INEMOSS 19:59

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

21 grudnia
27min. z psem po pagórkach (5:51min/km)

22 grudnia
25min. z psem ślizgania się po pagórkach (5:42min/km)

25 grudnia
38min. z psem po błotku (5:59min/km)

27 grudnia
41min. z psem przy pięknym zachodzącym słonku (5:42min/km)

Nic wielkiego, ale starałem się w tym światecznym okresie zachować rutynę biegową. Z tego co kojarzę to 24 grudnia sobie zrobiłem ćwiczenia na pośladki. Weszły całkiem nieźle, bo w 1 dzień świąt czułem je lekko przez cały bieg. A to jest dla mnie na plus, bo dzięki temu lepiej kontroluję kiedy ich używam. Dzisiaj, mimo, że minęły dwa dni, pośladki czułem jeszcze mocniej. Tak, że podczas biegu ich czucie właściwie mnie nie opuszczało - co oczywiście traktuję za bardzo dobry efekt. Jednocześnie mam poczucie, że mam je wciąż słabiutkie. Żeby uściślić - podczas biegu czuję bok, więc chyba pośladkowy średni i czuję jednocześnie słabą MOC w nim. Ale mam nad nim kontrolę, z tygodnia na tydzień jest lepiej, więc patrzę pozytywnie w przyszłość. Jak utrzymam rygor to na wiosnę moje bieganie powinno być już na zupełnie innym poziomie.

W sumie nic ciekawego w tych biegach nie było. Wszystkie dosyć podobne, z tą różnicą, że ostatni po lekko zmrożonej nawierzchni, a reszta to często ślizganie po błocie, czyli automatyczne zbicie tempa do 7:00. Stąd te średnie tempa raczej oceniam pozytywnie. Jasne, że trochę odpoczywam, kiedy pies staje załatwić potrzeby (a wtedy zatrzymuję zegarek), ale trzeba też brać pod uwagę, że biegam po bardzo pagórkowatym terenie, więc tempa 5:xx są satysfakcjonujące jako zwykły bieg treningowy.

A, wydłużył mi się w takich zwykłych BSach krok. Dzisiaj 1.1m. Tydzień temu jak biegłem jeden szybszy trening to 2km w tempie 4:39 z krokiem 1.26m. Pewnie nie są to jakieś niesamowite długości, ale jest delikatny progres. Inna sprawa, że jak biegam 2:xx albo 3:xx to już są zupełnie inne długości kroku, ale tego zegarkiem nie zmierzę, bo ma zbyt rozstrzelane wyniki. Musiałbym policzyć na bieżni.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

29 grudzień 2020
3.5km z psem (6:07min/km)

Tempo słabe, bo w moim hugońskim lesie peeeełno błota. I coś się odezwala stopa, dlatego przerwałem, ale już to przeanalizowałem. Tydzień temu mega sobie spiąłem dwugłowe i poza pobieżnym rolowaniem trochę to olałem. Kolejny bieg i mega spiąłem łydki. Następne w łańcuchu byly stopy. Wczoraj popracowałem nad całą taśmą tylną i dzisiaj zupełnie bez bólu.

31 grudzień 2020
7km z psem (6:21min/km)

Błoto jeszcze większe, więc jeszcze wolniej. Ale bez bólu i bez spiny. Czułem poślady, ale to ostatnio za kazdym razem i jestem z tego dumny!!!

A za parę dni zrobie jakieś podsumowanie tego dziwnego roku.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

2 stycznia 2021
7km z Elvisem (5:42min/km)

Najpierw tylko zaległy trening z poprzedniego tygodnia, czyli 7km z Elvisem w jego ADOPCINY. 2 lata temu wzięliśmy go ze schroniska. Pamiętam, że, mimo, że miałem już psa jak mieszkałem z rodzicami, to było to dla mnie ogromne wydarzenie - prawie tak znaczące jak później narodziny syna. Jednak bierzesz odpowiedzialność za żyjącą istotę, za to, że będziesz się nią opiekować przez następne ~10 lat. A Elvis w schronisku wylądował niestety 2 razy - najpierw jako szczeniak po interwencji, a potem ktoś go (chyba) wyrzucił. Przez to dalej jest nieufny wobec psów, ale o dziwo bardzo lgnie do ludzi.

A sam trening to po prostu 7km na dużym, jak zwykle, luzie po okolicy, bez wielkiej historii.

