Czwartek.
Czas na herbatkę w Strzeszynku. Jest jednak jedno małe ale... - nie ma jej komu pić!

. Dokładniej - kontuzje Magdy, Maćka, szwankujące zdrowie drugiej z Magd i Agi, wyjazd Joli uczyniły ze mnie...jedynego, który może dotrzeć tam na własnych nogach i o względnych siłach...O ironio - największy "misio" w ekipie, najmniej "ambitny" w rywalizacji...jako jedyny biega...

. Nie jest to bynajmniej dla mnie powód do satysfakcji, czy radości - bo jak wody brakuje mi wspólnego, gromadnego truchtu... I czekam bardzo na powrót przyjaciół...
W miniony czwartek byłem nawet bliski złapania doła z racji frekwencji...No ale przyjaciele to przyjaciele. Zawsze przecie można wsiąść na rower i pomknąć obok samotnego biegacza, czyniąc jego trening wyjątkowym

. Kluczem do wszystkiego jest: nigdy się nie poddawać, nie składać broni, gdy dopadnie uraz, ale być w ruchu, w kontakcie. Nie ważne, że chwilowo na dwóch kółkach - to też uzupełnienie treningu biegowego. Ważne, że nie zostaje się w domu, tylko gna, by być.
Nawet jeśli świat wokół otoczy się białą, nieprzeniknioną zasłoną, jak to było w czwartek...
Na mlecznej drodze...