TRIATHLON MIETKÓW 2015
DYSTANS 1.4IM czyli w założeniu 950m pływania/45km roweru/10.5km biegu
Przyjechaliśmy do Wrocławia w piątek, mamy we Wrocku miejscówkę u mojego bardzo dobrego kumpla. Przyjechał tez mój drugi bardzo dobry kolega, znajomi jeszcze z dawnego życia, tego motoryzacyjnego....wszyscy się wkręciliśmy zarówno w bieganie jak i triathlon.
trójka, ja, Maciek i Jacek....
Obowiązkowe pasta party wieczorem, jakies piwko, troche pogaduch...i czas spać...w sobotę cięzki dzień się zapowiadał....start o godz 9:00 ...wieczór pożegnał nas mega burzą i opadami...
Ranek przywitał mgłą gęstą że na bloku naprzeciw w odległosci 30m nie było widać. Ale wiedzieliśmy że zgodnie z prognozami dzisiaj ma być ponad 30st C i bezchmurne niebo....
Zgodnie z planem pojawiliśmy się na ośrodku w Borzygniewie. Odebraliśmy pakiety, przygotowaliśmy się do startu. Wprowadzenie do strefy....pianka pod pachę i nad jezioro.
Start miał odbyć się z brzegu, pierwszy raz w ten sposób miałem startować....na szczęście jezioro Mietkowskie jest duże, było sporo miejsca, zapowiadało się że tym razem że pralki jakieś szczególnie wielkiej nie będzie....trochę było kłopotów z ustaleniem trasy...moim zdaniem słabo oznaczona .. kajakarzami ... słabo widoczni byli w ferworze walki....
Po starcie od razu do wody, szybko złapałem odpowiednie, jak mi się wydawało, tempo ..i płynąłem w stronę...bo właśnie.... miałem płynąć w stronę statku na srodku jeziora...ale srednio mi to szło, przy sporym chlapaniu nawigowanie było dla mnie sporym problemem, słobo widac było.....
Jakby nieszczęść było mało, na jakieś 150m przed końcem pływania poczułem że zlatuje mi czepek...pod którym miałem Garmina
Musiałem go zwinąć w rękę...i reszte płynąłem trzymając w ręku czepek...poracha....z naszej trójki oczywiście wyszedłem z wody ostatni....jak patrzałem na zegarem to samo pływanie mniej więcej 20:30...tylko że okazało się że przepłynałem zamiast 950m około 1.1km....do tego przy samym wyjsciu z wody zakołowało mi się w głowie..i spadłem z pomostu spowrotem na bok do wody
Ostatecznie jakoś się znalazłem w strefie T1....przez to zamieszanie z czepkiem źle polapowałem i poszedł się walić tryb multisport w garminie...postanowiłem zrobić reset i każdy sport ustawiac osobno....
Pływanie ostatecznie z wyjsciem:
Dystans 1.16 km
Czas trwania 21m:24s
Śr. tempo 18:27 min/km
Kalorie 347 kcal
Zrzuciłem piankę, ubrałem co trzeba...i ruszyłem na trase kolarską....
ROWER
Dystans 45.34 km
Czas trwania 1g:17m:08s
Średnia prędkość 35.3 km/h
Kalorie 1985 kcal
Przewyższenie 290m !!!!!!
Trasa kolarska okazała się, zgodnie z zapowiedzią, bardzo wymagająca. Spore podjazdy, powtarzane kilka razy, skutecznie nagryzały zapasy energetyczne. Widać było że dla wielu triathlonistów sobie zupełnie nie radziło z takim trudnym profilem.
U mnie wręcz przeciwnie...woda na młyn....minąłem mnóstwo ludzi, szczególnie własnie na podjazdach, zjazdy z prędkościami dochodzącymi do 62km/h. Po pierwszym nawrocie mogłem ocenić moje straty do przyjaciół. Okazało się , że Jacka mam troche przed sobą...a Maćka nie ma....Maciek znalazł się jakieś 10minut za mną...okazało się, że miał awarię łańcucha zaraz po starcie etapu rowerowego...na szczęście znalazł się na miejscu serwis, całość kosztowała go własnie około 10 minut strat...szkoda, bo o walce nie było już mowy....
