06.11.2020 siła biegowa
wszystko to samo jak w tamtym tygodniu. skoki, skipy, wykroki, sprinty.
maks tempo sprintu złapane przez stryd: 2:22, 2:21, 2:18. szybciej się nie dało, bo czułem jak mi się but ślizga po bieżni.
generalnie o wiele lżej weszło niż ostatnio. wykroki bardzo luźno.
lecz łydka odczuła skoki, lekkie ukłucie tam poszło po wieloskokach.
07.11 8km po 5:00 + 4x60m
wystąpił błąd krytyczny, nie stwierdzono regeneracji.
konsola i piwko to nie jest dobre połączenie. blog jest prowadzony szczerze, co mam Was oszukiwać.
ale z drugiej strony - Ghost of Tsushima. co to jest za tytuł. dawno żadna gra mnie tak nie wciągnęła. a przy piwku czas leci szybko. browarek i zadanie, browarek i jakieś znajdźki. poszedłem spać o 2.
o 6:47 słyszę:
-tata, obudź się. (podniosłem oko)
-Julka! nie budź taty!
-ale mama, tata otworzył oko i zamknął.
i o. miałem zrobić trening popołudniu jak do siebie trochę dojdę, ale stwierdziłem najlepszym remedium będzie się wypocić.
więc poszły konie po betonie!
TAK WIEM, ZA SZYBKO, ZA WYSOKIE TĘTNO.
ale czułem się mocny. mimo wszystko czułem się dobrze. noga podawała. spokojnie bym tym tempem pociągnął może ze 12. ale nie ma co szaleć. (garmin kołcz zalecił 30min po 6:10

)
przebieżki chciałem ciut mocniej i jakoś to wychodziło.
za to od tych górek czuję kolanko. no i dzisiaj boli łydka po tych wczorajszych skokach. i trochę skokowy.
ale nie ma zakwasów (Roland, chyba trzeba dorzucić do pieca

).
STAN WAGI 07.11 - 76.7 (+0,3kg)
i tak nie jest źle, biorąc pod uwagę tygodniową ilość piw alkoholowych i bezalkoholowych. no i tych podjedzonych chipsów żonie.
eh, czemu jak wypije dwa piwka to mi się jeść chce.