Obrazek

To był ciekawy rok. Zaczął się świetnie, czułem, że złapałem formę i jestem w stanie dojść do ~20min na 5km w ciągu roku. Prawda okazała się niestety bardziej zawiła i zaraz na koniec roku złapała mnie paskudna kontuzja stopy (stóp?), z którą męczyłem się przynajmniej do czerwca. Wtedy też zacząłem strasznie kombinować - zamiast biegać tak jak czuję to kopiowałem to co widziałem na filmikach Yacoola.. ale to było tylko powierzchowne kopiowanie - bez wsparcia mięśni, zupełnie bez sensu. Biegałem wolno, zdecydowana większość moich biegów była w tempie ~6:00. Źle się czułem, nie robiłem progresu i ostatecznie bóle stóp znowu wróciły. Do tego stopnia, że we wrześniu rzuciłem to w cholerę.

Dużo dała mi wizyta u fizjo na AWFie w Katowicach i następująca po niej wizyta u M. Pietrzaka. Niby jasne było, że nie pracują mi za dobrze pośladki, core i ostatecznie głównie o to chodziło, ale Michał zwrócił też uwagę na na maksa napięte naprężacze powięzi szerokiej, których rozluźnienie zrobiło ogromną różnicę. Zacząłem chodzić prosto i później było mi dużo łatwiej odblokować pośladki. Aktualnie podczas każdego treningu czuję, że działają.

LICZBY:

Dystans: 625km
Ilość biegów: 124

To nie są zbyt fascynujące liczby. 625km to niektórzy robią w miesiąc a masa z Was w ciągu 2-3 miesięcy. Ale dla mnie to był rok pod znakiem kontuzji i ich naprawiania, dochodzenia do tego jak powinienem biegać. Dużo dało mi przestawienie się w listopadzie na bieganie z psem. Jeszcze nie do końca wiem na czym to polega, ale czuję, że w końcu wygląda to tak jak powinno i jest szansa, że, tym razem, na spokojnie dojdę do mojego 19:59.

Ulubiony trening?

Najcieplej wspominam 1 grudnia i fartlek z psem po pagórkach. Robiłem sobie wtedy odcinki 30s po nawierzchni o różny nachyleniu. Poniżej tempa:

5:24 (11m wzrost wysokości), 3:56, 4:04, 4:03, 3:38, 4:29, 4:06, 4:36, 5:23 (12m wzrost), 4:59, 4:15 (6m wzrost), 4:48, 3:57, 4:25, 4:06, 4:29, 4:30.

Nie katowałem się, czasem było trochę szybciej, czasem wolniej, bo np. pod stopami było pełno gałęzi, ale wspominam ten trening najlepiej z całego roku. Czułem się po nim radosny, a o to chyba chodzi, nie :)?
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Poprzedni tydzień:

4 treningi - 34 min. z Elvisem, szybkie 22 min. w total deszczu, 6km z Elvisem po mieście, 32 min. chillowania po lesie z Elvisem.

Nie chciało mi się tego dokładnie opisywać, a nie chcę zostawiać luki. Tak czy inaczej po tym tygodniu zaczął się śnieg, dużo odśnieżania, sanki z synem. Na dodatek lekko mnie pobolewała łydka przy strzałkowatym to odpuściłem i wróciłem w piątek.

15 stycznia 2021
35" z Elvisem po hugońskim lesie (6:24min/km)

17 stycznia 2021
32" z Elvisem po hugonskim lesie (6:27min/km)

Totalnie w puchu. Pegasusy by nie dały rady, więc poleciałem w butach górskich. Oczywiście pogniotłem sobie w nich palce i generalnie ciężko, ale JAKA ZABAWA. Więcej zabawy niż treningu, ale co tam. Natomiast te buty praktycznie bez amortyzacji, więc musiałem jeszcze mocniej myśleć o naturalnej mieśniowej amortyzacji i korygować swoje błędy biegowe.

DAWAĆ WIĘCEJ ŚNIEGU. Jest śmiesznie :)
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

Te ostatnie treningi są na tyle zbliżone do siebie, że nie ma chyba sensu ich opisywać osobno.

18-24 stycznia 2021: 3 treningi, jeden wolny po śliskim lesie, dwa już po mieście na trochę żwawszych tempach (~5:30min/km). Oczywiście z psem. Razem około 18km - mało, ale warunki ciężkie, a butów trailowych dalej nie kupiłem.

