Rozmówki częstochowsko-kosowskie:
- Idziesz jutro w trupa! Jak nie wygrasz w tym roku, w przyszłym pobiegnę z Tobą jako support
- Pobiegniesz i tak
- Ale jak ja z Tobą pobiegnę to będziesz miała ..... !
- Ok liczę na to
- A ja liczę tylko na Twój sukces
- Jej, ja też, aż się boję wszystkich zawieść
- Presja na Tobie ciąży i wytrzymaj ją! Dasz radę. - No qwa nie masz wyjścia
- No nie mam
- Presja!
- Ale nastawienie mam teraz super. Oby się utrzymało
- Presja! Po ostatnich sukcesach są duże oczekiwania
- Co prawda leje ale jest sprzęt, ciuchy na zmianę w aucie. Będzie dobrze!
- Sa oczekiwania wobec Ciebie i będą rosły także nie oczekuj niczego innego, presja, chcesz wygrywać presja musi być twoim sprzymierzeńcem.
- Tak wiem. Głowa to podstawa
- U Ciebie tylko o to chodzi! Biegnij tak byś w niedzielę rano gdy się obudzisz w ciepłym łóżeczku wstaniesz i powiesz sobie przed lustrem że zrobiłaś wszystko ale to qwa wszystko a nawet więcej niż przypuszczałaś i że teraz to jesteś przech.j
- Hahaha, no tak, taki właśnie mam plan
DZ, mój ubiegłoroczny supporter na drugi dzień zdobył 2-gie miejsce na międzynarodowym biegu o nóż komandosa w Kosowie
........................................
Rozmówki domowe:
- wypiłeś moją kawę!
- wypij moją
- nie mam już sojowego
- idź już, bo nie wytrzymam z tobą, tylko nie wracam mi do domu bez kasy
............................................
Rozmówki z trenerem:
- jak będę się zbliżać do Olsztyna damy znać, ja albo Tomek. Ja raczej nie będę wyciągać telefonu na trasie z plecaka, bo to mnie rozprasza.
- nie wyciągaj, w trakcie zawodów masz zawody i tyle, bez telefonu, wycisz najlepiej i nawet do niego nie zaglądaj
- będę tylko odbierać powiadomienia o tym, jak daleko mnie któraś goni
- tylko nie zwracaj uwagi na to że druga kobieta jest 40 min za Tobą, tylko pędź do przodu i powiększaj przewagę
- eeeee, tzn. która ja mam być?
- tego to chyba nie musimy omawiać
- kurczę postaram się, mam nadzieję, że wystarczy mi nóg i głowy
- musi, jesteś dobrze przygotowana, zaplanowane wszystko, teraz tylko biegasz swoje
- no tak, ale nie znam rywalek, też mogą być przygotowane. Najlepiej by było, gdyby już na początku udało mi się urwać dość wyraźnie. Jeśli utrzymam tempo z ub. roku i do tego uda mi się nie pogubić to mam godzinę do przodu
- urwiesz, tylko nie błądź
No niestety, urwałam ubiegłoroczny czas tylko trochę, bo znów pobłądziłam. Do tego warunki były zdecydowanie cięższe. Całą noc, od startu o 20:00 w Krk na przemian ulewa z mżawką; tam gdzie nie było asfaltu – błoto po kostki. No i Orkan Ksawery zostawił po sobie ogromnie dużo powalonych drzew na trasie. Mam po nich pamiątkę – potargane spodnie i rany na nogach. Za to solidnie urwałam się rywalkom. Ale to dopiero po ok. 80 km, bo wcześniej przez błądzenie do chwila mijałam drugą, po to by znów się zgubić i znów ją mijać i mijać i mijać…
.....................................
Rozmówki z fizjoterapeutą (wtorek, 3,5 doby przed startem)
- masz dzisiaj jakiś trening?
- nie, jutro
- co jutro?
- a, takie spokojne 8
- no dobra, to mam coś specjalnego na dziś
- ?
- suche igłowanie
- yyyyy, ale to będzie bolało?
- hehe, nie bardziej niż to co masz w planie na piątek
Po wiosennym bliskim spotkaniu z rugbistami przez cały sezon miałam problemy z dwugłowym uda. Bałam się przed startem w SOG, że taka trasa dość szybko mi to wyciągnie, bo jednak bolesne przykurcze w tym miejscu ciągle do mnie nawracały. Po igiełkach (mało przyjemne) byłam przez dobę lekko obolała, ale ani w czasie wyścigu, ani po nim nie miałam już żadnych problemów.
......................................
rozmówki z orgami, tuż przed odprawą i startem
- no, tylko, żeby mi na mecie nie było żadnych nieporozumień
- hę?
- <groźne spojrzenie>
- ?? <wielkie oczy>
- masz być pierwsza, i to z dużą przewagą
..............................................
Presja, presja. Chyba dawno nie miałam takiej spiny przed startem, jak teraz. Ta presja to nie było przyjemne uczucie, naprawdę. Teraz wszystko brzmi śmiesznie, ale ja miałam ochotę schować się gdzieś pod jakiś fotel i przeczekać po cichu do startu, nie gadając z nikim. Ale fakt - tym razem to był mój sprzymierzeniec
