieg, wyślizgany śnieg, breja, albo ich kombinacje w dowolnym układzie). Nie powiem, część trasy (odcinek od rektoratu do basenu) odśnieżony całkiem ładnie i tu można było nieco się rozluźnić. Temperatura -4C, ale znów lekki wiaterek i odczuwalna momentami trochę niższa. Oj, poczułem ten trening - grubo ponad 2 godziny 'biegania' na przykurczonych, spiętych nogach.
Σ = 101.43 km
Pierwszy raz od ponad pół roku przekroczona setka w tygodniu.
Pogoda i służby porządkowe rozdają karty, więc bieganie jest niemal w 100% od nich zależne. I nie ma co czekać, aż coś tu się zmieni, tylko korzystać jak jest jakakolwiek okazja (vide treningi wtorkowy i czwartkowy).
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:55 (@5:37).
Wtorek 06.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.79 km, 1:13:19 (@4:57). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 45:50 (@4:35)
Wyż i słoneczko, do tego w większej części elegancko odśnieżone, więc można było nieco żwawiej. Trochę przeszkadzał wiatr, który przy -6C dawał wrażenie -10C, ale po rozgrzaniu się nie było to aż tak bardzo przeszkadzające. W ramach testu ubrałem się najlżej jak to możliwe, czyli tak, jak zazwyczaj przy +5 do +10C (pomijając 2 kominy, 2 pary rękawiczek i koszulkę z długim rękawem). I owszem, 'rozgrzewkowe' 3km były chłodne, ale po wejściu na wyższe obroty było już dobrze.
Środa 07.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.47 km, 1:08:30 (@5:30).
Oj, marzną łapki. -9C, do tego jakaś taka wredna mroźna mgła z lekkim wiaterkiem i rączki wychłodzone.
Czwartek 08.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.80 km, 1:14:32 (@5:02). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 46:47 (@4:41)
Tym razem bez słoneczka, nieco grubiej ubrany i nieco spokojniej, niż we wtorek.
Piątek 09.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:09:35 (@5:34).
Chyba muszę zacząć myśleć o bieganiu w rękawiczkach rowerowych, bo w tych dwóch parach, w których obecnie biegam mam zgrabiałe palce i w zasadzie o niczym innym nie myślę, tylko o tym jak je rozgrzać.
Sobota 10.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min spacer (4:30.1, 4:26.1, 4:34.9, 4:26.4, 4:35.9, 4:22.8)
Powtórka ubiegłego tygodnia, może odrobinkę szybciej. Mrozek dosyć konkretny (okolice -10C - najmroźniejszy dzień od początku zimy), do tego lekki wiaterek i zaczynający padać śnieżek.
Niedziela 11.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże kółka wokół SGGW.
21.78 km 2:10:05 (@5:58)
Śnieg sypał większość soboty i w nocy, więc warunki na chodnikach wróciły do stanu 'nieodśnieżone'. W zasadzie większość to breja śnieżna, albo wariacje na temat (lód, śnieg, wyślizgany śnieg, breja, albo ich kombinacje w dowolnym układzie). Nie powiem, część trasy (odcinek od rektoratu do basenu) odśnieżony całkiem ładnie i tu można było nieco się rozluźnić. Temperatura -4C, ale znów lekki wiaterek i odczuwalna momentami trochę niższa. Oj, poczułem ten trening - grubo ponad 2 godziny 'biegania' na przykurczonych, spiętych nogach.
Σ = 101.43 km
Pierwszy raz od ponad pół roku przekroczona setka w tygodniu.
Pogoda i służby porządkowe rozdają karty, więc bieganie jest niemal w 100% od nich zależne. I nie ma co czekać, aż coś tu się zmieni, tylko korzystać jak jest jakakolwiek okazja (vide treningi wtorkowy i czwartkowy).
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 12.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:16:16 (@6:06).
Dosypało śniegu, więc warunki jeszcze gorsze, niż wczoraj.