26 stycznia 2021
[Miasto + pies] 36" - 6.5km (5:30min/km)

Totalnie przemokly mi buty. Poza tym czuję moc. Tzn. biegam sobie po śliskim chodniku, zaraz po obiedzie z pełnym brzuchem, a to 5:30 to spokojne bieganie tak jak pół roku temu 6:00. Myślę, że życiówkę juz bym na luzie pobił.. ale po co? Robimy tą zimą tyle podbudowy ile się da i na wiosnę zobaczymy co uda mi się uzyskac.

29 stycznia 2021
[Miasto + pies] 1h BS - 10.5km (5:44min/km)

Nie planowałem godzinki, ale biegałem w czasie kiedy żona poszła do sklepu z synem. Syn przysnął, więc snuła się z nim, a ja sobie z psem kręciłem różne kółka. Weszło 7, potem 8, 8.5 i w koncu stwierdziłem, że dokręce 10tkę. Do domu bylo trochę, więc wyszło 10.5km.

Służy mi to bieganie z psem. Wiem, że się powtarzam, ale jak latem robiłem 9km to umierałem. Stopy mnie bolały. Łydki jak po wojnie. Nie wiedziałem skąd sie to brało. Teraz mam przypuszczenia graniczące z pewnością co spowodowało, że jest lepiej. Natomiast bardzo cieszy mnie, że biegnę sobie 10tkę z Elvisem i wracam do domu jakbym był z nim na trochę dynamiczniejszym spacerze. Znalazłem rytm, radość w tym wszystkim i czuję, że to jest takie jakie powinno być. Czyli naturalne.
Ostatnio zmieniony 09 mar 2021, 09:34 przez Mossar, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

31 grudnia 2021
5km - Bieg z WOŚP (z psem) (5:14min/km)

Z góry uprzedzam, że nie nastawiałem się na atakowanie życiówki. Chciałem sobie pobiec trochę szybciej, może z 4 z przodu w tempie, ale niestety realia okazały się nieubłaganne:
1) Żeby wszystko było "prawdziwe", nie mogłem pauzować, co skutkowało tym, że na pierwszych 3 kilometrach mieliśmy parę ~20 sekundowych przerw na siku psa. To chyba jasne jaki to ma wpływ na czas. A i zapomniałbym, w pewnym momencie biegłem 6:00, bo Elvis ciągnął pół minuty do Dobermana, żeby mu naklupać :D
2) LÓD. Lód. I jeszcze raz lód. Nie wiem jak u was, ale podłoże było dziś bardzo wymagające u mnie. Jak byłem w stanie przelecieć sobie jakiś fragment na czystym chodniku w tempie ~4:30 to zaraz zaczynał się taki lód, że spadałem do 5:30.
3) Spontan. Tzn, chwilę przed biegiem żona robiła zdjęcia rodzinne na Muchowcu w Katowicach, a ja 1.5h chodziłem z synem w kółko. W rezultacie byłem już trochę podmęczony.

Aaaale nie piszę tego, żeby się jakoś tłumaczyć dlaczego tak słabo. Raczej chciałbym wyciągnąć z tego jakąś wiedzę. Po pierwsze, na luzie mogę zbić to 5:14 do 5:00min/km przez same postoje na siku psa. Generalnie jak mam biegać zyciówkę na wiosnę to jednak bez Elvisa. Elvis jest super treningowo, najlepszy trener personalny, ale jak się robi poważnie to musi zostać w domu :D Przynajmniej póki co. Po drugie, miałem nosa, że póki jest taka nawierzchnia, chlapa i lód to nie ma co się szarpać. Na wiosnę będzie sucho i przyjemnie to będę atakował tempo ~4:30, a może i więcej. Tu około 3km już zacząłem trochę zwalniać, bo widać było, że nie ma sensu się przeciążać.

