Na sobotnim biegu znow urodzilo sie kilka pomyslow. Na razie byly dyskutowane tylko w skladzie czteroosobowym, ale niedlugo wyplyna chyba w szerszej dyskusji.
Po rozstaniu z Olkiem i Masiulisem popedzilismy z Kazigiem w strone Lasow Oliwskich i po kilkunastu minutach gnalismy juz Szwedzka Grobla w strone spalonego kosciola. Kazig powiedzial, ze ma dobrze skalibrowane oko i jego dobrze skalibrowane oko mowi mu, ze przebieglismy 20km. Wiem, ze moze dziwnie to zabrzmiec, ale nasz bieg skonczyl sie pod sklepem.
Bieglem pierwszy raz z plecakiem i generalnie to bieglo mi sie OK. Jednak pasy nosne mojego plecaka sa dosc szerokie i ocieraja sie o szyje. Troche to dokucza i nosze na szyi teraz pamiatki po sobotnim biegu.
Masiulis sie odgraza, ze pozbawi mnie grupowego rekordu na 3000. Kurde, nie mozna byc w tej grupie pewnym dnia ani godziny. Ledwo czlowiek cos tam wybiega to juz dybia na jego wynik.

No zycze powodzenia, ale we wrzesniu rowniez szykuje sie do biegu na 3000 i mam nadzieje swoja zyciowke poprawic.
Kledzik, ja bym sie wolal nie angazowac w taka dzialalnosc misyjna. Troche mnie strach oblatuje na mysl o tym, ze np Olek moglby w odwecie zaangazowac sie w dzialalnosc misyjna majaca na celu uczynienie z nas wegetarian (ja tak lubie tatar)