Wtorek 13.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.88 km, 1:18:59 (@5:19). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 49:11 (@4:55)
Nie nastawiałem się na cokolwiek szybszego, bo nigdzie nie było odśnieżone, więc ubrałem się z myślą o powtórce poniedziałku. SGGW wyglądało jednak nieco lepiej i uznałem, że można spróbować pobiec nieco żwawiej, ale bez żadnych szaleństw, bo jednak w sporej części było ślisko, albo nieodśnieżone.
Środa 14.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:06 (@5:33).
Dziś większość trasy była elegancka, więc i biegło się dosyć luźno.
Czwartek 15.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:15:53 (@6:04).
Od wczoraj odwilż. Zachęcony ostatnimi tygodniami miałem nadzieję, że po wczorajszych opadach rano będzie już ok, ale jak widać 2 dni to chyba minimum dla służb, żeby cokolwiek zrobić. Tak więc breja, lodzik i reszta przyjemności. Nie pozostało nic innego jak przedreptać całość.
Piątek 16.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:47 (@5:36).
Dziś już znacznie lepiej, choć miejscami lekka szklanka na odśnieżonym chodniku.
Sobota 17.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min trucht (4:23.8, 4:36.6, 4:20.4, 4:35.4, 4:16.1, 4:35.8)
W czasie rozgrzewki myślałem o wolniejszych odcinkach, ale tym razem wiaterek rozegrał to za mnie. Lekko pod górkę, ale z wiatrem - nieparzyste, w dół, ale pod wiatr - w drugą stronę. Nie miałem ochoty na szarpaninę, więc różnice całkiem widoczne. Na szczęście nie było świeżego śniegu, może troszkę mroźno, ale powoli zacząłem się adaptować do zimy i temperatur < -5C.
Niedziela 18.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże i jedno małe kółka wokół SGGW.
24.25 km 2:11:35 (@5:26)
Nie ma co - taki dystans nie może mnie mrozić jeszcze przed biegiem, muszę oswajać się z dłuższym wysiłkiem. Dziś dosyć chłodno - -10C, do tego wiaterek, więc fragmenty z wiatrem nieco szybciej i w sumie całkiem żwawo.
Σ = 101.94 km
Zajechałem wczoraj do GalMoka i przymierzyłem NB 1080 v15 - całkiem pozytywne wrażenia. Na miejscu porównałem je z v14 i chyba kupię sobie oba modele, bo te moje v13 mają już grubo ponad 2k przebiegu i miejscami się sypią. Na razie czekam na przypływ gotówki i lepsze kolory, bo ten zielony jakoś do mnie nie przemawia.
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:16:16 (@6:06).
Dosypało śniegu, więc warunki jeszcze gorsze, niż wczoraj.
Wtorek 13.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.88 km, 1:18:59 (@5:19). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 49:11 (@4:55)
Nie nastawiałem się na cokolwiek szybszego, bo nigdzie nie było odśnieżone, więc ubrałem się z myślą o powtórce poniedziałku. SGGW wyglądało jednak nieco lepiej i uznałem, że można spróbować pobiec nieco żwawiej, ale bez żadnych szaleństw, bo jednak w sporej części było ślisko, albo nieodśnieżone.
Środa 14.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:06 (@5:33).
Dziś większość trasy była elegancka, więc i biegło się dosyć luźno.
Czwartek 15.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:15:53 (@6:04).
Od wczoraj odwilż. Zachęcony ostatnimi tygodniami miałem nadzieję, że po wczorajszych opadach rano będzie już ok, ale jak widać 2 dni to chyba minimum dla służb, żeby cokolwiek zrobić. Tak więc breja, lodzik i reszta przyjemności. Nie pozostało nic innego jak przedreptać całość.
Piątek 16.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.46 km, 1:09:47 (@5:36).
Dziś już znacznie lepiej, choć miejscami lekka szklanka na odśnieżonym chodniku.
Sobota 17.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min trucht (4:23.8, 4:36.6, 4:20.4, 4:35.4, 4:16.1, 4:35.8)
W czasie rozgrzewki myślałem o wolniejszych odcinkach, ale tym razem wiaterek rozegrał to za mnie. Lekko pod górkę, ale z wiatrem - nieparzyste, w dół, ale pod wiatr - w drugą stronę. Nie miałem ochoty na szarpaninę, więc różnice całkiem widoczne. Na szczęście nie było świeżego śniegu, może troszkę mroźno, ale powoli zacząłem się adaptować do zimy i temperatur < -5C.
