Sobota była bardzo ciekawa

.
Pomijam, że to mój powrót BBLowy do korzeni, czyli nad Maltę. Jacek przyszykował zabawę biegową, która miała nas nieco sponiewierać. Nie powiem - zmęczyła porządnie, ale przeżyliśmy i co najważniejsze gotowi jesteśmy na replay za tydzień

. Było dziarsko. Pętla dostarczyła bardzo miłych wrażeń, zwłaszcza liczne zakosy

. Do tego był piękny słoneczny, śnieżny poranek. I bezwietrzny, co po orkanie wprowadzało poczucie, jakby...czegoś brakowało

. 35 minut konkretnego treningu, a po nim możliwość "skosztowania" fachowej skakanki i relaksacyjna, pozajęciowa pęteleczka z naszymi "wymiataczami"

. No po prostu: żyć, nie umierać!
Zabawa biegowa - odsłona I