Prawej półkuli nawet nie dotykam, moja leży odłogiem od zarania dziejów.
Wypisów z ksiąg cd. (czyli jedna czy dwie
runner’s high później). O ile kogokolwiek to interesuje:
1.
Biegamy również po to, by załapać się na euforię, która wraz z antylopą umyka przed nami ruchem jednostajnym przyspieszonym, a przynajmniej my to tak postrzegamy (skoro jednak o życiówki walczymy). Z ewolucyjnego punktu widzenia w trakcie biegu długodystansowego podnosimy poziom endokannabinoidów, które działają jak środek przeciwbólowy – czyli by schwytać rzeczoną antylopę i przy tym nie paść, musimy wprawić się w neurochemiczny haj.
Ale wzrost poziomu endokannabinoidów nie następuje tak samo przy różnych treningach – zarówno bardzo niska, jak i bardzo wysoka intensywność jest tego dobroczynnego wpływu pozbawiona. Wysiłek zwiększa obwodowe poziomy endokannabinoidów, przy czym
największe efekty wywołują ćwiczenia umiarkowane (70% i 80% HRmax przewidywanego dla wieku), a nie ćwiczenia o niskiej (<50%) czy wysokiej intensywności (90%). Czyli po szczęście należy się udać do drugiego zakresu – podczas człapania wyprodukujemy go mniej, ponad progiem mleczanowym też go raczej nie szukajmy.
2.
Bieganie jest stresorem. Potężnym. Uwalnia kortyzol, hormon stresu, który ma też dobroczynny wpływ na organizm – pozwala się zregenerować, naprawić tkanki. Gdy poddajemy ciało obciążeniu i umożliwiamy jego regenerację, zwiększamy odporność na stres. Następuje allostaza, czyli stabilizujemy środowisko wewnętrzne poprzez zmianę – reagując na ostry stres, organizm wydziela jego mediatory: katecholaminy i glikokortykosteroidy (na co zwrócił uwagę Selye, który zresztą jako pierwszy, w 1936 r., użył pojęcia „stres”, by nazwać niespecyficzną reakcję organizmu na szkodliwy bodziec), by pobudzić układ immunologiczny i transport komórek układu odpornościowego do tych obszarów organizmu, w których są najbardziej potrzebne. Organizm dąży do stabilizacji/homeostazy poprzez fizjologiczne albo behawioralne zmiany. Jednak stan allostazy utrzymuje się przez określony czas. Kumulacja skutków tego wzmożenia doprowadza do przeciążenia allostatycznego (
allostatic load, AL), czyli wielowarstwowych zmian w odpowiedzi na przedłużające się działanie czynników patogenetycznych. Poziom kortyzolu pozostaje podwyższony po zakończeniu ćwiczeń. Gdy do tego dołożymy innorodne stresory, „z życia wzięte” – praca, zdrowie, rodzina – następuje przeciążenie allostatyczne (
allostatic overload, AO). Mediatory allostazy (system neuroendokrynny, autonomiczny układ nerwowy, układ immunologiczny, hormony osi podwzgórze–przysadka–nadnercza, katecholaminy i cytokiny) działają protekcyjnie do pewnego momentu, w dłuższym okresie zaburzają proces adaptacji organizmu w odpowiedzi allostatycznej i mogą uszkadzać praktycznie wszystkie tkanki i narządy. To trzecie stadium ogólnego zespołu adaptacyjnego wg Selyego – wyczerpania. Dalej już tylko zapaść, bezwład, burnout. Ewentualnie wsparte dysfunkcją organiczną – kontuzją.
3.
Stres nas spowalnia.
Przeprowadzone w Holandii w 2016 r. badanie wykazało, że negatywne wydarzenie życiowe (np. żałoba, bycie ofiarą przestępstwa, poważna choroba w rodzinie) może pogorszyć ekonomię biegu (
running economy, RE – miarę efektywności biegacza) w tygodniu następującym po stresogennym doświadczeniu życiowym. Po dwóch tygodniach od danego wydarzenia RE wraca do normy.
4.
Stres w okresie okołoporodowym fatalnie odbija się na całym życiu. Może w utajony sposób zmienić trajektorię starzenia się mózgu, a nawet,
jak pisze Sapolsky, mieć skutki wielopokoleniowe, poprzez niegenetyczne przekazywanie cech behawioralnych i fizjologicznych.
Stres i podwyższony poziom glikokortykosteroidów degradują hipokamp i korę czołową – przyczyniają się do zmniejszenia objętości istoty szarej. Zupełnie inaczej jest w ciele migdałowatym, szczególnie w podstawno-bocznej części – tu stres zwiększa plastyczność synaptyczną. Można by się z tego cieszyć, bo kto nie chciałby, aby jego neurony były silniej i szerzej zintegrowane z obwodami. Jednakże przerost ciała migdałowatego to broń obosieczna, ponieważ „spuchnięte” zaburza nasz obraz świata, niewłaściwie oceniając zagrożenie. Jedną z jego ról jest wyrażanie i regulowanie lęku i strachu. Kiedy jesteśmy zestresowani, łatwiej ulegamy lękom, gdy nie ma takiej potrzeby – łatwiej tracimy poczucie bezpieczeństwa. Droga do wyniszczającego zaburzenia lękowego jest wybrukowana dziarskimi synapsami ciała migdałowatego i jego nadreaktywnością.
Inverted-U.jpg
No i wreszcie kwestia odwróconego U (
inverted-U) jako konceptualizacji nasilenia stresu i jego wpływu na nasz organizm/mózg/życie, wyrażonego przez neurobiologiczne punkty końcowe. Różne dawki, różny skutek. Brak stresu jest szkodliwy – znudzenie, niedostymulowanie, marazm, zamknięcie w klatce, kanapowe życie. Nadmiar – również. Punkt szczytowy, threshold, gdy jeszcze nie wekslujemy rozmowy na aspekty negatywne, gdy eustres (stres pozytywny) nie zmienił się w dystres (stres negatywny), gdy bieganie wciąż rozwija, a nie nas pożera, gdy procesy kataboliczne nie dominują – w jaki sposób go pochwycić w indywidualnym przypadku, gdzie jest punkt graniczny każdego biegacza z osobna?
5 (niezapośredniczone).
W jaki sposób zmierzyć stres?
- HRV. Poprzez pomiar zmienności czasu pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca (i zmian w autonomicznym układzie nerwowym) monitorujemy, pośrednio, również poziom stresu. Im większe HRV, tym lepiej się regenerujemy i tym bardziej jesteśmy podatni na dalszy stres treningowy.
- Badania krwi. Zmiany w stężeniach szeregu markerów (kortyzol, adrenalina, noradrenalina, dopamina i aldosteron) mogą być predyktorem przetrenowania. Tylko kto spośród amatorów je systematycznie mierzy?
- Pułap mózgowy, peak brain uptake, PBU. Na wzór tlenowego. By poznać naszą wydolność mózgową jako pochodną treningu. Dlaczego nikt jeszcze nie opracował takiego parametru? Bo mózg jest niepoznawalny, schowany pod czerepem, przed wzrokiem ciekawskich. Paradoksem jest fakt, że ten twór, ważący ok. 1,5 kg, składający się głównie z wody (w 80%) i tłuszczu (niespełna 20%), zarządzający złożoną siecią powiązań biologiczno-fizjologicznych, dbający o homeostazę organizmu na wszystkich płaszczyznach, tak bardzo nam umyka. Jak ta nieszczęsna antylopa czy króliczek, którego gonimy wciąż i wciąż.
Dziękuję za uwagę. Ciąg dalszy nie nastąpi.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.