Niedziela 18.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże i jedno małe kółka wokół SGGW.
24.25 km 2:11:35 (@5:26)
Nie ma co - taki dystans nie może mnie mrozić jeszcze przed biegiem, muszę oswajać się z dłuższym wysiłkiem. Dziś dosyć chłodno - -10C, do tego wiaterek, więc fragmenty z wiatrem nieco szybciej i w sumie całkiem żwawo.
Σ = 101.94 km
Zajechałem wczoraj do GalMoka i przymierzyłem NB 1080 v15 - całkiem pozytywne wrażenia. Na miejscu porównałem je z v14 i chyba kupię sobie oba modele, bo te moje v13 mają już grubo ponad 2k przebiegu i miejscami się sypią. Na razie czekam na przypływ gotówki i lepsze kolory, bo ten zielony jakoś do mnie nie przemawia.
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
-
mgrzeg
- Stary Wyga

- Posty: 216
- Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
- Życiówka na 10k: 41:09
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 19.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:10:31 (@5:39).
Wtorek 20.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.89 km, 1:14:49 (@5:01). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 46:33 (@4:39)
Kolejny dzień wyżu i słońca, ale mrozek (-10C) trzyma. Nieprzyjemny wschodni wiaterek zdecydowanie nie pomagał. Czuję jeszcze niedzielny trening, najgorsze jest to bieganie na lekkim przykurczu po nieodśnieżonych chodnikach. Traktuję to jako dodatkowy bodziec, zmuszanie się do zwiększonej koncentracji i balansu, szczególnie na wyboistym lodzie, gdzie nogi uciekają w każdą stronę.
Środa 21.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.48 km, 1:10:40 (@5:40).
Czwartek 22.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.84 km, 1:18:30 (@5:01). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 49:47 (@4:59)
Nie, to nie pomyłka. Przed biegiem nie nastawiałem się na nic, ale nie sądziłem, że będzie aż tak ciężko. Warunki całkiem dobre - słoneczko, zero nowego śniegu, nie ma za bardzo na co narzekać. Namordowałem się jednak okrutnie, utrzymanie tempa @5:00 było szczytem możliwości. Niemoc, drętwe nogi i sztywne całe ciało, zupełnie jakbym wczoraj przebiegł najdłuższy bieg w życiu. Lekki wschodni wiatr odbierał mi resztki sił i musiałem się na ostatnim okrążeniu mocno spiąć, żeby zejść poniżej 50 minut. Tętno niskie, oddech niemal spacerowy, ale ciało odmawiało jakiejkolwiek współpracy. Przed 5. km pomyślałem, że może to nie ma sensu i lepiej skrócić całość, ale bacik w główce pognał mnie do samego końca.
Zapomniałbym dodać mały szczegół - rano w drodze z piekarni pojechałem pięknie po schodach, które bardziej przypominają rozbieg na skoczni narciarskiej, niż schody. Wylądowałem głównie na prawej ręce i barku, które od tego momentu przestały ze mną kooperować. Kości nietknięte, ale mięśnie zrobiły sobie ze 2 tygodnie luzu. Gdyby nie to, że starałem się trzymać lewą ręką poręczy, to pewnie zakończyłbym z przytupem przygotowania do kolejnych zimowo-wiosennych startów, jak miało to już miejsce kilka razy w przeszłości.
Piątek 23.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.48 km, 1:10:26 (@5:39).
Sobota 24.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min trucht (4:41.1, 4:28.9, 4:38.2, 4:38.4, 4:43.2, 4:35.0)
Na chodnikach trochę świeżego puchu, ale bez większego wpływu na warunki. Mizerii ciąg dalszy. Nic, trzeba to jakoś przetrwać.
Niedziela 25.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże i jedno małe kółka wokół SGGW.
