W planie OWB1 - 70'. Pierwotnie miałem pobiegać wczoraj wieczorem, ale robota mi się przeciągnęła tak bardzo, że nie było sensu. Dodatkowo przeziębienie trzyma, więc jeszcze jeden dzień przerwy może przyspieszy proces wyzdrowienia

Kładłem się jednak spać z mocnym postanowieniem, że dzisiaj pobiegnę inną trasą - po pierwsze: zawsze to jakaś odmiana, po drugie: wydaje mi się, że ta jest jednak trudniejsza: dwa, a nawet trzy podbiegi, jezdnia z taaaakimi koleinami i sporą ilością potencjalnych czworonożnych agresorów. I to właśnie ta ostatnia przeszkoda była dla mnie najtrudniejsza, bo pokonanie jej leżało w mojej głowie, no ewentualnie w nogach, gdy już będę musiał się ewakuować

Nie patrzyłem zbytnio na zegarek, wiedziałem, że muszę pobiec spokojnie; z drugiej strony miałem świadomość, że w przypadku zagrożenia spokój i wolne tempo raczej nie wchodzą w grę

Przebieram się, q...a - zapomniałem mp4

. Trudno, biegnę bez... Pierwszy podbieg na drugim km, tam ostatnio zostałem zaatakowany

- cisza, kilometr dalej - podobnie. W chwili autorefleksji zdaję sobie sprawę, że biegnę płaskim, bardzo cichym krokiem

. W następnej wiosce w pewnym momencie zaczyna się szczekanie potężnego (chyba, bo ciemno i mgła jak cholera) brytana, ale już po chwili przeradza się w ... wycie

. Najwyraźniej poczuł zapach moich biegowych ciuchów i doszedł do wniosku, ze z tym przeciwnikiem to on sobie nie poradzi

. No i dobrze, on ma kły, ja mam ... własny zapach obronny

. Reszta trasy bez wydarzeń, chyba, że zaliczymy do nich kierowców, których chyba bawi oślepianie pieszych

. Dobiegłem... i chyba niedługo zaryzykuję tę trasę jeszcze raz...
12,1 km: 1:13:34; śr.: 6:05/km; HR śr./max.:145/161