Trochę jednak za dużo o samym biegu, a za mało o WOŚP, bo to z tego powodu podjąłem się tego wyzwania. Zawsze lubię jakoś wesprzeć WOŚP, a tu się nadarzyła idealna biegowa okazja.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek

5 luty 2021
[Trail + pies] 5km BS po błocie (6:02min/km)

W weekend kupiłem sobie w Decathlonie Kiprun Traile. Polowałem na Inovy, ale ostatecznie wygrała niska cena i zdecydowałem się na decathlonowe buty. Pogoda obrzydliwa, a więc i idealne warunki do testów. W moim pagórkowatym lasku PEŁNO błota i kałuż. No i oczywiście, pierwsze wrażenie jest takie, że różnica w bieganiu w butach trailowych i zwykłych jest ogromna. Świetne czucie podłoża. Jedyny minus taki, że jak wpadłem w totalną głęboką kałuże to miałem mokre skarpety. Ale możliwe, że wpadło od góry. Zreszta nie oczekiwałem pełnej nieprzepuszczalności wody.

7 luty 2021
[Mieszane + pies] 6km po śniegu (5:56min/km)

Przyjemnie :) zastanawiałem się czy w ogóle iść, ale postanowiłem spróbować. I okazało się, że w takim śniegu biega się bardzo fajnie. Ciężko, ale przyjemnie. Na chodniku jeszcze jako tako pod kątem trudności, ale już w lesie jest ogień. A właściwie nie ogień tylko mróz i zapadające sie nogi w śniegu.
Ostatnio zmieniony 09 mar 2021, 09:33 przez Mossar, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Już jakiś czas planowałem przerwę, żeby pozwolić odpocząć łydkom i stopom po bieganiu w śniegu, więc wszystko "idealnie" się złożyło. Po pierwsze psu popsuła się łapka, więc nie mogliśmy biegać. Po drugie totalne roztopy, więc nawet nie miałem ochoty biegać.

Teraz wracam na luzie, bez napinki, żeby się po przerwie nie rozjechać.

Obrazek
23 luty 2021
[Miasto + pies] 32" 75% (5.7km - 5:39min/km)

Bez historii. Pobiegaliśmy krótko. Nogi świeże, więc w nie aż tak ślimaczym tempie.

25 luty 2021
[Miasto + pies] 37" 75-80% (6.7km - 5:32min/km)

Znowu nie aż tak wolno, bo nogi wciąż świeże i takie tempo było tempem spokojnym. Trochę pobiegałem po mieście, trochę po kamieniach w miejscu starych torów kolejowych. Przyjemnie, w ciepełku.

27 luty 2021
[Trail + pies] 30" BS (5.1km - 5:52min/km)

Już wolniej, bo trail. Trochę błotka, trochę łydki już poczułem, ale i tak miło i przyjemnie. Mały kilometraż w tym tygodniu, ale tak miało być. W następnym zacznę podkręcać.
Ostatnio zmieniony 08 mar 2021, 21:08 przez Mossar, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek
2 marca 2021
[Miasto + pies] 30" BS (5.36km - 5:36min/km)

4 marca 2021
[Trail + pies] 1km BS + 10x30s (p 30s) + 2km BS (5.1km - 5:55min/km)

A takie coś na luzie żeby odmurować trochę nogi po zimie. Przed zimą robiłem coś podobnego i biegałem te trzydziestki po lesie w tempach 3:xx. Teraz podszedłem do tego dużo lżej. Tempa od 4:00 do 5:00. Od tak, żeby nogi się powoli przyzwyczajały do 4:xx.

6 marca 2021
[Mieszane + pies] 52" BS (9km - 5:46min/km)

Taki trochę dłuższy BSik, bo ładna pogoda. Planowo miało być 10km, ale okazało się, że po przerwie w lutym jeszcze takiego 10km nie wchodzi na totalnym luzie i koło 8km zacząłem czuć zmęczenie łydek w typowo shinsplintsowym miejscu. Zależało mi żeby to był bardzo spokojny bieg, więc postanowiłem skończyć na 9km. I tak na wiosnę będę chciał się przetestowac na 3km i 5km. Dziesiątka mnie nie kręci.