24.29 km 2:16:03 (@5:36)
18. urodziny najmłodszego syna i nie chciałem się jakoś specjalnie sponiewierać, ale jednak swoje trzeba zrobić. Następny taki long to chyba już po Wiązownej, przed Połówką Warszawską.
Prawa rączka dalej się odzywa. Nie wygląda to fajnie, bo zapowiada się dłuższa przerwa w jakichkolwiek zabawach na siłowni, do których dopiero co wróciłem miesiąc temu.
Σ = 104.33 km
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.49 km, 1:10:31 (@5:39).
Wtorek 20.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.89 km, 1:14:49 (@5:01). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 46:33 (@4:39)
Kolejny dzień wyżu i słońca, ale mrozek (-10C) trzyma. Nieprzyjemny wschodni wiaterek zdecydowanie nie pomagał. Czuję jeszcze niedzielny trening, najgorsze jest to bieganie na lekkim przykurczu po nieodśnieżonych chodnikach. Traktuję to jako dodatkowy bodziec, zmuszanie się do zwiększonej koncentracji i balansu, szczególnie na wyboistym lodzie, gdzie nogi uciekają w każdą stronę.
Środa 21.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.48 km, 1:10:40 (@5:40).
Czwartek 22.01
Pięć małych kółek wokół SGGW - 14.84 km, 1:18:30 (@5:01). Po 3km wstępu cztery małe kółka (10km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.
10km, 49:47 (@4:59)
Nie, to nie pomyłka. Przed biegiem nie nastawiałem się na nic, ale nie sądziłem, że będzie aż tak ciężko. Warunki całkiem dobre - słoneczko, zero nowego śniegu, nie ma za bardzo na co narzekać. Namordowałem się jednak okrutnie, utrzymanie tempa @5:00 było szczytem możliwości. Niemoc, drętwe nogi i sztywne całe ciało, zupełnie jakbym wczoraj przebiegł najdłuższy bieg w życiu. Lekki wschodni wiatr odbierał mi resztki sił i musiałem się na ostatnim okrążeniu mocno spiąć, żeby zejść poniżej 50 minut. Tętno niskie, oddech niemal spacerowy, ale ciało odmawiało jakiejkolwiek współpracy. Przed 5. km pomyślałem, że może to nie ma sensu i lepiej skrócić całość, ale bacik w główce pognał mnie do samego końca.
Zapomniałbym dodać mały szczegół - rano w drodze z piekarni pojechałem pięknie po schodach, które bardziej przypominają rozbieg na skoczni narciarskiej, niż schody. Wylądowałem głównie na prawej ręce i barku, które od tego momentu przestały ze mną kooperować. Kości nietknięte, ale mięśnie zrobiły sobie ze 2 tygodnie luzu. Gdyby nie to, że starałem się trzymać lewą ręką poręczy, to pewnie zakończyłbym z przytupem przygotowania do kolejnych zimowo-wiosennych startów, jak miało to już miejsce kilka razy w przeszłości.
Piątek 23.01
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.48 km, 1:10:26 (@5:39).
Sobota 24.01
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / p. 1 min trucht (4:41.1, 4:28.9, 4:38.2, 4:38.4, 4:43.2, 4:35.0)
Na chodnikach trochę świeżego puchu, ale bez większego wpływu na warunki. Mizerii ciąg dalszy. Nic, trzeba to jakoś przetrwać.
Niedziela 25.01
Dereniową i KENem na SGGW, a tam cztery duże i jedno małe kółka wokół SGGW.
24.29 km 2:16:03 (@5:36)
18. urodziny najmłodszego syna i nie chciałem się jakoś specjalnie sponiewierać, ale jednak swoje trzeba zrobić. Następny taki long to chyba już po Wiązownej, przed Połówką Warszawską.
Prawa rączka dalej się odzywa. Nie wygląda to fajnie, bo zapowiada się dłuższa przerwa w jakichkolwiek zabawach na siłowni, do których dopiero co wróciłem miesiąc temu.
Σ = 104.33 km
Zapiski -> viewtopic.php?f=28&t=65086&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000
Komentarze -> viewtopic.php?f=28&t=65087&start=900000

