wtorek, 7 maja
zabiegana czołówka trial part two
umawialiśmy się na dzisiaj już od tygodnia, a tu bach, popołudniu burza i ulewa; szczerze - zwątpiłam, że coś z tego treningu wyjdzie, ale co tam, zerknęłam na biegajznami i okazuje się że będzie;
do plecaka ciuchy na przebranie, trochę wody, czołówka, aparat i biegiem na dworzec pkp - dziś: kierunek Poraj, a cel - trail wokół zbiornika wodnego, cirka 15 km w planie

zebrało się nas 12 sztuk wesołego towarzystwa i powiem, że od pierwszej minuty nie było chwili bez rechotu : ))))
wysiadka ok. 20stej, jeszcze jasno, a co ważne - nie padało!!! ci co wymiękli i z powodu deszczu zrezygnowali - niech żałują, bo jest co wspominać

;
mgła tak gęsta, że padające nań światła czołówek nie były w stanie dotrzeć do podłoża i ujawnić po czym to w zasadzie przyjdzie następny krok postawić, no ale przecie nie pogoda nas a my pogodę, no nie

??
trasa wyborna, niech wspomnę o przeprawie przez bagienko po którym nawet minimale robiły się ciężkawe; ale co tam, kawałek dalej przeprawa nr 2

woda pow. kostek więc całe błoto elegancko wypłukane

, przez chwil paręnaście dość solidnie chlupało nam w butach i w zasadzie przestaliśmy zwracać już uwagę na jakiekolwiek kałuże i błota;
mgła coraz gęstsza - więc zrozumiałe że przeoczyliśmy ścieżkę, która miała nas doprowadzić na kładkę prowadzącą z kolei przez zalew i w ten oto sposób z planowanych 15-stu km jakoś dziwnie zrobiło się trochę więcej

;
ale co tam, ważne, ze znowu atrakcje po drodze, bo jak nie kolebiące się, śliskie i dziurawe drewniane mostki, to kolejne bajora na leśnych drogach ... i znowu ścieżka w bok - taki skrót, podobno; jeden skręt, drugi skręt, pole a na środku drogi góra

chłopaki krzyczą: bierzemy ją, podbiegggg!!!

no i wszyscy na hurrra na tę górę ... na szczycie laliśmy ze śmiechu, bo ta góra okazała się wielką górą łajna

, przeznaczonego zapewne do nawożenia pola co to nieopodal; łajno świeże, miękkie

, troszkę się w nim pozapadaliśmy, więc większośc z ulgą przyjęła jawiącą się niebawem okazję kolejnej przeprawy przez wodę pow. kostek ;
tych skrótów zrobiliśmy tyle, że z planowanej 15stki wyszło nam jakieś 21 km

ile dokładnie - nie wiem - bo zegarek złapał mi sygnał gps dopiero po jakimś czasie, ale co tam, ważne, że zabawa była przednia

aaa, z tych skrótów - wychodziło na to, że możemy nie zdążyć na pociąg powrotny; więc plan awaryjny był taki - do domu z buta, czyli jeszcze + 13 km się szykuje; ale, że głupi ma zawsze szczęście - nasze kochane koleje pkp - i dziś im chwała wielka za to

- zorganizowały półgodzinne opóźnienie, tak więc troszkę przed północą udało mi się wrócić do domu i spisać tę historię, co wcale nie było takie oczywiste

hmmm, po dzisiejszym - buty nieco straciły na urodzie; czy na funkcjonalności - nie wiem, trza by je najpierw oskrobać, ale dzisiaj już nie mam na to ochoty, leżą sobie biedne na balkonie
ostatecznie zaliczone 20,88 km śr. 6:06 , więc nie wiem, ale chyba odpuszczę sobie jutrzejszy planowany bieg spokojny, żeby nabrać swieżości przed piątkową koniczynką