Niecałe 20km w tym tyg. Nie jest źle po przerwie. Teraz powolo sobie będę wchodził na ~25km tygodniowo.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Takie małe przypomnienie, że żyję ;) Miałem sporą przerwę z różnych względów i zacząłem znowu biegać w środku czerwca, ale potem zrobiłem sobie konkretną kontuzję karku przy podciąganiu i musiałem zrezygnować z biegania na nieco ponad tydzień. Wszystko na razie bardzo wstępne, lekkie. Dystanse są krótkie, tempa spokojne, a interwały w śmiesznym tempie. Na pewno czynnikiem utrudniającym jest temperatura, bo biegam albo o 12 albo 15, czyli wtedy kiedy z nieba leje się żar, a temperatura jest pomiędzy 25 a 34 stopni. Mimo wszystko zaskakuje mnie, że te ~30 stopni w ogóle pozwala mi biegać, bo spodziewałem się, że nie będę sobie w stanie poradzić przy takiej pogodzie. Muszę pamiętać o wodzie zostawionej gdzieś w krzakach, bo momentami potrzebowałem jej bardzo.

K: Kadencja, KO: Kadencja okrążeń, : Długość kroku, W: Wysiłek

Obrazek
14 - 20 czerwiec 2021
4x200 4km - okrążenia ~4:00min/km
KO: 166, DŁ: 1.50m, W: 5/10

Obrazek
28 czerwiec - 4 lipca 2021
BS z psem 4.26km - 5:38min/km
K: 159, DŁ: 1.11m, W: 4/10

3x400 4.0km - okrązenia ~4:00min/km
KO: 165, DŁ: 1.50m, W: 6/10

BS z psem 4.5km - 6:09min/km
K: 160, DŁ: 1.02m, W: 3/10

Obrazek
5 - 11 lipca 2021
800+600+400+200 (p. 200m marszotrucht)
800 - 5:22min/km (K: 158, DŁ: 1.18m, W: 3/10)
600 - 4:59min/km (K: 161, DŁ: 1.25m, W: 5/10)
400 - 4:21min/km (K: 166, DŁ: 1.39m, W: 6/10)
200 - 3:31min/km (K: 172, DŁ: 1.65m, W: 5/10)

BS z psem 4.21km - 5:54min/km
K: 160, DŁ: 1.06m, W: 2/10

1km + 3x400 + 1.5km - okr. 3:59, 4:00, 3:58
KO: ~170, DŁ: 1.50, W: 6/10

Te 400tki, 200tki na razie bardzo wolne, tylko po to, żeby trochę przyzwyczaić nogi do szybszego biegania niż dreptanie z psem po lesie. Póki co, 400tki zostaną na 4:00min/km, ale chciałbym dojść do momentu kiedy mogę ich zrobić sporo na krótkiej przerwie w truchcie bez większego zmęczenia. 200tki docelowo 3:00-3:30.

Próbowałem też tych schodków co Beata, ale w wersji spokojnej i skróconej - żeby sprawdzić jak na to reaguję. I chyba póki co nie będę tego przesadnie utrudniał. Skoro robię interwał co 2 trening to też na razie nie mogę przesadzić. A wtedy, mimo prawie 30 stopni, takimi tempami weszło to bardzo lekko. Dopiero powrót do domu w truchcie był nieprzyjemny :D

Na pewno kuleje sam dystans, ale po powrocie mam problem z tym, żeby po ~5km czuć się w miarę swobodnie, więc że tak powiem - powoli, do przodu, na razie 5tki, ale będzie lepiej :)
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek
12 - 18 lipca 2021
BS z psem 4.00km - 5:54min/km
K: 159, DŁ: 1.06m, W: 3/10

BS z psem 4.81km - 6:13min/km
K: 160, DŁ: 1.01m, W: 3/10

30-sekundówki z psem po lesie (3:59 - 5:05min/km)
KO: 168-182, DŁ: 1.17-1.44, W: 5/10

Hugońskie pagórki w 30 stopniach 4.00km - 6:15min/km
K: 158, DŁ; 1.01m, W: 5/10

Wszystko wygląda tak kiepsko, że ciężko się patrzy na te liczby, ale to był dosyć ciekawy tydzień, bo 4 treningi i każdy w absolutnie upalnej pogodzie. Ten pierwszy BS jeszcze w miarę, szybko wyszedłem przed skypem w pracy na 4km. Ten drugi (dzień później) już w totalnym skwarze - widziałem po raz pierwszy nawet po swoim psie, że nie bardzo mu to pasowało.. Dlatego w czwartek postanowiłem iść do lasu porobić parę szybszych fragmentów, ale nawet w lesie było ciężko przez upał. Zrobiliśmy może z 10 takich 30sekundówek w tempach zwykle około ~4:00min/km i wróciliśmy zajechani do domu.