Po 20km dopadłem Jacka, na pagórkowatej trasie również nie radził sobie najlepiej i na nic się zdało jego 17min na pływaniu....
Minąłem po drodze też dziewczyne, siedzącą na poboczu, mocno poturbowaną.....nie wiem co się stało, ale w tym miejscu był ostry zjazd, wiem że przyleciał po nią helikopter, ostatecznie wiadomo że nie stało się nic poważnego na szczęscie.
Kończę w dobrym zdrowiu , przede mną , jakieś 3-4 minuty rozpoczął się swój bieg Marek, jeden ze znajomych z grupy Tribition z Wrocławia, grupy z którą miałem przyjemność kilkukrotnie trenować....
Mała dygresja....fajna grupa, trenująca pod okiem znanej i bardzo dobrej triathlonistki Asi Susmanek. Marek razem z Maćkiem w zeszłym roku rozpoczęli treningi pod jej okiem notując bardzo duży progres ...u Marka to szczególnie widać, z resztą co ciekawe jeden z moich ostatnich wspólnych treningów z nimi zakończyłem spektakularnym odcięciem prądu....po prostu za chłopakami nie dalem rady......myślę że gdy zakiełkuje ostatecznie kiedyś myśl o powalczeniu na dystansie pełnego IM to też swoje kroki skieruję własnie do tej grupy i Aśki....
Tak więc wracając do głównego wątku....mam przed sobą Marka, zmieniam buty, tm razem po raz pierwszy do swoich Adidasów Bostonów nie zakładam skarpetek, stwierdzam ze szkoda czasu .... oszczędzam kilka sekund....
Wybiegam na trasę...
Trasa biegowa....poprowadzona po wale jeziora, cały czas na terenie odkrytym...mamy 33st C.... do tego jebitny podbieg w połowie trasy..i drugi pod sam koniec....zacząłem bieg dużo spokojniej niż w zeszłym roku gdzie w Piasecznie pierwsze 3km walnąłem po 4:00/km co spowodowało że ostatnie 6 km wlokłem się po 4:50/km
Tym razem spokojnie... 4:25/km...
Na nawrocie do Marka miałem jeszcze jakieś 500m.... po kolejnych 2-3km widzę jego plecy....ale już też mam dosyć tego biegu...mimo regularnego picia, polewania, biegu w czapce zaczynam mieć gęsią skórkę oznaczającą odwodnienie i przegrzanie.... dobija mnie ten ostatni podbieg i zamiast ostro finiszować raczej dobiegam dogorywając.....jakies 100m za Markiem...
BIEG
Dystans 10.35 km
Czas trwania 45m:51s
Śr. tempo 4:26 min/km
Kalorie 912 kcal
Ostatecznie
Czas : 2 godziny 28 minut 27 sekund.
Miejsce 41 w open /250 startujących - 22 miejsce w Kat M30
Przegrałem z jedną kobietą ( Ewą Bugdoł która była w OPEN 7 )
Podsumowując....
Bardzo udany start....mega niespodzianka dla mnie, szczególnie rower, pomimo ciężkiej trasy pozwolił odrobić straty z wody....bieganie również najlepsze jakie do tej pory zanotowałem w startach na 1.4IM ( Piaseczno 2014 było 48 minut )
Zamiast prognozowanych 2:35 udało się złamać 2:30....i bardzo się z tego cieszę...tak bardzo że poważnie myślę czy nie zakończyć we wrześniu sezonu tri jeszcze jednym startem. czas pokaże.
A teraz trzeba zacząć myśleć o ataku na mocno zakurzoną życiówkę na 10km