Najgorzej w sumie dzisiaj. Zastanawiałem się czy iść czy nie iść, ale ostatecznie poszedłem. Godzina ~12, już bez psa, bo się o niego bałem i w 30 stopniach ruszyłem do lasu. Miałem nadzieje, że drzewa i cień dadzą trochę ulgi i rzeczywiście różnica jest ogromna, ale niewystarczająca, żeby zrobić jakiś sensowny trening. Może gdybym miał ze sobą wodę to zrobiłbym więcej km, ale uznałem, że nie ma co się w takiej temperaturze nadwyrężać po powrocie do biegania.

Z niecierpliwością czekam na chłodniejsze dni, żeby pobiegać trochę szybciej i dłużej :)
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek
Adidas Duramo SL

Żona od kilku dni strasznie narzekała na moje Pegasusy 36. Biegam w nich od ponad roku, katowałem je również po lesie, trochę nawet zimą. Z samego biegania kilometraż na Garminie podchodzi pod 1000km, a poza tym naprawdę sporo w nich chodziłem. W efekcie wyglądają już okropnie, mają dziury.. no i żona kazała mi kupić nowe buty do biegania.

Jeden wymóg: mają być czarne albo szare.

To pojechałem do Designer Outlet w Sosnowcu i na dzień dobry wskoczyłem do Nike'a. Patrzę Pegasuski 36, ~230zł, mówie spoko biere. Ale nie nie, 230 to za zielone, jak chcesz czarne to płacisz 370. No powaliło ich.

Stwierdziłem, że tak się nie będziemy bawić, idę dalej. W Asicsie nic mnie nie przekonało, w NB też. Smutno mi się zrobiło, ale widzę w oddali żonę z synem wołającą: "Tu jeszcze jest Adidas". Myślę sobie "Adidas? kiedy ja ostatnio miałem Adidasy?". Ale okej, zobaczę. I tu pozytywne zaskoczenie - Adidas dosyć mocno trzyma się odcieni szarości, więc wybór czarnych bądź szarych butów miałem duży. Przeglądałem różne, ostatecznie nic mnie nie przekonało na tyle, żeby wydawać grube hajsy, więc wziąłem zwykłe Adidas Duramo SL za fajne pieniądzę (chyba 150zł?).

Jak tylko je kupiłem to zacząłem przeglądać opinie, że to raczej lekkie buty z nie za dużą amortyzacją, że nadają się dla lekkiego biegacza na krótsze dystanse, itd. No ale tu chyba wszystko pasuje - biegam raczej <10km, ważę ~75kg przy 184cm, więc powinno być okej. Dzisiaj zrobiłem pierwszy test, tylko 4km, żeby nie przesadzić gdyby jednak te buty jakoś negatywnie na mnie działały. Ale jest bardzo okej. Duramo SL wydają się być dużo mniej zamulaste niż Pegasusy. Powiedziałbym, że odbiór jest podobny jaki miałem 1.5 roku temu przy Nike Downshifterach - są dosyć szybkie, przyjemne. Tak jak w Pegasusach taki typowy lekki bieg bez żadnej zadyszki to jest u mnie w tym słabym okresie ~6:00min/km, tak tu w Duramo bardziej się to kręciło w okolicy 5:30-5:40min/km.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Obrazek
19 - 25 lipca 2021
BS z psem 4.50km - 5:58min/km
K: 164, DŁ: 1.02m, W: 3/10

BS z psem 4.00km - 5:44min/km
K: 164, DŁ: 1.07m, W: 3/10

Tempo 4.00km - 5:16min/km
K: 161, DŁ: 1.18m, W: 7/10

Dwa pierwsze na luzie i krótko, bo.. jakoś tak wyszło. Średnio miałem czas i średnio się czułem na bieganie. Potem wzięła mnie ALERGIA TOTAL. Nie wiem do końca na co, ale co lipiec/sierpień mnie atakuje. Czułem się tragicznie, zapchany nos, kichanie non stop, więc poszedłem biegać dopiero dzisiaj jak mi w miarę przeszło. Niestety 28 stopni, żar z nieba, wiec (trochę głupio) postanowiłem załatwić ten trening szybko. No i trochę szkoda, że było tak gorąco, bo po 1km biegniętym bliżej 6:00 wszedłem sobie na tempo 4:55min/km i czułem się całkiem fajnie na tym tempie. Niestety temperatura mnie trochę pokonała i postanowiłem nie ciągnąć tego treningu w takim tempie dłużej niż 4km bez wody. Pewnie za tydzień, dwa jak będzie chłodniej to sobie zrobię taki minitest na piątkę. Nie na maksa, bo to na razie nie ma sensu, ale może bym sobie zrobił jakieś sub25 na piątkę w ramach mocniejszego treningu.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

K: Kadencja, KO: Kadencja okrążeń, DŁ: Długość kroku, W: Wysiłek

Obrazek

26 lipca - 1 sierpnia 2021
BS 5.19km - 5:47min/km
K: 161, DŁ: 1.07m, W: 5/10

BS z psem 4.10km - 5:47min/km
K: 159, DŁ: 1.08m, W: 4/10

Szybszy BS 5.00km - 5:37min/km
K: 161, DŁ: 1.10m, W: 5/10

BS z psem 5.27km - 5:55min/km
K: 163, DŁ: 1.04m, W: 3/10

Pierwszy trening - 30 minut spokojnego biegu.. w teorii, bo:
1) Początkowo biegłem za szybko. Nie wiem dlaczego. Nogi strasznie chciały biec, czułem, że wchodzi to lekko, a na zegarku ~5:30min/km. No i tu popełniłem błąd, bo miałem w zamiarze takie 5:50-6:00, a wtedy na pewno ostateczne odczucie byłoby takie, że jest lekko i przyjemnie.
2) Ciepło cholernie. Dziwny dzień. Pół dnia 16 stopni, a potem w godzinę podbiło do >25 stopni. Przy czym padało więc było duszno i generalnie źle się biegało.

W drugim treningu znowu OKROPNIE ciepło mimo 9 rano.. no i zaliczyłem glebę. Wypieprzyłem się o konary w lesie. Na szczęście jedynie wybity palec i lekko poharatany - mimo to postanowiłem wrócić do domu.

W trzecim miałem pobiec po chleb i masło, więc uznałem, że to będzie taki szybszy BS. No i raczej dalej czułbym się lekko z tym biegiem, gdyby nie to, że biegłem na czczo, a mi cały czas ten biegi na czczo nie odpowiadają. Tzn. taki ultraluźny poranny bieg spoko, ale cokolwiek szybciej oznacza tyle, że męczy mnie byle pierdoła.

Więc ogólnie słaby tydzień, ale jakoś się to kręci.
Awatar użytkownika
Mossar
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 715
Rejestracja: 21 wrz 2019, 22:19
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

K: Kadencja, KO: Kadencja okrążeń, DŁ: Długość kroku, W: Wysiłek

Obrazek
2 - 8 sierpnia 2021
BS z psem 4.33km - 5:51min/km
K: 161, DŁ: 1.06m, W: 2/10

Szybszy BS z psem 5.00km - 5:32min/km
K: 163, DŁ: 1.11m, W: 3/10

BS po lesie z psem 5.03km - 5:58min/km
K: 164, DŁ: 1.02m, W: 2/10

Biegłem dopóki nie spotkałem żony wracającej z synem. Liczyłem na >5, ale trochę mnie kość ogonowa pobolewała rano to uznałem, że starczy.

Drugi bieg już w deszczu z psem, więc żeby nie było zimno to zamiast mulić na ~6:00 to delikatnie sobie przyspieszyłem. Uwielbiam biegać w takiej deszczowej pogodzie, więc odczucia miałem takie, że wciąż to był lekki trening. W sumie cieszy, bo bardzo mi się tego dnia dobrze technicznie biegło. Czułem pracę bioder, stopy rozluźnione, fajnie.

A na koniec 5km po lesie z psem - totalnie na luzie. Aż jestem zaskoczony jak luźny to był bieg mimo pagórków i nierównego terenu. Nie chciałem więcej, bo rano byliśmy na Szyndzielni z żoną i synem. Czy to możliwe, że poranny trekking zamiast mnie podmęczyć to mnie fajnie rozgrzał przed bieganiem ;)?

W tym tygodniu mało kilometrażowo, ale odczuciowo świetnie. Bardzo luźne treningi, w następnym tygodniu spróbuje choć jeden trening dłuższy zrobić i jeden mocniejszy - może jakieś 200tki albo innego rodzaju powtórzenia.
ODPOWIEDZ